[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 13 (73) / 2000
21 września 2000

W numerze:
  • Oscar dla IPJ
  • Jak tworzyliśmy historię
  • Chłodem powiało z Rady
  • Bomba w IBJ-cie w Białołęce
  • Jak zamordować izotopem
  • A w IChTJ emerytów lubią
  • JM broni JAMa
  • Chaos ortograficzny, ale na szczęście nie u nas

Z ostatniej chwili

Miło mi poinformować PT Czytelników NEUTRONÓW o wysokim wyróżnieniu, jakie międzynarodowa społeczność naukowa nadała naszemu koledze, profesorowi Markowi Moszyńskiemu. Za parę tygodni pojedzie on do Lyonu na Nuclear Science Symposium 2000, gdzie zostanie mu wręczona nagroda (Merit Award) przyznana przez IEEE/Nuclear and Plasma Science Society - for outstanding contribution to the modern scintillation detection and its application in physics experiments, medicine and other fields of use - Oscar w technikach detekcyjnych!

Przy okazji zapraszam na kolejne spotkania organizowane na Hożej przez nasz Instytut z okazji Festiwalu Nauki. Dotychczas odbyły się prezentacje igły fotonowej oraz wykład dr. Rabińskiego.

Ziemowid Sujkowski

Od Redakcji:

Niezwykle serdecznie gratulujemy zdobywcy Oscara. Dumni jesteśmy też z udziału naszego kolegi redakcyjnego w Festiwalu. Festiwal jeszcze trwa, mamy nadzieję, że po jego zakończeniu na naszych łamach coś na ten temat się ukaże.


Jak rosła ekstrema

Obchodzimy właśnie 20. rocznicę Sierpnia. Aby przypomnieć sobie jak to się zaczęło, Redakcja NEUTRONÓW udała się na spotkanie z Bogumiłem Bartolikiem - obecnie pracownikiem Telewizji Polskiej, radnym, szefem klubu SKL i przewodniczącym AWS na Bielanach, a jakby tego było mało - przewodniczącym komisji bezpieczeństwa (w końcu miał trochę do czynienia z bezpieką). Po wypłukaniu złogów cholesterolu większą ilością piwa udało się nam w towarzystwie naszego interlokutora zrekonstruować wydarzenia tamtych dni.

Już wiosną 1980 roku coś wisiało w powietrzu. W końcu można było oczekiwać zmiany stołków po zimie stulecia i wyraźnym załamaniu gospodarczym. O nastrojach przed kolejnym Zjazdem (PZPR oczywiście) świadczyć może to, że w czasie przerwy na drugie śniadanie czterej młodzi naukowcy z IBJ dość drobiazgowo zajęli się hipotetycznym oczywiście zagadnieniem zrzucania w czasie Zjazdu ulotek z balonu. Dyskusja utknęła przy problemie, czy ulotki mają być podwieszone pod balonem, czy też umieszczone wewnątrz balonu. W tym momencie należałoby przeprowadzić eksperyment praktyczny, ale to okazało się niestety niepraktyczne. Zjazd oczywiście zakończył się po myśli tych, co na górze, a społeczeństwu pozostało realizować jego uchwały.

W tym czasie w Świerku też coś drgnęło. W kwietniu zamiast przyniesionego w teczce kandydata ZNP mężem zaufania w plazmie gorącej wybrano Jarka Baranowskiego. Niby nic wielkiego, ale zinstytucjonalizowanym zaufaniem obdarzyliśmy swojego człowieka.

Już 4 września odbyło się zebranie ZNP pionu fizyki. W trakcie dyskusji Jarek Baranowski wypowiedział się za koniecznością śledzenia rozwoju sytuacji i włączenia w nurt zmian, Bogumił Bartolik pierwszy rzucił myśl, by wyjść z ZNP i założyć niezależny związek pracowników atomistyki. Kolejne głosy popierały te pomysły. Zebranie wybrało Jarosława Baranowskiego, Bogumiła Bartolika, Macieja Seweryńskiego i Stanisława Ugniewskiego jako osoby, które miały się w imieniu reszty rozejrzeć i coś zaproponować. W wydarzeniach 4 września spory udział miał Zakład XXIV Fizyki Plazmy Wysokotemperaturowej, w którym znalazło się kilkunastu dotychczasowych pracowników IBJ uzupełnionych w latach 1976/77 kilkudziesięcioma niedawnymi absolwentami uczelni. Stąd w strukturze IBJ pojawiła się enklawa zdecydowanie młodzieżowa.

W zebraniu fizyki wzięły też udział osoby z poza tego pionu. Obserwatorzy ci byli pozytywnie zaskoczeni atmosferą dyskusji, po zebraniu poprosili wybraną czwórkę, by wzięła udział w zebraniach ich organizacji. I tak kolejne zebrania w Cyfronecie, ZDAU i OPiDI rozpoczynały się od punktu, w którym zakończyły się obrady w fizyce. Lawina nabierała rozmachu. Jeszcze w Cyfronecie dyskutowano, czy nie kontynuować ZNP, ale przeważył pogląd, by tworzyć nowy związek. Do początkowej czwórki zaczęli dochodzić kolejni: Jerzy Dzieciaszek, Maciej Kołaczkowski, Ludwik Chełmicki i inni. Wszystkie wydarzenia z coraz większym niesmakiem obserwowała zakładowa wierchuszka związkowego nauczycielstwa. Z jednej strony wywrotowcy, ale też w końcu i masa członkowska od płacenia składek.

Kilka osób miało ścisłe kontakty ze środowiskami naukowymi z poza Świerka, np. Maciej Seweryński z Hożą i Maciej Kołaczkowski z IPPT. I tak bardzo szybko zamiast koncepcji wewnątrzświerkowego związku atomistów zaczęła przeważać idea wejścia do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników Nauki, Techniki i Oświaty (NSZZPNTiO) - pieszczotliwie nazywanym 'dziewięcioliterowcem'.

Seria kolejnych zebrań wyłoniła kilkunastoosobową grupę, która zadecydowała o przystąpieniu do tego związku. Statut NSZZPNTiO został opracowany w Świerku, między innymi Bodzio Bartolik miał w tym spory udział. A trzeba tu dodać, iż w zgodnej opinii wielu rezultat był o niebo lepszy niż statut Solidarności.

Po miesiącu intensywnej działalności NSZZPNTiO wystąpił do Komisji Krajowej Solidarności o przyjęcie go w drodze wyjątku na prawach jednego z regionów, motywując to odmienną specyfiką środowiska. Solidarność odmówiła, żeby nie stwarzać precedensu. Struktura regionów miała zapobiegać skłócaniu branż i manipulowaniu nimi przez PZPR. W związku z takim postawieniem sprawy NSZZPNTiO podjął uchwałę o samorozwiązaniu i wejściu organizacji zakładowych do Solidarności.

Równolegle na Żeraniu wyłoniły się dwie opcje:
1: 'robotnicza' - od początku dążąca do Mazowsza,
2: 'dziewięcioliterowa' - analogiczna do świerkowej.
W strukturze Solidarności organizacja IBJ-tu została zarejestrowana przez Żerań. Kiedy Świerk (NSZZPNTiO po samorozwiązaniu) został zapytany, czy chce mieć osobny numer jako organizacja zakładowa - odpowiedź była oczywiście odmowna, to przecież jeden instytut. I tak powstało nieporozumienie - Żerań uznał, że uzurpatorzy ze Świerka starają się podszyć pod jego organizację. Stanisław Ugniewski pojechał na Żerań i starał się wyjaśnić sprawę. Uzgodniono ponowne wybory władz, ale w robotniczych kręgach Żerania pojawiły się obawy czy Ugniewski nie jest podstawiony. W końcu jednak (choć nie bez oporów) nastąpiło połączenie Świerka z Żeraniem.

Połączenie spowodowało dalsze spotęgowanie aktywności. Takiego uzwiązkowienia nigdzie indziej nie odnotowano. W społeczeństwie przeciętnie 2% ludzi wykazuje aktywność polityczną, a 7% udziela się społecznie włączając się w inne rodzaje działalności. Świerk miał rekordową liczbę 350 aktywnych działaczy oraz ponad 50 kół Solidarności (w tym koło w Zakopanem). Pod koniec 1981 roku organizacja w IBJ liczyła 3400 członków na 4000 wszystkich zatrudnionych w tym czasie, co mówi o skali zaangażowania naszego środowiska. W toku późniejszej aktywności pojawił się między innymi BIULETYN, drukowany na odwrotach wydruków komputerowych.

I tak to zasłużyliśmy sobie w oczach partii na opinię organizacji trzeciej pod względem szkodliwości na Mazowszu.

MAR


Rekordowa Rada

Dnia 13 września odbyło się kolejne posiedzenie Rady Naukowej IEA. Trwało tylko trochę ponad dwie godziny. Bez większych oporów przyjęto protokół z Posiedzenia w dniu 7 czerwca. Miły moment wręczenia dyplomu doktorskiego p. Renacie Mikołajczak też nie trwał długo. Zaopiniowanie wniosku do KBN o dofinansowanie działalności statutowej w 2001 roku przeszło gładko, głównie dzięki starannemu przygotowaniu. Nie sposób jednak oprzeć się niewesołej refleksji, że zapisano w nim maksimum tego, co możemy jeszcze w IEA zrobić, ale trudno tu mówić o jakiejś spójnej, wzajemnie się uzupełniającej całości.

Informacje Dyrektora Wieteski też przeszły gładko, bo wynikało z nich, że nasze stosunki z IPJ są niezłe mimo kontrowersji w sprawie naliczeń za ciepło i prąd. Naliczenia są dyskutowane w tzw. rzeczowej i przyjaznej atmosferze, natomiast emocje na ten temat wyraźnie opadły po decyzjach o przejściu na małe kotłownie olejowe na terenie całego Ośrodka. Tym samym znika wieloletni casus belli i temat do dyskusji na Radzie Naukowej.

Jeśli chodzi o łączenie IPJ i IEA, to problemem było tu od dawna ewentualne finansowanie połączonego instytutu z dwóch różnych Zespołów KBN. Problem chyba rozwiąże się sam, ponieważ od 2002 roku pieniądze mają być dzielone przez Przewodniczącego KBN, który może uwzględniać specyfikę sytuacji poszczególnych instytutów. Zmienić ma się także sposób punktacji tak, aby był mniej czuły na dyscyplinę, bo są dyscypliny bardziej i mniej "punktodajne" według dotychczasowego sposobu punktacji.

W ogóle w organizacji sfery naukowo-badawczej szykują się zmiany, o czym poinformował prof. Stanisław Kuliński (zmiany w KBN) i prof. Andrzej Czachor (tworzenie Państwowych Instytutów Badawczych). Projekty są jednak w fazie przygotowania przez Komisje Sejmowe, więc dyskusja dosyć szybko się zakończyła z powodu braku konkretów.

Inne informacje Dyrekcji dotyczyły spraw drobniejszych. Okazało się, że budynek po Straży Pożarnej będzie eksploatowany przez IPJ, co nas odciąży finansowo, choć budynek pozostaje naszą własnością. Byłe mieszkania zakładowe w Aninie będą sprzedawane bądź przekazywane dotychczasowym mieszkańcom w ramach obowiązującego prawa. Jeśli nie uda się ich pozbyć tą drogą, to istnieje projekt przekazania ich gminie Wawer.

W miarę gładko przeszło zaopiniowanie wniosku Dyrektora o powołanie na stanowiska dyrekcyjne i kierownicze osób, które piastowały te stanowiska do chwili obecnej. Dłuższa dyskusja wywiązała się tylko na temat: do jakiego szczebla w dół Rada ma opiniować nominacje, ale i ten problem rozwiązano dzięki znajomości regulaminu przez mgra inż. Tadeusza Wagnera.

Ponieważ temperatura w sali nie była tego dnia zbyt wysoka, a IPJ definitywnie kończy eksploatację starej kotłowni, bardzo szybko i jednomyślnie zaopiniowano pozytywnie wniosek o wystąpienie do odpowiednich władz czyli WFOŚiGW o przyznanie pożyczki na budowę nowych kotłowni opalanych olejem.

Krzysztof Andrzejewski


Oskarżenia i kalumnie

Wytrwali Czytelnicy naszego pisemka pamiętają zapewne o tym, że gdy w Świerku zdarzył się nieszczęśliwy wypadek zakończony śmiercią jednego z pracowników, w jednej z gazet ukazał się artykuł na ten temat, w którym było tyle mniej więcej prawdy, co w sławnej historii o samochodzie podarowanym komuś na Placu Czerwonym w Moskwie. Teraz znów TRYBUNA z dnia 23 sierpnia zamieściła notatkę następującej treści:

Bombę lotniczą z czasów drugiej wojny światowej wykopano wczoraj około 15.00 na terenie Instytutu Badań Jądrowych w Białołęce. Zabezpieczenie znaleziska było łatwe, bo jest to miejsce mało uczęszczane. Poza tym w dużej mierze pomogli nam pracownicy ochrony obiektu - mówi Rafał Lasota, rzecznik Straży Miejskiej. Wezwano saperów z Kazunia, którzy po przewiezieniu bomby zdetonowali ją na poligonie.

Jedna informacja w tej notatce jest z pewnością fałszywa - Instytutu Badań Jądrowych nie ma już od siedemnastu lat. Mój przyjaciel rozpoczął pracę w Instytucie tuż po jego utworzeniu w 1955 roku, ale nigdy nie słyszał o jego siedzibie w Białołęce (może to nowy sposób pisania o Żeraniu?). Czy ktoś z Czytelników mógłby odpowiedzieć na pytania: Czy rzeczywiście znaleziono jakąś bombę? Jeśli tak, to w jakiej dzielnicy Warszawy i na terenie jakiej instytucji się to zdarzyło?

JAM


Jak zamordować radioaktywnie?

Urlop ma to do siebie, że zwraca się uwagę na notatki w prasie, na które bym poza urlopem uwagi nie zwrócił: Jakiś sportowy bohater narodowy Rosjan poszedł w bandziory i szykował zamach na zacnego gubernatora obwodu jakiegoś tam. Najęty przez niego morderca miał "otruć gubernatora lub podłożyć w jego gabinecie silnie radioaktywny przedmiot" (tak w polskiej prasie codziennej). Stwierdzenie to zdradza słabość logicznego myślenia u organów milicyjno-prokuratorskich Rosji, nie mówiąc o braku przygotowania z dziedziny nauki o promieniotwórczości, normalnym dla sierot po Czarnobylu, Kursku i w ogóle po strategii nuklearnej.

Bo tak to są dwie możliwości: Pierwsza że bandzior przyniesie w aktówce preparat izotopowy (podobno w Rosji kupuje się to na bazarze), da podwykonawcy który umieści w gabinecie itd. Ale w takim wypadku może chodzić tylko o małe aktywności jeżeli bandzior i podwykonawca chcą zachować cenne zdrowie. Tylko że wtedy ziejący promieniowaniem "przedmiot" nie wywoła przewidzianego skutku, a przeciwnie polepszy zdrowie gubernatora, bo ten się nałapie dobroczynnego promieniowania jak w renomowanym kurorcie Badgastein w Austrii (o tym więcej w numerze 3 Postępów Techniki Jądrowej) albo jeszcze lepiej w naszym Świeradowie i Lądku Zdrojach.

Druga możliwość, to znaczy bardzo aktywnego preparatu jaki można dostać tylko w jednym z miasteczek atomowych byłego ZSRR, jest z góry do odrzucenia. Bo bandzior wraz z najemnym mordercą ulegliby śmiertelnemu napromieniowaniu zanim dotarliby do gabinetu gubernatora. Chyba że?

No właśnie, jako dwunastolatek chciałem po przeczytaniu paru Agat Christie pisać sam rzeczy lepsze i bardziej techniczne, ale nadeszła wojna i działy się rzeczy bardziej ekscytujące i bardziej techniczne, w których w dodatku mogłem i chciałem uczestniczyć aktywnie. No ale nie ma już nawet komunizmu internacjonalnego z polską odnogą, któremu robiło się kawały techniczne, więc spróbuję jako powrót do młodości nastolatka rozwinąć ideę rosyjską morderstwa radioaktywnego. Pierwsza moja koncepcja jest bardzo chytra, mianowicie zakłada możliwość użycia preparatu śmiertelnie radioaktywnego z celowym poświęceniem życia płatnego mordercy, który przecież w roli donosiciela preparatu do gabinetu gubernatora napromieniuje się szybciej i silniej niż ofiara i zniknie nam z pleneru! Pozostają trudności techniczne dla autora kryminału który musi wymyślić sposób dostarczenia preparatu donosicielowi bez wzbudzenia jego podejrzeń i wciągnięcia w łańcuch napromieniowanych jeszcze większej liczby osób. No ale to już nie moje zmartwienie.

Żeby już nie męczyć Czytelnika przedstawiam wersję najbardziej zgrabną jak mi się wydaje. Trzeba zbudować ciężki a artystyczny posąg; w minionej epoce byłby to Lenin w kształcie latarni morskiej. Dziś, bo ja wiem, niech to będzie np. Kurczatow w kształcie bomby (Instytut Kurczatowa ciągle działa i wypowiada się na temat zatonięcia okrętu atomowego Kursk, 12 sierpnia 00). Ważne by dół posągu był szeroki (może Budda byłby lepszy?), bo tam we wnętrzu będzie schowany izotop, a zmyślnym automatem wysuwany według czasowego programu lub po sygnale czujnika na podczerwień, na wysokość oczu postaci. Bardzo mi się podoba ten pomysł, może kupi go jakiś scenarzysta filmowy?

Teraz przypomina mi się, że w kwestii usiłowania morderstwa promieniowaniem i tu Amerykanie byli pierwsi. O ile pamiętam w jakimś laboratorium atomowym mąż włożył kochankowi swojej żony preparat do koperty zegarka naręcznego (gdzie tam Rosjanom z ich gabinetem gubernatora, chyba że to miała być słuchawka telefoniczna z izotopem!). W amerykańskim przypadku sprawa rypła się szybko, bo za dużo było wokół ofiary detektorów promieniowania.

Z.P. Zagórski
Instytut Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie


W odpowiedzi na notatkę JAM-a "Oskarżenia i kalumnie bis czyli dlaczego w IChTJ nie lubią emerytów"

Z głębokim zaskoczeniem przeczytałem w 12(72)2000 numerze "Neutronów" wyżej wymienioną notatkę, podająca nieprawdziwą informację o tym, że Rada Naukowa Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej podjęła uchwałę, w której postanowiono nie wszczynać postępowania w sprawie nadania tytułu naukowego emerytom. Po informacji tej następuje szereg krytycznych uwag pod adresem RN, a całość zakończona jest niedwuznaczną sugestią, że jej członkowie nie chcą dzielić się pieniędzmi z nowo mianowanymi profesorami.

Pomijając wyjątkowo demagogiczny charakter tej ostatniej sugestii, bo nie znam instytucji naukowej, w której istniałaby określona wydzielona pula pieniędzy do podziału między profesorów, to dla wszystkich orientujących się w wysokości pensji pracowników naukowych, w tym również profesorów, brzmi ona jako ponury i niesmaczny żart.

Przypuszczam, że podstawą do napisania dyskutowanej notatki była uchwała RN IChTJ postanawiająca, że w stosunku do osób, które przeszły już na emeryturę, rada naukowa nie będzie występowała z inicjatywą wszczynania postępowania o nadanie tytułu profesora, a to jest zupełnie co innego niż wszczęcie postępowania.

Nie ma tu miejsca na rozważanie wszystkich argumentów, które były przyczyną podjęcia tej uchwały, ale warto przytoczyć najważniejszy. Podejmowanie przez radę naukową inicjatywy wszczęcia postępowania o nadanie tytułu profesora w stosunku do tych pracowników o których jest wiadomo, że mają już odpowiedni dorobek naukowy, ma na celu ich mobilizację i przyspieszenie całego procesu, a tym samym szybsze stworzenie warunków do ich aktywnej pracy już w nowej roli. Ma to szczególne znaczenie w stosunku do tych osób, które zwlekają z przygotowaniem odpowiedniej dokumentacji wskutek nawału bieżących zajęć, a czasem, przez zwykłe niedbalstwo. W innej sytuacji są pracownicy, którzy zbliżają się już do końca swojej kariery. Właściwszym wydaje się pozostawienie im decyzji i inicjatywy w sprawie wszczęcia takiego postępowania, oczywiście, jeśli dysponują odpowiednim dorobkiem naukowym.

Notatka podpisana JAM jest nie pierwszym przypadkiem przedstawiania w krzywym zwierciadle spraw środowiska naukowego. Jeśli robi to ktoś spoza tego środowiska, wówczas zakłada się, że autor jest niedoinformowany lub nie zrozumiał spraw o których pisze. Inna jest sytuacja w danym przypadku. Pamiętam, że już w latach siedemdziesiątych w "Rezonansie", piśmie wydawanym wówczas w IBJ, ukazywały się publikacje podpisane tym samym skrótem, a więc autor jest osobą związaną ze środowiskiem naukowym atomistów od kilkudziesięciu lat. Nie powinien, zatem, mieć trudności z weryfikacją prawdziwości podawanych informacji, oraz ze zrozumieniem treści ustawy o tytule i stopniach naukowy, na którą się powołuje, i uchwały rady naukowej, która jest przedmiotem jego rozważań. Tymczasem w notatce pomieszane są takie pojęcia jak: wniosek o wszczęcie postępowania .... i wszczęcie postępowania ....., oraz tytuł profesora i zatrudnienie na stanowisku profesora (pierwsze nie pociąga za sobą konieczności drugiego i odwrotnie). Jeśli jednak, mimo wszystko, miał trudności w rozróżnieniu tych pojęć, to łatwo mógł dotrzeć do kogoś, kto by mu te sprawy wyjaśnił. W tej sytuacji nasuwa się pytanie, czy taka treść notatki powstała w wyniku wyjątkowego niedbalstwa autora, czy też złej woli?

Na tym można by zakończyć całą sprawę. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że część czytelników, podobnie jak autor notatki niezbyt dobrze zorientowana w szczegółach obowiązującego postępowania, nie będzie rozumiała o co właściwie chodzi. Dlatego wydaje się celowe podanie dodatkowego wyjaśnienia. Obowiązująca Ustawa o tytule naukowym i stopniach naukowych z dn. 12. 09. 1990 r. mówi:

Art. 26. 1. Postępowanie o nadanie tytułu naukowego wszczyna się, za zgodą zainteresowanego, na wniosek rady jednostki organizacyjnej działającej w zakresie danej dziedziny nauki albo na wniosek osoby ubiegającej się o nadanie tego tytułu, poparty opiniami trzech osób posiadających tytuł naukowy danej dziedziny nauki.
Art. 26. 2. Wnioski, o których mowa w ust. 1, składa się radzie wybranej jednostki organizacyjnej posiadającej uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego w zakresie danej dziedziny nauki.

Jeśli rada uchwalająca wniesienie wniosku o wszczęcie postępowania posiada odpowiednie uprawnienia, np. RN IChTJ w dziedzinie chemii, wówczas sama może podjąć następną uchwałę o wszczęciu takiego postępowania. Jednak, aby wniosek o wszczęcie postępowania mógł być przez radę dyskutowany i przyjęty, musi być przez kogoś przedłożony. Zwykle dokonuje tego prezydium rady w porozumieniu z członkami rady uprawiającymi podobny zakres badań co kandydat do tytułu. Jeśli zachodzi taka konieczność, zasięgana jest również nieformalna opinia specjalistów spoza rady. Kontrowersyjna w pojęciu JAM uchwała RN IChTJ dotyczy właśnie tej wstępnej fazy postępowania, pozostawiając, zgłoszenie wniosku o wszczęcie postępowania inicjatywie samego zainteresowanego, zgodnie z drugą częścią ust. 1 art. 26 ustawy. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby wniosek taki był zgłoszony w naszej radzie. W świetle powyższego mówienie o dyskryminacji kogokolwiek jest grubym nieporozumieniem.

Leon Pszonicki
Przewodniczący Rady Naukowej
Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej


W obronie JAMa

Jak podaje Słownik Języka Polskiego PWN, Wydanie VII z 1992 roku, felieton jest to utwór publicystyczno-dziennikarski o tematyce społecznej, obyczajowej lub kulturalnej, posługujący się środkami prozy fabularnej. Felieton jest więc bliżej literatury, nawet jeśli jest to literatura niezbyt wysokiego lotu, a autorowi przysługuje licentia poetica czy może raczej prosaica. Tak to chyba rozumie JAM i dlatego tekst, który tak druzgocącej krytyce poddał Pan Profesor Leon Pszonicki, Przewodniczący Rady Naukowej IChTJ, nie jest ani sprawozdaniem z posiedzenia tej Rady ani wykładnią przepisów ustawy o tytule naukowym i stopniach naukowych. Felieton z natury rzeczy ma zwykle charakter skrótowy, a czytelnik musi niestety czytać często między wierszami.

O tym, że JAM zdawał sobie sprawę z tego, że ustawa przewiduje dwojaki sposób składania wniosku o nadanie tytułu naukowego, świadczy chyba zdanie: Oczywiście każdy pracownik IChTJ może sam wystąpić z wnioskiem w swojej sprawie, ale to już nie to samo. Sądzę, że większość naszych Czytelników właściwie odczytała tekst JAMa, tak że oskarżanie autora Oskarżeń (i kalumnii) o podawanie nieprawdziwych informacji nie wydaje mi się słuszne.

Muszę wyznać, że jeśli chodzi o samą sprawę uchwały Rady Naukowej IChTJ, to w pełni zgadzam się z JAMem. Jako przewodniczący Rady Naukowej naszego Instytutu zrobiłbym wszystko, aby zniechęcić moich kolegów z Rady do dyskusji na podobny temat, a tym bardziej próbowałbym odwieść ich od podejmowania takiej uchwały. Podobnie jak JAM uważam, że liczba spraw tego typu jest w dzisiejszych czasach tak niewielka, że szkoda czasu na dyskutowanie i uchwalanie jakichś ogólnych zasad na posiedzeniu Rady. Sądzę też, że nie powinno się podejmować żadnych rozstrzygnięć dyskryminacyjnych o charakterze grupowym. Każdy pracownik nauki w Polsce powinien mieć prawo do indywidualnego traktowania bez względu na wiek czy też jakiekolwiek inne kryteria.

Wzmianka o pieniądzach miała być żartem, JAMowi jest zapewne przykro, że wyszedł żart dość ponury. Nie da się jednak ukryć tego, że ostatnie zmiany w przepisach emerytalnych wywołały nie tylko sporo zamieszania, ale także wiele napięć wśród pracowników nauki. Nie wszystkim łatwo się pogodzić z tym, że profesor osiągając wiek 65 lat, zaczyna raptem zarabiać znacznie więcej niż jego młodsi koledzy. Na wielu uczelniach i w wielu instytutach pojawiły się w związku z tym rozmaite animozje, co w końcu z psychologicznego punktu widzenia jest całkowicie zrozumiałe. Pragnę wierzyć, że nie to było powodem dyskusji na temat emerytów na posiedzeniu Rady Naukowej IChTJ, ale wciąż mam trudności ze zrozumieniem prawdziwych motywów, jakimi kierowali się członkowie tej Rady, podejmując uchwałę, o której napisał JAM.

Janusz Mika


Gdyby nie te "der, die, das", to byliby Niemcy z nas

Już kilkakrotnie opisywałem perypetie Niemców z ortografią. Przed kilku laty wprowadzono reformę pisowni bardzo przez wszystkich krytykowaną. Od początku miała ona więcej przeciwników niż zwolenników, co jednak nie przeszkodziło władzom w jej przeforsowaniu. Najbardziej zażarci przeciwnicy zmian próbowali nawet na drodze sądowej powstrzymać wprowadzenie reformy. Wszelkie sprzeciwy na nic się jednak nie zdały i bardzo kontrowersyjna reforma stała się w końcu faktem. Wydrukowano nowe podręczniki szkolne, pojawił się nowy Duden (standardowy słownik ortograficzny), czasopisma i gazety codzienne przestawiły się na nową pisownię. Głosy przeciwników zmian chwilowo ucichły, a procesy sądowe zakończyły się ich całkowitą klęską. Wszystkim wydawało się, że cała afera jest zakończona. Niestety, jak wkrótce się okazało, były to tylko pobożne życzenia zwolenników nowej pisowni. Związek pisarzy niemieckich oświadczył w krótkim czasie, że nie będzie akceptować nowych reguł. Najwięksi niemieccy pisarze tacy jak na przykład Guenther Grass, wypowiedzieli się zdecydowanie przeciwko reformie uznając ją za pełny idiotyzm. Wiele czasopism i gazet codziennych, zaczęło wracać do starej pisowni. Przykładem może być Frakfurter Allgemeine Zeitung. Przedstawiciele uczelni niemieckich wypowiedzieli się jednoznacznie przeciwko "zreformowanej" pisowni.

Faktem jest, że większość Niemców pisze nadal po staremu i prawdopodobnie tak zostanie. Nauczyciele w szkołach nie są w stanie poprawiać dyktand, bo sami nie znają nowych zasad. Przed kilkoma dniami wyszedł nowy dwudziesty pierwszy Duden, już drugie wydanie po reformie. Pomijając to, że włączył do języka niemieckiego wiele idiotycznych anglicyzmów oraz wyrażenia będące raczej elementem gwary młodzieżowej, to wprowadził kolejne zmiany, które wychodzą daleko poza reformę. FAZ pisze w sobotnim wydaniu z 27 sierpnia tego roku, że po ukazaniu się nowego wydania Dudena obowiązują w Niemczech już trzy rodzaje ortografii, a w pisowni "razem lub osobno" panuje całkowity chaos.

Większość intelektualistów niemieckich jest zdania, że całą tę reformę należy jak najszybciej anulować i wrócić do starej pisowni, z którą wszyscy jakoś przez całe lata dobrze żyli. Jeżeli w ogóle myśleć o reformie, to o takiej, która uprości pisownię niemiecką, obecna bowiem ją tylko utrudnia. Mówi się na przykład o likwidacji pisowni rzeczowników dużą literą, co w dobie komputerów jest dla wszystkich zmorą.

Jest rzeczą niezrozumiałą, że Niemcy na własne życzenie zafundowali sobie tak potworny chaos, który na dodatek jest niezwykle kosztowny. Ciągle trzeba bowiem przedrukowywać podręczniki szkolne, słowniki, encyklopedie itp. Jak na razie nie widać końca epopei z ortografią niemiecką i pewnie wrócę niedługo do tego tematu.

Marek Mika


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony