[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 17 (77) / 2000
19 grudnia 2000

W numerze:
  • Znowu nagroda (i znowu na Żeraniu)
  • Jest źle, będzie jeszcze gorzej
  • A może by tak Kongres Nauki Polskiej?
  • Wpływ atomistyki na rozwój parków narodowych
  • Tegoroczny noblista był w Świerku
  • Panegiryk na apokryf
  • Nieekologiczny prezydent (w USA)

Wszystkim naszym Czytelnikom, którzy otrzymują nasze pismo pocztą elektroniczną, i tym, którzy czytają je ukradkiem u znajomych, składamy szcególnie serdeczne życzenia Świąteczne, Noworoczne, Nowowiekowe i Nowomilenijne.


Od Redakcji

Nie ustajemy w wychwalaniu osiągnięć naszych przyjaciół z IChTJ. Oto zespół w składzie: A. Deptuła, A.G. Chmielewski, W. Łada, T. Olczak otrzymał srebrny medal na Brussels Eureka 2000 49th World Exhibition Innovation, Research and New Technology za patent RP179421 na sposób wytwarzania pustych ziaren sferycznych materiałów ceramicznych, cermetali i metali redukowalnych wodorem.

Tenże patent uzyskał brązowy medal na Międzynarodowej Wystawie Wynalazków INNOWACJE 2000 w Gdańsku.

Kolegom z Żerania serdecznie gratulujemy i życzymy następnych medali i nagród.

Janusz Mika


Prognoza dla nauki polskiej

W ostatnich dniach gościł w Świerku członek KBN. Jak się dowiadujemy, stwierdził, że z nauką dzieje się źle, ale na razie nie warto się martwić, bo będzie jeszcze gorzej.

Redakcja


Oskarżenia i kalumnie

Niedawno zakończył obrady Kongres Kultury Polskiej 2000. Na otwarcie przybyli Prezydent i Premier, wygłosili przemówienia, w których zapewnili zebranych o tym, że kultura im leży głęboko na sercu, choć tego od zewnątrz nie widać, po czym zniknęli udając się do swoich ważnych zajęć. Bardzo się to nie spodobało pewnej poetce, która w swoim przemówieniu stwierdziła, że obaj panowie mają uczestników Kongresu "w nosie". Mojego przyjaciela razi taki język w ustach reprezentantki Polskiej Kultury, ale to tylko dlatego, że zbyt długo przebywał on poza krajem i wciąż nie może się przyzwyczaić do zmian, jakie przez ostatnie lata nastąpiły w polszczyźnie, także u poetów przemawiających z kongresowej trybuny.

Jaka jest obecnie polska kultura, każdy widzi. Wystarczy włączyć telewizor lub radio (z wyjątkiem Programu Drugiego Polskiego Radia albo Radia Classic), zajrzeć do księgarni lub rozłożyć gazetę. Długie lata rusyfikacji, germanizacji i komunizacji nie dały nam rady, a amerykanizacja i komercjalizacja doprowadziły już prawie do upadku naszej kultury w ciągu krótkich dziesięciu lat. Zalew amerykańskiej tandety artystycznej jest problemem nie tylko polskim, ale niektóre kraje usiłują się przed nim bronić. My w tej sprawie nie robimy nic. W kinach pojawiają się superprodukcje dla ubogich nieudolnie naśladujące superprodukcje amerykańskie albo tzw. thrillery, w których sceny walk lub pościgów samochodowych budzą wśród koneserów litość i trwogę. W teatrach mamy albo sztuki sprowadzane z Zachodu albo polskie gnioty w rodzaju Nocy Listopadowej lub Dziadów. O Harlequinach i Ludlumach nie warto już wspominać, zresztą i tak to lepsze niż opisy pijackich eskapad, w czym specjalizują się nasi młodzi zdolni literaci.

Jak widzimy, narzekać na polską kulturę jest bardzo łatwo, toteż uczestnicy Kongresu narzekali bez końca, szczególnie na brak pieniędzy. Mój przyjaciel i ja, gdyby nas zaproszono na ten Kongres, wystąpilibyśmy z bardzo prostym wnioskiem. Jeden z programów publicznej telewizji, np. Program Drugi, powinien stać się za nasze pieniądze z abonamentów programem edukacyjno-artystycznym, pozbawionym całkowicie reklam i niezależnym od wszechmocnego bożka oglądalności. W najlepszym czasie telewizyjnym, a nie po 12 w nocy, moglibyśmy oglądać filmy studyjne, słuchać koncertów muzyki (prymitywny hałas byłby wyeliminowany) i znów bywać raz lub dwa razy w tygodniu w Teatrze Telewizji. Programy rozrywkowe propagowałyby dowcip i dobrą piosenkę, a wielbiciele konkursów w rodzaju Milionerów musieliby ich szukać w innych programach.

Ta nasza wymarzona stacja telewizyjna rozporządzałaby skromnym budżetem, toteż sztuki teatralne byłyby wystawiane tak, jak to się robi w teatrze, bez idiotycznych dokrętek, dzięki którym mają one imitować film, tyle że gatunku podłego pod względem technicznym. W kabaretach takich jak np. Kabaret Olgi Lipińskiej, aktorzy i aktorki nie musieliby mieć innych strojów do każdej piosenki. Czasem nie tylko małe, ale i ubogie, może być piękne.

Jesteśmy realistami i wiemy, że nasza publiczna telewizja nigdy się nie zmieni, za dużo ludzi zarabia w niej za dużo pieniędzy, ale czyż nie wolno pomarzyć?

JAM


Okolice Czarnobyla się odradzają

Dziś, 15 grudnia 2000, zostaje zamknięty ostatni blok elektrowni w Czarnobylu. Oficjalnie twierdzi się, że po wprowadzeniu licznych poprawek był on 70 - 100 razy bezpieczniejszy niż fatalny czwarty blok, który wyleciał w powietrze 14 lat temu, ale i tak wszyscy odetchnęli z ulgą. Bez usilnych działań kierowniczych gremiów elektrowni do katastrofy by nie doszło, a jak wiadomo głupota ludzka jest stała w czasie i niezmierzona (patrz stosowne publikacje JAM-a w NEUTRONACH), więc lepiej, że już nikt nie będzie robił dalszych ulepszeń i związanych z nimi eksperymentów.

Natomiast Financial Times z 21.10.2000 przynosi słowa otuchy co do przyszłości, może nie tyle samej elektrowni (byłej), co jej okolic. Okazuje się, że w tzw. Czarnobylskiej Strefie Wyłączenia kwitnie życie! Badacz z USA, Ron Chesser, burzy obowiązujący mit o okolicach Czarnobyla jako pustyni postnuklearnej z żabami o dwóch głowach, gigantycznymi robalami i godzillopodobnymi potworami snującymi się po okolicy. Bez licznika Geigera nie wiedzielibyśmy, że znajdujemy się na obszarach silnie skażonych, głównie cezem. Niestety liczniki ożywają, kiedy zbliżymy je do gleby czy roślin, a także do zwierząt. Niemniej jednak np. wilki mnożą się, mimo że wykazują 10 razy więcej radioaktywności niż najbardziej skażone zwierzęta z amerykańskich poligonów jądrowych. Naukowcy znaleźli wiele zmian genetycznych w roślinach i zwierzętach z okolic Czarnobyla, ale nie znaleźli żadnych oznak deformacji - przynajmniej jak do tej pory. Przy czym np. liczba mutacji pszenicy wzrosła sześciokrotnie w ciągu jednego sezonu upraw, czyli więcej niż przewidywano dla istniejącego poziomu napromieniowania. Wygląda na to, że choć mutacje mogą doprowadzić do np. raka na poziomie jednego organizmu, to jednak całe populacje rozwijają się znakomicie dzięki usunięciu ze środowiska ingerencji człowieka. Wokół Czarnobyla zmniejszyły się populacje zwierząt związanych z człowiekiem - szczurów i zdziczałych gołębi. Natomiast 270 gatunków ptaków, wspomniane wyżej wilki, dziki i jelenie mnożą się świetnie. Podobnie jak ryby, poprzednio bezlitośnie kłusowane. W Strefie odnaleziono czterdzieści z gatunków roślin i zwierząt znajdujących się na liście zagrożonych wyginięciem. Teraz otrzymały szansę przeżycia. W Strefie mieszka także kilka osób, ich ryzyko raka nie jest obecnie większe niż od palenia papierosów.

Ekologowie są wniebowzięci stanem Strefy, ponieważ mogą badać długofalowe skutki promieniowania. Prócz tego mogą się dowiedzieć jak wygląda powrót terenów zniszczonych przez człowieka - np. przez osuszenie bagien - do natury.

I czyż nie przyznać tu racji fundamentalnym ekologistom, którzy twierdzą, że gatunek ludzki jest najbardziej szkodliwy dla środowiska i jego wyeliminowanie byłoby najskuteczniejszym sposobem na uratowanie Natury?

Jan Mrufka


Świerkowskie akcenty noblowskie

Jak się dowiadujemy od bezpośrednich świadków, tegoroczny laureat Nagrody Nobla prof. Alan J. Heeger gościł w Świerku na zaproszenie profesorów S. Chwaszczewskiego i J. Suwalskiego, wygłosił też referat na seminarium w IEA dnia 25 czerwca 1984 roku.

Prof. Suwalski przechowuje w swym prywatnym archiwum list innego tegorocznego noblisty - Hideki Shirikawy, z dnia 7 listopada 1983, dotyczący badania domieszek w polimerach metodami moessbauerowskimi.


List do Redakcji:

Do Mrufki broniącego Czechów:

Jeżeli się mówi o różnicy między reaktorami wodnymi, a reaktorach w Czarnobylu, to nie należy tego ostatniego typu reaktorów nazywać tak po prostu grafitowymi!! Były różne naprawdę bezpieczne konstrukcje reaktorów grafitowych, natomiast RBMK jest, konstrukcyjnie, potencjalnie piekielne.

Co do Austrii: chyba odreagowuje kompleksy kraju, który wiele lat temu zbudował kompletną elektrownię jadrową, nigdy jej nie uruchomił, a przez lata wydawał ogromne pieniądze na utrzymanie jej w stanie gotowości.

Krystyna Józefowicz

Od Redakcji:

Dziękujemy za cenne uwagi. Mrufka gęsto się tłumaczy, że jego celem nie była analiza bezpieczeństwa różnych typów reaktorów. Chciał on tylko zwrócić uwagę na postawienie przez GAZETĘ WYBORCZĄ znaku równości między reaktorami WWER 440, WWER 1000, PWR i RBMK.


O poemacie epickim* "Wypłyń na głębię - apokryf kołobrzeski"

Czy o czasach wizyty Ottona III w Gnieźnie naprawdę wiemy tylko to, co jest napisane u Galla i Thietmara? Wszak obyczaje i mentalności ludów, ambicje władców, metody ewangelizacji kościoła były wszędzie podobne, sfery wpływów Rzymu, Bizancjum, Akwizgranu, Uppsali, Kijowa znano szeroko. Można je teraz wyczytać w kronikach, także w starych pieśniach, w budowlach i w coraz liczniejszych wykopaliskach, by z wielkim prawdopodobieństwem odtworzyć nurt ważnych zdarzeń w pewnym miejscu i czasie. Nadać im formę literacką wyrażającą postawę duchową i kulturę osobistą odkrywcy, jego wrażliwość, jego osobistą fascynację epoką. Odtworzyć gesty osób historycznych, nadać imiona postaciom nieznanym, domyślnym, realizującym doniosłe dzieła lub tylko podlegającym doli swego czasu.

Apokryf - to tajemnicze słowo budzi niepokój, ale też ośmiela wyobraźnię.

Doprawdy, czytając tę niezwykłą książkę miałem wrażenie, że Autor nie tylko wertował czcigodne biblioteki i czytał nieznane autentyczne dokumenty końca epoki I Milenium. Wydało mi się, że widzę go w orszaku Biskupa Reinberna, zmierzającego nad Bałtyk w asyście butnych wojów Bolesława. Słuchałem wraz z nim nieśmiałych narzekań rozgoryczonych ta butą mieszczan Kołobrzegu. Razem smakowaliśmy wodę z odwiecznych źródeł na Wyspie Solnej (ta woda płynie po dziś dzień), spozieraliśmy z niepokojem na harde posągi starych bóstw Pomorza, którym już było "ustąpić czas". Oto prowadzi orszak pogrzebowy Doroty Chrześcijanki, którą warzelnicy utopili w słonej wodzie - za odstępstwo. Oto medytuje nad kompozycją odwiecznych symboli biskupiego denara, który ma tu trafić pod strzechy. Widzę go rejestrującego apokaliptyczne wizje tajemniczego pustelnika Jana - czy naprawdę on przybył tu morzem aż od celtyckich brzegów? Boleję wraz z nim nad losem Reinberna, gdy mimo klęsk niezłomnie siejąc pańską niwę trafia do kijowskich lochów, by tam żywot zakończyć. Rozumiem, dlaczego do budowy kościoła nie można brać piasku z brzegu morza, choć czysty - bo "tyle w nim soli, że wilgoć szybko wychodzi i niszczy każde malowidło".

Jestem przekonany, że ta książka ofiaruje bogactwo refleksji nie spotykane w polskiej literaturze od czasu "Wesela". Zaprawdę - nie wolno jej przeoczyć.

Andrzej Czachor

*Autor - ks. Henryk Romanik. Wydawca - Kołobrzeskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, 2000.


Rozłam w Redakcji

Ostateczny wynik wyborów w USA podzielił Redakcję na trzy obozy polityczne. Jedni cieszą się ze zwycięstwa Busha, bo dzięki temu Gore będzie mógł w najbliższym czasie poświęcić więcej czasu ekologii. Czekają oni na dalsze rewelacje na temat wykorzystania polskich kopalń w zwalczaniu zatrucia środowiska. Inni żałują, że następcą Clintona nie będzie jego najbliższy współpracownik i niewielkie są szanse na następne zabawne afery w Białym Domu, a jeszcze inni doznali ataku rozdwojenia jaźni.

Redakcja


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony