[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 7 (67) / 2000
17 kwietnia 2000
W numerze:
  • Dwa życzenia w jednym
  • Lobby "hobbystów jądrowych"?
  • W IPJ osiągnięto konsensus
  • Aż dwukrotne niestety OSKARŻENIA I KALUMNIE: jubileuszowe i Polski Kabaret Polityczny
  • Pół pokolenia po Czarnobylu
  • Co w brytyjskiej wołowinie piszczy
  • Prawybory w NEUTRONACH
  • JOW-y trzymają się mocno!

Życzenia Świąteczne wraz z jubileuszowymi

Tak się wspaniale składa, że w tym roku Święta Wielkiej Nocy prawie zbiegają się w czasie z trzecią rocznicą naszego pisma. Z tego względu składamy naszym Czytelnikom nie tylko najlepsze życzenia z okazji Świąt, ale również gratulacje z powodu tego, że mają już od trzech lat szansę czytania naszego pisma. Gdybyśmy byli nieskromni, to przypisalibyśmy sobie moc zasług, ale pamiętamy o przysłowiu: "Na bezpticzii i ... sołowiej".


"Hobbyści jądrowi" w Mądralinie

13-14 kwietnia w Mądralinie odbyło się seminarium "Polska Nauka i Technika dla Energetyki Jądrowej Jutra". Seminarium zostało zorganizowane przez Instytut Chemii i Tecniki Jądrowej, Instytut Energii Atomowej, Państwową Agencję Atomistyki i Polskie Towarzystwo Nukleoniczne, ale dał się też zauważyć szeroki udział politechnik z całego Kraju oraz Ministerstwa Gospodarki, Agencji Rynku Energii, Instytutu Energetyki, Polskich Sieci Elektroenergetycznych, Energoprojektu oraz Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Impreza zakończyła się znaczącą dyskusją panelową, w czasie której zwracano uwagę na moralny obowiązek kręgów naukowych by zdecydowanie piętnować pseudoekspertyzy dla rządu i wszechobecną w mediach pseudonaukę. W trakcie sesji tematycznych, nie wspominając już o spotkaniach kuluarowych, ujawniono kulisy nacisków na instytucje przygotowujące ekspertyzy dla instytucji rządowych. Można powiedzieć, iż rzekome analizy wykazały w końcowej wersji to, co niektóre grupy paliwowo-energetyczne zadały w formie ograniczeń nałożonych na rozwiązanie.

O seminarium "hobbystów jądrowych" (jak żartobliwie określił zebranych prof. J. Niewodniczański) jeszcze napiszemy w NEUTRONACH.

MAR


Konsensus wypracowany

Miło jest nam donieść, że 6 kwietnia "w wyniku negocjacji, które przebiegały w atmosferze wzajemnego zrozumienia i konstruktywnej współpracy Stron" Dyrekcja IPJ i Związki Zawodowe osiągnęły konsensus w sprawie nagród finansowych za osiągnięcia pracowników w 1999 roku (patrz NEUTRONY 5 (65) / 2000).

MAR


Od Redakcji

Trzeba się uczyć skromności, toteż serdecznie dziękujemy panu dr. hab. Edwardowi T. Józefowiczowi za list, który poniżej przytaczamy. Wdzięczni też jesteśmy JAM-owi, że usiłuje nas bronić.

A oto list:

Niestety muszę rozczarować JAM-a - o ile mi wiadomo wydrukowanie listu Prezesa PAA w GW zawdzięczamy interwencji Dyrektora Departamentu Prawno-Organizacyjnego PAA, która zaatakowała list Fedora od strony prawnej, a więc jednak nie NEUTRONOM.

Pozdrowienia
Edward T. Józefowicz


Oskarżenia i kalumnie (jubileuszowe)

21 kwietnia 1997 roku, czyli trzy długie lata temu, ukazał się w sieci pierwszy numer NEUTRONÓW. Od tego czasu wyszło w cybernetyczną przestrzeń 67 numerów, co oznacza, że kolejne wydania pisma pojawiały się średnio co 16 dni i niecałe 15 godzin. NEUTRONY można też znaleźć w INTERNECIE, a to dzięki staraniom jednego z naszych wiernych Czytelników, Pana Rościsława Kaczarowskiego.

W oryginalnym zamyśle projektodawcy pisma miało być ono zabawą w dziennikarstwo i stwarzać niewyżytym grafomanom szansę leczenia własnych kompleksów. Bardzo szybko okazało się, że nasze środowisko potrzebowało forum wymiany poglądów na sprawy atomistyki, a szczególnie na problemy Ośrodka w Świerku. W dyskusjach prowadzonych w NEUTRONACH brało udział wiele ważnych i znakomitych osób, a nawet osoby najważniejsze i najznakomitsze. Istnieje w łonie Redakcji przekonanie, że wiele późniejszych przedsięwzięć organizacyjnych naszych wyższych i najwyższych władz miało swoje NEUTRONOWE źródła. Mój przyjaciel i ja nie jesteśmy tego pewni, ale może NEUTRONY istotnie mają jakiś wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Na zeszłorocznym posiedzeniu Rady do spraw Atomistyki uczestnicy zebrania dwukrotnie powoływali się na informacje zawarte w naszym skromnym piśmie, co mile połechtało po sercu obecnego tam członka Redakcji.

Jak nasi Czytelnicy pamiętają, tematem numer jeden w numerze 64. NEUTRONÓW była sprawa niesławnego artykułu o krasnoludkach. W 66. numerze próbowaliśmy przypisać zasługę zmuszenia Redakcji GAZETY WYBORCZEJ do wydrukowania listu Pana Prezesa PAA, Profesora Jerzego Niewodniczańskiego, zawierającego sprostowanie kłamstw powtarzanych przez złośliwe krasnoludki, właśnie NEUTRONOM. W związku z tym otrzymaliśmy list od Pana Dr hab. Edwarda T. Józefowicza, zamieszczony w tym numerze. Z listu wynika, że sprostowanie ukazało się dzięki interwencji Pani Dyrektor z PAA, która zaatakowała postawę Redakcji GAZETY WYBORCZEJ od strony prawnej. Trochę dziwi nas jednak, że uczyniła to z co najmniej dwutygodniowym opóźnieniem. W tak ważnych sprawach reakcje urzędników powinny być natychmiastowe.

Sukces ma zwykle wielu ojców i trudno będzie zapewne rozstrzygnąć, kto jest ojcem lub matką w tym wypadku. Wydaje nam się jednak, że naszych Czytelników zainteresuje to, co my wiemy na ten temat. Reportaż w GAZECIE WYBORCZEJ ukazał się w dniu 21 lutego. Pan Dyrektor Departamentu Szkolenia i Informacji Społecznej PAA, dr Stanisław Latek, natychmiast wysłał do GAZETY list Pana Prezesa list ze sprostowaniem, ale GAZETA w liście z dnia 23 lutego odmówiła jego wydrukowania. Gdy informacja o tym, ze znacznym co prawda opóźnieniem, dotarła do Redakcji NEUTRONÓW, jeden z jej członków zwrócił się w dniu 3 marca do Pana Prezesa z propozycją zamieszczenia jego listu w NEUTRONACH. Z rozmowy wynikało niezbicie, że PAA nie miało planów dalszych interwencji. W dniu 7 marca ukazały się NEUTRONY z listem Pana Prezesa, a w nich dodatkowo list Dyrektora Tomczaka, a także odpowiedź Redakcji GAZETY. Pan Dyrektor Latek wysłał te NEUTRONY do kilkunastu redakcji, w tym oczywiście i GAZETY, a także do Rady Etyki Mediów. Reakcja była jednoznaczna. Pan Andrzej Gorzym, Redaktor Naczelny WIEDZY I ŻYCIA, uznał postępowanie Redakcji GAZETY za skandaliczne i zapowiedział interwencję. Ze względu na pozycję Pana Redaktora Gorzyma w środowisku dziennikarskim jego chyba zlękła się GAZETA najbardziej. Komisja Etyki także zajęła się tą sprawą. Pan Maciej Łukasiewicz, Zastępca Redaktora Naczelnego RZECZYPOSPOLITEJ i członek Rady Etyki Mediów, napisał do Dyrektora Latka pismo, w którym stwierdza, że w opinii Rady GAZETA nie miała żadnych podstaw, aby odmówić wydrukowania listu Pana Prezesa. Wyraził też zadowolenie z tego, że sprawa zakończyła się szczęśliwie i nie wymaga dalszych interwencji.

Tyle informacji na ten temat. Z tego, co wiemy wynika, że główną rolę w walce z krzywdzącą decyzją GAZETY odegrał Pan Dyrektor Latek, który w bardzo umiejętny sposób uruchomił opinię środowiska dziennikarskiego. Zasługą Redakcji NEUTRONÓW jest chyba to, że udało się jej wywołać całą sprawę z niebytu i ułatwić Dyrektorowi Latkowi dotarcie do szerszej opinii przedstawicieli mediów. Bardzo jest możliwe, że nasze informacje są niepełne i nie znamy szczegółów działalności Departamentu Organizacyjno-Prawnego w tej materii. Sądzimy jednak, że NEUTRONY bardzo chętnie wydrukują dalsze na ten temat informacje. Może Pan Dr hab. Józefowicz napisze o tym coś więcej.

Tak oto pismo wkracza w czwarty rok swojego istnienia. Redakcja pracuje obecnie w dość ograniczonym składzie. Początkowo było aż siedem osób, ale bardzo szybko, bo po dwóch numerach, liczba ta spadła do czterech. W zeszłym roku, ku żalowi swoich kolegów z Redakcji i Czytelników, zrezygnował z udziału w tym przedsięwzięciu Andrzej Mikulski i w ten sposób zostało tylko trzech muszkieterów, już bez d'Artagnana. Muszkietów zresztą też nigdy nie było. Pismo ma paru wiernych korespondentów, z których szczególną pozycję zdobył sobie niestrudzony obserwator życia w Niemczech, Marek Mika. Trzeba też oddać sprawiedliwość Panu Rościsławowi Kaczarowskiemu, który wciąż ubarwia NEUTRONY niezmordowaną krytyką "wszystkiego, co się w IPJ lub w Świerku rusza".

Na razie Redakcja nie ma, jak się domyślamy, żadnych planów dalszego ograniczania swojego składu ani nie ma też zamiaru zakończenia swojej działalności. Bohaterowie są zmęczeni, ale się nie poddają. Mój przyjaciel i ja życzymy więc członkom Redakcji wytrwałości, lekkiego pióra i skromności w stosunku do własnej działalności. To przecież tylko zabawa.

JAM

Od Redakcji:

JAM nie przedstawia całej prawdy o tym, jak doszło do interwencji w związku z listem Pana Prezesa do GAZETY WYBORCZEJ. Tak naprawdę, to do zajęcia się tym przekonała Redakcję żona jednego z redaktorów. Jak mówi inne przysłowie: "Gdzie diabeł nie może, tam żonę pośle".

MAR


Oskarżenia i kalumnie czyli Polski Kabaret Polityczny - inaczej PKP

Polski Kabaret Polityczny przeżywa okres swojej świetności. Już dawno nie było tylu udanych numerów na polskiej scenie politycznej.

Zaczęło się od pornografii. Jest to temat szczególnie drogi sercu niektórych polityków prawicy, których nie tylko widok, ale i sama myśl o pewnych ludzkich organach, wprawia w przyjemny stan świętego oburzenia. Czasem jednak zdarza się im znaleźć w sytuacji trochę ambarasującej. Jeden z czołowych polityków tej opcji moralnej zapytany w radiu przez dociekliwą dziennikarkę, czy uważa Dekameron za pornografię, zdołał tylko udzielić odpowiedzi wymijającej: Yyyyy... Tenże mąż stanu, przewidując to, że Prezydent zawetuje ustawę o pornografii, już awansem nazwał go pornoprezydentem. Bardzo jesteśmy ciekawi, co myśli ten polityk o papieżu, który przed paroma dniami przyjął Prezydenta na prywatnej audiencji, a przedtem jeszcze zaprosił go do papamobile. Czy on i wszyscy inni bardziej papiescy niż sam papież są w stanie zrozumieć to, co im papież próbuje w ten sposób wytłumaczyć?

Nasz fearless spy killer czyli nieustraszony pogromca (rosyjskich) szpiegów, gdy nie udało się koalicji przepchnąć przez sejm ustawy o abolicji, dzięki której wszystkie winy szpiegów mogłyby być odpuszczone, zmienił front o 180 stopni i zapowiedział dalsze akcje przeciw rosyjskim szpiegom. Oświadczenie ministra wywołało gwałtowną burzę w mediach, bo, zdaniem wielu polityków, pobrzękiwanie szabelką w sytuacji, gdy w Rosji właśnie następuje zmiana ekipy rządzącej, nie służy naszym interesom. Minister natychmiast się wycofał twierdząc, że chociaż użył w swojej wypowiedzi czasu teraźniejszego, to w rzeczywistości miał na myśli przeszłość. W obronę wziął swojego ministra premier wmawiając wszystkim, że właściwym czasem do opisu przeszłości jest czas teraźniejszy. W parę dni potem w Internecie ukazał się tajny czy też poufny raport UOP-u, który jest koordynowany przez mi naszego pogromcę szpiegów, o sytuacji politycznej Polski. Okazało się, że to pomyłka i raport znikł z Internetu. Publiczność obserwująca działalność czołowego aktora PKP zastanawia się nad tym, jak to się dzieje, że tak znakomity artysta nie został jeszcze odesłany do prawdziwego teatru komedii. Niektórzy twierdzą, że ma on jako specjalista od sejfów własny sejf w domu, a w nim jakieś kwity. W Polsce Anno Domini 2000 ten się przy władzy utrzymuje, kto ma odpowiednie kwity.

Gwoździem programu PKP w tym sezonie był początek prezydenckiej kampanii wyborczej znanego działacza związkowego, specjalisty od blokowania dróg. Mój przyjaciel i ja podejrzewamy, że cała historia z listem gończym, aresztowaniem na granicy i prawie natychmiastowym wypuszczeniem aresztowanego i zakutego w kajdanki działacza, została ukartowana przez jego prezydencki komitet wyborczy. Przez parę dni w kółko mówiono i pisano o tym działaczu powtarzając bez końca inwektywy, którymi obdarzył on członków naszych najwyższych władz i za które ma odpowiadać przed sądem. W ten sposób cała Polska zna już na pamięć to, co nasz bohater sądzi o Rządzie i o Sejmie, a ponieważ notowania tych organów są bardzo niskie w opinii publicznej, to każdy ich krytyk automatycznie zyskuje sobie powszechną sympatię.

Nie samym chlebem człowiek żyje, toteż niezwykły entuzjazm wywołał Oskar, który otrzymał niedawno nasz największy reżyser. Ze szczególnym wzruszeniem przyjęli wszyscy oświadczenie reżysera, że zawsze mówi to, co myśli. Ponieważ myśli po polsku, to występując przed amerykańską publicznością podczas wręczania mu statuetki przyznanej przez Amerykańską Akademię Filmową, wygłosił przemówienie nie po amerykańsku, ale po polsku. Po powrocie do kraju reżyser wykazał się niesłychaną odwagą, dając na przechowanie swoje trofeum Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, którego zbiory są systematycznie rozkradane i wywożone do Niemiec. W swoim przemówieniu z tej okazji powiedział on, że UJ był dotychczas siedzibą wszystkich 12 (słownie dwunastu) muz, a teraz przybędzie mu trzynasta muza filmu. Pamięć bywa zawodna, a tak się złożyło, że nasz laureat nie wyreżyserował nigdy w życiu żadnego filmu o tematyce mitologicznej.

JAM


Pół pokolenia po wypadku czarnobylskim

Zwrócił się Prof. Mika do mnie (po starej znajomości z pracy w NUKLEONICE) o uwagi na temat wypadku czanobylskiego, mimo że nie przypada w tej chwili żadna okrągła rocznica. Ale od sprawy minęło pół okresu przyjmowanego za jedno pokolenie, a to jest już pewna cezura. Otwieram więc moje wielokilogramowe, mimo kilkakrotnych redukcji, archiwum. Zaczyna się nietypowo, bo sprawę czarnobylską obserwowałem z nieaktywnego otoczenia, mianowicie w czasie ostatniego półrocza mojego kontraktu w USA z Uniwersytetem Notre Dame (Radiation Laboratory) i University of Texas (Center for Fast Kinetics). Krytycznego, następnego dnia po wykryciu radioaktywności w Szwecji czuwałem już w bibliotece przy urządzeniu InfoTrac Database, które było trochę już skomputeryzowanym poczciwym telexem. Na Key-Word: Chernobyl Nuclear Accident, tandetna, według dzisiejszych standardów igłowa drukarka wypluwała metry informacji, od samego początku stanowiące mieszaninę fantazji, świadomej manipulacji i rzetelnych faktów. Sensacyjna prasa nowojorska donosiła o buldożerach zgarniających trupy do masowych grobów, co zapadło głęboko w pamięć wrogów energii jądrowej i najwidoczniej pozostaje tam do dzisiejszego dnia. Następnego dnia i później były już gazety, zależnie od rangi wydawnictwa dalsze lub bliższe prawdy. Zachowałem Los Angeles Times, datowany 1 maja 1986, który na każdej prawie stronie od 1 do 11 zamieszcza gorączkowo włamywane najświeższe wiadomości, w tym najobszerniejszą z Polski, z cytowaniem wypowiedzi prof. Jaworowskiego. W moich kręgach, radiochemiczno-radiobiologicznych wyraża się uznanie dla Polaków z ich jodowaniem, jednak poddaje się w wątpliwość podawanie obrzydliwego wolnego jodu, skoro wystarczyłby jodek potasu.

Gazetom nie ustępują tygodniki, zwłaszcza popularno-naukowe. Już w drugim tygodniu po zdarzeniu New Scientist zamieszcza oprócz informacji naukowej, w rubryce Feedback nawet autentyczne anegdoty, jak to że Ambasada Brytyjska w Moskwie, nazajutrz po pierwszej wiadomości o wypadku, przesłała pilny telegram do podopiecznych studentów brytyjskich znajdujących się w Kijowie, z jedną tylko instrukcją: Macie pić wodę wyłącznie przegotowaną. Równie zabawne, tym razem kawały, nadchodziły telefonicznie z Polski. Jeden z nich zapamiętałem ponieważ był świetny i dotyczył nieodwołania kolarskiego wyścigu pokoju: Pytanie: która ekipa wygra etap kijowski? Odpowiedź: Najbardziej aktywna.

Ale żarty na bok. Troski zdrowotne miały z początku swoje uzasadnienie, bo skażenie wszystkiego naokoło cezem 137 było faktem. Po powrocie do Polski w październiku 1986 szybko zacząłem uzupełniać mój organizm tym nuklidem i gdy w następnym roku byłem na konferencji w Kanadzie z zaproszonym referatem, w ośrodku Chalk River poddałem się badaniu licznikiem całego ciała. Operator cieszył się jak dziecko, bo nie widział jeszcze nikogo tak promiennego. Wykres można oglądać w moim artykule w WIEDZY I ŻYCIU, (Marzec 1993, str 40-45). Oczywiście porównanie z wysokością piku potasu wykazuje, że sprawa nie była groźna. Groźniejsze były natomiast dygresje na świecie na temat losów energetyki jądrowej i w ogóle wszystkiego co związane jest z promieniowaniem jonizującym, nawet niezwiązanego z energetyką jądrową lub broniami jądrowymi. Można łatwo udowodnić, że większej szkody światowej energetyce nie można sobie wyobrazić niż ta jaką wyrządzili Rosjanie. Proszę napisać "Rosjanie", bo mdło mi się robi gdy czytam że w Katyniu mordowali enkawudziści, którzy mówili jakimś nieznanym językiem enkawudowskim, a do snu po męczącym wykonywaniu obowiązków czytali poezje Puszkina przetłumaczone z rosyjskiego na enkawudowski.

Starałem się w moich publikacjach popularyzatorskich korygować co tylko się da, wykorzystując mało poruszane aspekty chemiczne wypadku. W osobnej teczce są moje utwory, a wśród nich trzy mojemu sercu autorskiemu najmilejsze. Muszę powiedzieć, że byłem popierany przez światłych redaktorów i komentatorów. Pierwsza z tych trzech pozycji to obszerny artykuł w PROBLEMACH (listopad 1988, str.16-35), pod redakcją Andrzeja Gorzyma, obecnie naczelnego redaktora Wiedzy i Życia, laureta tegorocznej nagrody im. Steinhausa za popularyzację. Artykuł zyskał uznanie poprzedniczki PAA, która przedrukowała artykuł w postaci osobnej broszury. Drugi artykuł, który sobie cenię, to w paryskiej KULTURZE (kwiecień 1993, str.19-30), powstały w wyniku dłuższej audiencji, którą udzielił mi w Maison Lafitte Jerzy Giedroyć. Poprzednio drukował mnie oczywiście pod pseudonimem. Wypowiedział jak zwykle szereg interesujących poglądów. Był oburzony tymi polskimi publicystami którzy piszą Czernobyl zamiast autentycznej polskiej nazwy tego miasta Czarnobyl. Zarzucał też lekkomyślne nazywanie protestujących przeciw energii jądrowej ekologami. "To nie są żadni naukowcy, jakby to -log wskazywało, to ekologiści najwyżej". Tak jak wbijanie w głowy Czarnobyla, starego miasta Rzeczpospolitej, w którym praktycznie nie było nawet Żydów i Ukraińców jak w podobnych miejscach Polski, jakoś się udaje, to o "ekologach" bredzą ciągle media i dziwne, że prawdziwi, nieliczni zresztą ekolodzy wcale przeciw temu nie protestują! Trzecia wreszcie ulubiona moja publikacja pojawiła się w dziesiątą rocznicę awarii czarnobylskiej (Sympozjum Czarnobyl 86-96, str. 89-103) i była obśmianiem tych dziennikarzy i gazet, praktycznie wszystkich najpopularniejszych z wyjątkiem RZECZYPOSPOLITEJ, którzy przez 10 lat nie zdołali pojąć najprostszych spraw czarnobylskich, a mieszają w głowach czytelnikom. Ta praca uzyskała pochwałę red. Magdaleny Bajer, przypadkiem też laureatki tegorocznych nagród im. Steinhausa, zajmującej się etyką dziennikarską. Napisała mi w osobistym liście, że nie przypuszczała, że ze ścisłością dziennikarzy jest aż tak źle! Proponowałem NEUTRONOM przedrukowanie tej publikacji, ale okazała się zbyt długa. Nie warto przedrukowywać bo jest wystarczająco dużo świeżego materiału do "Dziejów głupoty w Polsce".

Pół pokolenia trwające nonsensy czarnobylskie dowodzą że są niezwykle szkodliwe. Mimo że skutki zdrowotne awarii są znacznie mniejsze od przedstawianych w mediach, były i niestety są nadal wodą na młyn różnych zielonych, także i działających w naszym Kraju, którzy przecież dokonali bolesnej aborcji Żarnowca. Sabat czarownic antynuklearnych po odsunięciu ad calendas graecas energetyki jądrowej w Polsce zmieszał się z jazgotem wszelkich warstw od urzędników gminnych po profesorów nauk humanistycznych przeciw budowie składowisk odpadów radioaktywnych. Odpadów głównie medycznych, dodajmy śmiesznie mizernych - jak wyglądają prawdziwe i co z nimi się robi proszę przeczytać moją notatkę w WIEDZY I ŻYCIU nr 1/2000. Chwilami wydaje mi się że z za tych protestów przeciw najmarniejszemu składowisku, jak to w Różanie, wychylają się zarośnięte głowy ludzi jaskiniowych bojących się wszystkiego czego nie rozumieją. Jedyną pociechą, choć słabą jest że gdzie indziej neandertalczycy grasują również. Są jednak lepiej izolowani niż u nas, a ludzie normalni, którzy dali się przez ich propagandę uwieść dziś robią wszystko, żeby bez utraty twarzy, z takich decyzji jak likwidacja energetyki jądrowej w Szwecji i Niemczech się wycofać. Pewną pociechę dla nas stanowi to, że "zielona" dywersja nie ogranicza się do nukleoniki: Polskiemu Troglodycie udało się o pół wieku opóźnić nas w sprawie spalania śmieci. W okresie międzywojennym nowoczesna spalarnia działała w Poznaniu w takiej samej odległości od Uniwersytetu, jak obecnie wiedeńska zlokalizowana jeszcze bliżej nowego kompleksu uniwersyteckiego.

Zbigniew Paweł Zagórski


Prawybory w NEUTRONACH

Zbliżają się wybory, jednomandatowe zresztą. W związku z tym mamy dla Czytelników krótki test:

Wybierasz przywódcę całego świata. Twój głos może zadecydować o losie ludzkości. Masz do wyboru trzech kandydatów. Oto ich charakterystyki:

Kandydat A:
Ma układy z podejrzanymi politykami, konsultuje się przed podjęciem decyzji z astrologiem, miał dwie kochanki, odpala jednego papierosa od drugiego i wypija od 8 do 10 kieliszków alkoholu dziennie.

Kandydat B:
W szkole średniej zażywał opium, dwukrotnie wyrzucano go z pracy, sypia do południa, wypija co wieczór około litra (!) mocnego alkoholu.

Kandydat C:
Bohater wojenny - dostał odznaczenie za odwagę, wegetarianin, nie pali, czasami wypije piwo, żyje skromnie i ubiera się bez ostentacji.

Kogo wybierzesz? Nazwiska kandydatów (autentyczne postacie historyczne) znajdziesz na końcu numeru.


JOW-y trzymają się mocno!

Dnia 11 marca b.r. w Warszawie odbyło się Walne Zgromadzenie Wyborczo-Programowe Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "JOW". Obecnych było ok. 60 osób z całego kraju, choć Południe było reprezentowane najliczniej. Do Zarządu wybrani zostali: Janusz Sanocki (burmistrz Nysy, Prezes), Andrzej Czachor (wiadomo, Wiceprezes), Jan Pokrywka (lekarz z Kłodzka, Sekretarz), Jerzy Gieysztor (z Wrocławia, Skarbnik), prof. Jerzy Przystawa (lider ruchu JOW), Bohdan Pora (reżyser), Włodzimierz Urbańczyk (radny z Poznania). Do Komisji rewizyjnej wybrano: prof. Mirosława Dakowskiego (dawniej IBJ), prof. Antoniego Kamińskiego (szef Transparency International na Polskę), i Lucynę Zabiełło z Gdańska.

Głównym celem Stowarzyszenia jest doprowadzenie do referendum nt. systemu wyborczego w Polsce. Stowarzyszenie - jak widać - grupuje ludzi o różnych orientacjach politycznych, ale będących zwolennikami Jenomandatowych Okręgów Wyborczych.

Dnia 11 kwietnia zebrała się grupa warszawska Stowarzyszenia (25 osób). Wśród obecnych była słynna z bezkompromisowości radna p. Julia Pitera. Uczestnicy zgodnie podkreślali, że stowarzyszenie JOW musi być ruchem ponad podziałami politycznymi i nosić charakter konstytucyjny, obywatelski, publiczny. Uzgodniono szereg konkretnych działań na rzecz idei JOW.

Jak widać idea JOW nie zaowocowała w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy wydawało się, że sprawy państwowe i gospodarcze w naszym Kraju idą dobrze. Dziś odżywa na nowo jako pomysł na likwidację dominującego wpływu aparatów partyjnych na życie Kraju.

Krzysztof Andrzejewski


Zdrowa żywność

Każde dziecko już teraz wie, że kluczem do długowieczności i zdrowia jest zdrowa żywność. Kto się źle odżywia choruje na raka, dostaje zawału serca i ma w najlepszym wypadku cukrzycę. Pełno w Niemczech, w Polsce też już się pojawiają, sklepów ze zdrową żywością, w których, a szkoda, poza kilkoma maniakami nikt nie kupuje. Wszystko jest tam drogie, a wybór niezbyt duży. Te sklepy żyją sobie od lat swoim własnym życiem, z dala od zagorzałej walki o klienta w branży żywnościowej. Wielkie magazyny wabią promocjami, obniżkami cen, nietypowym asortymentem. Wszystkie one handlują, poza żywnością, czym się da, począwszy od igieł, a skończywszy na komputerach. Nie byłoby w tym nic dziwnego ani zdrożnego, gdyby nie to, że na skutek tego zamiera drobny handel w miastach. Niemcy długo się broniły przed tą ogólnoeuropejską tendencją, ale chyba już skapitulowały. Niewątpliwie cierpi też na tym jakość żywności, która jest coraz tańsza, a marże są coraz mniejsze. Nieraz zdarzyło mi się już kupić śmierdzącą wędlinę lub zapleśniały ser.

Unia Europejska zmusiła wreszcie Niemcy do importu mięsa wołowego z Wielkiej Brytanii. To znaczy nie ma już zakazu tego importu. Czy oznacza to jednak, że można teraz już bez ograniczeń rozkoszować się brytyjskim roastbeefem, tak jak to czynią wyspiarze bez obawy na zapadnięcie na chorobę Creuzfelda-Jakoba? W Anglii nadal rejestruje się przypadki BSE i jest coraz więcej przypadków śmierci na tę chorobę, którą nadal nie wiadomo jak leczyć, jeżeli w ogóle da się ją leczyć. Mięso ze Zjednoczonego Królestwa ma być oznaczone, tak aby konsument mógł je odróżnić od rodzimego i po prostu nie kupić. Jeżeli jest ono wolne od BSE, jak zapewniają politycy, to po co ta farsa ze specjalnym oznakowaniem. Ze świecą szukać rzeźnika, który położy na ladzie dwa rodzaje mięsa, jedno z krów niemieckich, drugie oznakowane z krów brytyjskich. Są dwie możliwości. Jedna, że w ogóle nie będzie sprzedawał brytyjskiej wołowiny, bo i tak jej nikt nie kupi. Druga, że będzie sprzedawał, ale bez specjalnego oznakowania. Ta druga możliwość wydaje mi się bardziej prawdopodobna z uwagi na niezwykle trudną sytuacje handlu niemieckiego wynikającą ze spadających cen i marż na żywność. Wołowina brytyjska jest bowiem znacznie tańsza i da się na niej więcej zarobić. Pozostaje jeszcze nierozwiązany problem restauracji, kantyn zakładowych, kuchni szpitalnych itp. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, że tam podawać się będzie tylko wołowinę niemiecką, a brytyjską jedynie na życzenie. Pozostaje więc przerzucić się na wieprzowinę, mięso indycze lub kurczaki lub stać się po prostu wegetarianinem, co oczywiście nie daje też gwarancji długowieczności. Nadal mamy w pamięci śmierć Lindy McCartney, zdeklarowanej wegetarianki. Mam jeszcze lepszą propozycję, zacznijmy kupować w sklepach ze zdrową żywnością, przestawmy się na ziarna, pasztety z soi, kotleciki z kukurydzy i tym podobne frykasy. Przy sporej dozie samozaparcia można nawet odnaleźć w nich pewne walory smakowe. A w ogóle, i tu nie żartuję, to dlaczego jedzenie ma nam smakować. Mnie osobiście już ono coraz mniej smakuje, gdy słucham wciąż nowych doniesień na temat przeróżnych afer w przemyśle spożywczym. Przed laty głośna była sprawa tak zwanego "barona jajecznego", producenta makaronu i ajerkoniaku, który zamiast świeżych jaj przetwarzał żółtko będące odpadem przy produkcji brojlerów. Smacznego!

Marek Mika


Kogo wybraliście w przymiarce do wyborów?

Kandydatem A jest Franklin D. Roosevelt.
Kandydatem B jest Winston Churchill.
Kandydatem C jest Adolf Hitler.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.
Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony