[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 3 (80) / 2001
28 lutego 2001

W numerze:
  • Normalne posiedzenie RN IEA, nadzwyczajne ustalenia
  • Kabaret polityczny - nowe wybory, stare numery
  • Poziom telewizji spada, w każdym razie w Niemczech
  • Atomiści na prawodawców!
  • Uran wyżera mózgi w GAZECIE WYBORCZEJ!

Rada Naukowa IEA

Dnia 21 lutego br. odbyło się posiedzenie Rady Naukowej IEA, tym razem normalne, choć nie brakowało na nim elementów nadzwyczajnych - ze względu na ważność omawianych spraw obecny był Prezes PAA prof. J. Niewodniczański. Głównym tematem była sprawa przyszłości IEA i Ośrodka Świerk. To nie żart. Co prawda ten temat omawiano na prawie wszystkich poprzednich Radach Naukowych, ale wygląda na to, że tym razem nie skończy się na wymianie listów intencyjnych, uchwał i deklaracji stanowisk. W Ministerstwie Gospodarki sprawy Instytutów Atomistyki przejmuje odpowiedni podsekretarz stanu - na mocy zeszłorocznej ustawy o działach Administracji Państwowej - prócz tego wchodzi w życie znowelizowana ustawa o Jednostkach Badawczo Rozwojowych. Wymusza to zmiany organizacyjne na terenie naszego Ośrodka. Rozpoczyna się gra o to, jakie one będą.

Historię starań o racjonalizację struktury organizacyjnej Ośrodka połączonymi siłami IPJ i IEA przedstawił dyrektor K. Wieteska. Po licznych meandrach sprawa po raz ostatni była wspólnie omawiana na spotkaniu dyrektorów i przewodniczących Rad Naukowych obu instytutów latem zeszłego roku. Na tym spotkaniu mówiło się jeszcze o połączeniu instytutów. Problemem pozostawało, między innymi, finansowanie nowego instytutu z dwóch różnych Zespołów KBN. Pierwszy krok zrobili przedstawiciele IEA, którzy odbyli rozmowę z panią Dyrektor Departamentu Badań w KBN. Następnym krokiem miała być wizyta u Przewodniczącego KBN, którą zobowiązali się załatwić przedstawiciele IPJ. Do tej wizyty nigdy nie doszło. W tej sytuacji Prezydium Rady Naukowej IEA postanowiło sprawę przedstawić na posiedzeniu plenarnym Rady.

Następnie głos zabrał Prezes PAA, który stwierdził, że od otrzymania nominacji, czyli przez ostatnich dziewięć lat, był zwolennikiem połączenia IPJ i IEA. Obecna sytuacja prawna, czyli wymienione wyżej ustawy, nie rokują atomistyce większych szans. Ani struktura JBR, ani struktura PIB, czy przejście do PAN, nie uwzględniają naszej specyfiki. Na przykład przejście do PAN może się skończyć perturbacjami w dziedzinie akceleratorów. PAN wyraźnie pozbywa się zakładów doświadczalnych (np. z Instytutu Wysokich Ciśnień wydzielono jako samodzielne przedsiębiorstwo zakład doświadczalny). Gdyby ktoś jednak próbował tej drogi, to obecnie zarówno IPJ jak IEA są w gestii Ministerstwa Gospodarki i przejście do PAN będzie wymagało zgody tego resortu, a dodatkowo KBN oraz Ministerstwa Finansów. Może to zająć sporo czasu, nawet przy założeniu, że sprawy własnościowe zostaną odłożone na później. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest utworzenie na terenie Ośrodka jednego instytutu zajmującego się zastosowaniami atomistyki i innych nowoczesnych technologii, który byłby gospodarzem terenu. Najlepszym rozwiązaniem prawnym byłaby osobna ustawa sejmowa o Ośrodku Świerk.

W wyniku dyskusji Rada podjęła następującą uchwałę:

"Rada Naukowa Instytutu Energii Atomowej przyjęła do wiadomości informację Dyrektora IEA i Przewodniczącego Rady IEA z których wynika, że rozmowy na temat połączenia IEA z IPJ i następnie wspólnego przejścia do PAN zostały przerwane ze strony IPJ. Rada uważa za konieczne wszczęcie przez Dyrekcję IEA energicznych starań w celu utworzenia w Świerku, na bazie IEA, instytutu w dziedzinie szeroko rozumianej atomistyki i zaawansowanych technologii."

Inne sprawy omawiane na Radzie to:

  • informacja o nadaniu profesorowi w IEA dr. hab. A. Czachorowi tytułu profesora przez Prezydenta,
  • powrót do Świerka dr hab. E.T. Józefowicza i zatrudnienie go na stanowisku docenta,
  • zatrudnienie na stanowisku profesora w IEA następujących docentów doktorów habilitowanych: L. Dąbrowskiego, N. Golnik, M. Szuty, K. Wieteski, i Z. Woźnickiego,
  • zatwierdzenie z wyróżnieniem doktoratu mgr J. Lickiego,
  • otwarcie przewodu doktorskiego mgr M. Bielewicza,
  • wystąpienie do CK ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych o przyznanie Radzie Naukowej IEA prawa nadawania stopnia doktora habilitowanego nauk fizycznych.

Na koniec dyr. K. Wieteska przedstawił aktualia IEA. Z pozytywów wymienić należy to, że organizujemy w bieżącym roku Letnią Szkołę Energetyki Jądrowej w Warszawie oraz otrzymaliśmy grant koordynacyjny na badania nad terapią nowotworów. Dużym sukcesem jest zmniejszenie straty bilansowej do nieco mniej niż 1 miliona zł (w zeszłym roku ok. 2 mln.). Natomiast dotacja budżetowa na działalność statutową ma wynieść w br. 92.5% nominału z roku poprzedniego - czyli jest bardzo źle, ale nie beznadziejnie.

Krzysztof Andrzejewski


Oskarżenia i kalumnie czyli PTN i PKP

Całkiem niedawno odbył się VII Walny Zjazd Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego. Był to zjazd jubileuszowy, w dziesiątą rocznicę powstania Towarzystwa. W tym, że grupa polskich nukeoników, bo tak chyba należałoby nazywać atomistów, zdecydowała się powołać do życia swoje profesjonalne stowarzyszenie właśnie w 1991 roku, nie ma chyba nic dziwnego. Po zamknięciu budowy elektrowni w Żarnowcu trzeba było za wszelką cenę ratować to, co w tej dziedzinie w Polsce jeszcze było do uratowania. Dzięki nim od dziesięciu już lat nasze środowisko ma reprezentację, która w miarę swoich skromnych środków i możliwości usiłuje pomóc innym, bardziej oficjalnym organizacjom w edukowaniu dziennikarzy i polityków w dziedzinie tzw. pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Edukacja idzie opornie, choć wśród przedstawicieli mediów zaczynają się pojawiać tacy, którzy nie powtarzają bezmyślnie bzdur wypowiadanych przez najrozmaitszych pseudospecjalistów i pseudoznawców. Pisaliśmy o tym w poprzednim numerze NEUTRONÓW. Co do polityków, to ci wydają się niereformowalni. Świadczy o tym chociażby usunięcie wzmianki o energii jądrowej z programu energetycznego kraju na najbliższe 20 lat.

Każdy jednak musi zadać sobie pytanie, czemu to Polskie Towarzystwo Nukleoniczne nie powstało znacznie wcześniej, jeszcze gdy pomyślniejsze wiatry wiały polskim nukleonikom. Nie wiem, jak to było w latach późniejszych, ale obawiam się, że to z winy mojego przyjaciela nie doszło do utworzenia Towarzystwa w roku 1957.

W tamtych czasach był on młodym pracownikiem IBJ. Kiedyś pewien bardzo ważny człowiek zamyślił założyć Polskie Towarzystwo Nukleoniczne. Stanowisko prezesa postanowił powierzyć któremuś z członków Polskiej Akademii Nauk, a funkcję sekretarza zaproponował mojemu przyjacielowi, który niestety odrzucił tę propozycję. Ważny człowiek nie znalazł chyba innego kandydata i pewnie dlatego Polskie Towarzystwo Nukleoniczne powstało dopiero po trzydziestu czterech latach. Szczegóły na ten temat znaleźć można w naszym felietonie w numerze 3-6 POSTĘPÓW TECHNIKI JĄDROWEJ z 1996 roku.

W Polskim Kabarecie Politycznym nic specjalnego się nie dzieje. Jedynym godnym uwagi wydarzeniem jest chyba to, że posłowie zażądali cofnięcia podwyżek swoich apanaży, przewidzianych prawem przez tychże posłów poprzednio uchwalonym, co Prezydent z ogromną, jak mniemamy, satysfakcją uczynił. Jest to prawdziwy cud, ale nie ma tu żadnego działania sił nadprzyrodzonych, zwyczajnie zbliżają się wybory.

Piąta reforma AWS jest już właściwie zakończona, nowy przewodniczący jest dobrej myśli, a stary udał się do Canossy czyli Pałacu Namiestnikowskiego i odbył rozmowę z Prezydentem. Prymas też był w Canossie. Unia Wolności zbliżyła się niebezpiecznie do pięcioprocentowego progu wyborczego i także się reformuje. Mądrzy działacze tej partii nie chcą już być postrzegani jako zarozumiali przemądrzalcy i postanowili czasem udawać głupszych niż są. W związku z tym poparli budżet, argumentując to wprowadzonymi przez rząd do budżetu poprawkami, choć każdy, nawet najmniej rozgarnięty, obserwator PKP wie, że chcą zdobyć trochę czasu przed wyborami na poprawienie wizerunku swojej partii w oczach wyborców. Ale są to chyba daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia i Unia Wolności powoli odpływa w polityczny niebyt. Dla mojego przyjaciela, który głosował na Unię w 1997 roku, jest to szczególnie przykre. Przewodniczący SLD z kolei zapowiada generalne sprzątanie Polski, zaśmieconej przez rządy AWS, ale nie wspomina o tym, że największe zwały śmieci, wciąż nie do końca uprzątnięte, zebrały się w ciągu 45 lat rządów poprzedniej edycji jego partii.

Patrząc na to, co oferują nam działające w Polsce partie polityczne, coraz lepiej rozumiemy tych, którzy nie zawracają sobie głowy chodzeniem do urn wyborczych.

JAM

Z ostatniej chwili: Napisaliśmy, że przywódca AWS jest obecnie dobrej myśli. Po ostatnim werdykcie sądu lustracyjnego w sprawie byłego wicepremiera jego myśli zapewne nie są już takie dobre, dla poprawy więc samopoczucia udał się on na konkurs skoków narciarskich do Lahti, aby poświecić trochę odbitym blaskiem sławy naszego najlepszego skoczka.


Każdy ma taką telewizję, na jaką zasługuje

Poziom telewizji niemieckiej spada od lat i osiągnął obecnie już samo dno. Dotyczy to głównie stacji prywatnych. Telewizja publiczna utrzymuje nadal jaki taki poziom, choć i ten jest już niestety zdecydowanie niższy niż jeszcze przed paru laty. Jak widać chorobą, która toczy prywatne stacje, zaraziła się już również telewizja publiczna. Jest w Niemczech niezliczona liczba kanałów satelitarnych. Polscy telewidzowie wiedzą o tym doskonale, ponieważ można je w Polsce oglądać w telewizji kablowej. Jest to notabene dobry sposób nauki języka niemieckiego, choć nie jest to jak na razie zbyt popularny sposób zdobywania kwalifikacji lingwistycznych. Przykład Holandii wskazuje jednak, że jest to doskonała metoda, pod warunkiem jednak, że się ją stosuje od dziecka. Oczywiście nie jestem zwolennikiem sadzania polskich dzieci przed niemiecką telewizją. Jestem w ogóle wrogiem sadzania dzieci przed telewizorem. Problem w tym, że dzieci robią to samoczynnie. Ja jako dziecko też oglądałbym pewnie więcej telewizji, gdyby było w niej więcej ciekawych lub atrakcyjnych programów. Z dwojga złego wolałem już chadzać z ojcem do kina na kreskówki. Dawniej wydawało mi się, że jemu sprawia to taką samą przyjemność jak mnie. Bardzo rozczarowało mnie stwierdzenie ojca przed paru laty, że cierpiał on męki na owych kreskówkach. Po wyjściu z kina domagałem się zawsze ponadto jakiejś zabawki, co dopełniało miary. Do dzisiaj zastanawiam się, czy ja byłem takim dziwnym dzieckiem, czy może mój ojciec marnie znał się na psychice kilkuletnich dzieci.

Wróćmy jednak do telewizji niemieckiej. Program na większości stacji zaczyna się od kretyńskiej telewizji przy śniadaniu. Widz dostaje mieszankę polityki, sportu, porad dla pań, zgadywanek, gdzie można wygrać 200, 300 lub nawet 500 marek. Ażeby jednak połączyć się z telewizją trzeba spędzić pół godziny przy telefonie i wydać co najmniej kilkanaście marek. Tylko połączenia do telefonicznych usług seksualnych są w Niemczech droższe. Te jednak nadawane są nie w czasie telewizji przy śniadaniu, ale późnym wieczorem. Koło południa kończy się śniadaniowa telewizja. Zaczynają się tragiczne talk showy, w których uczestniczą przeważnie przypadkowi ludzie, wywodzący się z szerokich mas społecznych. Przed laty słuchając radiowych wywiadów z przypadkowymi słuchaczami, wydawało mi się, że nie da się już wymyślić niczego głupszego. Jakże się myliłem. Notabene ostatnio słucham więcej radia niż oglądam telewizji. Radio zachowuje nadal niezły poziom, czego o telewizji nie można powiedzieć.

Popołudnie i wczesny wieczór to domena 'reality tv' jak na przykład osławione Big Brother TV. Nawet poziom samego Big Brother spada stale, co oznacza niestety spadek oglądalności. Jest więc nadzieja, że program ten umrze śmiercią naturalną. Są niestety i inne podobne programy, jak na przykład Girlscamp. Poziom fatalny, ale sporo gołego ciała, tak więc oglądalność wyższa już niż Big Brother. Niestety inwencja macherów niemieckiej telewizji jest niewyczerpana, grożą nam więc kolejne programy podobne do wyżej wymienionych.

Wieczory wypełnione są czymś przerażająco głupim, a mianowicie amerykańskimi sitcomami. Nie będę się nad nimi rozpisywał, ponieważ znane są one również polskiemu widzowi. Myślę o tych z podłożonymi śmiechami. Każda prawie już stacja nadaje teleturniej typu "Jak zostać milionerem". Kręci mi się czasem łezka w oku, kiedy przypominam sobie Wielką Grę. Teraz jednak liczy się nie głęboka wiedza z danej dziedziny. Kandydaci na milionerów muszą udowodnić, że ich głowy to olbrzymie pojemniki na śmieci będące w stanie pomieścić wszystko. Miliona notabene jeszcze nikt nie wygrał. Prowadzący program dba o to, by każdy kto zbliża się niebezpiecznie do tej sumy został skutecznie zniechęcony do dalszej gry. Raz na jakiś czas, ale raczej rzadko, pojawi się późną porą wyjątkowo jakiś dobry film kryminalny, choć tych Amerykanie produkują już coraz mniej. Zdani jesteśmy na te sprzed lat. Trudno je jednak oglądać, ponieważ następnego dnia trzeba iść do pracy.

Do niedawna można było jeszcze obejrzeć coś, co na obecnym tle wydaje się być czymś zupełnie niezłym, a mianowicie seriale typu "The bold and the beatiful". Niestety któregoś dnia serial ten, podobnie jak i inne, zniknął ku niezadowoleniu milionów widzów bezpowrotnie z ekranów telewizorów. Na szczęście, co jest akurat zjawiskiem pozytywnym, nie zastąpiono ich serialami południowo-amerykańskimi, które niestety królują w Polsce. Są one podobnie beznadziejne jak amerykańskie sitcomy.

Ostatnio Rada Telewizji w Niemczech stwierdziła po długich obradach poprzedzonych wnikliwymi badaniami, że poziom telewizji ogólnie spada i staje się ona płytka. To do czego doszli specjaliści od mediów "po długich obradach poprzedzonych wnikliwymi badaniami" dostrzega już od dawna każdy, kto jest w miarę inteligentny i pamięta czasy, kiedy telewizja miała jeszcze ambicję być czymś na jakim takim poziomie. Nawiązując więc do tytułu muszę stwierdzić, że Niemcy chyba jednak nie zasłużyli na tak denną telewizję.

Marek Mika


List do Redakcji

Szanowni Państwo, jesienią mamy wybory parlamentarne. Nie możemy na nie biernie czekać. Środowisko nauki musi kreować własne "lobby" parlamentarne - grupę posłów i senatorów desygnowanych i promowanych przez to środowisko. (Przy innej okazji - także radnych samorządowych.) To jest możliwe nawet przy tej nieszczęsnej proporcjonalnej ordynacji wyborczej, jaką w Polsce mamy.

Nie czekajmy, aż partie polityczne same z siebie nas zaproszą - one mają aż za wielu własnych kandydatów do parlamentarnego świecznika. Nie łudźmy się także, że nieliczni naukowcy, których partie z własnej inicjatywy umieszczą na swoich listach, będą się czuli reprezentantami naszego środowiska. Jak wykazuje dotychczasowe doświadczenie, są to na ogół posłowie pasywni - liczy się dla nich przede wszystkim dyscyplina klubowa. Jednostki badawcze muszą same delegować ludzi do wyborczego wyścigu.

Nasze środowisko ma poważne atuty przetargowe w rozmowach z komitetami wyborczymi. Są to duże nagłośnione sale nadające się do prowadzenia zebrań i spotkań z wyborcami, które można udostępnić lub nie, tanio lub drożej. Są to, częstokroć zaawansowane, służby poligraficzne i dostęp do sieci komputerowych. A nade wszystko mamy inteligentnych i energicznych ludzi o dużej znajomości świata, którzy mogą spodobać się wyborcom. Niech dyrektorzy, związki zawodowe, typują i przekonują swych ludzi, (oczywiście nie bez związku z ich naturalnymi upodobaniami politycznymi), by ich następnie proponować komitetom wyborczym. Jako kandydatów na partyjnych listach wyborczych. W zamian za pomoc w procesie wyborczym. Różnym komitetom. Przekonać je, że to dobry interes wyborczy.

Nie kryjąc, że od naszych kandydatów, jeśli zostaną posłami, senatorami lub radnymi, oczekiwać będziemy dbałości o interes polskiej nauki, edukacji i techniki. I niech też będzie dla tak wyłonionych kandydatów jasne, że ich udział i aktywność w tym dziele będą przez dyrektora i współpracowników traktowane jako praca ważna dla instytutu, nie tylko pro publico bono, mimo że ich osiągnięcia zawodowe z pewnością ulegną w tym okresie ograniczeniu. Że w trakcie kadencji mogą liczyć na różne formy wsparcia swej parlamentarnej (lub samorządowej) działalności. Że są nadal naszymi ludźmi.

Nasz Biuletyn zapewnić może tej akcji należyta spójność informacyjną. Warto powołać przy Radzie Głównej JBR grupę osób, która będzie wspomagać "logistycznie" te działania jednostek. Być może, warto prowadzić tę akcję wspólnie z innymi sektorami polskiej nauki, edukacji i techniki?

Istotne jest też przekonanie wszystkich pracowników instytutów, by aktywnie i z przekonaniem lansowali w swych okręgach wyborczych postacie kandydatów pochodzących z naszego środowiska.

A.Czachor

Od Redakcji:

Wzywamy wszystkich atomistów dobrej woli do utworzenia komitetu na rzecz wyboru naszego stałego korespondenta na jakieś jednomandatowe stanowisko posła, senatora lub radnego.


Uran według Magazynu Gazety Wyborczej z dnia 22-02-2001

Wyboru cytatów dla NEUTRONÓW dokonał Wojciech Dembiński.

"Od jego silnego zapachu boli głowa."

"Umarł tak młodo przez uran. Miał ledwo osiemdziesiątkę. A nasz ojciec żył 106 lat, a matka 96."

"Dopiero kilka lat temu dowiedział się o uranie, ale od tamtej pory słuchacze opowiadali mu o dzieciach, które rodzą się z otwartym brzuchem, o zdeformowanych cielakach, owcach bez sierści."

"Od szyi do brzucha ....... nie było nic. Ani mięsa ani wnętrzności. Uran zjadł całe mięso i krew."

"Widziałem jak ślepną. Widziałem jak padają na ziemię. Krew leciała im z oczu i uszu. Nie wiedzieli co ich zabija. Nie znali słowa promieniowanie."

"Ruda uranu wygląda jak wielki wąż, kiedy wysadzisz w powietrze całą ścianę pojawiają się ciała wielkich węży ..........."

Bez komentarza.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony