[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 4 (64) / 2000
7 marca 2000
W numerze:
  • Atomowe krasnoludki
  • Oskarżenia i kalumnie o rzetelności dziennikarskiej
  • Sukces z IPJ
  • Brzydki zabytek - to też zabytek (korespondencja z Niemiec)



Od Redakcji:

W dniu 21 lutego ukazał się w Gazecie Wyborczej reportaż Tomasza Toszy pod bardzo śmiesznym tytułem: KRASNOLUDKI ATOMOWE. Niestety treść tego reportażu jakoś nie rozbawiła specjalistów w dziedzinie atomistyki. Do Redakcji Gazety zostały wysłane w tej sprawie dwa listy napisane przez osoby w tej sprawie najbardziej kompetentne. Ponieważ Gazeta nie chce tych listów opublikować, pozwalamy sobie, dzięki uprzejmości Autorów, przedstawić je Czytelnikom naszego pisma.


List pierwszy

Szanowny Panie Redaktorze!

W artykule Tomasza Toszy pt. KRASNOLUDKI ATOMOWE, wśród licznych cytowanych tam wypowiedzi, znajdują się stwierdzenia p. Jerzego Jaśkowskiego, lekarza z Gdańska, na temat rzekomych zagrożeń, jakie stwarzają składowiska odpadów promieniotwórczych, a w szczególności Krajowe Składowisko w Różanie koło Ostrołęki. Otóż można mieć różne opinie na temat energetyki jądrowej, można, wbrew oczywistym faktom - robią to nawet wysocy urzędnicy Ministerstwa Środowiska - uważać ten sposób produkcji energii elektrycznej za "brudniejszy" od tzw. energetyki konwencjonalnej spalającej paliwa tradycyjne, ale nie można tak łgać jak to robi p. Jaśkowski. W Różanie (składowisko nie znajduje się w centrum miasta!) nie ma żadnych zardzewiałych beczek pod gołym niebem, dawka na zewnątrz nie odbiega od tła naturalnego ("promieniowanie tam jest takie, że strach przejść koło fortów!!), no i wreszcie - w Różanie nie ma żadnych elementów wypalonego paliwa z reaktorów w Świerku. Pan Jaśkowski mówi, że atomiści "kłamią z premedytacją". Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że to on kłamie z premedytacją: wielokrotnie był w Różanie i dobrze wie, że jego wypowiedź jest nieprawdziwa. Cui bono? Jako lekarz wie, że tzw. metody nuklearne są istotnym elementem diagnostyki i terapii medycznej, a przecież ponad 90% odpadów - to odpady z placówek służby Zdrowia! Wie również, że zarówno składowisko w Różanie, jak i następne polskie składowisko odpadów promieniotwórczych (musimy znaleźć stosowną lokalizację!) nie stwarza żadnego zagrożenia, a niezależnie od tego, dla uspokojenia obaw mieszkańców - jest najlepiej monitorowanym miejscem w Polsce!.

Z poważaniem

Jerzy Niewodniczański
Prezes Państwowej Agencji Atomistyki



Odpowiedź Gazety Wyborczej

przesłana na ręce Dyrektora Stanisława Latka

Szanowny Panie Dyrektorze,

W nawiązaniu do pisma zawierającego wniosek o zamieszczenie sprostowania dotyczącego reportażu pt.: "Krasnoludki atomowe" ("Gazeta Wyborcza" z 21.02.2000r.) uprzejmie informuję, iż brak jest podstaw do jego uwzględnienia.

Wnioskowane sprostowanie wykracza przede wszystkim poza niezbędną i jedynie dopuszczalną korektę faktów. Dotyczy to zwłaszcza ocen formułowanych w stosunku do wypowiedzi p. Jaśkowskiego, jak też i innych ogólnych kwestii dotyczących tematu energetyki jądrowej. Nadto, zwracam uwagę, iż redakcja ograniczając się do cytatu cudzej wypowiedzi i wskazując jednocześnie źródło tego cytatu nie może ponosić odpowiedzialności za treść tej wypowiedzi. Podobnie zresztą nie wnikaliśmy w sens i istotę wypowiedzi obszernie cytowanego w reportażu prof. Niewodniczańskiego. Rola prasy ogranicza się w takim przypadku wyłącznie do obiektywnego przedstawienia wypowiedzi i racji stron pewnego konfliktu.

Natomiast do czytelnika należy ocena, czy i która ze stron ma rację w tym sporze. Publikując pismo prof. Niewodniczańskiego, zapewne następnego dnia zobowiązani bylibyśmy do zamieszczenia pisma p. Jaśkowskiego i tak oczywiście można w nieskończoność.

Z tych względów, w oparciu o treść art. 33 ust.1 pkt 1 w związku z art.33 ust.2 pkt 1 ustawy - Prawo prasowe, zmuszony jestem odmówić zamieszczenia wnioskowanego sprostowania.

Z poważaniem

podpisał
Z upoważnienia redaktora naczelnego
Dariusz Fedor
Zastępca sekretarza redakcji


List drugi

Świerk, 21.02.2000
ZDUOP/186/2000

Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej

Szanowny Panie Redaktorze,

W reportażu Tomasza Toszy pt. "KRASNOLUDKI ATOMOWE" poświęconym sprawie energetyki jądrowej w Polsce, znalazły się m.in. wypowiedzi p. Jerzego Jaśkowskiego na temat rzekomego zagrożenia jakie stwarza dla ludzi i środowiska Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych w Różanie. Pragnę zapewnić Pana i czytelników Gazety Wyborczej, że stwierdzenia p. J.Jaśkowskiego są nieprawdziwe.

Fort, na którego terenie znajduje się składowisko odpadów nie leży w centrum miasta, w składowisku nie ma żadnych zardzewiałych beczek pod gołym niebem ani też wypalonego paliwa z reaktorów w Świerku, zaś poziom promieniowania wokół składowiska jest taki sam jak w innych, odległych od tego obiektu, rejonach Gminy Różan.

Prawdą jest natomiast, że p. Jaśkowski był w Różanie. "Doradzając" Zarządowi Gminy nie ustrzegł się, podobnie jak obecnie, fałszowania faktów, co zostało wówczas stwierdzone przez członków działającej tam Społecznej Komisji Ochrony Radiologicznej, w efekcie czego podziękowano mu za dalszą współpracę.

Włodzimierz Tomczak
Dyrektor Zakładu Doświadczalnego
Unieszkodliwiania Odpadów Promieniotwórczych
Instytut Energii Atomowej w Świerku


Oskarżenia i kalumnie

Wolność prasy jest fundamentem, na którym opierają się wszystkie ustroje demokratyczne. Totalitarne ustroje w Europie Wschodniej i Azji trwały tak długo, jak długo rządzący byli w stanie utrzymywać cenzurę i kontrolować środki masowego przekazu. Obecnie w wolnej Polsce prasa odgrywa ogromną rolę w walce z korupcją urzędników i głupotą tych, co stanowią prawo. Wielu dziennikarzy zdaje sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie ma to, co piszą lub o czym mówią w telewizji i radiu. Są też jednak dziennikarze nierzetelni, którzy dla sensacji lub ze zwyczajnej głupoty potrafią bez żenady mijać się z prawdą. Czytelnicy NEUTRONÓW pamiętają zapewne, ile opis tragicznego wydarzenia w Świerku, jaki ukazał się w jednej z gazet, miał wspólnego z rzeczywistością.

Bywają też subtelniejsze przejawy nierzetelności dziennikarskiej. Pisząc o jakiejś kontrowersyjnej sprawie dziennikarz przytacza opinie jej zwolenników i przeciwników. W jego przekonaniu panuje pełna demokracja, toteż nie widzi on potrzeby odróżniania opinii fachowców od opinii rozmaitych oszołomów lub kompletnych laików. Czuje się też całkowicie zwolniony z konieczności sprawdzania prawdziwości przytaczanych faktów. W ten sposób dziennikarz wydaje się sobie i większości swoich czytelników bezstronny i odpowiedzialny. To, że fachowcy w dziedzinie, o której pisze, zgrzytają zębami i piszą sprostowania do Redakcji, nie obchodzi go wcale. Jego szefowie i tak nie drukują takich listów pod pretekstem, że mamy wolność prasy i każdy ma prawo do wypowiadania swojej opinii.

Energia jądrowa jest szczególnie narażona na opisane wyżej manipulacje. O żadnej innej sprawie nie wypisano tak wielu głupstw i w żadnej innej dziedzinie działalności człowieka nie funkcjonuje tylu nawiedzonych proroków i tylu mianowanych przez siebie samych ekspertów. Ostatnim przykładem jest artykuł, jaki się ukazał 21 lutego w Gazecie Wyborczej. Autor jest wzruszająco obiektywny. Wszyscy jego interlokutorzy mają te same prawa i wszystkie ich wypowiedzi są przytaczane właściwie bez komentarza. Z jednej strony  występują Przewodniczący Rady do spraw Atomistyki i Prezes Państwowej Agencji Atomistyki, którzy w sposób rzeczowy i bez emocji zaciemniających zdrowy rozsądek przytaczają argumenty za tym, że kraj taki jak Polska musi prędzej czy później zacząć budować elektrownie jądrowe, z drugiej zaś strony lekarz z Gdańska i "zawodowy ekolog" z Krakowa, innych ekspertów nie wspominając. Lekarz wsławił się w okresie walki o zamknięcie budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu twierdzeniem, że praca w kopalni rudy uranowej w Kowarach spowodowała śmierć kilkuset górników. O tym, co powiedział teraz dziennikarzowi, piszą w swoich listach Profesor Niewodniczański i Dyrektor Tomczak. Z kolei ekolog stwierdził w wywiadzie dla Gazety, że "w instytutach jądrowych, w Agencji Atomistyki, w ministerstwach zostało paru ludzi, którzy znowu chcieliby coś zbudować za publiczne pieniądze", ci ludzie "całe życie wierzyli w bałwany".

Zamieszczone w tym numerze NEUTRONÓW dwa listy w tej sprawie zostały wysłane do Gazety Wyborczej. Żadnego z nich Redakcja Gazety nie raczyła wydrukować, tak że kłamliwe insynuacje "ekspertów" z własnego nadania pozostaną w świadomości społecznej, a przynajmniej w świadomości czytelników Gazety. Na list Dyrektora Włodzimierza Tomczaka nikt nie odpowiedział, w sprawie listu Profesora Jerzego Niewodniczańskiego  Sekretarz Redakcji Gazety Wyborczej raczył przysłać pismo. Z tym pismem, za zgodą adresata Dyrektora Stanisława Latka z PAA, Redakcja NEUTRONÓW postanowiła zapoznać swoich Czytelników, tak aby sami mogli sobie wyrobić pogląd w tej sprawie. Być może z prawnego punktu widzenia ma Pan Sekretarz rację i nie dałoby się wygrać z nim w sądzie, ale wydaje nam się, że zwyczajna ludzka przyzwoitość nakazuje, aby umożliwić sprostowanie kłamstwa komuś, o kim lub o kierowanej przez niego instytucji napisało się coś niezgodnego z prawdą. Za dobrze znamy obyczaje naszych wspaniałych dziennikarzy w ich nadzwyczajnych gazetach, aby wymagać od autora artykułu sprawdzania informacji w nim zamieszczonych, ale nie możemy zrozumieć postawy Pana Sekretarza zamykającego łamy swojego pisma przed osobami, które z racji pełnionych funkcji mają obowiązek informować opinię publiczną o prawdziwych zagrożeniach związanych z promieniowaniem, a jednocześnie przeciwdziałać wprowadzaniu tej opinii w błąd i wywoływaniu w ten sposób niepotrzebnych napięć społecznych. Zastanawiamy się, ile jest w tym postępowaniu zwykłej arogancji, a ile nieświadomości jego skutków.

JAM


Sukces prof. Marka Moszyńskiego

Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, twierdzili już starożytni. U nas ta maksyma znalazła, niestety, licznych wyznawców. Język potoczny jest pełen agresji i żalów. Wiele gazet żyje z obrzucania błotem wszystkich i wszystkiego. My nie stosujemy takich metod i dlatego z ogromną satysfakcją donosimy o zagranicznych dowodach uznania dla prof. Marka Moszyńskiego z Instytutu problemów Jądrowych. Otóż ukazało się kolejne wznowienie fundamentalnego w dziedzinie pomiarów promieniowania podręcznika "Radiation Detection and Measurement". Autorem jest prof. Glenn F. Knoll z Uniwersytetu Stanu Michigan. We wstępie Autor podręcznika dziękuje osobom, które pozytywnie wpłynęły na jego rozwój naukowy, pomogły zrozumieć szeroką i złożoną dziedzinę detekcji i pomiarów promieniowania i przyczyniły się do jej rozwoju. Kolejne wydania podręcznika ukazują się od 20 lat i w każdym wydaniu są wymieniane nazwiska klasyków detekcji. W najnowszym wydaniu lista wspaniałych została powiększona o nazwisko prof. Moszyńskiego. Prócz tego prof. Knoll zaproponował prof. Moszyńskiemu członkostwo w Advisory Editorial Board czasopisma Nuclear Research and Methods in Physics Research, Part A, jako rekordziście pod względem cytowań w tej dziedzinie. Gratulujemy prof. Moszyńskiemu sukcesu osobistego. Nam też zrobiło się miło, że ktoś jeszcze z dawnego IBJ jest tak ceniony na świecie.

Krzysztof Andrzejewski


Demokracja demokracją, ale ktoś tu musi rządzić

Każdy z czytelników NEUTRONÓW przypomina sobie to sławne zdanie wypowiedziane przez jednego z najlepszych polskich aktorów Janusza Gajosa. Tak to już jest, że nawet w starych demokracjach można raz na jakiś czas spotkać się z faktami, które potwierdzają tę przykrą prawdę, że każdy system demokratyczny ma swoje granice i że, aby przeprowadzić pewne niezbędne dla społeczeństwa decyzje, należy postąpić wbrew temu systemowi lub znaleźć się na granicy prawa. Już bardzo dawno ktoś powiedział, że nikt jeszcze nie pokonał mafii metodami demokratycznymi, a w systemach totalitarnych nigdy nie dochodzi do powstania zorganizowanej przestępczości poza tą, która jest sterowana lub przynajmniej popierana przez aparat władzy. Historia XX wieku dostarcza nam tu niezliczonych przykładów.

Kaiserslautern jest to miasto, które rozwija się ostatnio w bardzo szybkim tempie. Miło mi na to patrzeć jako wieloletniemu mieszkańcowi tego stutysięcznego grodu. Władze miejskie zleciły kilkunastu firmom całkowitą przebudowę największego placu w centrum miasta. Na miejscu dawnego parkingu i garażu ma powstać nowoczesny podziemny parking na kilkaset pojazdów i stanąć olbrzymi biurowiec. Przed kilkoma tygodniami zaczęły się roboty, buldożery zryły ziemię, wyburzono wszystko, co niepotrzebne, poza starym pawilonem z lat pięćdziesiątych, który notabene przez ostatnie kilka lat stał już całkiem pusty. Jacyś urzędnicy doszli bowiem do wniosku, że tego pawilonu nie wolno usunąć, ponieważ jest on ich zdaniem obiektem zabytkowym, choć niezwykle brzydkim. Natychmiast wydano odpowiednią decyzję, na mocy której pawilon ten chroniony będzie prawem. Inni urzędnicy złapali się z oburzeniem za głowę na to, że tak szkaradny i wcale nie tak stary obiekt otrzymał status zabytku, a także zatrzymał niezwykle ważną inwestycję dla miasta. Rozpoczęła się wojna między dwoma różnymi urzędami. Wiadomo skądinąd, jak długo trwają tego rodzaju spory zanim przejdzie się przez wszystkie instancje. Biorąc pod uwagę przeładowanie pracą sądów niemieckich sprawa taka mogłaby ciągnąć się latami. Oznaczałoby to zapewne albo załamanie się całej inwestycji albo w najlepszym wypadku jej znaczne opóźnienie. Taka perspektywa była zarówno dla firm uczestniczących w tym całym przedsięwzięciu, jak również dla miasta Kaiserslautern, nie do przyjęcia. Ktoś mądry, zapewne dyrektor jednej z firm, wydał polecenie natychmiastowego zrównania z ziemią starego pawilonu. Pewnej nocy, kiedy mieszkańcy miasta smacznie spali (poza tymi w bezpośredniej okolicy placu), słowo ciałem się stało i ohydny, w dużej mierze zdewastowany już obiekt został zamieniony w ciągu kilku godzin w kupę gruzu. Taki to przykry acz sprawiedliwy koniec istnienia starego pawilonu pamiętającego czasy, kiedy w Niemczech władał pewien pan, który nosił czarny wąs i zwykł podnosić w górę na powitanie prawą rękę. On znany był z tego, że wszelkie decyzje, niezbędne jego zdaniem dla dobra narodu, przeprowadzał w sposób mało demokratyczny i z naruszeniem obowiązującego prawa, które zresztą wkrótce potem było odpowiednio zmieniane.

W Kaiserslautern dopuszczono się, choć w słusznej sprawie, naruszenia przepisów prawa, które jednak dla większości zainteresowanych były w dużej mierze niezrozumiałe i mało kto się z nimi zgadzał. Dla większości mieszkańców upór biurokratów był nie do zaakceptowania i każdy w duchu się cieszy z tego, że ktoś odważny zdecydował się otwarcie wystąpić przeciw upartym urzędasom. Obrażeni biurokraci odgrażają się teraz, że odpowiedzialne za wyburzenie osoby lub firmy poniosą konsekwencje swego czynu. Są to pokrzykiwania‚ którymi nikt się już nie przejmuje. Budowa może iść dalej i za kilka miesięcy będziemy mogli cieszyć się z nowo zabudowanym centralnym placem w Kaiserslautern.

Marek Mika


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.
Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony