[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 6 (83) / 2001
7 maja 2001

W numerze:
  • Piąty wariant
  • Odjajecznianie jajecznicy
  • Grzebanie w jądrowych śmieciach
  • NEUTRONY w Czarnobylu, Czytelnicy w tiurmie czyli długi weekend na Ukrainie
  • Hauptstadt der BRD

Przyszłość Ośrodka w Świerku

Po przeczytaniu mojego artykułu w poprzednim numerze NEUTRONÓW kilka osób miało do mnie pretensję, że nie wymieniłem piątego wariantu, który polegałby na przyłączeniu do IEA niektórych zakładów IPJ. Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że należałoby przeprowadzić eksperyment myślowy i wrócić do sytuacji w roku 1983. Wtedy podział IBJ miał charakter represyjny i w tej sytuacji każdy próbował ratować to, co mu było najbliższe, i uzyskać przy podziale jak najwięcej. Ale w roku 2001 można by sobie chyba pozwolić na pragmatyzm i myślenie racjonalne i próbować podzielić od nowa były IBJ na część, która prowadzi badania podstawowe i dla której przejście do PAN jest najlepszym rozwiązaniem, i na część, która zajmuje się zastosowaniami i dla której przejście do PAN jest zwykłym nieszczęściem.

Problem polega na tym, że inicjatywa podziału IPJ powinna wyjść od tych, którzy są tym zainteresowani, a sprawa rozpatrzona przez Radę Naukową IPJ. Niestety nigdy do tego nie doszło. Wciąż obowiązuje uchwała jeszcze z 1998 roku o przejściu IPJ do PAN, a w tej uchwale nie ma mowy o żadnym podziale. Skądinąd wiadomo, że były prowadzone na ten temat mniej lub bardziej oficjalne rozmowy i konsultacje, ale nikt z prowadzących te rozmowy nie zdecydował się na postawienie tej sprawy na Radzie. W tej sytuacji uważałem, że nie mam prawa mieszać się w wewnętrzne sprawy IPJ.

Janusz Mika


Oskarżenia i kalumnie czyli drugie trzęsienie ziemi w atomistyce

Przekleństwo obyście żyli w ciekawych czasach dotyka ostatnio niestety wszystkich atomistów, a szczególnie tych, co pracują w Świerku. Instytuty podległe dotychczas Prezesowi PAA przechodzą pod nadzór Ministra Gospodarki. Na domiar złego jeden z instytutów przenosi się do PAN. Istnieją, co prawda, wciąż plany połączenia IPJ i IEA oraz wspólnego przejścia pod nowego nadzorcę, ale, jak się wydaje, szanse na takie rozwiązanie są niewielkie. Pozostaje więc podział Ośrodka w Świerku, który jednak ma tak pogmatwaną strukturę, że oznacza to unscrambling scrambled eggs czyli odjajecznienie jajecznicy. Dodatkową trudność stanowi to, komu mają przypaść infrastruktura i transport autobusowy czyli w praktyce zarządzanie ośrodkiem. Gdy w latach 1982-83 władze stanu wojennego dzieliły IBJ, w pierwszym odruchu zdrowego rozsądku powierzyły zarządzanie IEA czyli tej instytucji, która jest odpowiedzialna za bezpieczną eksploatację reaktora. Z przyczyn dla nas zupełnie niezrozumiałych po roku odebrano ten przywilej a raczej obowiązek IEA i powierzono IPJ. Przedstawiciele IPJ utrzymują, że ta ostatnia decyzja jest niepodważalna, natomiast kierownictwo IEA, a opinię tę podziela Prezes PAA, uważają, że w sytuacji, w której obecny zarządca podlegać będzie PAN, a więc organizacji niezależnej od wszystkich władz państwowych, należy wrócić do oryginalnego rozwiązania. W tej kwestii narzuca się złośliwe pytanie: Czy IPJ zarabia na zarządzaniu ośrodkiem? Jeśli odpowiedź jest tak, to może byłoby sprawiedliwie, aby po 18 latach zarabiać zaczął IEA. Jeśli zaś odpowiedź brzmi nie, to dlaczego IPJ walczy tak zawzięcie o coś, co nie przynosi korzyści finansowych, a tylko same kłopoty.

Obecne trzęsienie ziemi w Świerku, bo tak trzeba by chyba nazwać to, co się tam dzieje, przypomniało mojemu przyjacielowi poprzednie, które wstrząsnęło ówczesnym Instytutem Badań Jądrowych w latach 1982-83. Na ten temat ma on wiedzę dość ograniczoną, bo od 1981 roku aż do 1996 przebywał za granicą. Dlatego też postanowił zasięgnąć informacji u źródła najbardziej chyba miarodajnego, bo z "Raportu w sprawie przyczyn i przebiegu przekształcenia Instytutu Badań Jądrowych" opracowanego przez Komisję Prezesa PAA i opublikowanego w kwietniu 1992 roku. Można chyba wyobrazić sobie szok, jakiego doznał czytając na stronie 41 tego raportu:

Rozbicie IBJ ułatwiły bierność i konformizm znacznej części utytułowanego środowiska naukowego ... Co się tyczy Rady Naukowej IBJ, to ... w obliczu największego zagrożenia Instytutu nie stać jej było na jasne nazwanie rzeczy po imieniu ... Wystarczy tylko przypomnieć jednomyślnie podjętą, kompromitującą uchwałę Sekcji Fizyki Rady Naukowej witającą z entuzjazmem przekształcenie Instytutu. Było to podyktowane partykularnym interesem, jaki część środowiska IBJ widziała w podziale Instytutu, nie zważając na okoliczności i koszta tej operacji.

W odnośniku na dole strony autorzy raportu podają listę wszystkich członków Sekcji Fizyki Rady Naukowej IBJ, i twierdzą, że nie udało im się ustalić, które z wymienionych osób uczestniczyły w podejmowaniu tej decyzji. Otóż tak się składa, że mój przyjaciel również na tej liście figuruje, choć w tym czasie był w Szkocji i w zebraniu nie uczestniczył. Prosi więc, aby zamieścić na łamach NEUTRONÓW sprostowanie i zapewnić Czytelników, że z tą uchwałą nie ma nic wspólnego. Uważa, że niezasłużenie znalazł się na tej liście razem z największymi luminarzami polskiej fizyki.

JAM


Długi weekend na Ukrainie

Ustawodawcy obdarowali nas przeplotem dni świątecznych i roboczych, zaś dyrekcje Świerka zmusiły pracowników do wykorzystania najdłuższego weekendu w historii. Redakcja stanęła wobec dylematu, co z takim ogromem wolnego czasu zrobić. Postanowiliśmy odpocząć. Ostatnio tak byliśmy zajęci wyrabianiem punktów publikacyjnych, że nawet czwartej rocznicy powstania NEUTRONÓW nie udało się nam odnotować. Korzystając więc z okazji przypominamy o tym, że pierwszy numer naszego pisma ukazał się na ekranach komputerów 21 kwietnia 1997 roku.

Z wrodzonej czujności dziennikarskiej zabezpieczyliśmy się jednak na wypadek misternej intrygi obu dyrekcji. Spiskowa teoria dziejów nie pozwalała wykluczyć sytuacji, że dyrekcje wysłały pracowników na zieloną trawkę, by samemu spotkać się w tajemnicy i porozmawiać o przyszłości Ośrodka. Aby nie stracić kontaktu z tak ważnymi dla atomistyki wydarzeniami na wszelki wypadek pozostawiliśmy redaktora dyżurnego na wysuniętej placówce Świerka w Aninie. Zadaniem dyżurnego było utrzymanie ręki Redakcji na pulsie ewentualnych wydarzeń. Niestety nic specjalnego się nie wydarzyło.

Pozostałe dwie trzecie Redakcji w zaprzyjaźnionym gronie Czytelników wyruszyło szosą lubelską, trochę jednak dalej niż do Instytutów. Na połoniny zielone, płaskie jak poldery w Holandii, porośnięte burzanami, poprzecinane pasami drzew (według pomysłu geniusza ekologicznego rolnictwa - Józefa Wisarionowicza Stalina). Łza kresowa się zakręciła w oku niejednego wycieczkowicza. Autobus wynajęliśmy nie mniej luksusowy niż te, do których zdołał nas już przyzwyczaić ZOiT i rozpoczęła się ekskursja. W autobusie, jak to w autobusach na grzybobranie - z przodu elita profesorska, w środku wucet, a na końcu alkohol i pijackie dumki na pełen regulator.

Drugi dzień Święta Pierwszego Maja udało się nam spędzić w miłej atmosferze, degustując różne wersje wspaniałego barszczu, soliankę, pierożki, szampan i piwo, pielnieni, wareniki ze śmietaną, pampuny z derunami i bezowy tort kijowski. Z przykrością muszę jednak zaznaczyć, iż towarzyszącemu mi profesorowi matematyki (długoletniemu wykładowcy uniwersytetu w Szkocji i dziekanowi z Południowej Afryki) przez długie pół godziny nie udawało się rozwiązać prostego układu równań liniowych z paroma niewiadomymi. Jak się później okazało ten wytrawny specjalista fizyki matematycznej nie uwzględnił, że za każdym razem obsługująca nas dziewoczka doliczała do rachunku swój numer biustonosza. A wiadomo przecież, że w tym rejonie wyjściowym obwodem biustu jest duża radziecka piąteczka.

Redakcja prowadziła się dość przyzwoicie, czego nie można powiedzieć o wszystkich pozostałych. Jeden znajomy związkowiec w towarzystwie drugiego takiego wysiadł z metra i z przezorności chciał spytać o drogę do Pieczerskiej Ławry. Miał do wyboru atrakcyjną szprychę i przedstawiciela miejscowego prawa. I kogóż wybrał? Nie chciał wyjść na nagabywacza młodych atrakcyjnych dziewcząt, spytał więc milicjanta. A ten mu od razu - "A pasport u was jest? A registracja s gostinicy? A biliet w awtobus?" Oczywiście ani potwierdzonego notarialnie obowiązkowego meldunku na jeden dzień ani biletu na wynajęty przez nas czarter u niego nie było. Przedstawiciel prawa pozwolił obu zatrzymanym towarzyszyć sobie do kazamat pod stacją metra. Tam zaś atmosfera jak u Kafki. Ściany sinofioletowe, kraty, lampy w oczy do przesłuchań itp. Propozycję wykonania telefonu do hotelu lub poselstwa zbyto stwierdzeniem, że tu szpionom z NATO takie luksusy nie przysługują. Poskutkowała dopiero sugestia, że na skutek prawie już przesądzonego zatrzymania (wezwana radiotelefonem maszyna była w drodze) wizyta wybitnych atomistów może nie dojść do skutku, a konsekwencje tego obciążą biednego funkcjonariusza. To wywarło na nim takie wrażenie, że puścił delikwentów wolno. Jak widać, w innych krajach autorytet specjalistów jądrowych jest zdecydowanie wyższy niż u nas. W każdym bądź razie u szeregowych krawężników.

Redakcja NEUTRONÓW też miała przygodę ze służbami. Okazało się, że kilkuletnia wspólna praca upodobniła ich zewnętrznie. Jeden łysy z natury, drugi z przystrzyżoną na bandziora łysiejącą czupryną. Obaj w okularach i kamizelkach na drobiazgi. Różnicę metrykalną zniwelował fakt, że młodszy przy wejściu na wyższe piętra dostaje zadyszki a starszy nałogowo biega w maratonach. Nie da się ukryć, że na pierwszy rzut oka można było pomylić ich między sobą. Ale wzajemnego podobieństwa tej dwójki do nieogolonego młodzieńca z bujną czupryną, w niezobowiązującej ciemnobrązowej marynarce raczej trudno by się było dopatrzyć. Ten zaś błysnął fleszem po oczach funkcjonariuszowi na warcie i całej wycieczce chcieli filmy z aparatów powyciągać.

W kąciku porad kulinarnych chciałbym przestrzec Czytelników przed nieuzasadnioną wiarą w klarowną czystość barszczu. W Kowlu bowiem na lewo od budynku dworca jest niepozorna kawiarnia. W środku wygląda jak burdel dla podoficerów floty czarnomorskiej - z oddzielnymi numerami, okna dyskretnie matowo-żółte, firany koralików jak w sułtańskich haremach. Redakcja nieświadomie udała się do tej mordowni wraz z paroma zaprzyjaźnionymi redaktorami z prawdziwego zdarzenia. Po dłuższej chwili oczekiwania na zamówienie okazało się, że solianka już się skończyła. Zgodziliśmy się na barszcz. Po następnych kilku dłuższych chwilach okazało się, że barszcz czerwony w zasadzie też już wyszedł poza dwoma talerzami i został tylko zielony. Czas ponaglał, więc poprzestaliśmy na dwóch dostępnych porcjach. To, co przyniesiono obu wybrańcom, trudno słowami opisać. Była to ciecz koloru ciemnobrunatnoburego, jak wywar ze ściery, którą bez wyżymania zmyto cały budynek wielkości Pałacu Kultury. Pływał w niej jakiś rozgotowany badyl i sparciały kartofel. Jeden z wybrańców od razu zrezygnował, drugi zanurzył jednak łyżkę. Kiedy już dojdzie do siebie, to może opisze na naszych łamach swoje wrażenia organoleptyczne. My zaś zachodzimy w głowę, jak miała wyglądać zielona wersja tej zupy.

Reasumując - widać Europę wkraczającą na stepy od strony stolicy. Co prawda im bliżej granicy, a więc i Europy, tym bardziej klimat społeczny przypomina sytuację w poradzieckich sowchozach. Permanentne bezrobocie strukturalne i nachalne bandy żebraków w wieku przedszkolnym. W Równem mieliśmy szczęście trafić na rzadką chwilę, gdy w kranach była jeszcze woda, co prawda wyłącznie lodowata. Tylko pamiętający 'Misia' Bareji mogą sobie wyobrazić jej kolor.

Pozytywne zmiany w jakimkolwiek stopniu nie obejmują sektora bezpieczeństwa. Od dyżurnych w hotelach, milicjantów na ulicach, po jawne spisywanie na granicy z paszportów wszelkich danych do komputerów.

Pod stałym, acz dyskretnym, nadzorem naszych opiekunów (nie mylić z organizatorami wycieczki) rozpoczęliśmy powrót. Z radością wracamy do pracy.

MAR

PS. Sam pobyt w Czarnobylu i miasteczku Prypeć jest materiałem na inny artykuł, w periodyku poważniejszym niż nasz nieregularnik. Na szczęście był z nami prawdziwy dziennikarz, jest więc nadzieja, że wszystko opisze w prawdziwym piśmie.


Od pana dyrektora Latka z PAA otrzymaliśmy kopię listu do prawdziwej Redakcji prawdziwego pisma z prośbą o opublikowanie na naszych łamach, co z przyjemnością czynimy.

Redakcja tygodnika "WPROST"

Pan prof. Mirosław Dakowski ("Jądrowe śmieci", WPROST nr 13) określa się jako specjalista jądrowy, choć pracując w białostockiej Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej jako żywo nie uprawia nauk jądrowych. Być może dlatego jego konstatacje i wnioski pełne są nieścisłości.

Jeśli prawdą jest, że M. Dakowski wylansował kotły c.o. aż o mocy 760 MW, to niewątpliwie mowa jest o mocy cieplnej. Spory reaktor ma moc 1000 MWe (elektrycznych), a moc cieplną 3 razy większą. A zatem porównywanie obu źródeł energii i kosztów nie bardzo ma sens.

Nieprawdziwa jest teza o wciąż rosnących kosztach energii produkowanej w elektrowniach jądrowych. Właśnie doniesiono, że w USA, cena produkcji 1 kWh w EJ spadła do 1,83 c/kWh i jest niższa niż cena kilowatogodziny wyprodukowanej w elektrowni węglowej, spalającej ropę, czy gazowej. (odpowiednie ceny dla tych paliw wyniosły: 2.07 c/kWh, 3.18 c/kWh i 3.52 c/kWh). W powyższych szacunkach nie uwzględniono tzw. kosztów zewnętrznych, wyrażających ujemne skutki dla środowiska zastosowania poszczególnych opcji energetycznych. Gdyby je uwzględnić, przewaga "cenowa" energetyki jądrowej byłaby jeszcze większa.

Nieprawdziwe jest również stwierdzenie autora artykułu, że "nie jest znana technologia naprawdę bezpiecznego składowania wypalonego paliwa". Technologia jest znana, natomiast kraje jądrowe nie kwapią się do budowy ostatecznych składowisk wypalonego paliwa z wielu powodów, a przede wszystkim dlatego, że nie są one jeszcze tak naprawdę niezbędne. Mimo to w kilku krajach rozpoczęto przygotowania do budowy ostatecznych składowisk. W Finlandii Urząd Dozoru Jądrowego pozytywnie ocenił projekt składowiska biorąc pod uwagę m.in. opinię specjalistów oceniających potencjalny wpływ inwestycji na środowisko naturalne.

Nie wiem kto tworzy w Polsce lobby jądrowe, ale jeśli można siebie do niego zaliczyć, to odpowiem jeszcze p. Profesorowi Dakowskiemu na jego wątpliwości wyrażone w końcowej części artykułu.

  • Polska nie posiada elektrowni jądrowych a zatem nie musimy się na razie martwić o wypalone paliwo. Niewielkie jego ilości pochodzące z reaktorów badawczych składowane są w Świerku. Inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej ocenili pozytywnie zastosowane rozwiązania techniczne i system kontroli przechowalnika wypalonego paliwa.
    Odpady nisko i średnioaktywne składowane są w Krajowym Składowisku Odpadów Promieniotwórczych w Różanie. Jeśli w Polsce będzie realizowany jądrowy program energetyczny, to trzeba będzie zbudować składowisko dla wypalonego paliwa. Koncepcja takiego składowiska została opracowana w ramach realizacji Strategicznego Programu Rządowego "Gospodarka odpadami promieniotwórczymi i wypalonym paliwem w Polsce". Wytypowano również potencjalne lokalizacje takiego składowiska.

  • Według wiarygodnych źródeł (OECD) koszt wliczonego w cenę energii decommissioningu reaktora energetycznego o mocy 1000 MWe wynosi ok. 2% ceny energii za kilowatgoedzinę(przy założeniu 40-letniej eksploatacji reaktora i 5% oprocentowaniu funduszu tworzonego na koszty likwidacji reaktora).

  • Nie bardzo wiadomo jak wycenić choroby i śmierć górników rud uranowych, podobnie zresztą jak nie wiemy, jak wycenić śmierć górników z kopalń węglowych. Są jednak szacunki innego rodzaju. Otóż okazuje się, że wyprodukowanie 1 GWe energii w ciągu roku z węgla "kosztuje" życie 37 górników, podczas gdy wyprodukowanie tej samej ilości energii z paliwa uranowego pociąga za sobą śmierć 1 człowieka. W powyższym szacunku uwzględniono cały cykl paliwowy - od wydobycia paliwa (węgla, rudy uranu) poprzez jego przerób, transport i spalanie (w palenisku lub w reaktorze).

Myślę, że prof. M. Dakowski zbyt czarno rysuje obraz energetyki jądrowej, nie przytaczając ujemnych cech kochanej przez siebie energetyki z biomasy.

Być może można zrezygnować z energetyki jądrowej, ale czy alternatywą wciąż jest spalanie węgla? A może spalanie topoli, wikliny i słomy rzepakowej? Czy zamiast pszenicy Polska będzie musiała produkować i spalać biomasę, aby zaspokoić własne potrzeby energetyczne i potrzeby tych krajów UE, które nie lubią energetyki jądrowej? Czy ktoś policzył ile km2 powierzchni naszego kraju potrzeba na plantacje biomasy, aby uzyskać moc 4.000 MWe, tzn. moc odpowiadającą proponowanemu wzrostowi zapotrzebowania na energię odnawialną w Polsce w 2020 r.?

Może prof. M. Dakowski odpowie na te pytania.

6 kwietnia 2001
dr Stanisław Latek
Dyrektor Departamentu Szkolenia i Informacji Społecznej Państwowej Agencji Atomistyki

Od Redakcji:

Pozwalamy sobie też zwrócić uwagę Czytelników na tekst Jerzego Kubowskiego wysłany do działu 'Opinie' PRZEGLĄDU i zamieszczony na ich stronie internetowej (www.przeglad-tygodnik.pl).


Berlin stolicą Niemiec i nowy pałac kanclerski

Przed laty, po zjednoczeniu Niemiec, rozgorzała debata na temat przyszłej stolicy Niemiec. Republika podzieliła się na zwolenników pozostawienia stolicy w Bonn i tych, którzy byli za przeniesieniem jej do Berlina. Wiele lat trwała debata na ten temat. Ci za Bonn przestrzegali przed gigantycznymi kosztami tej operacji, na które Niemiec aktualnie nie stać z uwagi na cenę zjednoczenia i doprowadzenia byłego NRD do jakiego takiego poziomu zachodnioeuropejskiego oraz twierdzili, że Bonn przez tyle lat świetnie wywiązywało się z roli stolicy i nie ma powodu, by cokolwiek zmieniać. W końcu w USA stolicą nie jest ani Nowy Jork ani Los Angeles, tylko niewielki Waszyngton. Przeciwnicy Bonn argumentowali, że Berlin był zawsze po 1871 roku stolicą zjednoczonych Niemiec i należy jak najszybciej wrócić do tej tradycji. Należy tu wzorować się nie na Stanach Zjednoczonych, ale na Francji, Wielkiej Brytanii, czy też Rosji lub Polsce.

I stało się tak, że Berlin został stolicą Niemiec. Wkrótce okazało się, że trzeba tu postawić sporo nowych gmachów. Oczywiście zdecydowano się wykorzystać również i te z czasów Honeckera. Tak więc Berlin stał się największym placem budowy Europy. Przez wiele lat stawiano gmach po gmachu, nowe centra handlowe, osiedla mieszkaniowe itp. Następnie rozpoczęły się gigantyczne przenosiny, które trwały ładnych parę lat i pochłonęły miliardy marek. Obecnie przeprowadzka już skończona, Berlin lśni nowym blaskiem stolicy, Bonn świeci pustką, a urzędnicy federalni w piątki wieczorem latają na koszt państwa na weekend do Bonn, aby w poniedziałek rano wracać "pełni sił" do pracy do Berlina. Ci, którzy od razu zdecydowali się przenieść z rodzinami do Berlina, otrzymali niebywałe ulgi przy kupnie domu lub mieszkania.

Przed kilkoma dniami oddano do użytku nowy urząd kanclerski. Jest on 30 razy większy od Białego Domu, w którym rezyduje George W. Bush. Niewątpliwie musi być on teraz zazdrosny o nowy pałac Gerharda Schroedera. Kanclerz Niemiec kontynuuje chlubne tradycje władców tego świata. Wszyscy wielcy cesarze i królowie budowali gigantyczne gmachy, tak by ich poddani mieli dla nich odpowiedni szacunek. Różnica tylko w tym, że nowa siedziba kanclerza Niemiec jest potwornym brzydactwem w porównaniu, na przykład, z Wersalem czy też rezydencją Habsburgów, słynnym Hofburgiem w Wiedniu, w którym miałem przyjemność być kilka tygodni temu.

Ukoronowaniem tej gigantomanii byłoby coś na wzór piramid egipskich, które pomieściłyby szczątki władców Niemiec. Proponuję, by wzorem Egipcjan przeprowadzać mumifikację każdego zmarłego kanclerza Niemiec jak również jego zmarłych ministrów. Chwilowo te mumie mogłyby być składowanie w piwnicach nowego pałacu kanclerskiego, dopóki nie wybuduje się odpowiedniego gmachu. Przestrzegam przed zbędnymi transportami wzdłuż i wszerz Republiki, które grożą protestami i blokadami na wzór protestów przeciwko transportom odpadów nuklearnych.

Marek Mika


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: e02ka@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony