[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 10 (87) / 2001
13 sierpnia 2001

W numerze:
  • Nowy nadzór i stare długi
  • Polski Kabaret Polityczny
  • Niemiecki Kabaret Polityczny
  • Atak na energetykę jądrową czyli audiatur et altera pars
  • Kontratak Mrufki czyli audiatur et nostra pars
  • Kontratak Rabińskiego czyli audiatur et altera nostra pars

Z ostatniej chwili

Od dnia 4-08-2001 obowiązuje Rozporządzenie Rady Ministrów przekazujące Ministrowi Gospodarki funkcję organu sprawującego nadzór nad jednostkami badawczo-rozwojowymi, nadzorowanymi dotychczas przez PAA. W związku z tym nasze Instytuty podlegają obecnie Departamentowi Jednostek Badawczo-Rozwojowych i Współpracy Naukowej Ministerstwa Gospodarki, którego dyrektorem jest Pan Jerzy Owczarek.

Z Dyrekcji IEA dowiedzieliśmy się, że zadłużenie podstawowe IEA w stosunku do IPJ zmalało z 1 400 000 złotych w styczniu br. do poniżej 600 000 złotych pod koniec czerwca. To stwarza nadzieję, że do końca bieżącego roku tak zwany 'mały' dług zostanie spłacony. Jeśli chodzi o 'duży' dług w stosunku do Skarbu Państwa, to procedury formalne biegną w dobrym kierunku. Niestety ostatnio nastąpiło wyraźne ich spowolnienie z uwagi na to, że Ministerstwo Finansów jest pochłonięte sprawami budżetowymi.


Oskarżenia i kalumnie

Niektórzy z wytrwałych Czytelników naszych felietonów dziwią się zapewne temu, że tak dawno nie pisaliśmy o Polskim Kabarecie Politycznym. Różne były po temu przyczyny. W ciągu ostatnich miesięcy sporo czasu spędziliśmy poza Polską, w naturalny sposób pozbawieni przyjemności obserwowania występów naszych politycznych artystów kabaretowych. A po powrocie na łono ojczyzny z coraz większym przerażeniem patrzyliśmy, jak stopniowo kabaret przekształca się w czarną komedię, tak że widz nie wie, czy jeszcze się śmiać, czy już płakać. Mnożą się afery w tak zwanych spółkach skarbu państwa, które nasi wspaniali legislatorzy wymyślili chyba tylko po to, aby nieliczni wybrańcy mogli w majestacie prawa obracać milionami złotych z pożytkiem dla siebie i swoich znajomych bez żadnej kontroli ze strony jakichkolwiek władz. Jednemu z ostatnio aresztowanych prezesów takiej spółki zarzuca się, na przykład, przekazanie 15 milionów prywatnej firmie, która tych pieniędzy nie zwróciła i nigdy już nie zwróci, bo ogłosiła upadłość. Ten prezes miał nad sobą radę nadzorczą, której członkowie pobierają po kilkanaście tysięcy miesięcznie. Trudno zrozumieć, dlaczego nikt ich nie próbuje pociągnąć do odpowiedzialności za brak nadzoru. Innym mało zabawnym zjawiskiem są zwolnienia grupowe wśród ministrów i wiceministrów. Dotknęły one łączność, kulturę, obronę i sprawiedliwość. Najbardziej nam szkoda pierwszego szeryfa Rzeczypospolitej. Śmiało mógłby być on bohaterem nowego filmu Romana Polańskiego Fearless criminal killer albo nowego filmu Juliusza Machulskiego Killer 3, w którym zastąpiłby Cezarego Pazurę. W końcu ma za sobą błyskotliwą karierę filmową jako Jacek czy może Placek.

W Polsce niestety rozgrywa się nie tylko czarna komedia w świecie polityki, ale też prawdziwa tragedia mieszkańców terenów dotkniętych powodzią w rzeczywistym świecie. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w tym wypadku ludzie i instytucje powołane do walki ze skutkami powodzi w pełni zasługują na słowa uznania. Jeszcze raz potwierdza się fakt, że Polacy najlepiej się sprawdzają w walce.

Z okazji występujących ostatnio zaburzeń atmosferycznych dużo się pisało i mówiło o opadach. Za dawnych czasów meteorolodzy określali intensywność opadów w milimetrach. Był to sposób bardzo prosty, a jednocześnie bardzo obrazowy. Każdy mógł sobie bez trudu wyobrazić, ile wody mieści obszar kilkuset kilometrów kwadratowych pokryty warstwą o grubości np. 80 milimetrów. Komuś to jednak przeszkadzało i teraz mówią nam, ile spadło litrów wody na metr kwadratowy, co już znacznie gorzej przemawia do wyobraźni. Jednemu ze spikerów telewizyjnych wszystko się w końcu pomyliło i powiedział, że gdzieś tam spadło 12 milimetrów na metr kwadratowy. Tak mści się na niektórych z nas ograniczanie lub wyrzucanie fizyki z programów szkolnych. Ten spiker z pewnością porusza się zawsze po najmniejszej linii oporu.

A co słychać w Świerku? Mimo że od paru dni naszym nadzorcą jest Minister Gospodarki, na razie nie widać żadnych konsekwencji tego faktu. Nie spodziewamy się po Ministrze żadnych natychmiastowych posunięć w sprawach Świerka, ma on bowiem teraz raczej mało czasu występując aż w trzech wcieleniach: Wicepremiera, Ministra Gospodarki i Ministra Łączności, nie mówiąc już o funkcji Głównego Atomisty. Trzeba się więc uzbroić w cierpliwość i spokojnie czekać, prawdopodobnie do wyborów. Świerk jest zresztą i tak wyludniony z powodu urlopów, a autobusy jeżdżą prawie puste.

JAM


Jestem homoseksualistą i tak jest dobrze!

Oto słowa, które wypowiedział niedawno w oficjalnym przemówieniu kandydat na burmistrza Berlina. Jest on najwyraźniej dumny ze swojej orientacji seksualnej i nie robi z niej tajemnicy. Teraz Berlińczycy będą się mogli w wyborach zdecydować na polityka, który jako pierwszy obnosi się z nietypowymi skłonnościami erotycznymi. Biorąc pod uwagę to, że w Niemczech jest coraz więcej homoseksualistów i lesbijek i że ludzie znudzeni są politykami o typowej orientacji seksualnej, kandydat ten ma spore szanse zostać wybranym. Niby nie ma w tym nic zdrożnego, homoseksualiści, których pełno wśród nas, to też ludzie. Spotyka się ich wszędzie, we wszystkich zawodach, we wszystkich środowiskach. Oni chcą być traktowani jak inni i mieć te same prawa. Przede wszystkim nie chcą się ukrywać ze swoimi skłonnościami. Już w dużych miastach niemieckich widuje się na co dzień młodych mężczyzn obejmujących się lub przynajmniej trzymających za rękę. Z kobietami jest podobnie. Widok taki nikogo już nie dziwi, aczkolwiek ludzie normalni mają jednak pewien problem z zaakceptowaniem takiego afiszowania się homoseksualizmem. Nikt jednak nie śmie oficjalnie wypowiadać się krytycznie na temat tych zmian obyczajowych, by nie być posądzonym o brak tolerancji.

W Niemczech, podobnie zresztą jak i w wielu innych krajach obserwuje się niepokojący kryzys rodziny. W tradycyjnym pojęciu już ona w gruncie rzeczy nie istnieje. Starzy dziadkowie wiodą przygnębiający żywot w domach starców, których finansowanie jest coraz bardziej kosztowne i w tym celu stworzono specjalne obowiązkowe ubezpieczenie. Dawniej mieszkali oni razem z dziećmi i wnukami i do końca życia czuli się potrzebni. Rodzice oboje teraz pracują, ponieważ dla każdej niemal młodej Niemki kariera ważniejsza jest od rodziny. Dzieci albo się w ogóle nie ma, albo dopiero po czterdziestce. Później są wychowywane przez żłobki i przedszkola.

Liczba rozwodów i związanych z tym tragedii stale wzrasta. Coraz więcej jest osób samotnie wychowujących dzieci. Są wśród nich również mężczyźni i w to nie małej ilości, bo ponad pół miliona. Liczba singles w wieku produkcyjnym sięga w Niemczech już wielu milionów. Mimo to nie sposób kupić regału na książki, który mogłaby złożyć jedna osoba.

Homoseksualiści niemieccy znaleźli wreszcie sojuszników w polityce. Są nimi Zieloni. Prawdopodobnie jest wśród nich stosunkowo dużo pederastów i lesbijek, co tłumaczyłoby szczególne zainteresowanie tą do tej pory dyskryminowaną mniejszością. Jeśli chodzi o SPD, to sytuacja jest podobna, ale nie aż tak ekstremalna. Wspólnymi siłami udało im się przeforsować wprowadzenie przepisów zezwalających na zawieranie małżeństw homoseksualnych i zrównanie ich prawnie ze związkami heteroseksualnymi. Podobno brak jednak przed urzędami stanu cywilnego kolejek homoseksualistów, którzy wreszcie mogą związać się prawnie z ukochaną osobą. Jak się wydaje, większość kochających inaczej preferuje nadal częste zmiany partnerów, co jest w gruncie rzeczy bardziej frapujące niż przeżycie kilkudziesięciu lat z jednym partnerem. Nawet heteroseksualiści już to wiedzą i stąd kryzys małżeństwa jako instytucji w Niemczech.

Po zwycięskiej batalii o prawne uregulowanie małżeństwa, szykuje się kolejna o regulację prawną adopcji dzieci przez homoseksualne pary. Jest to bardzo niebezpieczne żądanie, bo jak wiemy trudno takiej parze dorobić się własnych dzieci. A potomstwo wyrastające w homoseksualnym domu ma spore szanse same być homoseksualne. Może już za kilkadziesiąt lat będzie ich więcej niż tych normalnych, a sztuczne zapładnianie z probówki umożliwi im rodzenie dzieci. Nie chcę dalej roztaczać tych ponurych wizji, bo może faktycznie tak w przyszłości będzie, a nie chcę być złym prorokiem.

Ciekawe, kiedy burmistrz Berlina, jeżeli zostanie wybrany, a chyba będzie, bo w tym mieście sporo jest homoseksualistów, alternatywnych, zielonych, punków i innych odmieńców, zwiąże się związkiem małżeńskich z innym facetem i wprowadzi się z nim do służbowej rezydencji. W dalszej kolejności będzie zabierał go na oficjalne bankiety, służbowe wyjazdy zagraniczne i tak dalej i tak dalej.

Marek Mika

Od Redakcji:

Znów nasz nieoceniony korespondent poprawił nam nastrój nadwerężony występami PKP. Okazuje się, że w niektórych sprawach w Niemczech jest dużo śmieszniej.


O argumentach przeciwników energetyki jądrowej

Mam przyjemność podróżować niekiedy tym samym pociągiem z jednym z Redaktorów NEUTRONÓW. Dzięki jego zachęcie zapoznałem się z tym pismem i ośmielam się niniejszym zabrać głos na jedyny temat, w którym poglądy moje i jego, a także innych autorów piszących w tym świetnie redagowanym piśmie, są odmienne. Idzie o kształt energetyki, która mogłaby zaspokoić potrzeby Polaków i w ogóle coraz większej liczby ludzi na świecie. Tylko w tej kwestii mamy różne filozofie; poza tym czuję się raz po raz prawdziwie oświecony rozmaitymi refleksjami mojego towarzysza podróży (o czym on pewnie nie wie, bo moje sygnalizowanie momentów tych oświeceń byłoby niezręczne). Jestem też zbudowany jego ekologicznymi zwyczajami. Tym, na przykład, że z dworca Łodzi Fabrycznej do Łódzkiej Politechniki - i w kierunku odwrotnym - idzie zawsze piechotą, a jest to dystans dość spory, pokonywany przez autobus w ciągu 20 minut.

Obcuję głównie z przedstawicielami środowiska ekologicznego; z tej tematyki się habilitowałem (zob. książkę Planeta nie tylko ludzi, PIW 1997) i wykładam przedmioty takie, jak "Podstawy ekofilozofii", "Zarządzanie ekorozwojowe" czy "Ekologia w wielkich religiach świata". Nigdy nie czułem się "ekologistą" czy nawet ekologiem (to też jest pewne zawężenie horyzontu, acz szlachetne), tylko właśnie neutronem. Zawsze jestem gotów zmienić swoje poglądy pod wpływem przekonujących racji.

Na razie jestem po stronie przeciwników rozwijania energetyki jądrowej. Przedstawię niżej główne argumenty tego "obozu", bo mam wrażenie, że są one mało znane stronie przeciwnej. Proszę o wyrozumiałość, jeśli napiszę coś technologicznie nieścisłego, jestem bowiem humanistą i nigdy nie zwiedzałem elektrowni jądrowej (jak zresztą także rzeźni i wielkomiejskiego śmietniska). Według rozróżnienia Bertranda Russela, znam te byty nie by acquaintance, lecz by description.

Wiem, że wypowiadam się na temat drażliwy, gdyż pewni ludzie, w tym redaktorzy i czytelnicy NEUTRONÓW, zainwestowali w rozwój energetyki jądrowej spory wkład swego życia, tymczasem obecnie stają przed sugestią swych polemistów, a niekiedy politycznych władz, że są lub wkrótce będą niepotrzebni. Ja niczego takiego nie sugeruję. Życzę im szczerze pomyślnego rozwiązania ostatnich problemów z ich macierzystymi instytucjami i w ogóle dobrej przyszłości życiowej, a to, co powiem, dotyczyć będzie sfery samych idei.

Wiadomo, że w poglądach na system energetyki, która mogłaby zaspokoić bieżące i przyszłe zapotrzebowanie świata, istnieją dwa zwalczające się obozy: proatomowy i antyatomowy (niech mi wolno dla uproszczenia tak je nazywać). Zarówno w obozie pro - jak antyatomowym znajdują się eminentni naukowcy, politycy, ekonomiści, a i opinia publiczna, o ile ją można w tej materii brać pod uwagę, też jest podzielona.

Przedstawicielem obozu proatomowego jest między innymi prezydent George W. Bush, który powiedział niedawno:

We need aggressively pursue the use of nuclear power, which we can do safely and sanely, but for 20-some years now has been a big no - no politically (cyt. za Nuclear Energy Agency, zob. http://www.nea.fr).

Polemizując z tym poglądem zespół kilkudziesięciu uczonych tworzących proekologiczny Worldwatch Institute w Waszyngtonie, stwierdza między innymi:

Locking the U.S. power system into the twentieth-century, large-scale, fossil and nuclear-based models will cripple the global competitiveness of the U.S. energy industry while exacerbating health and environmental problems. (art. "The Choice: An Energy for the 21th Century", 15 May 2001, zob. http://www.worldwatch.org/alerts/).

Nie byłoby z mojej strony wykonalnym zamiarem wdawać się szczegółowo w spór między obu stronami. Ograniczę się do pewnych zasadniczych faktów i poglądów. Spójrzmy najpierw na sytuację energetyczną dzisiejszego świata. Niestety, już na poziomie samych faktów widać brak zgody między podającymi je organizacjami. Proekologiczna raczej, ONZ-towska Komisja przygotowująca World Summit on Sustainable Development w przyszłym roku (w 10 rocznicę "Szczytu Ziemskiego" w Rio de Janeiro), stwierdza:

During the period under consideration [1990-2000 - KW], of the increase in world primary commercial energy demand, about 75 per cent was met by oil and natural gas, 18 per cent by nuclear sources and 6 per cent by renewable sources, including hydropower. Coal consumption dropped during the period owing to declines in Eastern Europe and the former Soviet Union (http://www.un.org/esa/sustdev/)

Natomiast proatomowa Nuclear Energy Agency - pół-autonomiczna organizacja w ramach OECD - daje energii jądrowej prawie 6 procent więcej:

The nuclear share, which stood at 23,8% in 2000, is projected to decline to 21,8% by 2010. Electricity demand is forecast to grow at about 1,8 annually beyond the year 2000. (Press Release, 1 June 2001, zob. http://www.nea.fr).

Tak czy inaczej, obecnie energetyka jądrowa dostarcza światu około 20% potrzebnej mu energii, a wszystkie odnawialne źródła - kolektory słoneczne, wiatraki, woda, geotermika, biomasa itp. - jedynie około 2%. Zwolennikom energetyki jądrowej wydaje się więc, że zamiar zastąpienia atomowego źródła energii przez to drugie jest czystą mrzonką, tym bardziej niezrozumiałą, że niebawem światu przybędzie 2 miliardy nowych obywateli i zapotrzebowanie na energię będzie wzrastać: 1,8% rocznie, gdyby rację miała NEA, to nie bagatela.

Zwolennicy energetyki alternatywnej mają na tę trudność odpowiedź, która w skrócie jest następująca: Zapotrzebowanie na energetykę jądrową maleje, w przeciwieństwie do źródeł alternatywnych, których trend wzrostowy od kilkunastu lat jest prawie wykładniczy. Można więc racjonalnie przewidywać, że przyszłościowe zapotrzebowanie na energię da się całkowicie zaspokoić przez nowy system energetyczny (będę go nazywał "alternatywnym").

System ten jest dość złożony. Składają się nań co najmniej cztery elementy: odnawialne źródła energii (słońce, wiatr, geotermika itp., w przyszłości wodór), nowe technologie ("micropower" - wyjaśnienie niżej), zwiększona wydajność energii (efficiency) i pewne mechanizmy społeczno-gospodarcze, takie jak decentralizacja i urynkowienie (Fix power markets. Manipulation of power markets must not be allowed. Consumers need greater protection against market abuses, not less: David Lochbaum, Nuclear Power's Future zob. http://www.ucsusa.org. Autor wyraża opinię antyatomowej organizacji "Union of Concerned Scientists").

W 1900 roku - twierdzą antyatomiści - świat korzystał z ropy naftowej również tylko w 2%, a co nastąpiło potem, wiemy. Nic zatem nie przeszkadza sądzić, że podobnie będzie z energiami dziś niekonwencjonalnymi, tym bardziej, że już widać ich ogromną dynamikę i spadek kosztów.

Sądzę, że z organizacji polemizujących z energetyką jądrową na szczególną uwagę zasługuje Worldwatch Institute w Waszyngtonie. Jest to zespół kilkudziesięciu uczonych, który wydaje coroczny State of the World i inne, podobne książki. Otóż np. w książce Vital Signs, (New York 1999) na str. 17 jest tabela pokazująca "Trends in Global Energy Use, by Source, 1990-98". Widzimy na niej, że energia ze źródeł ekologicznych - wiatru, słońca, geotermiczna itp. wzrastały w tych latach najbardziej - procent użytku energii wiatrowej wzrósł o 22,2 %, słonecznej o 15,9%, a nuklearnej tylko o 0,6% i węglowej 0%.

Lester R. Brown, długoletni prezes Worldwatch Institute, opatruje to komentarzem, że w świetle powyższych danych nie to jest problemem, czy budować nowe elektrownie atomowe, tylko czy warto, z ekonomicznego punktu widzenia, kontynuować funkcjonowanie już istniejących. Stwierdza między innymi że:

Wherever a competitive market exists for electricity, no one invests in nuclear reactors. Only in countries where electrical generation remains a monopoly - where costs are simply passed on to consumers - is there any interest in building these plants. Only five new plants were started in 1998: two in India, two in South Korea, and one in Japan. The long - term decline is projected to start within the next few years, with world nuclear generating capacity falling by half by 2020. (Tamże, str. 17).

Bardziej szczegółowe dane, mówiące o silnym wzroście energetyki alternatywnej w ostatnich dwóch dekadach i zarazem spadku produkcji energii jądrowej, (jej boom przypadł tylko na połowę lat 70-tych), można znaleźć tamże na str. 50-55. Czytamy tam między innymi:

In Western Europe, only one reactor is still under construction: the French reactor, Civeaux 2, was scheduled to open in 1998, but a design fault delayed the opening until 1999 (str. 50).

Jeśli więc Europa odchodzi od energetyki jądrowej, a my chcemy wejść do Europy, to może nic dziwnego, że obecnie polska polityka energetyczna tej branży nie popiera. 28 czerwca b.r. miałem okazję słuchać prezentacji "Strategii rozwoju Polski do roku 2020 w świetle opracowań Komitetu Prognoz Polskiej Akademii Nauk". Prelegent, profesor Andrzej Karpiński, na pytanie, nie moje zresztą, jaką przyszłość ma w Polsce energetyka jądrowa, odpowiedział: "żadnej" i powołał się na światowy trend stosowania gazu i "micropower", o czym niżej wspomnę.

Worldwatch Institute jest organizacją proekologiczną, toteż podawane przez nią fakty, wykresy i komentarze mogą być jednostronne (podobnie jak o przeciwną stronniczość można posądzać Nuclear Energy Agency). Ale jakaś zasadnicza manipulacja chyba tu nie jest możliwa, gdyż wydawnictwa tego Instytutu są czytane przez naukowców i polityków na całym świecie. Jego reputacja szybko by podupadła, a jednak utrzymuje się od 20 lat.

Obecnie w naszych księgarniach, (np. w "Prusie"), można kupić przełożony na język polski Raport o stanie świata za rok 1999, sporządzony przez tenże Worldwatch Institute (wyd. KiW). Jest tam między innymi rozdział pt. "Nowe pomysły na system energetyczny" (str. 38-60). Nie ma w tym tekście bezpośredniej, a nawet ukrytej, polemiki z energetyką jądrową, natomiast naszkicowany jest technologiczny, rynkowy i społeczny kontekst, od którego kształt przyszłej energetyki będzie zależał. Jednym z elementów tego kontekstu jest redukcja skali i decentralizacja energetyki, co wiąże się z przejściem do technologii informatycznych:

O ile w XX w. dominowała tendencja do budowania wielkich zakładów energetycznych, z czym wiązało się znaczne oddalenie źródeł energii od jej odbiorców, o tyle nowe technologie pozwolą umiejscowić niezawodne źródła niedrogiej, łatwo dostępnej energii tam, gdzie będzie ona potrzebna (str. 47).

Ponadto według Worldwatch Institute przyszłością energetyki jest wykorzystanie energii wodorowej, do której pomostem jest gaz w połączeniu z "micropower energies". Jako humanista nie umiem wyjaśnić, jak te rzeczy miałyby funkcjonować. Proszę więc zadowolić się cytatem (a najlepiej zajrzeć do całego tekstu w Internecie):

Natural gas is the cleanest and fastest-growing fossil fuel, and despite the recent increase in price, has become the fuel of choice for power generation... "Micropower" is the term used to describe the unmistakable global trend in power generation toward decentralized, efficient units, such as fuel cells and microturbines, that operate primarily on natural gas. It is the shift as profound as the move from mainframes to personal computers, creating equally significant new business opportunities. ("The Choice"... jak wyżej, http://www.worldwatch.org/alerts/).

Jednym z głównych zarzutów wobec energetyki jądrowej jest jej nieekonomiczność:

The cost of the nuclear generated electricity is roughly double that of the energy sources now in the power market (tamże). Zaś wspomniany wyżej David Lochbaum, wypowiadający się w imieniu "Union of Concerned Scientists", twierdzi, że:

None of the nuclear sales have come close to recovering the plant's construction... Construction costs were the primary rock on which the last generation of nuclear plants foundered. ("Nuclear Power's Future", jak wyżej).

Istotnym wątkiem omawianego problemu jest także możliwość wielokrotnego podniesienia wydajności, a zatem i oszczędności, tych źródeł energii, które już obecnie są w użyciu. I tak, na przykład, między rokiem 1973 a 1999 konsumpcja energii w Stanach Zjednoczonych zmniejszyła się o 41% w stosunku do wzrostu Dochodu Narodowego - i wykazuje dalszą tendencję spadkową. Zmniejsza to siłę argumentu, że świat będzie potrzebował tak dużo energii, iż elektrownie jądrowe okażą się niezbędne. Nie będę tu tematu wydajności (czy też "odmaterializowania") wszelkiej produkcji rozwijał; traktuje o nim szczegółowo m. in. Raport dla Klubu Rzymskiego, autorstwa Ernsta Ulricha Weizsäckera i Amory'ego B. oraz L. Hunter Lovinsów pt. Mnożnik cztery (Toruń 1999).

Wreszcie istotnym aspektem problemu jest zagrożenie odpadami radioaktywnymi. Mimo, iż najnowsze generacje elektrowni jądrowych znacznie zmniejszyły ów problem, to w skali światowej (jest ich około 450) produkują one nadal tysiące ton odpadów, które będą promieniować przez tysiące lat. Skąd pewność, że ich "mogilniki" tyle wytrzymają, zważywszy między innymi trzęsienia Ziemi? Czy nie implikuje to żadnej odpowiedzialności moralnej wobec przyszłych pokoleń? Jeśli - jak mówią proatomiści - ten problem jest sztucznie wyolbrzymiany, to dlaczego te odpady sprzedaje się do innych krajów?

Chyba nie tylko ja byłem zbulwersowany wiadomością podaną w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego w dn. 29 czerwca b.r., że odpady z elektrowni jądrowych (nie podano, z jakich krajów) mają być sprzedawane Rosji, za docelową sumę 20 miliardów dolarów. Jeśli speaker się nie przejęzyczył, to idzie zaiste o niemałą sumę, a więc i niemałą ilość towaru. Dlaczego tych rzekomo niegroźnych odpadów nie chcą chować na własnej ziemi ich producenci? - Krótkowzroczny to proceder i niemoralny. Krótkowzroczny, bo Syberia, podobnie jak Amazonia, jest częścią jednego, ziemskiego ekosystemu, który stanowi wartość dla całej ludzkości. Niemoralny zaś, bo zdrowie i bezpieczeństwo ludzi biednych nie jest warte mniej niż bogatych.

Pozwolę sobie na koniec sformułować refleksję ogólną. Zaopatrywanie społeczeństw w potrzebną im energię jest zadaniem złożonym, w którym trzeba brać pod uwagę różne względy: technologiczne, wolnorynkowe, polityczne, ekologiczne, społeczno-kulturowe i last but not least - moralne.

Wzajemna gra powyższych czynników wyznacza mniej lub bardziej silne trendy światowe w tej dziedzinie. Trend stosowania nowych źródeł energii jest obecnie silny i wzrastający. Trend jądrowy nie jest już nowy i nie jest silny; słabnie, aczkolwiek powoli. Nie znaczy to jednak, jak sądzę, że nie może odgrywać pewnej pomocniczej roli w całości przyszłościowej energetyki. Byłoby chyba przesadą sądzić, że genialni uczeni wynaleźli energię jądrową tylko po to, by po pewnym czasie ludzkość się przekonała, że lepiej było jej w ogóle nie wynajdywać. Z drugiej jednak strony uważam za słuszne dwie nastręczające się tu zasady ekologicznego myślenia:
1) nie wszystko, co jest możliwe, powinno być stosowane w praktyce, oraz
2) to, czego natura nie może włączyć do swych cykli, nie powinno być produkowane.

Mam nadzieję, że Redaktorów i Czytelników NEUTRONÓW nie zdenerwowałem swą ignorancją, a jeśli tak, to przecież wyprowadzenie kogoś z błędu sprawia nam zwykle subtelną, ale niemałą i wysokiej jakości przyjemność. Będę zatem wdzięczny za każdą konstruktywną (lub przynajmniej instruktywną) odpowiedź na mój artykulik. Jestem też pewien, że mój towarzysz podróży, który mnie sam zachęcił do napisania niniejszego tekstu, nie będzie szukał innego przedziału, gdy nam przyjdzie znów jechać tym samym pociągiem...

Najlepsze pozdrowienia dla czytelników NEUTRONÓW -
Konrad Waloszczyk


Kilka wątpliwości zwolennika energetyki jądrowej

List prof. dr. hab. Konrada Waloszczyka napisany jest z kulturą niespotykaną wśród przeciwników energetyki atomowej. Jak widać, zaliczyłem naszego polemistę do przeciwników EJ, ponieważ sam pisze, że "...na razie jestem po stronie przeciwników rozwijania energetyki jądrowej. Przedstawię niżej główne argumenty tego 'obozu', bo mam wrażenie, że są one mało znane stronie przeciwnej".

Otóż chciałem uspokoić naszego przemiłego korespondenta, że argumenty przeciwników energii atomowej powtarzają się od przynajmniej 30 lat i trudno w tej materii wymyślić jeszcze coś nowego.

Podsumowując tendencje światowe w budowie nowych reaktorów prof. Waloszczyk pisze: "Jeśli więc Europa odchodzi od energetyki jądrowej, a my chcemy wejść do Europy, to może nic dziwnego, że obecnie polska polityka energetyczna tej branży nie popiera". Jest to dosyć często stosowany argument znany wśród zwolenników rozsądnego wykorzystania energii jądrowej jako tzw. "sheep instinct principle". Jeśli na Zachodzie nie budują, to my też nie budujmy. Jeśli na Zachodzie jest pornografia, to i u nas musi być! "My nie gorsi!" (Cytat z Mrożka). Problem polega na tym, że kraje zachodnie dostawszy nauczkę w trakcie tzw. kryzysu naftowego w 1974 roku szybko i sprawnie zbudowały ekonomicznie uzasadnioną liczbę elektrowni jądrowych, aby uniezależnić się od widzimisię szejków i generałów z przerostem ambicji i więcej takich elektrowni nie potrzebują. Prócz tego Zachód "eksportuje" pracochłonne i energochłonne przemysły do krajów rozwijających się, co nasi uczeni ekonomiści odczytują jako zmniejszenie się energochłonności dochodu narodowego w krajach przodującego kapitalizmu. Natomiast obecnie proces szybkiej budowy elektrowni atomowych obserwujemy w Korei Południowej. Do roku 2011 zostanie tam uruchomionych 10 (słownie dziesięć) nowych reaktorów energetycznych, które razem z 14 istniejącymi pokrywać będą 40% zapotrzebowania kraju na energię elektryczną. Natomiast już w 2012 roku nasi "uczeni eksperci" opracują za niemałe pieniądze, uzyskane ze sprzedaży węgla, raport o gwałtownym załamaniu rozwoju energetyki jądrowej w Korei Południowej.

Trudno mi jest dyskutować z koncepcją tzw. "mikroenergetyki". Jako fizyk nie potrafię rozmawiać na podstawie samych idei. Mój zrutynizowany umysł domaga się liczb i faktów, ale spróbujmy podyskutować na poziomie idei.

Wiem, że gaz jest czysty, a elektrownie na nim budowane tanie. Niestety gaz jest także surowcem do produkcji nawozów i tworzyw sztucznych. Co się stanie, jeśli zużyjemy jego złoża do produkcji energii? Dlaczego tutaj nikt się nie zastanawia, co pozostawimy przyszłym pokoleniom, natomiast odpady radioaktywne składowane w stabilnych formacjach geologicznych wywołują zażarte dyskusje?

Co się stanie, jeśli oprzemy energetykę na wodorze? Już teraz mamy wypadki z powodu wybuchów gazu ziemnego, a wodór jest przecież bardziej niebezpieczny?

Co się stanie, jeśli w każdym budynku w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu zamontujemy mikroturbinę i zaczniemy ją napędzać spalając gaz? Czym się różni mikroturbina wielkości lodówki od agregatu dieslowskiego? Owszem, różni się poziomem demagogii. Nikt nie da się nabrać na generator Diesla jako kolejny techniczny sposób na rozwiązanie energetycznych problemów ludzkości. Natomiast mikroturbina w każdym amerykańskim domku to 'power for people'. Brzmi nieźle, co? Energia dla każdego, ale jako gra słów znaczy to 'władza dla każdego'. Niech żyją mikroturbiny! One uwolnią nas od dyktatu monopoli atomowych. Nie będziemy w nich używać oleju napędowego. Zastosujemy czysty ekologicznie gaz! Tu demagodzy kończą swoją argumentację, bo dalszy wywód jest dla nich niewygodny. Gaz, niestety, dostarczany będzie rurociągami, a klucze do rurociągów i złóż gazu będą trzymały w ręku firmy gazowe. Czym to się różni od scentralizowanych dostaw energii z EJ?

Pomijam dyskusję z tzw. "danymi" na temat kosztów energetyki jądrowej, ponieważ ich wyliczenie jest dosyć zawiłe. Jedno jest jednak pewne: prąd z EJ jest konkurencyjny w stosunku do prądu z węgla, nawet jeśli uwzględnimy koszty przeróbki i składowania odpadów radioaktywnych, a także rozbiórki elektrowni.

Jeśli chodzi o "sprzedaż" odpadów atomowych do Rosji, to chodzi tu prawdopodobnie o wykonanie zobowiązania jeszcze z czasów ZSRR, że zużyte paliwo jądrowe wróci do producenta. Głównym problemem jest tu nie poziom radioaktywności, lecz zawarte w "wypalonym" paliwie materiały rozszczepialne. USA już odebrały wypalone paliwo z dostarczonych przez siebie reaktorów badawczych. Rosja nie ma pieniędzy na tego typu program i dlatego bogate kraje będą się musiały nań złożyć.

Warto dodać, że obecnie w IEA prowadzone są prace nad przechowaniem naszych wypalonych elementów paliwowych na miejscu, ponieważ jest to na dzień dzisiejszy rozwiązanie najtańsze i najbezpieczniejsze.

Jeśli chodzi o aspekty moralne zaopatrywania ludzi w energię, to obawiam się, że schodzą one na plan dalszy, jeśli w grę wchodzi interes grup nacisku. W Polsce padł Żarnowiec, ponieważ mógłby być początkiem końca lobby węglowego, które i tak zostało słusznie za to ukarane.

Czy wiatraki to jest nowe źródło energii? Dlaczego po wielu wiekach doskonalenia technologii wiatrakowych nastąpił gwałtowny rozwój energetyki węglowej? Czyżby ludzkość zwariowała i postanowiła bez powodu odejść od sielskich wiatraków, tak pięknie wyglądających na płótnach holenderskich mistrzów, i zacząć rozwijać ekologicznie niedopuszczalne fabryki napędzane maszynami parowymi z ciągle wybuchającymi kotłami? A może ludzie mieli już dosyć energii, która jest nieprzewidywalna i zależy od kaprysów przyrody? Dlaczego w RFN za energię wiatrową dopłaca się 100% kosztu produkcji właścicielom wiatraków? Nic dziwnego, że biznes kwitnie, ale co to ma wspólnego z rachunkiem ekonomicznym, który w przypadku EJ jest prowadzony z uwzględnieniem wszystkich wymagań, nie stosowanych w innych gałęzi energetyki? Warto też zauważyć, że obrońcy energetyki konwencjonalnej nie mówią ani słowa o tym, że popioły z hałd przy elektrowniach węglowych są radioaktywne. I wiatr roznosi ten popiół po okolicy.

Bardzo bym chciał, żeby ogniwa fotowoltaiczne weszły pod, a właściwie na strzechy. Jest już pierwsze bardzo istotne osiągnięcie w tej dziedzinie - uzyskano tzw. 'break even' - wytwarzane obecnie ogniwa fotowoltaiczne produkują w trakcie swego życia tyle samo energii, ile potrzeba do ich produkcji. Komentarz chyba zbyteczny. Dodajmy, że technologie produkcji ogniw są szkodliwe dla środowiska, ponieważ są w nich stosowane niesłychanie żrące substancje chemiczne. Gdybym był złośliwy, to zażądałbym zastosowania norm zabezpieczeń odpadów poprodukcyjnych opracowanych dla technologii jądrowych.

Ponieważ powyższa garść uwag nie wyczerpuje tematu, a brzmi bardzo serio, pozwolę sobie na żart. Pisze prof. Waloszczyk, że "genialni uczeni wynaleźli energię jądrową". Otóż wg moich informacji świat zaprojektował i stworzył Pan Bóg i przewidział energię jądrową w swych planach. Jeśli już nam, ludziom, czasem uda się odkryć jakieś efekty fizyczne, to pojawia się tylko jeden problem - jak je ROZSĄDNIE wykorzystać.

Jan Mrufka


Refleksje NEUTRONA spolaryzowanego projądrowo

Nie mam pojęcia, dlaczego niektórzy Czytelnicy NEUTRONÓW nabierają od czasu do czasu podejrzeń, że za mało wiemy o zielonych lub o ordynacji większościowej. Zwolennicy tych idei co jakiś czas starają się nadrobić nasze rzekome 'niedoinformowanie' w tej materii prezentacją swoich racji na naszych łamach. Nikt jednak nigdy nie zaproponował nam byśmy na ich łamach przedstawili nasze racje.

Trudno zamęczać Czytelników obalaniem po kolei całego repertuaru przedstawionych powyżej 'jedynie słusznych' prognoz upadku atomistyki. Znamy je na pamięć. Jeśli Autor artykułu w rewanżu udostępni jakieś 'Zielone Łamy' to nasze środowisko skomentuje 'drobne przeinaczenia' podawanych tam 'faktów'. Dziwi mnie też, dlaczego wśród tych 'obiektywnych' opinii nie znalazło się miejsce dla Jamesa Lovelocka - guru ekologii, twórcy koncepcji Gai, zadeklarowanego zwolennika energetyki jądrowej. Chciałem też zauważyć, że na razie według z jednego z ostatnich serwisów prasowych World Nuclear Association (http://http://www.world-nuclear.org):

Worldwide use of nuclear energy continued to rise in 2000 in line with its 10-year average - and faster than the average rate of growth for all energy sources, according to the latest annual world energy review by BP. Consumption of nuclear-generated electricity increased in all regions, averaging a 2.7% rise worldwide. Overall, nuclear electricity accounted for 7.64% of total world primary energy consumption in 2000. The full report is available on BP's website, at http://www.bp.com/centres/energy/index.asp. (NucNet News, 204/01, 27 June; see also News Briefing 00.25-2).

Polecam także lekturę poważnego raportu Międzynarodowej Rady Towarzystw Nukleonicznych 'Wizja drugiego pięćdziesięciolecia energetyki jądrowej - wizja i strategie' (PTN 2/1998), omawiającego między innymi zagadnienie gospodarki paliwem wodorowym produkowanym w cyklu skojarzonym z energetyką jądrową. Ten właśnie wodór mógłby być podstawą czystej ekologicznie mikroenergetyki, począwszy od laptopów zasilanych mikrosilniczkami i skończywszy na środkach transportu ludzi i towarów. Parę innych racji można też znaleźć w Magazynie RZECZPOSPOLITEJ z 3 sierpnia 2001. Od czasu artykułu Marcina Rotkiewicza we WPROST w prasie coraz częściej ujawniają się myślący normalnie dziennikarze.

Jako inżynier jądrowy z wykształcenia nie mogę się powstrzymać przed skomentowaniem kilku określeń używanych przez przeciwników energii jądrowej.

Cała energia we wszechświecie pochodzi z przemian jądrowych. Energia hydroelektrowni, fal morskich, wiatrowa, biomasa (węgiel i ropa też) są pochodnymi syntezy termojądrowej. Zarówno w czasie rozszczepienia jąder ciężkich pierwiastków jak i syntezy lekkich po każdej reakcji wszechświat staje się lżejszy, bo energia w nich uzyskana pochodzi z zamiany różnicy mas zgodnie ze wzorem Einsteina E=mc2. Dlaczego więc pochodne energii termojądrowej nazywa się 'źródłami odnawialnymi'? Nikt przecież zasobów paliw termojądrowych i jądrowych nie nazywa 'niewyczerpalnymi'. Nie rozumiem też zaliczenia wodoru (w przyszłości co prawda) do odnawialnych źródeł energii.

Uprawiany przez zielonych swoisty kult Słońca jest krańcowym przykładem postawy NIMBY (not in my back yard) łagodnych sceptyków energetyki jądrowej. Reaktor termojądrowy TAK - ale nie na moim podwórku, tylko jakieś 150 milionów kilometrów dalej w kosmosie. Dlaczego wykorzystywanie wtórnych efektów (energia z wiatru, wody, biomasy) naturalnej atomistyki miałoby być moralnie lepsze niż czerpanie bezpośrednio ze źródła? Chciałbym też zauważyć, że ów przyjemny strumień, na działanie którego wystawiamy się szczególnie często na wczasach, to odpady, którymi nas opluwa centralny termojad naszego systemu planetarnego. Jeśli zaś chodzi o naturalny reaktor jądrowy w Oclo (Gabon) to produkty rozszczepienia przetrzymały rozpad Pangei i tysiące kilometrów wędrówki kontynentów. Po 2 miliardach lat bez jakichkolwiek mogilników przedyfundowały na odległość zaledwie 7 cm. Nikt zaś z zielonych nie wspomina, że odpadami energetyki opartej na biomasie jest metan i inne gazy niszczące powłokę ozonową. Jak wiadomo ze wszech miar naturalna eko-Krasula wypuszczając gazy trawienne wpływa na środowisko silniej niż trzy samochody osobowe.

Zmniejszanie energo- i materiałochłonności jest jedną z charakterystycznych cech cywilizacji 'trzeciej fali' Alvina Tofflera, obejmującej także globalizację i masowe zastosowanie informatyki, a nie zasługą ekologów. Stany Zjednoczone były pierwszym krajem na świecie, w którym od wczesnych lat 1960-tych nastąpiło przejście od cywilizacji przemysłowej do kolejnego etapu. Pierwszym symptomem nowego był spadek liczby zatrudnionych w przemyśle i rolnictwie poniżej zatrudnienia w szeroko rozumianych usługach, następnym spadek zużycia energii i surowców. Ale przecież z tą właśnie cywilizacją walczą antyglobaliści. To że w Polsce przy przejściu z gospodarki socjalistycznej na rynkową następuje też przejście z energochłonnej gospodarki industrialnej na ukierunkowaną na nanotechnologię - to wynik rewolucji postindustrialnej.

Nikt z atomistów nie neguje pozytywów zmniejszenia konsumpcji energii jakie ostatnio miało miejsce. Jest rzeczą oczywistą, że zużycie energii i wody w budownictwie jest o wiele większe niż zużycie tych mediów przez tirówkę. Ta ostatnia pracując 'w tak miłych okolicznościach przyrody' prądu nie zużywa, a jedna butelka wody wystarczy jej do utrzymania higieny osobistej przez cały dzień pracy - ale nie możemy przecież przestać budować mieszkań i wysłać naszą młodzież na pobocza dróg.

Już druga wielka powódź pokazała, że zwalczane przez pseudoekologów zapory nie są tak jednoznacznie głupie, żeby je od razu wysadzać w powietrze. Tak jak już wysadzono maszt stacji pomiaru środowiska na terenie EJ Żarnowiec (w budowie). Mógłby być elementem systemu ochrony przeciwpowodziowej, ale przeszkadzał któremuś z zielonych oszołomów. Dziś głównym zagrożeniem na terenach popowodziowych są ścieki z naturalnych przecież szamb. Ciekawe, jak by to zagrożenie wzrosło w przypadku wybrukowania wiejskich podwórek ekologicznymi reaktorami na biognojowicę.

W koncepcji rozwoju zrównoważonego jest miejsce zarówno na alternatywne źródła energii jak i na energetykę jądrową, ale na niektóre z ekobzdur wręcz nie ma tam miejsca. Panele fotowoltaiczne i kolektory słoneczne to sztandarowy przykład marnowania energii i surowców. Baterie ogniw półprzewodnikowych przez cały swój żywot z ledwością potrafią zwrócić wkład energii niezbędny do ich wyprodukowania. Przy ich produkcji powstają też odpady, których szkodliwość dla środowiska przez długie wieki jest bezsporna. Uran zaś nie ma żadnego istotnego zastosowania poza energetycznym. Zużywając go w elektrowniach jądrowych oszczędzamy dla przyszłych pokoleń naturalne surowce, z których będą oni mogli wyprodukować ubrania, domy i środki transportu (na przykład rowery). Nikt nie bada ewentualnego wpływu na ekosystem zamienionych w pustynię hektarów ziemi pod panelami bez dostępu do Słońca. Znane jest też zjawisko wypłaszania wielu gatunków ptaków przez infradźwięki emitowane przez wiatraki oraz zabijanie pozostałych przez wirniki. Stosy ginących w męczarniach ptaków okaleczonych przez pseudoekologiczne elektrownie spowodowały powstanie towarzystw przeciwników energetyki wiatrowej w dokładnie wszystkich krajach gdzie ją wprowadzono.

Marek Rabiński

Od Redakcji:

Nasz redakcyjny kolega zadziwił nas nie tylko doskonałą znajomością spraw termojądrowych, ale również doskonałą orientacją na temat zużycia wody w sektorze usług przyleśnych.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony