[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 16 (76) / 2000
30 listopada 2000

W numerze:
  • Mrufka broni Czechów
  • O bombie w Świerku, tym razem neutronowej
  • Grzanie pełną parą
  • Neutrony o wyborach w USA

Bzdety GAZETY

GAZETA WYBORCZA w numerze z dnia 28.11.2000 uraczyła nas „informacjami" ze świata. Artykuł nosi tytuł „Święto populizmu", dotyczy sporu pomiędzy Austrią i Czechami o elektrownię atomową w Temelinie, zaś podpisali go Anna Rubinowicz i Tomasz Maćkowiak. Forma artykułu - tytuł na całą stronę i sygnowanie przez kilku autorów może sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z tzw. artykułem opiniotwórczym, to znaczy, zawierającym rzetelne informacje i ważkie opinie. Treść artykułu nie odpowiada jednak standardom europejskim, choć trzeba przyznać, że znajduje się w nim parę tzw. „newsów". Choćby ten o dowożeniu dzieci austriackich na granicę z Czechami, aby protestowały przeciwko Temelinowi.

Koronna wpadka GW to stwierdzenie, że „w Czechach, Słowenii i na Słowacji pracują trzy elektrownie takie jak w Czarnobylu. Temelin jest czwarty". Ktoś to powinien w GAZECIE przeczytać przed oddaniem do druku. Reaktory w Czarnobylu są typu grafitowego, a w Temelinie (Czechy), Jaslowskich Bohunicach (Słowacja) i Krszko (Słowenia) typu lekkowodnego. Na dodatek reaktor w Krszko jest zupełnie OK, bo zbudował go Westinghouse. Ale co tam! Słowacja, Słowenia, a kakaja raznica? Grunt to „właściwy" wydźwięk propagandowy.

Mocno dyskusyjny jest też taki passus: „Czech żyje w przekonaniu, że do wojny Kotlina Czeska była jednym z najsilniej uprzemysłowionych regionów Europy. Stąd, jeśli wypominać Czechom cywilizacyjne zacofanie czy podsuwać pod nos relikty sowieckiej technologii, wielu zaperza się i sypie opowieściami o koncernach Bata, Tesla, Szkoda". Rozumiem, że znajomość historii w ogóle, a historii gospodarczej w szczególności nie jest potrzebna, aby pisać artykuły do GAZETY, ale Czechy naprawdę były przed wojną krajem bogatszym od wielu krajów europejskich, w tym Austrii. Wskaźniki trochę psuła Słowacja, ale znajomy Austriak opowiadał mi, że kiedy przed wojną jako młody chłopak zapragnął mieć rower, to poszedł na piechotę, bo nie miał pieniędzy na bilet, na saksy do Czech. Tam była praca i pieniądze, a w Austrii bieda i bezrobocie. Całkowicie zrozumiały jest więc entuzjazm, z jakim 600 tysięcy Austriaków witało w 1938 r. na Helden Platz w Wiedniu swego „wielkiego" rodaka Adolfa Hitlera, który obiecał im rozwiązanie wszelkich problemów.

Rozbrajająca jest beztroska, z jaką Autorzy piszą, że Czesi się zżymają, gdy im posuwać pod nos relikty sowieckiej technologii. Tak się składa, że prawa autorskie reaktorów lekkowodnych należą się Amerykanom. Prócz tego zbiorniki reaktorów Czesi robili sobie w sami, zresztą w zakładach Szkoda. Zdolność do wykonania tak trudnych obiektów technicznych dobrze świadczy o ich poziomie technicznym. Armatura dla Temelina była od początku zachodnia, zaś po 1991 roku rozpoczęło się jego wyposażanie w aparaturę sterującą i pomiarową najlepszych firm zachodnich. Warto także pamiętać, że czeski eksport na głowę ludności jest 4 razy wyższy niż nasz. Z czegoś to się bierze.

Natomiast stwierdzenie, że „prąd wytwarzany przez Temelin jest właściwie niepotrzebny" niezbyt dobrze świadczy o orientacji redakcji rubryki „Świat" w sprawach europejskich. Bodajże z GAZETY właśnie dowiedziałem się, że niektóre rządy europejskie, opanowane przez dawnych „Zielonych" aktywistów muszą przenosić produkcję elektryczności za granicę. Społeczeństwa tych krajów uważają bowiem, że elektrownie atomowe są złe, bo są atomowe (quod erat demonstrandum), natomiast konwencjonalne są złe, bo powodują efekt cieplarniany. Nie będę się tu rozwodził nad tym tematem, bo o dziwnych zjawiskach zachodzących we „wzorcowym" kraju położonym nad Renem często pisze nasz korespondent z Kaiserslautern. Natomiast sprytni Czesi wyczuli interes i będą dostarczać Zachodowi tani prąd z Temelina. Tu pytanie retoryczne – który z trzech krajów Europy Środkowo-Wschodniej aspirujących do Unii Europejskiej będzie miał nadwyżkę handlową, a który deficyt?

Na deser mamy przytoczone poglądy pewnego czeskiego profesora politologii, który gani czeskich przywódców za „sowieckie maniery", bo „zachowują się tak, jak gdyby poza naszym społeczeństwem reszta świata się nie liczyła". Rozumiem, że wzorem dla czeskich przywódców powinni być nasi „oświeceni Europejczycy", którzy skaczą na dwóch łapkach w Brukseli w nadziei, że dostaną tam już niedługo intratne synekury. Miał rację ten abominacyjny skandalista i komuch, który powiedział proroczo, że rząd sam się jakoś wyżywi. Tylko dlaczego sam? A co z resztą?

Zaiste ktoś powinien czytać w GW artykuły przed oddaniem ich do druku, stosując przy tym europejskie wytyczne dotyczące rzetelności informacji i spójności logicznej tekstów.

Jan Mrufka

Od Redakcji:

Z dziennikarskiego obowiązku należałoby przypomnieć, że jeszcze w czasach stanu wojennego Austria w trosce o swoje środowisko naturalne zamierzała zainwestować w budowę w okolicach Poznania elektrowni opalanej węglem brunatnym z odkrywki nad tzw. Rowem Wielkopolskim. Cała produkcja, czyli czysty prąd, miała iść do Austrii. Zniszczenia środowiska i rolnictwa miały oczywiście pozostać w Polsce. Kilka lat temu w parlamencie austriackim uchwalono protest przeciw energetyce jądrowej Czech, ale jednocześnie postanowiono doprowadzić linię wysokiego napięcia do granicy, aby sprowadzać tani prąd z oprotestowywanych w poprzedniej uchwale elektrowni jądrowych.

MAR


Oskarżenia i kalumnie
Bomba neutronowa

W połowie lat siedemdziesiątych Amerykanie postanowili zniszczyć gospodarczo Imperium Zła. Dzisiaj wiemy, jak bardzo dobry był to pomysł, dzięki temu upadł komunizm nie tylko u nas, ale także w niezwyciężonym Związku Radzieckim, a Stany Zjednoczone wkroczyły w okres wspaniałego rozwoju gospodarczego.

W roku chyba 1977 Jimmy Carter zadał pierwszy cios, ogłaszając przystąpienie Stanów Zjednoczonych do prac nad tzw. bombą neutronową. Miała to być broń "czysta", która niszczy siłę żywą nieprzyjaciela, pozostawiając sprzęt taki jak czołgi nienaruszony. Przywódcy radzieccy (teraz już raczej sowieccy) wpadli w panikę. Skąd wziąć fundusze na uruchomienie konkurencyjnego programu u siebie? Jak zwykle w takich wypadkach postanowili oni zorganizować masowe protesty, w krajach zachodnich przy pomocy tzw. "useful idiots", zrzeszonych w organizacjach sterowanych przez Światową Radę Pokoju, zaś w krajach Europy Centralnej i Wschodniej stosując normalne kanały partyjne. Nic wiec dziwnego, ze Komitet Zakładowy PZPR w IBJ otrzymał od wyższych władz partyjnych nakaz zorganizowania protestu atomistów polskich. Odbyło się zebranie Komitetu, na którym ułożono tekst listu do ambasadorów pięciu czołowych krajów zachodnich: USA, Wielka Brytania, Niemcy Zachodnie, Francja i Włochy. Aby nadać sprawie masowy charakter postanowiono zwołać w Świerku z udziałem telewizji zebranie załogi, na którym jeden z pracowników naukowych odczytałby list publicznie.

Mój przyjaciel, który nie należał do Partii, a więc nie był także członkiem Komitetu Zakładowego, nic oczywiście o tych przygotowaniach nie wiedział, toteż bez żadnych obaw pojawił się w gabinecie Zastępcy Dyrektora, wezwany przez niego nagłym telefonem. Łatwo sobie wyobrazić jego zaskoczenie, gdy Zastępca oznajmił mu, że Komitet postanowił powierzyć zaszczytne zadanie odczytania listu właśnie jemu uważając, że to będzie bardzo dobrze, jeśli w imieniu załogi wystąpi bezpartyjny profesor i do tego wiceprzewodniczący Rady Naukowej.

Sytuacja, w której się znalazł mój przyjaciel, była dosyć niezręczna. Z jednej strony wystąpienie na zebraniu i w telewizji w charakterze "obrońcy pokoju" byłoby kompromitacja, z drugiej jednak nie chciał z głupiego powodu być oskarżonym o to, że jest zwolennikiem wyścigu zbrojeń i amerykańskich podżegaczy wojennych. W końcu po krótkim namyśle odmówił odczytania listu, podając dwa na to powody. Po pierwsze, w IBJ jest zatrudniony jako pracownik naukowy, a nie jako spiker, toteż nie może bez uchybienia własnej godności odczytywać tekstów nie przez niego napisanych. Po drugie, nie powinien jako wiceprzewodniczący Rady Naukowej występować w jej imieniu nie mając na to mandatu od swoich kolegów z Rady.

Zastępca Dyrektora długo nie mógł się pogodzić z odmową. Dochodziła czwarta, a zebranie załogi miało się odbyć następnego dnia o dwunastej." Skąd ja wezmę kogoś na twoje miejsce? Nie ma już na to czasu." "Znajdźcie profesora partyjnego (było kilku takich) i dajcie mu polecenie partyjne." Tak się też stało. Pewien partyjny profesor, chemik zresztą, obdarzony bujną czupryną (mój przyjaciel już był w tym czasie porządnie łysawy) odczytał list do ambasadorów na zebraniu załogi. O tym mój przyjaciel, który na zebraniu nie był, dowiedział się od kogoś ze znajomych.

Mógłby ktoś spytać, czy ta sprawa miała jakieś nieprzyjemne konsekwencje dla mojego przyjaciela. Otóż nie stało się nic. Nikt nie miał do niego nawet żalu, a nawet podobno ktoś z Komitetu powiedział: "Trzeba było go zaprosić na nasze zebranie." Myśl ta nie była całkowicie bezsensowna, gdyż w tym czasie PZPR w IBJ był otwarty dla bezpartyjnych, tak że nawet nasz ówczesny bezpartyjny dyrektor brał udział w Plenum Komitetu Centralnego PZPR, które było poświęcone sprawom nauki.

JAM


List do Redakcji:

Świerk, 9.11.2000r
Redakcja „NEUTRONÓW"

Szanowny Panie Redaktorze

Nawiązując do Pana uzupełnienia sprawozdania z posiedzenia Rady Naukowej IEA (Neutrony 14/74/2000) dotyczącego nadmiernego obciążenia IEA za dostawy ciepła pragnę zaznaczyć, że sprawa ta ma charakter sporny i nie jest tak oczywista jak to wynika z zamieszczonego tekstu. Istnieją bowiem merytoryczne i prawne przesłanki, z powodu których naszym zdaniem IPJ miał prawo – i był zmuszony – stosować ceny określone w zawartych umowach.

Niebagatelny wpływ na poziom cen miał sam IEA, a ściślej mówiąc ORB, który przechodząc w 1999r. na własne ogrzewanie wpłynął w decydującym stopniu na istotne pogorszenie warunków ekonomicznych funkcjonowania systemu grzewczego obejmującego pozostałe jednostki (z wyłączeniem OBRI) na terenie Ośrodka. Cała sprawa jest w toku wyjaśniania, a ponieważ dyrekcje IPJ i IEA są zainteresowane jako współwłaściciele Ośrodka utrzymaniem dobrych stosunków zakładamy, że dla dobra tych stosunków zostanie osiągnięte porozumienie satysfakcjonujące obie strony.

Dyrektor d/s Administracyjno-Technicznych
mgr Marek Juszczyk

Od Redakcji:

Dziękuję za list, zgadzam się, że sprawa ma delikatny charakter. Z jednej strony mamy rachunek ekonomiczny, z drugiej strony przepisy prawne. Cieszymy się, że dyskusje odbywają się w kulturalnej i pełnej dobrej woli atmosferze. Przy redagowaniu notatki staraliśmy się tylko przekazać informację, bez wdawania się w przesądzanie sprawy. Jeśli Pan Dyrektor odniósł takie wrażenie, to chcę podkreślić, że nie było to moją intencją. Mieszkam na „Osiedlu IBJ" w Aninie i jako spółdzielca jestem w podobnej sytuacji w stosunku do wspólnot mieszkaniowych jak IPJ w stosunku do IEA. Natomiast na terenie Świerku jestem pracownikiem IEA, a nie IPJ i nie mam obowiązku brania strony IPJ, do czego pełne prawo ma Dyrektor Juszczyk.

K. Andrzejewski


Ekowiceprezydent

Tych z naszych Czytelników, którzy śledzą meandry procedury liczenia głosów na Florydzie, a są zwolennikami obecnego wiceprezydenta Ala Gore'a, chcemy poinformować o tym, iż od lat jest on znanym działaczem ekologicznym. W roku 1992 napisał książkę - Earth in Balance - wydaną przez Penguina. Na stronie 81 czytamy:

„Dowiedzieliśmy się, że w niektórych rejonach Polski regularnie sprowadza się dzieci pod ziemię do głębokich kopalń, żeby je chronić od różnych gazów i zanieczyszczeń powietrza. Można sobie wyobrazić, jak nauczyciele ostrożnie wychylają się z tych kopalń i sprawdzają, czy już można bezpiecznie wyjść na powierzchnię."

Sądzimy, że może lepiej byłoby, gdyby wybory wygrał gubernator George W. Bush.

Cytat zaczerpnęliśmy ze znakomitej książki „Ekologiczne kłamstwa ekowojowników" prof. Przemysława Mastalerza (Wydawnictwo Chemiczne, Wrocław 2000).


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony