[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 4 (81) / 2001
14 marca 2001

W numerze:
  • KBN rozmienia się na drobne
  • Do Murzyna po rozum
  • Informatyk na dachu
  • Odkrycie nowego pierwiastka Ad 312  ;-)
  • Ośla dziura  ;-)

Projekty badawcze - XVIII Konkurs KBN (marzec 2000 r.)

(wg Suplementu 1-2000 "SPRAWY NAUKI")

[XUIII_Konkurs_KBN_-_statystyka]

UWAGI:

  • Dotacja minimalna 4 000 zł/12 miesięcy (czyli około 2 średnie krajowe miesięczne) - a ponad 200 dotacji jest poniżej 10 000 zł
  • Dotacja maksymalna 995 000 zł/36 miesięcy, a 112 dotacji przekracza 250 000 zł
  • Oceniono pozytywnie 1 659 projektów, które przesłały na XVIII Konkurs 54 Instytuty (liczba ocenionych negatywnie może była nawet kilkakrotnie większa - jak się szacuje)
  • Projekty oceniało 12 Zespołów KBN, które zorganizowały sobie 70 sekcji specjalistów, składających się z 5 - 15 profesorów każda, plus recenzenci do każdego projektu, czyli minimum 3318 recenzentów (tajnych)* - gdyby nie liczyć recenzentów oceniających negatywnie.

WNIOSEK, który nasuwa się na podstawie powyższych danych:

KBN na szczeblu centralnym mógłby zażyczyć sobie rozpatrywania około 50 wniosków w każdym konkursie, ale wymagających dotacji np. powyżej 300 000 zł - reszta, czyli około 1 600 wniosków, mogłaby być rozpatrywana wewnątrz 54 zainteresowanych Instytutów, gdyby miały odpowiednio powiększone dotacje na działalność statutową - podobnie jak jest już z pokryciem kosztów współpracy międzynarodowej.

Oczywiście, jak zawsze i wszędzie, poddane by to było ostrej krytyce, gdyż oddzielne sprawozdanie z 1 659 grantów - wniosków badawczych wygląda bardziej dostojnie, niż gdyby dotyczyło to tylko np. 50 - mimo, że ważniejszych.

*REFLEKSJA:

Recenzenci prac doktorskich, habilitacyjnych, dorobku naukowego kandydatów do tytułu naukowego profesora - są jawni.

Z jakiego aktu prawnego wyższej rangi wynika, że recenzent projektu badawczego dla KBN musi być utajniony?! Czyżby wynikało to z Ustawy o ochronie danych osobowych, czy raczej z potrzeby pisania recenzji na zamówienie - czyli bycia kimś w rodzaju "sądu kapturowego". Czyżby w KBN nie wolno było przedstawiać i bronić swoich racji naukowych jawnie?! Czyż wszelka tajność nie jest tu wyrazem nierównego traktowania stron: autora i recenzenta? I to gdzie? W KBN!

Imię i nazwisko autora znane Redakcji


Jeszcze jeden pomysł dzisiaj

Krytykowanie KBN-u jest łatwe w sytuacji, gdy pieniędzy na badania naukowe jest w budżecie państwa stosunkowo bardzo mało. Machina KBN musi więc działać na zasadzie krótkiej kołdry - nikt w rezultacie nie jest zadowolony z otrzymanych funduszy. Czy można więc myśleć o jakiejkolwiek poprawie rozdziału naszej biedy?

Pomysł, aby zlikwidować przyznawania niewielkich kwotowo grantów przez KBN brzmi sensownie, ale co ma robić pracownik naukowy, który pracuje w niedofinansowanym instytucie i nawet kilka tysięcy na nowy komputer, czasopisma, oprogramowanie, parę groszy dla doktoranta lub inne drobiazgi poważnie ułatwi mu pracę? Do kogo się zwróci, jeśli pozbawimy go możliwości uzyskania swego rodzaju "chwilówek"? Kiedy powstawał pomysł utworzenia KBN, miała to być instytucja umożliwiająca uczonym rozwijanie swoich pomysłów niezależnie od ich macierzystych - instytutowych bądź uczelnianych - struktur biurokratycznych. Cóż jednak począć, gdy sam KBN obrósł w struktury i to tajne?

Może jednak rozdać pieniądze przeznaczone dotychczas na drobniejsze granty instytutom i skoncentrować się tylko na zadaniach o dużym kalibrze naukowym lub gospodarczym? Niezła myśl, tylko że w dzisiejszych czasach uprawianie nauki jest bardzo drogie i z małych grancików na duże przedsięwzięcia funduszy się nie uzbiera. Jeśli dać jednym, to nie starczy dla drugich. Powstaje problem wyboru, ale czy mamy kadrę specjalistów, którzy mogliby kompetentnie takich wyborów, w gruncie rzeczy politycznych, dokonywać? Kwadratura koła to puzel dla przedszkolaków w porównaniu z tego typu problemami.

Wszelako, jak mawia redaktor Tomasz Wołek z ŻYCIA, jest jeden aspekt sprawy sposobu rozdziału pieniędzy pomijany w dyskusjach o nakładach na badania naukowe. Niby stary system już nie istnieje, ale rutyna z nim związana trzyma się dobrze. Polega ona na celebrowaniu procedur biurokratycznych. Uczony pisze podanie, zwane nowocześnie aplikacją, demokratycznie wybrane gremium biurokratyczno-naukowe je rozpatruje. W trybach machiny administracyjnej ginie człowiek, a przecież o postępie w nauce nie decydują abstrakcyjne struktury, ale konkretne jednostki. W krajach o kulturze anglosaskiej - np. Południowej Afryce pieniądze są przyznawane dla konkretnej osoby. Badany jest indywidualny dorobek naukowca i zależnie od wyniku przyznawany jest stosowny grant. Ważnym elementem tego systemu są recenzje zagraniczne. U nas jest w zasadzie podobnie w wypadku grantu (w odróżnieniu od projektu celowego), kiedy uczony dostaje pieniądze do własnej dyspozycji, ale ciągle są to pieniądze na jakąś konkretną pracę, której temat i przebieg trzeba przewidzieć na rok, dwa naprzód. Powoduje to, że ważniejsze staje się trzymanie harmonogramu niż trzymanie poziomu prac.

Podobny do systemu afrykańskiego jest sposób przyznawania grantów osobistych przez Fundację Nauki Polskiej, ale są one przyznawane na maksimum 3 lata, co jest cenne dla naukowca z dorobkiem, ale nie ma charakteru mobilizującego i rozwojowego w odniesieniu do pracowników naukowych na dorobku.

Pewną ciekawostką jest tu fakt, że w dziedzinie gospodarki ogłoszono w formie dogmatu, że sprywatyzowane zakłady produkcyjne działają lepiej niż np. państwowe. Tymczasem w nauce w dalszym ciągu obowiązuje dogmat o wyższości instytucji nad twórcą indywidualnym. Może nie lubimy tworzyć warunków do rozwoju dla ludzi wybitnych, albo, być może, nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z tego, że rozwoju cywilizacyjnego nie otrzymamy na srebrnej tacy w 15 minut po wejściu do Unii i że nie zapewnią go nawet 200 metrowe skoki narciarskie.

Jan Mrufka


Korespondencja z Minnesoty - rozważania na dachu

Dla tych, co nie mieli piątki z geografii, powiem, że Minnesota to jest stan w środkowej części USA, graniczący na północy z Kanadą. To jest ta prawdziwa Ameryka, a nie Kalifornia czy Nowy York. Bary zamykane są wcześnie, a ludzie o ósmej wieczór gaszą światła, aby rano wstać do pracy. Dodatkowo Minnesota to biegun zimna dla USA - poza Alaską.

Klimat kontynentalny nie ma zalet, w zimie są dzikie mrozy, w lecie upały. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji znaczną część życia spędza się na dachu. Typowe amerykańskie budownictwo jest tanie, domy są z drewna i materiałów izolacyjnych. Dachy są płaskie, co powoduje, że w zimie tworzą się na nich zapory lodowe, za którymi zbiera się woda, która przecieka do domu. Oczywiście Amerykanie na wszystko mają sposób. Zakładają kabel elektryczny na brzegu dachu, który wytapia zapory lodowe. To jest trochę ryzykowne, bo w razie spięcia dom można podpalić. Ja dla świętego spokoju zrzucam śnieg z dachu albo wytapiam gorącą wodą rowki w zaporach, którymi spływa woda z topniejącego śniegu.

Zabawa nie kończy się zimą - w lecie są tornada, które zrywają dachówki, a czasem trzeba usunąć nawet drzewo. Mój kolega Mietek Mazurek, chemik z firmy 3M, jest synem dekarza z Polski, on pierwszy pokazał mi, jak układać dachówki na zakładkę, tak by woda nie przeciekała. Od tego czasu ułożyłem ich wiele paczek.

Siedząc na dachu zastanawiam się, co wygnało mnie na koniec świata do Minnesoty, w której przeżyłem już 18 lat? Mówienie o końcu świata nie ma sensu, bo wszystkie punkty na kuli są jednakowo uprzywilejowane. Ale tak naprawdę, aby dojechać do Minnesoty, trzeba przelecieć ocean i pół kontynentu.

W myśl mechaniki kwantowej, kreujemy świat w miarę postrzegania, bez niego funkcje falowe są rozmyte. Ja wykreowałem swój świat na miarę swoich obserwacji. Szukałem ludzi czynu, którzy skompensowaliby mój niezaangażowany stosunek do świata. Ja po prostu bawiłem się swoimi ideami, niezależnie od tego, czy były one przydatne czy nie. Trzech takich ludzi stanęło na mojej drodze życia - profesor Roman Żelazny, profesor Kenneth Marion Case, uczestnik Manhattan Project, oraz twórca superkomputerów Seymour Cray.

Roman dając mi pracę w IBJ przeniósł mnie z prowincji do Warszawy, Kenneth pierwszy zaprosił mnie do USA, które mnie urzekły, Seymour stworzył firmę Cray Research Inc., w której przepracowałem 12 lat.

Im zawdzięczam większość dóbr materialnych, jakie mi się dostały - mieszkania, dom, samochody, a nawet stypendia moich córek, które finansował Cray Research.

Ale najważniejsze, co im zawdzięczam, to życie, w którym nie mogłem się nudzić. Badając własności równania Boltzmanna, rozwiązując nieliniowe równania fizyki plazmy, mierząc i symulując systemy operacyjne komputerów doznawałem pełnej intelektualnej satysfakcji.

Wracając do Minnesoty - to piękny stan. Gdy zima odchodzi - wyłania się 15 000 jezior, z których niektóre są urzekająco piękne. To tak jakby nasze Mazury rozciągały się na pół Polski.

Roman Bednarz

Od Redakcji:

Miło nam, że nasz korespondent z USA przyuczył się do zawodu dekarza, bo w ten sposób spływa na niego część splendoru znanego przedstawiciela wspomnianej profesji - Adama Małysza. Ciekawi jesteśmy, czy również nasz premier, który sprawdził się już jako sprawozdawca sportowy w Lahti, myśli o reformowaniu dachów.

Z ostatniej chwili: Naszemu miłemu korespondentowi gratulujemy nowonarodzonego wnuka.


Na fali brutalizacji i głupolizacji mediów (vide Big Brother) odważyliśmy się pogwałcić ustawę o ochronie języka polskiego i przedstawiamy dwa teksty w języku angielskim pochodzące z Internetu.

A key element discovered

Investigators at a major research institution have discovered the heaviest element know to science. This starling new discovery has been tentatively named Administratium (Ad). This new element has no protons or electrons, thus having an atomic number of 0. It does, however, has 1 neutron, 125 assistant neutrons, 75 vice neutrons, and 111 assistance vice neutrons, giving it an atomic mass of 312.

These 312 particles are held together by a force called morons, which are surrounded by vast quantities of lepton-like particles called peons. Since it has no electrons, Administratium is inert. However, it can be detected as it impedes every reaction with which it comes into contact.

According to the discoverers, a minute amount of Administratium causes one reaction to take over four days to complete when it would normally take less than a second. Administratium has a normal half-life of approximately three years; it does not decay but instead undergone a reorganization in which a portion of the assistant neutrons, vice neutrons, and assistance vice neutrons exchange places.

In fact, an Administratium sample's mass will actually increase over time, since with each reorganization some of the morons inevitably become neutrons, forming new isotopes. This characteristic of moron promotion leads some scientists to speculate that Administratium is formed whenever morons reach a certain quantity in concentration. This hypothetical quantity is referred to as the "Critical Morass."

You will know it when you see it.

The Boss

When the Lord made man, all the parts of the body argued over who should be boss. The brain explained that since he controlled all the parts of the body, he should be boss. The legs argued that since they took the man wherever he wanted to go, they should be boss. The stomach countered with the explanation that since he digested all the food, he should be boss. The eyes said that without them man would be helpless so they should be boss. Then the ass hole applied for the job. The other parts of the body laughed so hard that the ass hole became mad and closed up. After a few days the brain went foggy, the legs got wobbly, the stomach got ill, the eyes got crossed and unable to see.

They all conceded and made the ass hole boss. This proves that you don't have to be a brain to be boss .... Just an ass hole.

Od Redakcji:

W dniu 1 grudnia 1708 roku car Rosji Piotr I wydał następujące zarządzenie:

Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak aby swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego.

Jak widzimy ass holes rządzą nami nie od dziś.

Do wiadomości Czytelników: W składzie naszej Redakcji jest jeden kierownik sekcji, jeden kierownik pracowni i jeden kierownik zakładu, a także jeden przewodniczący komitetu, jeden były przewodniczący rady nadzorczej i jeden przewodniczący rady naukowej.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony