[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 3 (63) / 2000
16 lutego 2000
W numerze:
  • KERM-em w atom 
  • Chwaszczewski do KBN-u!
  • Sukcesy naszych biegaczy w Nowej Zelandii i Lesie Kabackim
  • MAR: KA + JM = KM
  • O samochodach, autostradach i antykoncepcji w Niemczech
  • Stanisławski po faceliftingu


Pozbyliśwa sie atomuf

Czwartego lutego bieżącego roku GAZETA WYBORCZA doniosła, iż KERM odesłał do poprawki przygotowany przez Ministerstwo Gospodarki projekt założeń polityki energetycznej Polski na najbliższe 20 lat. Ministerstwo przygotowało 3 warianty prognozy wzrostu zapotrzebowania na energię. Według każdego z nich zużycie energii w Polsce miało wzrosnąć ponad dwa razy. KERM uznał, że tak wielkiego wzrostu nie będzie, ponieważ sporo energii uda się zaoszczędzić dzięki nowym technologiom. Prócz tego w projekcie MG nie uwzględniono źródeł odnawialnych, w zbyt małym stopniu uwzględniono rozwój technologii energooszczędnych oraz nie wykonano szacunków, jak będzie się zmieniał popyt ludności na energię - czy będzie rósł, czy może się zmniejszy, bo zaczniemy ją oszczędzać. Z tych powodów poprawki projektu powinny min. uwzględniać usunięcie zeń planu budowy elektrowni jądrowych.

Dwunastego lutego założenia polityki energetycznej Polski były już poprawione i KERM je przyjął. Tak więc w dalszym ciągu głównym naszym źródłem energii będzie węgiel, zużycie gazu wzrośnie z 12 mld m3 obecnie do 26-29 mld m3 w roku 2020. ŻYCIE z 12 lutego kwituje te prognozy artykułem "W XXI wiek na gazie". Oprócz treści dokumentu zaaprobowanego przez KERM nakreślona jest w nim panorama przyszłego rozwoju urządzeń energetycznych i metod oszczędzania energii. Mamy więc zapowiedź technologicznej rewolucji w dziedzinie wyższej sprawności spalania węgla, wykorzystania małych elektrowni wodnych, wiatraków, biomasy, słomy, trocin i domowych elektrociepłowni na gaz. Okazuje się też, że w Finlandii w okresie ostatnich 20 lat zużycie energii do ogrzewania domów spadło o 40% dzięki docieplaniu budynków i odzyskowi ciepła z klimatyzacji. Na świecie stoją już budynki nie wymagające praktycznie żadnego ogrzewania. Autorką tego interesującego artykułu jest Zofia Jóźwiak. Ta sama Autorka na drugiej stronie ŻYCIA w komentarzu redakcyjnym "... Wszystko bez te atomy" pisze, chyba ironicznie, że "Widmo "atomu" przestało nam zagrażać" (przede wszystkim odetchnęli mieszkańcy Wybrzeża) i pokrótce opisuje historię niedoszłej budowy elektrowni jądrowych w Polsce. Przytacza też opinię prof. Jerzego Niewodniczańskiego, że lobby górnicze jest nadal dużo silniejsze od atomowego, zaś spalanie paliw organicznych wywołuje efekt cieplarniany. Prócz tego Autorka zwraca uwagę na fakt, że różnicowanie źródeł energii elektrycznej pozwala na utrzymanie jej ceny na możliwie niskim poziomie i że w dalszym ciągu jesteśmy otoczeni przez elektrownie jądrowe, przeważnie budowane ok. 20 lat temu.

Trudno nie powstrzymać się od komentarza, że dorabianie teorii (np. prof. Popczyk) do oparcia wzrostu gospodarczego Kraju na gazie, czyli uzależnienie się od Rosji, z którą równocześnie ochładzamy stosunki polityczne, wygląda co najmniej dyskusyjnie. Odpowiedzią na te wątpliwości ma być gazociąg do RFN i pól norweskich. Wtedy jednak rodzi się pytanie, co będziemy w zamian eksportować na te trudne rynki - świeżo w pamięci mamy rekordowy deficyt płatności bieżących Kraju w roku 1999.

Przez następnych 20 lat królem nadal będzie węgiel. Dobrze, że nikt przy zdrowych zmysłach nie próbuje już przekonywać opinii publicznej, że elektrownie węglowe będą w Polsce tańsze od jądrowych. Dziś już wiemy, ile naprawdę węgiel nas kosztuje - wiemy, jakie jest zadłużenie górnictwa i ile będzie kosztować jego restrukturyzacja. Zastanawia wiara w cudowne wynalazki japońskie. A jaka jest ich cena? Ile będzie kosztowało docieplenie wielkiej płyty w Polsce i kto je zrobi? Ludzie, których nie stać na czynsz? Pytania można by mnożyć, ale byłaby to nieskuteczna, jak pokazuje przykład Don Kichota, walka z wiatrakami - w sensie dosłownym. Tym bardziej, że jakiś "ekspert" ekologiczny zauważył twórczo w TV, że kraje rozwinięte nie budują elektrowni jądrowych czyli ich budowa u nas byłaby wbrew "tryndom". Skądinąd wiadomo, że produkcja energii elektrycznej z elektrowni jądrowych na świecie nieustannie rośnie. Budują je przede wszystkim kraje rozwijające się, a my do takich należymy.

Jedyna pociecha, to taka, że jak już zgodnie z jedynie słuszną polityką państwa sprywatyzujemy całą gospodarkę (czytaj oddamy w zarząd państw UE i USA) i zajdzie taka potrzeba, to jakiś koncern zbuduje w Polsce w ciągu 5 lat elektrownię jądrową pod klucz, a nasi pseudo-eksperci udowodnią wtedy słuszność i zbawienność tego faktu.

Krzysztof Andrzejewski


Od Redakcji:

W poprzednim numerze przedstawiliśmy sylwetkę Profesora Janusza Miki, kandydata do KBN-u w Zespole P-3, a dziś prezentujemy Państwu, już bez żadnych obaw, że możemy być posądzeni o kumoterstwo, Profesora Stefana Chwaszczewskiego. Tak jak i poprzednio przepisujemy tekst, który się ukazał w Biuletynie Informacyjnym Rady Głównej JBR-ów. Profesor Chwaszczewski kandyduje do Zespołu T-10 Elektrotechniki, Energetyki i Metrologii. Jest on osobą powszechnie znaną nie tylko w naszym środowisku, ale również wśród wszystkich pracowników nauki reprezentowanych przez Zespół T-10. Wystarczy wspomnieć, że Instytut Elektrotechniki w Międzylesiu wybrał go jako swojego przedstawiciela w KBN-ie. Zachęcamy wszystkich do głosowania na Profesora Chwaszczewskiego, jego wejście do KBN-u będzie niezwykle korzystne nie tylko dla nas, pracowników Świerka, ale i dla rozwoju wszystkich dyscyplin nauki wchodzących w sklad Zespołu T-10.

KA + MAR

Profesor dr hab. Stefan Chwaszczewski

Prof. dr hab. Stefan Chwaszczewski (energetyka, elektronika, informatyka, fizyka jądrowa, fizyka rektorów jądrowych, syntezy komputerowe) jest absolwentem Wydziału Fizyki (fizyka jądrowa) Uniwersytetu Moskiewskiego (1958).

Bezpośrednio po ukończeniu studiów podejmuje pracę w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku, w którym zdobywa stopnie naukowe: doktora w 1966 r. oraz doktora habilitowanego w 1969 r. Od 1983 r. pracuje w Instytucie Energii Atomowej (Świerk). W roku 1987 otrzymuje tytuł profesora nauk technicznych. W Instytucie Energii Atomowej kontynuuje badania w zakresie fizyki reaktorów, pełniąc jednocześnie funkcję Zastępcy Dyrektora ds. badawczo-rozwojowych. W latach 1991-93 kieruje Instytutem jako dyrektor. Od ubiegłego roku jest Sekretarzem Naukowym Instytutu pełniąc jednocześnie funkcję 1. Zastępcy Dyrektora.

Jest członkiem Komitetu Problemów Energetyki przy Prezydium PAN oraz Rady ds. Atomistyki. Systematycznie wybierany do Rady Naukowej Instytutu. W latach 1995-99 kieruje pracami Rady jako jej przewodniczący.

Do ważniejszych oryginalnych osiągnięć naukowych Profesora zaliczyć należy: opracowanie techniki przyśpieszenia plazmoidów zmiennym polem magnetycznym; odkrycie zjawisk "błysków neutronowych" w reaktorze jądrowym; opracowanie definicji reaktywności reaktorów jądrowych, która przyjęta została przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej.

Profesor kierował opracowaniem i realizacją znaczących dla energetyki projektów naukowo-technicznych i inwestycyjnych. M.in. kierował zespołem projektowania i budowy reaktora atomowego AGATA. Kierował zespołem pracowników Instytutu opracowującym Komputerowy System Wspomagania Dyspozytora Bloku 360 MW. 12 takich systemów zainstalowano w Elektrowni Bełchatów. Bezawaryjnie pracują do chwili obecnej.

Pod kierownictwem Profesora pracował zespół nad dostosowaniem reaktora MARIA do współczesnych wymogów bezpieczeństwa jądrowego i rozruchem tego reaktora w 1992 r. Kieruje projektem badawczym "Badanie wypalonego paliwa jądrowego pochodzącego z polskich reaktorów badawczych EWA i MARIA, zgromadzonych w basenach przechowawczych w Świerku". Projekt realizowany w ramach Strategicznego Programu Rządowego SPR-4.

Jest autorem i współautorem 58 oryginalnych publikacji i dwóch monografii.


Oskarżenia i kalumnie

Natura horret vacuum. Członek Redakcji został wyłaczony z biegów przełajowych z powodu raczej poważnej kontuzji, ale na szczęście honor Świerka uratowali w tej dyscyplinie Profesor Mieczysław Zielczyński wraz z małżonką.

W styczniu Państwo Zielczyńscy startowali w swojej koronnej konkurencji, w Międzynarodowych Mistrzostwach Świata Weteranów Biegów na Orientację, które odbyły się w Nowej Zelandii. W swojej kategorii wiekowej Pani Zielczyńska (znana w IBJ jako Hanka Kałużyńska) zajęła czwarte miejsce w świecie. To nie pomyłka, to naprawdę jest miejsce czwarte. Do brązowego medalu zabrakło jedynie 90 sek, a do złotego około 5 minut. W lutym wzięli udział w biegu przełajowym w Lesie Kabackim na dystansie 10 kilometrów.

Nic tak nie denerwuje mojego przyjaciela, jak wiadomości sportowe, w których bez końca się powtarza, że jakiś nasz skoczek narciarski zajął "dobre" 15. miejsce, a inny kolejny raz nie zakwalifikował się do rundy finałowej. O tym, że nasz zjazdowiec zajął 5. miejsce w jakimś biegu, gazety pisały przez tydzień. Dlaczego nikogo nie obchodzi to, że nasi autentyczni amatorzy bez sponsorów i bez dopingu osiągają świetne wyniki w międzynarodowych zawodach. Przyzwyczailiśmy się do tego, że o uczonych się nie pisze i nie mówi, chyba że zdarzy się im zapomnieć o tym, że należeli kiedyś do PZPR, a kandydują na stanowisko Prezesa Instytutu (nomen omen) Pamięci Narodowej. Ale czyż nie warto zaznajomić naszych zapyziałych i przetłuszczonych obywateli z faktem, że są w Polsce profesorowie, którzy będąc już w wieku emerytalnym potrafią bez szkody dla zdrowia przebiec dystans 10 kilometrów?

Nasz Polski Kabaret Polityczny niewiele miał ostatnio do zaoferowania swojej publiczności, chyba że weźmiemy pod uwagę kuriozalny pomysł amnestii dla szpiegów, który, jak się wydaje, został wymyślony przez nieustraszonego pogromcę Prezydenta i GROM-u. Odpowiedź na pytanie, dlaczego Rząd się podpisal pod tym projektem, przekracza nasze możliwości intelektualne. Prezydent, ustami jednego ze swoich urzędników, zapowiedzial zawetowanie ustawy, gdyby Sejm przyjął propozycje Rządu, co oczywiście nie spodobało się autorom i promotorom tej koncepcji. Jeden z prominentnych polityków AWS-u stwierdził w wywiadzie radiowym, że Prezydent próbuje w ten sposób chronić szpiegów. Tenże polityk jest dobrym brydżystą grającyn w pierwszej lidze, a niedawno został Prezesem Polskiego Związku Brydża Sportowego. Niech nikt, kto, grając przez całe życie, nie zdołał się wznieść ponad poziom brydża u cioci na imieninach, nie ma żadnych kompleksów. Przykład Prezesa świadczy o tym, że brydż zapewne nie wymaga umiejętności logicznego myślenia, a podobnie jak w polityce, nadmiar intelektu jest raczej przeszkodą w osiąganiu sukcesów w tej grze.

JAM

PS: Polski Kabaret Polityczny wznowił działalność. Były prezydent, na którego w najbliższych wyborach prezydenckich głosowałoby tylko 4% Polaków, postanowił zaoferować narodowi swoje usługi w charakterze premiera. Komentując to, nasz polityk-brydżysta przyrównał go do Zagłoby, który, jego zdaniem, proponował królowi szwedzkiemu Inflanty. Nasi politycy lubią popisywać się znajomością klasyków, takich jak Twain i Sienkiewicz, ale okazuje się, że nie czytują ich zbyt uważnie albo czytali ich zbyt dawno temu.


Tłok w Redakcji NEUTRONÓW

Wnikliwa Czytelniczka zauważyła, że w poprzednim numerze NEUTRONÓW pod komentarzem do życiorysu kandydata na członka KBN-u podpisali się KM i MAR, jako 2/3 Redakcji. Ale w składzie kolegium redakcyjnego nie ma nikogo, czyim inicjałami byłyby litery KM.

Wbrew pozorom nasza skromna Redakcja roi się od piszących. Oprócz KA, JM i MAR-a szwendają się wirtualnie w jej cybernetycznej przestrzeni: Jan Mrufka oraz JAM ze swym wirtualnym przyjacielem. Ten ostatni na zasadzie podwójnego zaprzeczenia (wirtualny wirtualnego) jest oczywiście realną postacią z krwi i kości.

W czasie podpisywania owego komentarza zadzwonił kontuzjowany trzeci członek Redakcji, i w tym właśnie momencie edytujący tekst notki połączył imię Krzysztofa Andrzejewskiego z nazwiskiem Jana Mrufki. Jak wszyscy jednak doskonale wiedzą są to całkowicie różne osoby, podobnie jak dr Jackyll i pan Hyde. Pikanterii całości nadaje to, że pomyłkę spowodował jedyny członek Redakcji, który nie cierpi na rozszczepienie osobowości.

Zwracamy uwagę Czytelników, że w podpisach pod tekstem o Profesorze Chwaszczewskim nie ma już błędu.

Inna wnikliwa Czytelniczka zauważyła, że NUKLEONIKĘ wydaje BLACKHORSE Publishing - a nie Black Horse. Jak widać dla wymienionego już powyżej Krzysztofa A. (nie mylić z Janem Mrufką), nota bene członka Redakcji NUKLEONIKI, CZARNYKOŃ a Czarny Koń to jedno i to samo. Widocznie coś mu się skojarzyło z zawartością szklaneczki pełnej White Horse'a.

MAR


Samochód - najukochańsze dziecko Niemca

Niemcy liczą ponad 80 milionów mieszkańców. Z wyjątkiem dzieci i tych bardzo starych każdy prowadzi samochód. Niektórzy nawet dwa. Oczywiście nie na raz, to byłoby zbyt trudne. Ja, na przykład, też mam dwa. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że jeden jest służbowy, a drugi prywatny, którego faktycznie nie mam serca się pozbyć, choć mógłbym to uczynić. Nigdy nie wiadomo, służbowy to służbowy, może dziś być, a jutro już nie. A własny samochód, to coś, na czym można polegać.

W Niemczech nie da się żyć bez samochodu, choć władze od dawna popierają publiczną komunikację i szykanują kierowców. W dużych miastach sytuacja wygląda nieco lepiej, tam można do pewnego stopnia obyć się bez własnych czterech kółek, na prowincji natomiast jest to niemożliwe. Miliony Niemców dojeżdżają do pracy autem, pokonując codziennie nieraz ponad 100 kilometrów. Ja sam przez całe lata doświadczałem tego na własnej skórze, by w końcu zmienić pracę na taką, która pozwoliła odpocząć zarówno mojemu oplowi jak i mojej kieszeni.

Istnieją pewne zniżki podatkowe dla kierowców, ale są one śmiesznie małe i nie pokrywają nawet drobnej części wydatków związanych z utrzymaniem auta i kupnem nowego raz na jakiś czas. O ciągłych podwyżkach cen paliwa już pisałem i Redakcja NEUTRONOW zupełnie słusznie zauważyła, że i w Polsce było ich bez liku w zeszłym roku. Polacy przez całe dziesięciolecia marzyli o tym, by żyć jak w Niemczech. Przynajmniej w tym aspekcie Polska zbliża się do realiów panujących u zachodniego sąsiada.

W Republice Federalnej istnieje gigantyczna sieć autostrad, bez których nie dałoby się jeździć w ogóle. Są jednak takie okresy w roku, że również po autostradach nie da się jeździć, można tylko stać. Informacje radiowe o korkach nadawane kilkadziesiąt razy dziennie trwają często po kilka minut. Sam już słyszałem komunikaty informujące już tylko o korkach powyżej pięciu kilometrów. O tych mniejszych nawet nie wspominano. Na budowę i konserwację autostrad wydaje się w Niemczech o wiele za mało pieniędzy. Automobilklub Niemiecki, ADAC od lat występuje z żądaniem, by cały podatek drogowy szedł na naprawy dróg i budowę nowych. Mimo to wciąż jest on wykorzystywany do łatania dziur w budżecie federalnym. Ten sam ADAC wyliczył, ile miliardów marek rocznie idzie w powietrze wraz ze spalinami stojących w korkach samochodów. Stan autostrad jest fatalny, co kilkadziesiąt kilometrów budowa, przez którą dwa z trzech pasów są zamknięte. Zdenerwowani kierowcy jeżdżą na tych odcinkach zbyt szybko, powodując straszliwe wypadki, w których giną ludzie, inni ulegają ciężkim obrażeniom. Wszystko to wywołuje gigantyczne koszty społeczne, których nie da się nawet wyliczyć. Bywają jednak odcinki szos, po których da się jeszcze przejechać bez zwracania uwagi na ograniczenia prędkości, bo ich tam po prostu nie ma. Niemcy są jedynym krajem w Europie, w którym można jeździć z dowolnie dużą prędkością. Niestety odcinków bez ograniczeń jest coraz mniej i dlatego też już od dawna ucichli zwolennicy wprowadzenia ograniczenia maksymalnej prędkości.

Branża samochodowa jest w Niemczech nazywana lokomotywą gospodarki. Chyba tylko w służbie zdrowia pracuje więcej ludzi. Niemcy produkują najlepsze samochody świata i wydaję tę opinię nie z powodu błędnie pojętego patriotyzmu, lecz na podstawie liczby sprzedanych niemieckich samochodów na rynkach światowych, choć nie zaliczają się one do najtańszych. Władze niemieckie nie powinny zapominać o tym, że bez popytu wewnątrzkrajowego przemysł samochodowy w Niemczech musiałby zwolnić połowę pracowników, którzy z kolei przestaliby kupować nowe samochody. To w efekcie doprowadziłoby do kolejnych zwolnień. Należy więc coś zrobić, by jazda samochodem w Niemczech stała się znowu przyjemnością (już domyślam się reakcji Redakcji NEUTRONÓW, której jeden z członków przez dłuższy czas nie kupował auta uważając, że posiadanie w Polsce samochodu jest zbyt uciążliwe) i statystyczny kierowca przestał być chłopcem do bicia, któremu bez przerwy wyciąga się z kieszeni pieniądze.

Firmy ubezpieczeniowe dolewają oliwy do ognia podwyższając stale składki za najrozmaitsze ubezpieczenia związane z samochodem. Niedawno nawet wykupiły za wiele milionów marek sieć telefonów ustawionych na szosach, głównie autostradach, z których kierowcy zepsutych samochodów mogą wzywać pomocy. Ta gigantyczna inwestycja musi się najpierw zwrócić, co jest oczywiście powodem podwyżki wysokości składek. Moim skromnym zdanie potrwa to bardzo długo, ponieważ większość kierowców posiada telefony komórkowe i z nich bezpośrednio wzywa pomoc drogową ADAC.

Mimo wszelakich prób obrzydzenia życia kierowcom, wola posiadania auta i jazdy nim jest nieugięta wśród Niemców i dlatego też w tym kraju przybywa coraz więcej samochodów, samochodów coraz lepiej wyposażonych, coraz bezpieczniejszych, coraz bardziej luksusowych, coraz droższych, coraz szybszych. Nawet samochody o małej pojemności osiągają szybkości do 200 km/h.

Przed laty rząd niemiecki i przedstawiciele koncernów samochodowych postanowili wspólnie dążyć do urzeczywistnienia wizji trzylitrowego samochodu. Jak do tej pory nie produkuje się jeszcze auta, które paliłoby 3 litry paliwa na 100 kilometrów. Po szosach niemieckich jeżdżą natomiast miliony aut z silnikami o pojemności trzech litrów. Wydaje mi się, że ktoś tutaj czegoś nie zrozumiał do końca. To podobnie jak z tą pigułką antykoncepcyjną dla mężczyzny, której domagają się od lat przedstawicielki organizacji kobiecych. Ktoś mądry powiedział jednak, że cały ten rwetes jest całkiem niepotrzebny, taka pigułka już od dawna istnieje. Od lat dostępne na rynku pigułki są przecież dla mężczyzn.

Marek Mika

Od Redakcji:

Pod jednym względem Polska niewątpliwie góruje nad Republiką Federalną. U nas nie ma korków na autostradach.


Słownik Stanisławskiego w nowych okładkach

Przez lata 'Wielki słownik angielsko-polski i polsko-angielski' prof. Jana Stanisławskiego był sztandarowym dziełem Wiedzy Powszechnej. Słownik ten powstał w latach 1955-1964, po czym przez dziesięciolecia był wznawiany w niezmienionej formie - aż do czasów przemian ustrojowo-gospodarczych w naszym kraju. Jest też oczywistym, że z czasem zawarte w nim słownictwo zaczęło coraz wyraźniej trącić myszką. Gwałtowne zmiany języka w czasach rewolucji naukowej (o przemianach obyczajowych pokolenia hippisów już nie wspominając) wywarły trwałe piętno na dzisiejszej angielszczyźnie, a zmiany te nie były uwzględniane całymi dziesięcioleciami. Denerwujący był też suplement na końcu słownika, którego zawartości w kolejnych (licznych) wydaniach nie próbowano nawet przenieść we właściwe miejsca. W ten sposób powstał minisłownik na końcu wielkiego, a więc niefunkcjonalne pseudo-półtora słownika w jednych okładkach.

Niedawno na rynku księgarskim ukazał się komplet 'nowego' słownika firmy Philip Wilson. Zdumiony czytelnik znajduje jednak w błękitnych okładkach kolejny fotograficzny przedruk dzieła Wiedzy Powszechnej, edytorsko tak dosłowny, że nawet haseł suplementu nie włączono w odpowiednie miejsca. O ile przed kilkunastoma laty było to dzieło dość leciwe, teraz jest to już jawny bubel wydawniczy. Hasła dotyczące np. techniki jądrowej, nawet powszechnie używane w języku potocznym określenia z energetyki jądrowej, niewiele odbiegają od nomenklatury z lat 'stosów nuklearnych'.

Wypada przestrzec Czytelników NEUTRONÓW przed pochopnym zakupem tego dzieła. Lepiej odkurzyć nabytki z czasów PRL-u i poczekać na wydanie przez Polskie Towarzystwo Nukleoniczne aktualnego słownika terminów techniki jądrowej.

MAR


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.
Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony