[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 5 (82) / 2001
6 kwietnia 2001

W numerze:
  • Cztery warianty przyszłości Świerka
  • Już piąty Festiwal
  • Już pięciotysięczny gość w Świerku
  • WPROST kupuje primaaprilisowy żart
  • Wzbogacić Małysza w zubożony uran
  • Zieloni neandertalczycy na torach
  • Autobusy bliżej świerkowych biurek
  • Pryszczyca już w parlamencie

Przyszłość Świerka

Od dnia 1 marca 2001 weszła już w życie znowelizowana ustawa o jednostkach badawczo-rozwojowych i wreszcie, po prawie trzech latach, IPJ może się przenieść do PAN-u. Dotychczas takiej możliwości nie było, a droga poprzez likwidację instytutu na podstawie decyzji dotychczasowej instytucji nadzorującej czyli w tym wypadku PAA i następnie powołanie nowego instytutu w PAN-ie była zbyt skomplikowana i niebezpieczna.

Każdemu w takiej sytuacji narzuca się pytanie, co dalej z Ośrodkiem w Świerku, w którym działają trzy, a od przyszłego roku cztery, niezależne instytucje. OBRI i ZUOP mają charakter komercyjny i z natury rzeczy muszą być poza strukturami instytutów naukowych, pozostaje więc problem, co ma się stać z IPJ-em i z IEA. Rozwiązania mogą być rozmaite, spróbujmy wymienić te najważniejsze:

(1) Powstaje ogromny instytut technologiczny, obejmujący IPJ, IEA, IChTJ, IFPiLM i inne ewentualnie mazowieckie instytucje naukowe. Wymyślono już nawet nazwę: Mazowiecki Instytut Technologiczny.

(2) Z połączenia IPJ-u i IEA powstaje duża jednostka badawczo-rozwojowa pod nadzorem Ministra Gospodarki lub, na podstawie jego upoważnienia, Prezesa PAA.

(3) IPJ i IEA łączą się i wspólnie przechodzą do PAN-u.

(4) IPJ przechodzi do PAN-u, a IEA pozostaje pod nadzorem Ministra Gospodarki lub Prezesa PAA.

Wariant pierwszy jest bardzo atrakcyjny, wielu marzy się Dolina Świerkowa, w której prowadzone byłyby badania naukowe i rozwijane zastosowania w dziedzinie atomistyki i w dziedzinach pokrewnych. Wadą tego wariantu jest to, że wymaga, jak mi się wydaje, nie tylko inwestycji, a więc pieniędzy, o które jakże dzisiaj trudno, ale także zgody szerokiego kręgu wszystkich, którzy obecnie pracują w instytutach, jakie miałyby utworzyć, nomen omen, MIT.

W wariancie drugim cel jest podobny, ale całe przedsięwzięcie jest na znacznie mniejszą skalę i nie wymaga żadnych dodatkowych inwestycji. Jego zaletą jest też to, że nie przekreśla możliwości utworzenia w przyszłości MIT-u.

Bez względu na to, jak atrakcyjne mogą się wydawać oba powyższe warianty przyszłości Świerka, nie sądzę, aby mogły być one w praktyce zrealizowane. Sprawa przejścia IPJ-u do PAN-u wydaje się przesądzona. Jest podpisany list intencyjny Prezesów PAN-u i PAA, a Dyrekcja i Rada Naukowa IPJ-u nie mają żadnych intencji wycofania się ze swoich zamierzeń. Pozostają więc jedynie warianty trzeci i czwarty.

Połączenie się IPJ-u i IEA jest oczywiście rozwiązaniem, które usuwa większość problemów z kohabitacją obu instytutów w Świerku i prowadzi do znacznych oszczędności finansowych na podatkach, jakie obecnie płaci się przy wzajemnej sprzedaży usług, i na zmniejszeniu personelu pomocniczego. Są jednak również przeszkody na drodze do zjednoczenia, z których główną jest sprawa reaktora. Strona IPJ-owska nie chce mieć reaktora w strukturze wspólnego instytutu i uważa, że powinien on być przeniesiony do PAN-u jako odrębna jednostka. To rozwiązanie jest w opinii przedstawicieli IEA bardzo niebezpieczne dla przyszłości reaktora. Tylko instytuty naukowe mają w PAN-ie osobowość prawną i prawo własności, wszystkie inne są pozbawione tych przywilejów. Nikt więc nie może zaręczyć, że w przyszłości władze Akademii nie dojdą do wniosku, że reaktor jest im niepotrzebny i nie zdecydują się na jego zamknięcie. Obawy te mogłoby rozproszyć podpisanie odpowiedniego porozumienia w tej sprawie pomiędzy Prezesem PAA lub Ministrem Gospodarki a Prezesem PAN-u, w którym Akademia zobowiązałaby się włączyć do swojego programu prace badawcze w zakresie fizyki i techniki reaktorowej i podjąć się eksploatacji reaktorów jądrowych. Jest jeszcze kwestia energetyki jądrowej. Jak wiadomo, wieloletni plan zapotrzebowania na energię nie przewiduje żadnych działań w tym zakresie aż do roku 2020. Jest to, moim i nie tylko moim zdaniem, decyzja błędna i należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych lat zostaną podjęte prace, na początku o charakterze studialnym, nad pierwszą w Polsce elektrownią jądrową. Przejmując w całości ośrodek reaktorowy w Świerku, Akademia powinna, jak sądzę, zobowiązać się do włączenia do swojego programu również zagadnień energetyki jądrowej. Są też inne aspekty znalezienia się instytutu o charakterze aplikacyjnym, jakim jest IEA, w strukturach PAN-u. Panuje dość powszechna opinia, że Akademia nie interesuje się zbytnio zastosowaniami i że cały system oceniania działalności naukowej premiuje zdecydowanie nauki podstawowe, a nauki stosowane są dyskryminowane. Takie obawy zdaje się podzielać również część pracowników IPJ-u. Warto też podkreślić to, że przejście jednostki do PAN-u jest procesem nieodwracalnym - znowelizowana ustawa nie przewiduje możliwości przenoszenia jakichkolwiek jednostek podległych PAN-owi gdziekolwiek indziej. PAN jest więc czymś w rodzaju czarnej dziury.

Przeszkody, jakie stoją na drodze do wspólnego przejścia obu instytutów do PAN-u, mogą okazać się nie do pokonania i zrealizowany zostanie wariant czwarty. Tu też sprawa nie jest całkiem prosta. IPJ od lat, a ściśle mówiąc, od chwili, gdy władze stanu wojennego podzieliły IBJ, administruje świerkową infrastrukturą i transportem i Dyrekcja IPJ-u ma pełne prawo uważać, że po ich przejściu do PAN-u nic w tej dziedzinie nie powinno się zmienić. Stanowisko to jest całkiem naturalne, a dodatkowym argumentem jest to, że jeśli jakiś układ pracował dobrze przez 18 lat, to nie ma powodu, aby cokolwiek zmieniać. Ma jednak ta sprawa również inny, bardziej ogólny aspekt. Otóż trzeba wziąć pod uwagę to, że pozostawienie infrastruktury Świerka przy IPJ-cie jest w praktyce przekazaniem tej infrastruktury i właściwie ośrodka PAN-owi. W ten sposób Akademia staje się faktycznym właścicielem obiektu, który został stworzony jako ośrodek reaktorowy, choć sama w najmniejszym nawet stopniu nie jest zainteresowana reaktorami jądrowymi. Gdyby kiedyś zapadła decyzja podjęcia prac w dziedzinie energetyki jądrowej, władze Akademii mogłyby bez trudu zablokować prowadzenie ich w Świerku. Z tego względu uważam, że sprawa przyszłości Świerka ma charakter raczej strategiczny, a nie taktyczny, i w zasadzie powinna być rozstrzygana na szczeblu wyższym niż dyrekcje czy rady naukowe zainteresowanych instytutów.

Janusz Mika


Świerk, 2 kwietnia 2000

Piąty Festiwal Nauki

P.T. Koleżanki i Koledzy z Ośrodka w Świerku!

W dniach 21-30 września 2001 odbędzie się w Warszawie kolejny, Piąty Festiwal Nauki. Zeszłoroczny, w którym uczestniczyli pracownicy IPJ i IEA, cieszył się dużym powodzeniem: na nasze spotkania i lekcje festiwalowe przyszły nie tylko klasy szkolne, ale i szeroka publiczność, w sumie blisko 1600 osób. Pokazuje to, że prowadzona przez nas tematyka przyciąga wielu zainteresowanych. Jest w naszym najlepiej rozumianym interesie, aby działalność Instytutu była popularyzowana i znana jak najszerszej publiczności. Dlatego też chcielibyśmy ponownie wyraźnie zaznaczyć swą obecność na Festiwalu, a jeśli tylko warunki finansowe pozwolą, zorganizować w tydzień później Dni Otwarte w Świerku.

Wszystkich zainteresowanych popularyzowaniem wiedzy (i własnych osiągnięć) gorąco zapraszamy. Zwracamy się zarówno do Koleżanek i Kolegów, którzy przygotowywali imprezy ubiegłoroczne i chcieliby je powtórzyć, jak i do tych, którzy chcieliby dołączyć do grona organizatorów. Chętni do uczestnictwa w Festiwalu proszeni są o sporządzenie krótkiej notatki o planowanej imprezie. Imprezy powinny mieć proste, zrozumiałe dla laika tytuły. Niezbędne są także lakoniczne omówienia charakteru imprez i ich myśli przewodniej, czas trwania prelekcji (lekcji), a także podanie swoich możliwości powtórzenia wystąpienia. Sporządzając notatkę prosimy wzorować się na opisach zawartych w scenariuszu ubiegłorocznego festiwalu (załączonym do niniejszego listu a także dostępnym w sekretariacie Działu Szkolenia). Notatki, w postaci papierowej lub elektronicznej, prosimy przesyłać do Działu Szkolenia (w Świerku) lub do dr Lecha Nowickiego (na Hożej) do 18 maja br.

Jak w zeszłym roku, prelekcje i lekcje festiwalowe będą odbywały się w Warszawie na ul. Hożej. Zgodnie z tradycją, w dni powszednie, w godz. 8-15, prezentowane będą lekcje festiwalowe dla klas szkolnych, pozostały czas przeznaczony jest na spotkania ogólnodostępne.

Licząc na niezawodną pomoc Państwa, prosimy o wszelkie sugestie, uwagi i komentarze.

Ludwik Dobrzyński
Lech Nowicki

Ludwik Dobrzyński, Dział Szkolenia i Doradztwa
Świerk, bud. 67, tel. 718 06 12, 718 05 71
e-mail: dsid@ipj.gov.pl, ludwik@ipj.gov.pl

Lech Nowicki, Zakład P1, Hoża 69, pok. 89 (obok SSD)
tel. 55 32 356 lub tel/fax 621 38 29
e-mail: Lech.Nowicki@fuw.edu.pl


Ponad 5 000 gości w Dziale Szkolenia i Doradztwa IPJ!

W pierwszej połowie lutego (dokładnie - 13.02.2001) przyjęliśmy kolejną grupę uczniów, w której, wg naszych przybliżonych ocen, znajdował się jubileuszowy (o numerze 5 000!) uczestnik naszych lekcji o promieniotwórczości. Pierwsze kontakty ze szkołami zostały nawiązane w 1998 roku i od tej pory, z roku na rok, liczba odwiedzających nas uczniów stale rośnie. Oczywiście, w dalszym ciągu największą atrakcją jest zwiedzenie reaktora MARIA. Dzięki sprzyjającej edukacji polityce Dyrekcji IPJ i IEA, liczba grup, którym umożliwia się zwiedzanie reaktora znacznie wzrosła i jest nam szczególnie przyjemnie, że chociaż raz w tygodniu (w piątki) możemy przeprowadzić w naszym Ośrodku pełny cykl wprowadzający w istotę i zastosowania promieniowania jonizującego. Niewątpliwie taki cykl musi uwzględniać promieniowanie neutronowe i pokazanie reaktora - po odpowiedniej lekcji wprowadzającej - jest wielką atrakcją zarówno dla zwiedzających, jak i dla nas samych. W wyniku pobytu w naszym ośrodku goście - a zaliczają się do nich nie tylko uczniowie, ale także studenci, różne grupy zawodowe i działacze samorządowi - dostają odpowiednią do swojego przygotowania merytorycznego wiedzę o zjawisku promieniotwórczości, mogą wykonać lub obejrzeć proste doświadczenia dotyczące własności promieniowania jonizującego, dowiedzieć się o licznych zastosowaniach promieniowania jonizującego w nauce, technice i medycynie, przy czym w tym ostatnim wypadku mogą też podejrzeć konstrukcję akceleratorów medycznych, dowiedzieć się o tym, jak mają się konwencjonalne źródła energii do energetyki opartej o reakcje rozszczepienia ciężkich jąder, doświadczalnie stwierdzić stałą obecność promieniowania jonizującego w naszym środowisku, zapoznać się z elementarnymi pojęciami i procedurami ochrony radiologicznej, a ponadto zapoznać się z postępowaniem z odpadami promieniotwórczymi. Temu ostatniemu zagadnieniu służy nasza stała wystawa "Odpady promieniotwórcze: problemy, rozwiązania", powstała na zamówienie PAA, otwarta w końcu 1998 r i rozwinięta w roku 2000. Wystawa ta, od chwili powstania, cieszy się niezmiennie dużym zainteresowaniem. Z przyjemnością odnotowujemy, że oglądają ją goście-profesjonaliści, a współtwórcy wystawy, Dyrektorowie ZDUOP, pp. mgr Włodzimierz Tomczak i mgr Andrzej Cholerzyński, niejednokrotnie sami pełnią rolę najbardziej kompetentnych przewodników.

Oprócz wykładów, wykładów z pokazami i oglądania wystawy (z pełną obsługą przewodnicką), odwiedzający nasz ośrodek zwiedzają, w miarę ich chęci i naszych możliwości, takie laboratoria, jak pracownia badania (monitoringu) powietrza i cyklotron C-30 w Zakładzie P-II IPJ, akceleratory dla onkologii w Zakładzie P-X, czy pracownie detektorów w Zakładzie P-III. Ogromną atrakcję stanowi, jak i w latach, gdy nasz Dział nie istniał, możliwość zwiedzenia w IEA Laboratorium Badań Materiałowych czy Licznika Całego Ciała.

Działalność dydaktyczna, dzięki której można w Świerku oglądać tak wiele roześmianych, młodych twarzy, stanowi najlepszy przykład, ile można zdziałać wspólnie, bez względu na organizacyjną przynależność. Tę ważną współpracę pomiędzy wszystkimi instytutami w Świerku należy konsekwentnie rozwijać. "Przeciętny" Polak wie, że w Świerku działa tylko jeden instytut naukowy. Możliwość różnorodnego zaprezentowania, co się w nim robi, poparta profesjonalną dydaktyką, ma wielkie znaczenie dla przekazania "przeciętnemu" płatnikowi podatków informacji, że utrzymywanie Świerka z jego podatków ma sens.

prof. dr hab. Ludwik Dobrzyński


Ale numer!

Nasz stary znajomy Mirek Dakowski zrobił tygodnikowi WPROST znakomity kawał primaaprilisowy. Powypisywał niestworzone historie o energetyce jądrowej i posłał to do Redakcji, która bezmyślnie wszystko opublikowała w numerze z 1 kwietnia!

Na przykład Mirek pisze, że "siłownie jądrowe nie nadają się do nagłych zmian mocy (vide przyczyny katastrofy w Czarnobylu)". Przecież wszyscy jako tako orientujący się w tej dziedzinie wiedzą, że od co najmniej 15 lat cała energetyka atomowa Francji precyzyjnie nadąża za zapotrzebowaniem dobowym. Jeśli ktoś jednak tego nie wie, to powinien przynajmniej docenić pure nonsens powołania się na katastrofę w Czarnobylu, podczas której moc wzrosła tysiąc razy w ułamku sekundy, a tego nie wytrzyma żadne urządzenie.

Innego znakomitego żartu Mirka mogła Redakcja nie zauważyć. Chodzi o rozwój energetyki jądrowej w krajach Trzeciego Świata, który według Mirka ma wynikać z tego, że do nich "na siłę wchodzi przemysł jądrowy Francji i Stanów Zjednoczonych. Jest to eksport bezrobocia w dziedzinie high technology do krajów o słabych i łatwych do skorumpowanie elitach". Kto zna Mirka ten wie, że poglądy ma dalekie od marksistowskich i retoryka demaskująca imperialistyczno-korupcyjny przemysł Francji i USA jest pod jego piórem czystym szyderstwem. Redakcja powinna jednak zauważyć, że kraje Trzeciego Świata nie mają ani fachowców ani kapitału potrzebnego do budowy elektrowni jądrowych, budowanie więc w nich elektrowni przez obcy kapitał daje ich ludziom pracę i wykształcenie, a krajowi energię potrzebną do rozwoju gospodarczego.

Pyszny jest kawał o braku technologii bezpiecznego składowania odpadów radioaktywnych. Jeśli mówienie o braku takiej technologii w sytuacji, gdy zeszklone w coś w rodzaju sztucznej skały odpady są składowane w stalowych beczkach kilkaset metrów pod ziemią, w stabilnych formacjach geologicznych, nie obudziło czujności redakcji WPROST, to ja nie mam nic do dodania.

Dalej Mirek kontynuuje swoje żarciki utrzymując, że wystrzeliwanie odpadów na Słońce jest technologią o "zerowym ryzyku", w odróżnieniu od powszechnie stosowanej obecnie metody składowania . Tutaj Redakcja znów dała się podejść. Każde szanujące się pismo ma przecież archiwum z dawnych lat. Należało tam zajrzeć i dowiedzieć się, że pomysł z wysyłaniem odpadów na Słońce ma już długą brodę i został wieki temu ośmieszony przez jakiegoś dziesięciolatka, który zapytał tatusia: "A co się stanie, jeśli rakieta z odpadami wybuchnie po starcie?"

Przebiegły jest żart Mirka na temat "zadłużenia" Electricite de France. WPROST ma przecież do dyspozycji wielu specjalistów od ekonomii, którzy wiedzą, że kilkudziesięciu bloków jądrowych nie finansuje się z oszczędności zgromadzonych w pończosze. Potrzebne są do tego kredyty bankowe. Wie to każdy, kto kupował na raty odkurzacz, nie mówiąc już o samochodzie. Ważne jest to, czy EdF spłaca te kredyty, czy nie, a z tym raczej nie ma kłopotu.

Najlepsze zostawił Mirek na koniec. Pyta: "jak wycenić choroby i śmierć dziesiątków tysięcy górników rud uranowych i pracowników zakładów wzbogacania uranu i oczyszczania plutonu?". Akurat tak się zdarza, że ocena ryzyka dla zdrowia z powodu pracy w kopalniach uranu przewinęła się niedawno przez prasę przy okazji pocisków z rdzeniem uranowym. Mówiono o tym ryzyku, zresztą znikomym, żeby pokazać, że uran naturalny jest niegroźny. Tak więc, tu redakcja WPROST znowu się nie popisała.

Zastanawiam się, jaki Mirek miał cel, żeby tak zakpić z WPROST. Prawdopodobnie chodziło mu o pokazanie poziomu tego tygodnika. Jeśli bowiem ktoś publikuje banialuki w jednej dziedzinie, to może także robić to w innej - np. ekonomii lub polityce. A to już poważnie podważa wiarygodność pisma.

W sumie - Brawo Mirek!

Johann von Ameisenhaufen

Od Redakcji:

Nasz "nowy" zagraniczny korespondent (wszelkie podobieństwo do Jana Mrufki jest przypadkowe) najwyraźniej nie zrozumiał, że wybitny specjalista w dziedzinie fizyki jądrowej prof. dr hab. Mirosław Dakowski naprawdę myśli tak, jak napisał.

Traktując więc artykuł poważnie pozwalamy sobie zwrócić uwagę na kilka jeszcze aspektów tej publikacji. W wydanym przez PTN raporcie Międzynarodowej Rady Towarzystw Nukleonicznych "Wizja drugiego pięćdziesięciolecia energetyki jądrowej - wizja i strategie" autorzy uznają za wyjątkowo korzystną tendencję, iż kraje biedne i niezaawansowane technicznie nie biorą się za konstruowanie własnych reaktorów jądrowych. Okazuje się jednak, że dla autora notki do WPROST ważne jest aby elektrownie jądrowe, które kiedyś być może zostaną zbudowane w Polsce, były polskie w treści i narodowe w duchu.

Kolejne nieporozumienie to rzekomo kosztowna ekstrakcja plutonu z zużytego paliwa jądrowego. Przypomnijmy - robi się to dla pieniędzy, odzyskany pluton jest sprzedawany z zyskiem w formie paliwa jądrowego.

Wreszcie sprawa rzekomych kosztów demontażu elektrowni i przechowywania odpadów. Koszty te są przecież uwzględnione w cenie energii elektrycznej z elektrowni jądrowych. Jeśli więc mimo wszystko w wielu krajach wolnorynkowa cena elektryczności z atomu kształtuje się poniżej odpowiednich cech z pozostałych źródeł - to należy wreszcie w kraju o gospodarce rynkowej wyciągnąć z tego wnioski.


Od prof. Z.P. Zagórskiego z IChTJ otrzymaliśmy dwa listy.

List pierwszy o małyszomanii

Nieuchronne stało się, uległem też małyszomanii. Wszyscy silą się w tym względzie na oryginalność, jak ten krytyk literacki, który nazwał w GAZECIE WYBORCZEJ pewnego profesora od spraw polsko-żydowskich, uwaga: Małyszem Polskiej Literatury i Publicystyki! Ja spróbuję być oryginalny w afiliacji bardziej fizykalnej, skoro zamieszałem się trochę w DU czyli w zubożony uran. Jeszcze Pan zapewne nie kojarzy, trudno niech Pan czyta dalej: Przyszło mi do głowy, że możnaby w narty wmontować łatwo listwę z 10 kg uranu, zwiększając długość lotu bez zwiększania oporu powietrza, a nawet z polepszeniem stabilności skoczka. Jak wiadomo powiększanie masy skoczka nie polepsza długości i stylu skoku, zdaje się nawet zdyskwalifikowano kogoś za odchudzanie się niedozwolonymi środkami. Ale co z obciążaniem nart? Czy to co zyska się w czasie lotu, nie będzie okupione przedłużonym przyśpieszaniem na rozbiegu? Rozumiem, że fizyka skoku jest niezwykle skomplikowana i nie mnie, chemikowi, rozstrzygać czy warto pakować uran do nart. Jeszcze stałbym się podobny temu profesorowi habilitowanemu nauk prawnych, który skrytykował świetny artykuł we WPROST o Czarnobylu, jako nieprawdę. W Informatorze Nauki Polskiej oraz w autoreferacie zamieszczonym w almanachu uczonych polskich znalazłem, że profesor ten jest specjalistą transportu morskiego (Czarnobyl jest nad Prypecią zdaje się, ale jednak daleko od morza) i żadnymi koneksjami nuklearnymi w almanachu się nie chwali.

W każdym razie, jeżeli uran w nartach okaże się korzystny, a nie spodoba się to władzom sportowym, to wystarczy wprowadzenie ważenia nart bez skoczka i dla pewności prześwietlanie defektoskopem (nart oczywiście)!

List drugi o zadziwieniu ekologami

Od paru dni media donoszą i pokazują tysiące półdzikich ekologów z nożami w zębach aktywnie protestujących przeciwko transportowi bezpiecznych, według wszelkich reguł naukowych i prawnych, materialów. Ekologowie uszkadzają (w domyśle słusznie) strażników prawa, protesty ekologów nasilają się, dochodzi do rękoczynów, krzyczą podnieceni dziennikarze.

No, niech będzie, ale czegoś tu nie rozumiem. Istnieją przecież bona fide ekolodzy, są naukowe instytuty ekologiczne, są członkowie Akademii Nauk, którzy nie reagują na nadużywanie nazwy swojego fachu. Co by Pan zrobił, Panie Redaktorze, gdyby prasa doniosła, że banda osobników nie wiadomo przez kogo i poco opłacanych, ale nazywających siebie fizykami wyszła na ulicę i zaczęła podpalać samochody w imię fizyki czyli czegoś czego nie rozumieją? Na pewno podniósłby Pan krzyk, ja też, gdyby pojawili się tacy osobnicy pod firmą chemików! Rodzi się we mnie straszne podejrzenie, że prawdziwi ekologowie nie protestują, bo w głębi serca solidaryzują się z tymi neandertylczykami kładącymi się na torach transportów do składowiska odpadów.

A jeżeli między rzetelnymi ekologami znajdą się tacy, którzy zdecydują się zaprotestować tej hecy w mediach, to powtarzam radę, którą mi przekazał kiedyś Jerzy Giedroyc: tych dzikich ludzi trzeba nazywać ekologistami, a nie ekologami!


Dziarsko do pracy

Któregoś marcowego dnia autobus dowożący nas do Świerka nie zatrzymał się na parkingu, ale podjechał pod bramę. Część pasażerów wysiadła, lecz sporo osób spokojnie siedziało sobie nadal w fotelach. Następnie autobus ruszył i wjechał na teren ośrodka. Za chwilę stanął pod budynkiem fizyki i kilka osób wysiadło i skierowało się ku wejściu.

Sprawa wydała mi się oczywista - najpewniej nasze dyrekcje, tym razem działając zgodnie i w porozumieniu, wymogły na ZTS-ie, aby podwoził pracowników pod budynki. Pomyślałem sobie, że były pewnie skargi tych z nas, którym te kilkaset metrów porannego spaceru sprawia już taką trudność, że muszą być dostarczani w bezpośrednie pobliże miejsca pracy. Miałoby to sens, ale rodzi się pytanie - co dalej? Jeśli kogoś męczy mały spacerek, to ile czasu może efektywnie pracować naukowo? Wyobraźnia podsuwała mi czarny obraz, w którym w następnej fazie do budynków dostawiane będą windy - tak jak w przychodniach lekarskich. Jeszcze trochę i pracownicy będą przenoszeni z autobusów na wózki inwalidzkie, a w pokojach już będą stały przygotowane kroplówki i aparatura do żywienia dojelitowego.

Postanowiliśmy jednak zbadać u źródła, skąd się wziął ten pomysł z dowożeniem. Okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie niż myślałem. Otóż w jednym z autonomicznych finansowo zakładów pracownicy byli dowożeni pod budynek PKS-em. W związku z ostatnimi zmianami organizacyjnymi postanowiono z usług PKS zrezygnować i skorzystać z ZTS-u. Podniósł się rwetes - "Toż skróci się nam czas pracy!" - wołali pełni wigoru i zapału pracownicy. Dyrekcja uległa, ZTS też nie może działać wbrew życzeniom klientów i właśnie dlatego ci, którzy rwą się do pracy, jadą szybko autobusami pod budynki, natomiast cała reszta albo idzie do bufetu po zakupy śniadaniowe, albo do kiosku po gazetę, którą na dodatek czyta potem przy porannej kawie.

Jan Mrufka


Polska krajem wysokiego ryzyka

Podobno kilku naszych prominentnych parlamentarzystów przywlokło z Brukseli pryszczycę. Zgodnie z procedurami unijnymi całemu stadu grozi wyrżnięcie. Najprawdopodobniej akcja likwidacji polityków odbędzie się już na jesieni.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony