[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 4 (105) / 2003
30 kwietnia 2003

W numerze:
  • Wreszcie jakaś polemika na poważne tematy!
  • Debiut felietonisty czasów Potopu
  • Bzdura z cyberprzestrzeni opanowuje środki przekazu

Tak dla NIBJ, nie dla spółki słonia z kozą

Profesor Janusz Mika zaproponował w ostatnich NEUTRONACH takie mniej więcej credo współczesnego Polaka i świerkowego naukowca: kto sprzeciwia się zjednoczeniu Świerka w jeden Narodowy Instytut Badań Jądrowych jest równie głupi jak ten, kto sprzeciwia się przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Bardzo pokrętny, nawet niebezpieczny wydaje mi się ten sposób myślenia. Rozważmy prawą stronę tego równania.

Polska jest krajem zasobnym. Stąd pazerność innych nacji na nasze dobra w ostatnim dziesięcioleciu. Niestety, w procesie tak zwanej prywatyzacji, czyli hurra-licytacji majątku narodowego za bezcen, pomaga im demoralizacja "naszych" partyjnych biurokratów i polityków, ich apetyt na prowizje i przyszłe stołki w administracji unijnej. Są pewni siebie - partyjna ordynacja wyborcza do Sejmu zapewnia im nieusuwalność tak długo, jak długo są wygodni dla swych partyjnych liderów. Elity ekonomiczne wymyśliły nawet racjonalne uzasadnienia dla grabieży Polski. Między innymi koniecznością dopasowania polskich praw i norm do wszelkiego typu regulacji UE.

Tak, drogi Januszu, mężu uczony i wymowny, my już od kilkunastu lat wchodzimy do Europy. Widać teraz dobrze, do czego prowadzi spółka słonia z kozą. Ile razy można przypominać narastające miliony bezrobotnych, pauperyzację wsi, 80% banków w obcych rękach, wrogi wykup cementowni, cukrowni, energetyki, gazet. Lista jest znacznie dłuższa. Tak wyglądają skutki dotychczasowej naszej akcesji europejskiej, i po referendum ten proces może się jeszcze pogłębić.

Chyba że nasi obywatele powiedzą NIE - chcemy być u siebie, dla siebie, na swoim.

Wiedza o tej grabieży jest dostępna dla każdego, kto nie zamyka na nią oczu i uszu. Mamy jednak wolność, i każdy może przeczytać książki Poznańskiego, Pająka, Dakowskiego i Przystawy, cykl artykułów prasowych Wiesławy Mazur i inne źródła. Po imieniu i nazwisku wymienia się tam ludzi niszczących gospodarkę narodową, podawane są nazwy utraconych zakładów, kwoty sprzedaży, nawet oceny uzyskanych przez notabli prowizji. I cóż? Panowie Lewandowski, Kaczmarek, J.K.Bielecki, Balcerowicz, i wielu innych nie czują się obrażeni, nie podają autorów do sądu o kłamstwo i zniewagę. Zarzuty są więc słuszne. A jednak nadal brylują oni w rządowych i sejmowych salonach, w prasie i w telewizji. Mają poparcie, chyba też inspirację międzynarodowych instytucji finansowych. Mają też, o dziwo, przyzwolenie społeczne. Prokurator nie nęka ich domniemaniem przestępstwa. Profesor, dyrektor, artysta nie odmawiają im ręki przy powitaniu.

Prawdopodobnie zarówno Ty, jak wielu innych euroentuzjastów, unikacie zapoznania się z faktami opisanymi w tych książkach, bo to grozi niepokojem sumienia - wygodniej nie wiedzieć. Stąd Twoja nonszalancka pogarda dla przeciwników akcesji, stąd kpina wobec tych, którzy mówią o świętej polskiej ziemi. Przystąpienie do Unii to najwyższe dobro dla Polski - zdajesz się mówić - a jeśli jakieś fakty sugerują co innego, to tym gorzej dla faktów.

Czytaliśmy ongiś w szkole, że przy takiej postawie rodaków pole Bartka Zwycięzcy przejął za długi Niemiec majętny i sympatyczny, a on z żoną Magdą i synem poszli pieszo do miasta, szukać pracy. Nie lekceważmy tej aluzji literackiej - podobnie może być, zaczyna być już teraz. Skoro chłop musi zwijać produkcję, bo dotowany europejski kurczak czy burak są tu tańsze niż jego własne... Skoro co czwarty robotnik liczy na zasiłek dla bezrobotnych. Skora naukowiec marzy już tylko o tym, aby budżet nauki nie spadł poniżej 0.35 % PKB.

Można pójść dalej i powiedzieć - w czym problem - skoro sami sobie nie radzimy, to niech przyjdzie Niemiec czy Belg i zrobi u nas porządek. Co tam jakaś suwerenność. Piłsudzki, Dmowski, Paderewski i wielu innych niepotrzebnie tak się trudzili. Gdyby nie oni, dawne zabory pruski i austriacki już byłyby szczęśliwe jako regiony UE. Zaś Europa bez granic - co za gratka dla turystów. Dodajmy - także dla gangsterów i terrorystów.

Twierdzę, że nie wolno nam się godzić na dominację obcych instytucji w Polsce. Bo otrzymaliśmy tę ziemię, tradycję i kulturę nie tyle w spadku po dziadkach, ile na kredyt od naszych wnuków. Nie mamy prawa czynić ich najemnikami w cudzych zakładach pracy we własnym kraju. Albo emigrantami. Zachowując jako naród suwerenność, możemy w kilka lat uzdrowić państwo zdegenerowane przez partiokrację i obce wpływy, i rozpocząć odrabianie strat. Narastające ostatnio w naszym kraju zrozumienie dla idei wprowadzenia ordynacji wyborczej JOW do Sejmu - a więc ordynacji która ogranicza partiokrację i wprowadza do struktur państwa odpowiedzialność - pozwala sądzić że bliska jest chwila, w której rozpoczniemy odbudowę polskiej dumy narodowej, gospodarki, silnego państwa.

Z myślą o takich właśnie perspektywach popieram z całego serca zjednoczenie Świerka i powstanie Narodowego Instytutu Badań Jądrowych - bo to sprzyjać będzie rozwojowi polskiej atomistyki, z czasem energetyki. Po prostu wierzę, że każde wzmocnienie potencjału nauki i techniki sprzyja naszej suwerenności. A na to nie ma ceny.

Andrzej Czachor


Moje TAK dla Unii

Replika prof. Andrzeja Czachora, którą zamieszczamy w tym numerze NEUTRONÓW, uświadomiła mi, że pisząc swój artykuł popełniłem błąd i winien jestem Czytelnikom przeprosiny. Wiedziony przemożną chęcią propagowania idei Narodowego Instytutu Badań Jądrowych, porównałem tę sprawę ze sprawą wejścia Polski do Unii Europejskiej, niesłusznie uważając, że w Świerku pracują wyłącznie ludzie, którzy jeszcze za czasów PRL robili wszystko, co było w ich mocy, aby się znaleźć w europejskich strukturach naukowych. Sam przez wiele lat byłem ze strony polskiej tzw. głównym wykonawcą programu naukowego zorganizowanego i częściowo finansowanego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej w Wiedniu. Z krajów zachodnich uczestniczyły w programie Francja, Belgia, RFN, Włochy i Szwajcaria. Podobnych programów, i to na znacznie większą skalę, było oczywiście więcej, przede wszystkim w dziedzinie fizyki jądrowej. Okazuje się, że się pomyliłem, dlatego też bardzo przepraszam Czytelników NEUTRONÓW, a także wszystkich tych, co jak prof. Czachor są za NIBJ, ale przeciw Unii.

W sprawach takich jak wejście do Unii dyskusje między zwolennikami a przeciwnikami tylko z pozoru polegają na wymianie argumentów racjonalnych. W moim przekonaniu zasadniczą rolę odgrywają względy emocjonalne. Dlatego też nie waham się przed przedstawieniem Czytelnikom NEUTRONÓW (i prof. Czachorowi) emocji, które kierują mną.

Moje poparcie dla Unii wynika przede wszystkim ze strachu. Boję się, że jeśli Polska znajdzie się poza Unią, a do Unii wejdą nasi sąsiedzi z Europy Środkowej, to zrobią wszystko, co będzie w ich mocy, aby nas zniszczyć ekonomicznie. Na produkty polskie Unia, za ich sprawą, nałoży tak ogromne cła prewencyjne, że niczego nikomu w Europie nam się nie uda sprzedać.

Drugą, może ważniejszą, przyczyną mojego strachu jest to, że po wygraniu referendum partie przeciwne Unii mogą przechwycić władzę. Nie ma dla mnie nic bardziej przerażającego niż obecni posłowie i posłanki Samoobrony w roli premierów i ministrów. Tej drugiej partii też się boję. Wciąż mam w pamięci widok posłów LPR skaczących w Sejmie po stole pełnym komputerów albo wynoszonych po sutym posiłku z sali sejmowej przez Straż Marszałkowską. Moją niechęć wzbudzają agresywne i pełne moralnej wyższości wypowiedzi przywódców tej partii na forum Sejmu i w środkach przekazu. W dosłownym znaczeniu są oni bardziej papiescy niż sam papież. Nie chcę mieszkać w Polsce rządzonej przez ludzi o takiej mentalności i o takich manierach.

Może ktoś powiedzieć, że prof. Czachor też się boi i dlatego nie chce widzieć Polski w Unii. Tak się składa, że ja się nie boję jego strachów. Nie sądzę, żeby nam ktoś wykupił naszą ziemię i odebrał fabryki, huty i kopalnie. Nie boję się utraty suwerenności. Niedawno podjęliśmy decyzję o przystąpieniu Polski do koalicji w wojnie z Saddamem Husejnem wbrew stanowisku dwóch największych krajów Unii. Prezydent Francji trochę na nas pokrzyczał, ale dla wszystkich powinno być jasne, że prawo do prowadzenia własnej polityki nie tylko wewnętrznej, ale i zagranicznej, mają wszystkie kraje Unii, również te obecnie przyjmowane. Przekonanie o tym, że utrata niepodległości nam po wejściu do Unii nie grozi, opieram też na tym, iż żaden kraj w Unii, mały czy duży, swojej tożsamości narodowej i politycznej dotychczas nie utracił.

Podobnie jak prof. Czachor uważam, że stopień demoralizacji naszej klasy politycznej jest przerażający. W przeciwieństwie do niego jednak sądzę, że nasza izolacja od Europy może tylko sytuację pogorszyć, natomiast po wejściu do Unii polska klasa polityczna zacznie się cywilizować, podwyższą się standardy moralne i zmniejszy korupcja.

Tak wygląda w wielkim skrócie moje credo na temat wejścia Polski do Unii. Mógłbym oczywiście wyliczać rozmaite konkretne korzyści akcesji, np. finansowe, ale w moim przekonaniu mają one wyłącznie charakter pomocniczy i są potrzebne tylko tym, którzy nie są w stanie objąć swoim umysłem historycznych, politycznych, kulturowych i cywilizacyjnych aspektów decyzji, której znaczenie można chyba porównać ze znaczeniem decyzji Mieszka I.

Na zakończenie, aby zachować polemiczny charakter mojej wypowiedzi, chciałbym się odnieść do niektórych stwierdzeń zawartych w tekście prof. Czachora.

  1. Prof. Czachor twierdzi, że z powodu kontaktów z Unią Europejską Polska została rozkradziona, a Balcerowicz musi odejść. Chciałby nieśmiało zwrócić uwagę mojego adwersarza, że Ukraina i Białoruś nie miały ani Balcerowicza ani szczególnie ożywionych kontaktów z Unią. Czy w tych krajach nie było grabieży majątku narodowego? Okradanie współobywateli przez polityków na spółkę z biznesmenami jest znacznie mniej rozpowszechnione na Zachodzie niż Wschodzie Europy.
  2. Prof. Czachor usiłuje nam wmówić, że Polska jest krajem zasobnym. Ciekawy jestem, na czym polega ta zasobność. Czy chodzi o tragicznie nieefektywne i przestarzałe rolnictwo, czy może o huty i kopalnie, do których musimy dopłacać miliardy złotych rocznie?
  3. Wydaje mi się, że warto dostrzec wreszcie różnicę pomiędzy Europą z czasów zaborów czy też drugiej wojny światowej, a Europą XXI wieku. Powoływanie się obecnie na Bartka Zwycięzcę i innych bohaterów walki o polskość jest, w moim przekonaniu, intelektualnym nadużyciem.

Janusz Mika

PS: Rozumiem przyrównanie Unii do słonia, sądzę, że jest to aluzja do znanej historyjki: Słoń a sprawa polska. Niestety nie mogę pojąć, dlaczego, zdaniem prof. Czachora, Polskę ma symbolizować koza. Odwieczny symbol polskości czyli Orzeł Biały musiał się chyba poczuć nieswojo.

Od Redakcji:

W poszukiwaniu sensu kozy zajrzeliśmy do "Słownika mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego. Okazuje się, że koza może symbolizować:

  • postać diabła
  • piecyk żelazny z rurą
  • areszt
  • deskę do przenoszenia cegieł.

Poza tym koza występuje w następujących przysłowiach i powiedzeniach:

  • Przyszła koza do woza.
  • Raz kozie śmierć.
  • W Pacanowie kozy kują.
  • W kozi róg zapędzić.

Przypomnieliśmy sobie także nieśmiertelną bajeczkę Kornela Makuszyńskiego o Koziołku Matołku.

Przykro nam poinformować Czytelników, że niewiele nam to pomogło, i w dalszym ciągu nie wiemy, co miał na myśli autor Tak dla NIBJ, nie dla spółki słonia z kozą.


Rywnikiada w czasach Potopu

Podkanclerzy Radziejewski ogłosił, że Pan Zamojski obiecał mu 100 tysięcy dukatów za stanowisko syndyka masy upadłościowej spółek tulipanowych. Specjalna Komisja Królewska pod kierunkiem Kapitana Charłampa bada Pana Zamojskiego, na jakiej podstawie ofiarował królowi szwedzkiemu Niderlandy. Kto za nim stał, gdy składał tę ofertę. Są podejrzenia, że Onufry Zagłoba, postać gadatliwa i wszędobylska, przebywał w tym czasie w Zamościu. Czy prawdą jest, że kilka tygodni wcześniej zwrócił się on do Kanclerza Oxenstierny o stypendium dla swego bratanka Rocha, na studia w Uppsali? Czy Pan Zamojski sądzi, że wiarygodne są pogłoski o podsłuchiwaniu rozmów Zagłoby z Radziejewskim przez Starostę Rzędziana? Zamojski wymownie milczy.

Inny członek Komisji, panna Anusia, wyraziła przypuszczenie, że sławetny opór Pana Zamojskiego wobec Szwedów to przejaw pychy magnaterii, a nie szczery polski patriotyzm. Zapytany podczas konferencji prasowej o szczegóły p. Rzędzian mówił szczerze o swych kłopotach sąsiedzkich i opieszałości sądów. Przy okazji wypłynęła sprawa nieobecności Pułkownika Kmicica - dlaczego uporczywie podchodził w tym czasie Chowańskiego, zamiast siać dywersję na tyłach wojsk szwedzkich. Każdy wie przecież kim naprawdę jest Chowański, kogo reprezentuje.

Tymczasem Niderlandy, oburzone polskimi manipulacjami, zagroziły wstrzymaniem dostaw tulipanów. Kapitan Charłamp zaproponował, by Komisja przesłuchała również Chowańskiego i ewentualnie poprosiła go o mediację. Misję doprowadzenia go, a także Kmicica, powierzyć chciano początkowo Panu Wołodyjowskiemu. Panna Anusia wyraziła wtedy znamienną obawę, że to się może skończyć nadmierną pauperyzacją obu sympatycznych rycerzy. Zamiast tego, na wniosek Monarchy, wysłano Pana Michała na czele 200 dragonów do Niderlandów - aby tam wspomógł pokojową misję wojsk hiszpańskich pod wodzą księcia Alby.

Pozwolił sobie wtedy Podkanclerzy na nietaktowną uwagę, że o tych dukatach to sobie zwyczajnie zażartował - wszyscy wszak wiedzą, że kocha tylko kwiaty. Zagłoba populistycznie mataczył potem braci szlachtę aluzyjnym wierszykiem: "kruk krukowi nie wykole, za to nas wywiodą w pole".

Król szwedzki zaproponował stronie polskiej lepsze niż dotychczas warunki przeniesienia na półwysep skandynawski. Bo, jak wykazuje doświadczenie historii, tam jest pokój i spokój. Kronikarz Rywnik Anonim przyjął projekt z entuzjazmem - tam nareszcie Jasna Góra będzie bezpieczna, a chłop szwedzki to taki sam chłop jak każdy inny, tylko mówi po szwedzku. Panu Kmicicowi, gdy nieco marudził, obiecano eksperyment z kolubryną w każdą słoneczną sobotę. Nie pomyślał, rycerz naiwny acz dzielny, że to się w Szwecji nie zdarza.

Działalność Komisji zakończyła się sukcesem - wykazała ona dowodnie, że p. Roch wcale nie jest bratankiem p. Zagłoby, a wręcz przeciwnie.

AC


Przegląd przestrzeni wirtualnej

Niedawno w Internecie stworzono e-gazetę, generującą pseudoinformacje na podstawie przypadkowych słów wpisywanych przez odwiedzających ją cyberpunków. Dadaistyczny bełkot, niedorzeczny i niegramatyczny, przez zaledwie tydzień istnienia portalu osiągnął niezłą cytowalność w mediach. Wreszcie się dowiedzieliśmy, skąd niektórzy dziennikarze czerpią wiadomości.

MAR


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony