[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 6 (97) / 2002
6 czerwca 2002

W numerze:
  • Pytania w próżnię
  • Atomistyka świeci w rankingach
  • JAM o medycynie i głupocie
  • Mądry Niemiec po euro
  • Eko-terroryzm?
  • Atomy trzymają się mocno (w USA)

Trzy pytania do ministra Kaczmarka

W piątek, 19-go kwietnia, odbyło się Otwockie Forum Gospodarcze. Jeden z głównych referatów wygłosił pan minister skarbu, Wiesław Kaczmarek. Po referacie odbyła się krótka dyskusja. Po paru pytaniach pan minister wyraził ubolewanie, że były zbyt ogólne, nie związane z regionem otwockim. Poczem oświadczył, że nie ma więcej czasu i opuścił zebranie. Moja podniesiona ręka zawisła w powietrzu. Pytania, które chciałem zadać, były związane z regionem otwockim. Przytaczam je poniżej w niezmienionej formie.

Panie Ministrze:

Reprezentuję jednego z największych, jeśli nie największego, pracodawcę w regionie otwockim - instytuty naukowe w Ośrodku Świerk. Instytuty zaawansowanych technologii, o wielkim potencjale intelektualnym i dużym dorobku naukowym. Jako dyrektor takiego instytutu borykam się z:

  • niestabilnym, ostro malejącym finansowaniem nauki przez Państwo
  • malejącą chłonnością naszej gospodarki na innowacje
  • brakiem systemu bodźców ze strony Państwa sprzyjających takiej chłonności
  • brakiem troski ze strony Państwa o polskie zaplecze naukowe w procesach prywatyzacji i w kontaktach gospodarczych z zagranicą - zarówno z krajami UE jak i krajami byłej strefy RWPG.

Pytania:

  1. Jaką radę miałby Pan dla mnie co czynić, by zapobiec skutkom tych niekorzystnych zjawisk, by przetrwać i rozwijać się?
  2. Jaką radę miałby Pan dla władz regionu Otwocka, by mogły skutecznie pomóc naszym instytutom w tych borykaniach, by największy pracodawca regionu nie zniknął nagle, powiększając zastępy bezrobotnych?
  3. Czy i jaką wizję postępowania, która wyprowadzi naukę polską ze stanu obecnej katastrofy ma Rząd, którego Pan jest członkiem?

Ziemowid Sujkowski


Ranking WPROST

Parę tygodni temu tygodnik WPROST zamieścił na stronie internetowej http://www.wprost.pl/nauka/index.php/ rankingi najwybitniejszych naukowców polskich w czterech dziedzinach. Rankingi sporządził Andrzej Pilc z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie na podstawie Science Citation Index za lata 1965-2001. W rankingu znaleźli się uczeni, którzy byli cytowani co najmniej 1000 razy i mieli przynajmniej jedną pracę cytowaną co najmniej 100 razy. W Polsce mamy 241 takich naukowców - 95 fizyków, 69 biomedyków, 58 chemików i 20 przedstawicieli astronomii, matematyki i nauk technicznych. Prof. M. Moszyński, nota bene wicedyrektor IPJ, pogrupował wymienionych w rankingu fizyków według instytucji macierzystych. Okazało się, że pierwsze miejsce zajmuje IFJ Kraków z 17 reprezentantami. O włos, a właściwie o jedną głowę, ustępują mu IPJ i IFD UW z 16 reprezentantami. Dalej idą IF PAN - 11, UJ - 10, IFT UW - 7 i AGH - 3. Widać wyraźną supremację atomistyki, która ma około 50 przedstawicieli na liście. Cieszy wysoka pozycja IPJ, choć wiadomo, że listę zasilają głównie naukowcy z Hożej. Świerk reprezentują profesorowie J. Błocki, M. Moszyński i J. Wilczyński. Warto dodać, że z dawnego IBJ na liście znalazł się także prof. J. Leciejewicz.

Jako pracownik IEA i członek Redakcji NEUTRONÓW muszę w tym miejscu przypomnieć, że "my nie gorsi" i kilka lat temu w innym prestiżowym rankingu, tzw. Citation Classics, wysoką pozycję zajął prof. Janusz Mika.

W sumie ranking WPROST wygląda krzepiąco, bo pokazuje, że nasza nauka funkcjonuje w wymiarze światowym. Widać to, gdy napotykamy na liście luminarzy nieżyjącego już prof. Leopolda Infelda. Natomiast rodzi się niestety podejrzenie, że świecimy blaskiem przeszłości i że jest to zmierzch bogów. Minęły czasy kiedy to atomistyka była dziedziną priorytetową, czyli obficie, jak na możliwości PRL, finansowaną. Ma rację A. Pilc pisząc, że "zatrudnienie Einsteina w polskiej placówce naukowej byłoby bezcelowe". Zginąłby marnie zmuszony do poświęcania swej inwencji na walkę o finansowanie badań i dorabianie do pensji na dodatkowym etacie.

Przyszłość nauki w III RP nie wygląda różowo, choć naukowcy robią co mogą, aby wychować następną generację spadkobierców. Między innymi wspomniany już wyżej prof. Moszyński wytransferował swego syna Roberta do znakomitej drużyny Chemia UW, w której ten obiecujący młody zawodnik już zaliczył jedną bramkę, przepraszam - to ten Mundial, jedną pracę cytowaną ponad 100 razy.

Jan Mru Fka (Korea Środkowa)


Oskarżenia i kalumnie - dziś tematyka medyczna

Niedawno przez prasę, radio i telewizję przetoczyła się fala oskarżeń pod adresem niektórych dyrektorów Kas Chorych i kilku wysokich urzędników państwowych, którzy w ramach własnych urlopów i na koszt sponsora udali się na kilkudniowe szkolenie w Republice Południowej Afryki. Mamy nadzieję, że Czytelnicy NEUTRONÓW zauważyli, jak stały się ostatnio modne słowa sponsor i sponsorowanie, podobno panienki z agencji towarzyskich i salonów masażu nie upominają się już od klientów o pieniądze, ale oczekują sponsorowania swoich jakże pożytecznych działań. Nie ma się więc co dziwić, że uczestnicy szkoleń w Południowej Afryce nie mieli żadnych oporów przed poddaniem się procedurze sponsorowania. Znając nieprzekupność naszych urzędników jesteśmy pewni, że to, iż sponsorami są firmy zainteresowane w zdobyciu lub utrzymaniu się na rynku usług medycznych lub farmaceutycznych w Polsce, nigdy w przyszłości nie wpłynie na decyzje podejmowane przez wyszkolonych w Południowej Afryce luminarzy naszej służby zdrowia. Trochę nas tylko martwi to, że szkolenie jest nieco spóźnione. Zaraz po powrocie z Południowej Afryki, jeszcze w 1996 roku, gdy w Polsce odbywała się dyskusja na temat reformy służby zdrowia, mój przyjaciel i ja mówiliśmy wszystkim, którzy chcieli nas słuchać, że najlepszym sposobem na przeprowadzenie reformy byłoby wysłanie kilku dostatecznie rozgarniętych urzędników z Ministerstwa Zdrowia, aby zapoznali się z systemem południowo-afrykańskim i skopiowali go u nas. Tak się niestety nie stało i mamy to, co mamy. Znów, jak zwykle, mądry Polak po szkodzie.

Nie mamy zamiaru opisywać szczegółowo, jak zorganizowana jest służba zdrowia w Południowej Afryce, ale chcemy w tym miejscu wspomnieć o dwóch sprawach. Pierwsza dotyczy tzw. lekarzy pierwszego kontaktu czyli lekarzy rodzinnych zwanych w Południowej Afryce i innych krajach anglosaskich General Practitioners. U nas ograniczają się oni do wypisywania recept na przeziębienie i skierowań do specjalistów. Usunięcie woskowiny z ucha jest dla nich za trudne i prosty ten zabieg musi w Polsce wykonać laryngolog, tak że ta drobna sprawa wymaga aż dwóch wizyt w dwóch różnych gabinetach lekarskich. Z drugiej strony przepisy mówią, że do większości specjalistów potrzebne jest skierowanie. I tak, jeśli komuś potrzebne są okulary do czytania, to musi najpierw pójść do lekarza rodzinnego, a potem dopiero do okulisty. Bez skierowania chirurg nie ma prawa przyjąć pacjenta ze złamaną nogą, o czym przekonał się mój przyjaciel osobiście. Póki w Polsce nie pojawią się dobrze wyszkoleni i sensownie działający lekarze pierwszego kontaktu, który to kontakt jak najczęściej powinien być ostatnim, żadna reforma służby zdrowia się nie powiedzie.

Druga sprawa dotyczy pieniędzy. Wielu ludzi w Polsce stać na opłacanie usług medycznych z własnej kieszeni. W Polsce są dwie możliwości: łapówka wręczona lekarzowi pracującemu w społecznej placówce służby zdrowia lub opłacenie pełnych kosztów leczenia w placówce prywatnej. W Południowej Afryce, jeśli ktoś, na przykład, chce mieć operację wykonaną przez znanego w mieście specjalistę i odbyć rekonwalescencję w prywatnym szpitalu, to płaci tylko różnicę między tym, czego żąda specjalista, a tym, co za podobną usługę medyczną płaci ubezpieczenie "zwykłemu" lekarzowi. Koszty pobytu szpitalnego są pokrywane w całości. Dzięki temu lekarze w placówkach społecznych starają się pracować jak najlepiej, tak aby jak najszybciej zasłużyć na opinie "specjalisty" i zacząć więcej zarabiać. W Południowej Afryce korupcja w służbie zdrowia nie istnieje, lekarzom nie wręcza się prezentów lub łapówek, ale płaci po prostu za usługi.

Bardzo jesteśmy ciekawi, czy afrykańscy podróżnicy przekażą władzom podobne do naszych spostrzeżenia i czy są jakieś szanse na to, aby poziom usług medycznych w Polsce zbliżył się kiedyś do afrykańskiego i aby znikła korupcja, hańba polskiej medycyny.

Teraz wciąż jeszcze o medycynie, ale z innej trochę beczki. Historia lubi się powtarzać. Przeszło trzy lata temu w Lublinie rozeszła się plotka o katastrofie elektrowni jądrowej na Ukrainie, a przed aptekami pojawiły się gigantyczne kolejki amatorów płynu Lugola, który, jak wieść gminna głosi, zabezpiecza całkowicie przed skutkami promieniowania. Wówczas ułożyliśmy wierszyk:

Jeśli się dowiesz, że gdzieś wybuchło
Stare radzieckie jądrowe truchło,
Nie pozwól z siebie zrobić głupola,
Nasącz organizm płynem Lugola.

Kilka dni temu podobne szaleństwo ogarnęło mieszkańców Poznania i wierszyk znów stał się aktualny. Głupota ludzka jest niezmierzona, należy się więc spodziewać, że za parę lat mieszkańcy jakiegoś innego miasta jeszcze raz ustawią się w kolejkach przed aptekami, aby zdobyć upragniony płyn Lugola, i znów będziemy mieli okazję przytoczyć naszą fraszkę.

JAM


Mądry Niemiec po szkodzie

Upłynęło już prawie pięć miesięcy od wprowadzenia euro w zachodniej Europie. Każdy kraj może teraz przeprowadzić analizę tego, czy wprowadzenie nowej waluty przyniosło wymierne korzyści, czy też nie. Niewątpliwie ze względu na jedność Europy wspólna waluta ma wiele zalet. Podróże po Europie są łatwiejsze, wszędzie można bowiem wygodnie płacić tymi samymi pieniędzmi oszczędzając na opłatach bankowych. Firmy eksportujące lub importujące towary z innych krajów unii oszczędzają również na wymianach bankowych. Last but not least, euro stanowi lub będzie stanowić przeciwwagę dla dolara na międzynarodowym parkiecie giełdowym, co wzmocni z czasem pozycję gospodarczą unii europejskiej na świecie.

Co jednak przyniosła nowa waluta zwykłym ludziom? W Niemczech nic poza drożyzną. W innych krajach rządy wprowadziły zakaz podwyżek w okresie przejściowym chroniąc tym samym obywateli przez nieuczciwością handlujących. Rząd niemiecki był zawsze przeciwny zamrożeniu cen. W efekcie mamy do czynienia w Niemczech z drastycznymi podwyżkami, o których już pisałem na łamach NEUTRONÓW.

Dopiero teraz, kiedy już od miesięcy za wiele artykułów i usług płacimy tyle w euro, co dawniej w markach, rząd zdecydował się wystąpić przeciw temu. Zapowiedziano szereg zabiegów mających na celu przywrócenie normalnych cen. Fachowcy od finansów i od rynku podchodzą do tych rozpaczliwych ruchów rządu Schroedera bardzo sceptycznie. Niewątpliwie jest to element walki przedwyborczej, ponieważ oszukani klienci są jednocześnie wyborcami. Rządowi SPD zarzuca się zignorowanie ostrzeżeń, że w okresie przejściowym po wprowadzeniu euro może dojść do drastycznej podwyżki cen. Tak też się stało i błędem okazało się pozostawienie tego problemu samodziałającym siłom rynku. Teraz, kiedy wszystko zdrożało, niewiele da się już zrobić. Podobno marka ma wrócić, przynajmniej ma się ona ukazać obok euro na każdej etykietce cenowej. Rząd liczy na to, że Niemcy nadal mają w pamięci ceny markowe i dzięki temu będą w stanie wyłapać "czarne owce", które zawyżają ceny. Wiele z tych "czarnych owiec" już zarobiło tysiące, a nawet miliony euro, na ukrytej podwyżce cen. Tych pieniędzy nikt nigdy już nie odda oszukanym obywatelom.

Dobre przynajmniej jest to, że rząd głosem kanclerza przyznał się oficjalnie do błędu (rzadko się to zdarza u polityków) i zapowiedział, choć poniewczasie, próbę naprawy sytuacji. Czasu ma mało, bo wybory są już za pasem.

Marek Mika


A poza tym nic na działkach się nie dzieje

W szesnastą rocznicę Czarnobyla TVP zaskoczyła telewidzów przyznaniem się, że dane dotyczące ilości ofiar awarii okazały się mocno zawyżone. Znaczenia tego rewolucyjnego wyznania nie może nawet umniejszyć brak jakiejkolwiek autorefleksji, bo w końcu to właśnie telewizja nieźle się przyczyniła do ugruntowania owego mitu w głowach swych konsumentów.

Kiedy w akcję "Dyskretnego uroku burżuazji" Luis Bunuel włączył terrorystyczne bojówki imienia Dzieciątka Jezus - większość uznała to za przejaw chorobliwej wyobraźni mistrza. Tymczasem międzynarodowy ruch eko-pacyfiko-zielonych wydaje się podążać śladem klasyka pure nonsensu. Po 11 września ruch wykazał się zrozumieniem dla racji walczących o niższe budynki w Nowym Jorku, udziałem swych członków poparł przekształcenie świątyni w Betlejem w noclegownię z wychodkiem za konfesjonałem, a przed kilkoma tygodniami ich aktywista zamordował w Holandii polityka. W Polsce zaś w zeszły piątek poznańska filia eko-Austriaków z niezłym skutkiem zagrała na fobiach poczarnobylskich. W aptekach matki karmiły niemowlęta jodyną, bo w białoruskiej elektrowni jądrowej rzekomo miało coś wybuchnąć. Na Białorusi nie ma co prawda żadnej elektrowni jądrowej - ale to tylko potwierdza przypuszczenie, że wyleciała w powietrze. A wszystko to, bo w Temelinie ruszył rozruch.

Z życia Świerka. W poprzednim numerze podałem informację o zdjęciach z amerykańskich testów odporności konstrukcji elektrowni jądrowych, zamieszczonym w jednym z czasopism z półki 'wyłącznie dla panów'. Pracownica działu szkolenia młodzieży szkolnej niemal natychmiast udała się do świerkowego kiosku by nabyć ów numer do celów naukowo-edukacyjnych. W kiosku zaś została poinformowana przez panią Celinkę, że naukowcy od atomów po lekturze NEUTRONÓW cały nakład wykupili na pniu. Pani Ewa zmuszona była nabyć ów świerszczyk w kiosku osiedlowym. Oprawione strony ze zdjęciami testów są już częścią stałej ekspozycji osiągnięć atomistyki, co z resztą numeru się stało - w to nie wnikamy. Redakcji wypada zaproponować Czytelniczkom pomoc w tak nietypowych sytuacjach - sąsiadki z osiedla i z parafii i tak nas już pokazują paluchami.

Rozpoczęła się światowa kopanka. Nasi Małysze piłki już na otwarciu przegrali w wyskokach do główki z wyższymi inaczej Koreańczykami. A wszystko oczywiście przez za długie spodenki naszej reprezentacji i pluton z Czarnobyla, który im się odłożył w niżej położonych narządach podbrzusza.

MAR


Stary ale jary

Reaktor elektrowni Browns Ferry w USA ma być ponownie uruchomiony po 17 latach przerwy w pracy. Tennessee Valley Authority podjęła decyzję by rozpocząć starania o zezwolenie Nuclear Regulatory Commission na ponowne uruchomienie bloku jądrowego Browns Ferry 1, który zamknięto w 1985 roku. Budowę tego bloku rozpoczęto w 1967 roku, krytyczność reaktora BWR osiągnięto w 1973, a włączono go do komercyjnej eksploatacji w 1974 roku.

"Wznowienie eksploatacji tego reaktora jest najlepszą decyzją, jaką TVA mogło podjąć biorąc pod uwagę koszty i ochronę środowiska" - oświadczył prezes tego przedsiębiorstwa energetycznego. Podkreślono, że elektrownia jądrowa nie emituje zanieczyszczeń, co jest szczególnie ważne w dolinie rzeki Tennessee, gdzie smog jest poważnym problemem.

TVA zamierza się starać o zezwolenia na pracę bloku z mocą 1300 MWe, a więc o 30% wyższą niż moc nominalna przed zamknięciem. Przewidywany koszt uruchomienia bloku w ciągu 5 lat wyniesie 1,7 miliarda USD, zwrot kosztów nastąpi w ciągu 8 lat od chwili uruchomienia.

Jest to pierwsza od 10 lat decyzja o powiększeniu liczby czynnych amerykańskich elektrowni jądrowych.

W związku z tą decyzją warto przypomnieć, że w opublikowanym przed rokiem raporcie "National Energy Policy" grupy ekspertów kierowanej przez wiceprezydenta Dicka Cheney'a sformułowano zalecenia by Prezydent USA:

  • poparł rozwój energetyki jądrowej jako głównej składowej polityki energetycznej USA,
  • zachęcał NRC do ułatwiania przedsiębiorstwom energetycznym podnoszenia mocy i przedłużania eksploatacji istniejących elektrowni jądrowych.

Organizacje antynuklearne zapowiadają protest.

(Na podstawie Modern Power Systems)


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony