[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 5 (96) / 2002
21 kwietnia 2002

W numerze:
  • Jubileusz NEUTRONÓW
  • List Prezesa PAA
  • Rozmowa telefoniczna Janusza Miki z Prezesem
  • Ten, ta, to
  • POLITYCZNIE o Czarnobylu
  • Będzie lepiej (27-ego w sobotę)
  • Kataster zbawieniem dla Polski

Od Redakcji

Oto mija 5 lat od chwili, gdy w przestrzeń elektroniczną wyszedł (w 15 egzemplarzach) pierwszy numer NEUTRONÓW. Nasi pierwsi Czytelnicy pamiętają zapewne, że początkowy skład Redakcji był znacznie większy. Wkrótce okazało się jednak, że tylko czterech z nas miało czas, aby co dwa tygodnie płodzić kolejny artykuł lub felieton. Po dłuższym czasie wycofał się następny członek Redakcji, zostało więc trzech tylko muszkieterów, już bez d'Artagnana.

Obecnie rozsyłamy NEUTRONY do około dwustu stałych abonentów, ale wiemy, że czytuje nas znacznie więcej osób. Bardzo nas cieszy to, że wśród naszych Czytelników jest coraz więcej osób spoza środowiska ściśle atomistycznego.

Nie wszyscy są zachwyceni naszą pisaniną. Jana Mrufkę jeden z "prawdziwych' dziennikarzy chciał nawet podać do sądu. Później pogodził się z Jasiem M., a swoją złość przerzucił na MAR-a. Z kolei JAM-a bardzo ważna osoba przyrównała do Urbana. Są też i sympatyczne opinie. Na przykład ktoś inny stwierdził, że to Urban mógłby się uczyć od JAM-a.

Bez względu na okoliczności trzymamy się mocno i mamy nadzieję dociągnąć przynajmniej do setki numerów, tym bardziej że ten jest już dziewięćdziesiąty szósty.


Reaktor MARIA

Szanowny Panie Redaktorze,

W 4-tym numerze NEUTRONÓW przeczytałem Uchwałę Rady Naukowej IEA, w której szacowne to ciało wyraża zdziwienie i "daje zdecydowany odpór" w związku z moją sugestią przejścia reaktora MARIA z IEA do OBRI (nota bene ciekawe, że o uchwale tej dowiaduję się wyłącznie z NEUTRONÓW). Chodziło tu o to, że w ramach pieniędzy przekazywanych jako dotacja z budżetu PAA do IEA Dyrekcja tego Instytutu nie potrafi zapewnić właściwej ochrony fizycznej reaktora, a Dyrekcja OBRI potrafi. Warunkiem uzyskiwania tej dotacji jest dalsze przeznaczenie MARII do prac naukowych, poza produkcją izotopów, co Dyrekcja OBRI też zapewnia. Wniosek jest prosty. Oczywiście decyzja zależy od zainteresowanych stron, zgodę winna wyrazić Rada Naukowa IEA (i OBRI) itd. Nie zamierzam natomiast odnosić się do stwierdzenia zawartego w Uchwale NSZZ "S" z 25.03.2002, że moja "propozycja ... zamiast porządkować sprawy Ośrodka Naukowo-Badawczego w Świerku i dążyć do jego racjonalnego scalenia, kontynuuje politykę absurdalnych podziałów sięgającą swoimi korzeniami represji z okresu stanu wojennego". Do takiego poziomu nie potrafię się zniżyć. I powiedzieć to - znając moje wieloletnie próby scalenia jednostek w Świerku, za każdym razem z obrzydzeniem odrzucane przez Rady Naukowe i Dyrekcje Instytutów!!! Czytanie takich tekstów drastycznie łagodzi mój żal po odejściu jednostek atomistyki spod nadzoru PAA...

Z poważaniem
Jerzy Niewodniczański


Co z reaktorem MARIA?

Nie ma chyba wątpliwości, że mój artykuł i felieton JAM-a zamieszczone w poprzednim numerze NEUTRONÓW były ostrym atakiem na Państwową Agencję Atomistyki i na jej Prezesa, Pana Profesora Niewodniczańskiego. Ktoś powiedział kiedyś, iż w żadnym sporze nie zdarza się tak, że jedna ze stron ma sto, a druga zero procent racji. Tylko spokojna wymiana argumentów może, choć nie musi, doprowadzić do kompromisu i uzgodnienia stanowisk. Taka szansa pojawiła się również w kwestii przeniesienia reaktora MARIA do OBRI dzięki temu, że w dniu 18 kwietnia Profesor Niewodniczański i ja odbyliśmy długą rozmowę telefoniczną, w czasie której obaj próbowaliśmy przedstawić własne stanowiska w sprawie reaktora. Profesor Niewodniczański wyjaśnił także motywy, które nim kierowały, gdy występował do Ministra Gospodarki z propozycją przeniesienia reaktora do OBRI. Ja zaś próbowałem wytłumaczyć, dlaczego pisałem napastliwe teksty w NEUTRONACH. W skrócie można powiedzieć, że i Profesorem Niewodniczańskim i mną kierowała troska o dalsze losy reaktora, choć różnimy się w ocenie rozwiązania proponowanego przez Profesora Niewodniczańskiego. Otuchą jednak napawa mnie to, że Profesorowi Niewodniczańskiemu zależy na tym, aby reaktor MARIA pracował jak najdłużej z pożytkiem dla nauki i techniki i że, jego zdaniem, musi on pozostać reaktorem badawczym, gdyż zgodnie z Prawem Atomowym tylko reaktor badawczy może być finansowany z budżetu Państwa. Taki reaktor nie może istnieć bez zaplecza naukowego, a więc najprościej jest zostawić go w IEA, chyba że ktoś zdecydowałby się przenieść do OBRI znaczną część obecnego personelu naukowego IEA. To ostatnie rozwiązanie nie wydaje mi się zbyt prawdopodobne.

Jak się dowiedziałem od Profesora Niewodniczańskiego, obecne Prawo Atomowe nałożyło na Agencję sporo nowych obowiązków. W szczególności PAA obejmuje teraz dozorem wszystkie pracownie i wszystkie aparaty rentgenowskie (z wyjątkiem medycznych aparatów diagnostycznych). Dotychczas aparaty niemedyczne o energii nieprzekraczającej 300 keV były pod dozorem Ministerstwa Zdrowia. Jak więc widać uwaga JAM-a na temat biurokracji i Parkinsona była raczej niestosowna.

Na zakończenie rozmowy Profesor Niewodniczański powiedział mi, że od tej chwili będzie o wszystkich swoich działaniach dotyczących reaktora i IEA informował mnie, a za moim pośrednictwem Radę Naukową i całe środowisko naukowe IEA. Mam nadzieję, że pozwoli to w przyszłości uniknąć nieporozumień, które niczego dobrego środowisku atomistyki nie przynoszą, i przyczyni się do usunięcia pewnych chwilowych napięć, jakie pojawiły się ostatnio w stosunkach pomiędzy Dyrekcją IEA a Państwową Agencją Atomistyki.

Janusz Mika


Gdyby nie te der, die, das, to by byli Niemce z nas

Rodzajniki są chyba jednym z najtrudniejszych elementów języka niemieckiego. Trudność polega nie tylko na tym, które z nich stosować przed którymi rzeczownikami, ale również kiedy je stosować, czasem bowiem rzeczowniki występują bez rodzajników. Dzieci przyswajają sobie wszystkie zasady automatycznie, dorośli natomiast muszą uczyć się rodzaju niemal każdego rzeczownika na pamięć. Łatwo więc poznać cudzoziemca w Niemczech po tym, że ma on spore problemy z użyciem rodzajników i z rodzajem rzeczowników. Są oczywiście i inne trudności niełatwe do pokonania przez cudzoziemców, ale w sumie niemiecki jest językiem, którego przy odrobinie zdolności i pewnej dozie samozaparcia można się nauczyć. Czasem jednak zajmuje to kilkanaście lat życia.

Znajomość niemieckiego wśród moich rodaków mieszkających w Niemczech nie jest zbyt imponująca, nawet wśród tych, którzy mieszkają tu od lat i tych, którzy przyjechali tu jako przesiedleńcy czyli już jako Niemcy, na przykład ze Śląska. Podobnie jest z Niemcami rosyjskimi. Zawsze ich można poznać po wyjątkowo rzucającym się w uszy akcencie. No i oczywiście te rodzajniki.

Polacy mieszkający w Niemczech rozmawiając na co dzień z swymi rodakami posługują się zlepkiem języka polskiego i niemieckiego. Do wyrażenia swych myśli brakuje im często polskich wyrazów, a czasem i niemieckich. Jest w tym dużo wygodnictwa i lenistwa. Po co wysilać się i szukać polskiego określenia dla jakiegoś pojęcia, kiedy z łatwością można użyć niemieckiego? Zwykle jednak ci ludzie nigdy nie zetknęli się w Polsce z takimi określeniami, nie znają więc ich polskich odpowiedników. Jest to związane zarówno z ich niskim poziomem wykształcenia jak i zacofaniem technologicznym Polski w stosunku do Niemiec.

Poziom języka niemieckiego, którym mówi się w telewizji i radiu, pisze w gazetach, którym posługują się ludzie udzielający wywiadów telewizyjnych lub radiowych jest w Niemczech wyjątkowo wysoki. W praktyce nie słyszy się, by ktoś robił błędy. Ludzie po maturze, a tym bardziej po studiach mówią niemal zupełnie poprawnie. Bardzo często bywam w Polsce i mogę stwierdzić, że poziom polszczyzny w polskich mediach wydaje mi się bardzo niski i, co gorsza, obniża się z roku na rok. Nie wiem dlaczego tak jest, a dlaczego inaczej jest w Niemczech. Nawet ludzie po studiach, politycy, posłowie itp. mówią straszliwie niechlujną polszczyzną z dodatkiem dziesiątków "yyy" i "eee" wtrącanych co kilka wyrazów. Także ludzie trudniący się zawodowo językiem jak na przykład sprawozdawcy telewizyjni i inni dziennikarze robią stale błędy językowe.

Być może polski jest po prostu trudniejszym językiem niż niemiecki. Może jest tak, że aby mówić jako tako po polsku trzeba przeczytać więcej książek z tak zwanego kanonu literatury narodowej. Z przekładami literatury światowej jest już bowiem nieco gorzej. Poziom tłumaczeń moim zdaniem też się w ostatnich latach nieco pogorszył, ale może się mylę. Pamiętam, że niewielu ludzi w Polsce było w stanie poprawnie odmienić przez przypadki ani "dziesięcioro dzieci", ani "tysiąc jeden drobiazgów". Tak więc wydaje mi się, że język polski jest za trudny dla przeciętnego Polaka, tak jak niemiecki dla przeciętnego cudzoziemca.

Sytuację pogarsza fakt, że rozplenia się pseudo-polszczyzna stosowana przez polskich biznesmenów. Jest ona zlepkiem wyrażeń polskich i angielskich. Także język niemiecki przenika do polszczyzny. Jadąc drogą tranzytową z Niemiec widuję śmieszne napisy typu "cygareten", "automyjnia" itp. Obawiam się, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej sytuacja jeszcze się pogorszy. Może należy postępować tak jak Francuzi, którzy bronią czystości swego języka, tłumaczą wszystko konsekwentnie na francuski i nie dopuszczają do przenikania do języka francuskiego ani wyrazów angielskich ani tym bardziej niemieckich. Ale to tylko dlatego, że przekonani są oni o wielkości nie tylko swojej ojczyzny, ale i ojczystego języka. Może pewne ugrupowania w Polsce zamiast bronić polskiej ziemi pomyślą o tym, jak bronić polskiego języka. Jeszcze kilkadziesiąt lat takiego stosunku do polszczyzny i powiedzenie "iż Polacy nie gęsi, lecz swój język mają" będzie tylko przykrą aluzją do dawnych czasów świetności języka polskiego.

Marek Mika

Od Redakcji

Warto zauważyć, że nasz zasłużony felietonista mieszka w Niemczech już od 21 lat. Jak widać, nie wszyscy emigranci tracą umiejętność posługiwania się językiem polskim. Wiemy też, że Marek Mika mówi i pisze nieźle również po niemiecku, czego wymaga jego obecny zawód doradcy farmaceutycznego.


Przegląd wydarzeń medialnych

Marcin Rotkiewicz jest dobrze znany w naszym środowisku jako autor słynnego tekstu z tygodnika WPROST "Czarnobyl - największy blef XX wieku" oraz późniejszego reportażu z wycieczki do elektrowni i otaczającej ją 30-km strefy. Niedawno napisał kolejny artykuł "Psychokatastrofa", tym razem w barwach POLITYKI (nr 15/2002). Jako uzupełnienie tekstu 15 maja odbyło się w Kawiarni Naukowej POLITYKI spotkanie z prof. Zbigniewem Jaworowskim i prof. Januszem Naumanem.

Wypowiedzi obu dyskutantów były przykładem tego, że nawet mając swoje własne zdanie na temat niektórych skutków awarii można zgadzać się i potwierdzać inne poglądy strony przeciwnej. Tej sztuki niejeden dyskutant ze sceny politycznej mógłby się od zaproszonych nauczyć. Padły też przykłady nieprawdopodobnych manipulacji mediów w pogoni za tanią sensacją. Na sali dominowali przedstawiciele dwóch pokoleń - "dinozaury" w wieku typowym dla środowiska nauki oraz "pampersy" w wieku typowym dla pierwszych lat studiów. Środka po prostu nie było, świadczy to o wypadnięciu ze sztafety naukowej co najmniej jednego pokolenia.

W trakcie dyskusji dziennikarz Wiadomości TVP (autor doniesień o zajęczych wargach, łysych dzieciach i dwugłowych cielętach) dał popis jedynie słusznego programu swojej instytucji - krótko mówiąc "Program telewizji programem narodu". Inny uczestnik poinformował zebranych, co robił 26 kwietnia 1986 roku - jechał właśnie na turniej brydża, kiedy spadł "radioaktywny deszcz z Czarnobyla". No i przez ten opad radioaktywny zajął dopiero drugie miejsce. Swoją drogą ciekawym byłoby spytanie się zwycięzcy turnieju, czy miejsce to też zawdzięcza radionuklidom. Trzeba jednak przyznać, że poza kilkoma oszołomami znakomita część obecnych nie wzbudziła się radioaktywnie. Kilka wypowiedzi podkreśliło "wiodącą" wręcz rolę mediów (z telewizją na czele) w dezinformacji i robieniu społeczeństwu wody z mózgów.

Jak wiadomo, od telewizji nie można się spodziewać rzetelnych informacji. Natomiast na wysokości zadania stanął CKM (czasopismo każdego mężczyzny) w nr 5 (47) z maja 2002. Na str 12-13 przedstawił zdjęcia z przebiegu testów amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA). Dla zbadania odporności elektrowni jądrowych na różne nieprzewidziane sytuacje myśliwiec F4 z prędkością 480 km/h uderza w betonową ścianę. A ta wytrzymuje uderzenie. Te nie wymagające zbędnego komentarza zdjęcia mogłaby zamieścić dowolna gazeta zamiast dezinformacji o rzekomym zagrożeniu energetyki jądrowej ze strony terrorystów. Ale żadna inna ich nie zamieściła. I jak tu nie lubić 'świerszczyków' dla męskich szowinistycznych knurów.

MAR

Od Redakcji

MAR nie zrozumiał symbolicznego znaczenia uderzenia myśliwcem w betonową ścianę. Pozostali dwaj członkowie Redakcji bez trudu "aluzju poniali". Przy okazji MAR się sypnął, że czytuje 'świerszczyki'.

Od MAR-a

Przynajmniej jeden członek Redakcji rozpoczyna wizytę u mnie od przejrzenia moich 'świerszczyków', wyłącznie jednak, jak twierdzi, w celach naukowo-poznawczych.


List do Redakcji

Ostatni numer NEUTRONÓW, "Oskarżenia i kalumnie" - burzliwe posiedzenie Rady było w marcu, nie w kwietniu. Kto wie, co może być 27 kwietnia....?

Krystyna Józefowicz

Od Redakcji:

JAM bardzo przeprasza za błąd w dacie. Ma też żal do kolegów z Redakcji i do swojej żony, że tak nieuważnie czytują jego felietony.


Dziura budżetowa

Były wieloletni pracownik IBJ, twórca wielu urządzeń badawczych, właściciel 7 patentów od ponad 20 lat pracuje w USA. Ostatnio przysłał następujący e-mail:

Każdy list od was ze Świerku jest dla mnie przynajmniej na moment przeniesieniem się do moich najlepszych dni i lat. Szkoda że wtedy o tym nie wiedziałem. Obecnie nie mogę zrozumieć dlaczego polską dziurę budżetową łata się kosztem biednych zamiast nałożyć podatek katastralny. Tutaj - w USA - za swoje mieszkanie płacę podatek 1000 dolców rocznie co po przemnożeniu przez liczbę płatników stanowi podstawę tutejszego rozpasania. W Rzeczpospolitej na pewno zebrałoby się 4x10 do 6 potęgi podatników co zapewniłoby 4x10 do 9 dolców zdolnych do załatania dziury i zbudowania dodatkowo nowych kominów. Od skromnego mieszkania stówka a wspaniałej willi 10000. Obawiam się, że jak wywiad przechwyci te informacje to mnie rodacy zlinczują. Jak wiecie zawsze miałem niecodzienne pomysły.

XYZ
(imię i nazwisko znane Redakcji)


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony