[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 7 (108) / 2003
8 lipca 2003

W numerze:
  • W Komisji - 1:2, w Radach (do przerwy) - 1:0
  • Kaczarowski - reaktywacja (do kwadratu!)
  • Zieloną puszką w próżnię
  • Piwo przedreferendalne
  • Marsjanie buszują w zbożu

Oskarżenia i kalumnie

W ostatnich tygodniach trzy ważne ciała kolegialne w Świerku zakończyły działalność. Ostatnie swoje posiedzenie odbyła w dniu 9 czerwca powołana przez Ministra Komisja o długiej nazwie, popularnie zwana Komisją Połączeniową. Ostateczny dokument, podpisany przez członków Komisji i wysłany do Ministerstwa 23 czerwca stanowi, jak łatwo było przewidzieć, protokół rozbieżności. Za połączeniem IEA, IPJ i OBRI w jeden Narodowy Instytut Badań Jądrowych opowiadają się przedstawiciele Dyrekcji i Rady Naukowej IEA, Związku Zawodowego Solidarność we wszystkich trzech instytucjach oraz Związku Nauczycielstwa Polskiego w IEA. Przeciw są przedstawiciele Dyrekcji i Rad Naukowych IPJ i OBRI, a także przedstawicielka ZNP w OBRI. IPJ zamierza się przenieść do Polskiej Akademii Nauk, a OBRI prowadzi rozmowy w sprawie połączenia z Instytutem Chemii i Techniki Jądrowej na Żeraniu. Teraz decyzja należy do Ministerstwa i przyszłość pokaże, jakie będą dalsze losy Ośrodka w Świerku.

Swoje kadencje zakończyły Rady Naukowe: IEA 21 czerwca i IPJ 29 czerwca. Wybory do nowej Rady w IEA odbyły się 3 czerwca, a jej pierwsze posiedzenie 2 lipca. W ten sposób okres "bezkrólewia" trwał w IEA tylko dwa tygodnie. Bardziej skomplikowana jest sytuacja w IPJ. Wybory są przewidziane dopiero na wrzesień, a więc IPJ będzie pozbawiony jednego ze swoich, wymienionych w ustawie, organów przez prawie trzy miesiące. Nie wątpimy, że drugi z ustawowych organów instytutu czyli Dyrektor, poradzi sobie z zarządzaniem swoim instytutem bez Rady Naukowej, zwracamy jednak uwagę na to, że w tym okresie nie można zwolnić żadnego z członków Rady poprzedniej kadencji, ponieważ zgodnie z ustawą immunitet obowiązuje przez rok po zakończeniu kadencji. Podobnie rzecz się ma ze zmianą warunków pracy i płacy na niekorzyść byłego członka Rady. Mamy nadzieję, że z tym nie będzie kłopotów, bo chyba nie przewiduje się żadnych zwolnień w okresie wakacyjnym. Bardziej realne jest inne niebezpieczeństwo. Otóż Artykuł 7, ustęp 1 ustawy o JBR-ach stanowi, że "jednostka badawczo-rozwojowa może być ... likwidowana, jeżeli ... nie wybrano rady naukowej zgodnie z wymaganiami określonymi w art. 25 ust. 1 i 2." W przywołanym w tym miejscu artykule 25 określa się długość kadencji rady naukowej i podaje, kto może być członkiem rady. Sądzimy z przyjacielem, że mimo wszystko jest ogromna szansa uratowania się Instytutu Problemów Jądrowych przed likwidacją właśnie z powodu wakacji, a także z uwagi na ciągłe reorganizacje w zakresie gospodarki i finansów Państwa. Życzymy kolegom z IPJ jak najlepiej i trzymamy za nich kciuki.

JAM


Jaka przyszłość IPJ

Na ostatnim posiedzeniu Rady Naukowej IPJ, która już zamknęła swoją V kadencję, prawie bez wrażenia przyjęto informację, że powołana przez nadrzędne ministerstwo Komisja ds. połączenia świerkowych instytutów zakończyła swoją działalność bez sukcesu - z trzech rozpatrywanych jednostek organizacyjnych przedstawiciele tylko jednego instytutu (IEA) chcieli połączenia, natomiast przedstawiciele dwu pozostałych, w tym IPJ, byli przeciwni. Nie jest jasne, co w tej sytuacji zadecyduje Ministerstwo. Jak znam życie (i czytam prasę oraz oglądam TV), to pewnie długo nic, bo, jak wszystkim wiadomo, Ministerstwo ma w tej chwili znacznie poważniejsze problemy i zmartwienia.

Czy IPJ ma rację obstając przy jak najszybszym przejściu do PAN-u i sprzeciwiając się połączeniu z IEA nawet teraz, gdy chyba wszystkie argumenty "za" (PAN-em) i "przeciwko" (połączeniu z IEA) albo przestały być aktualne, albo straciły na znaczeniu? Trzeba pamiętać, że dawny IBJ powstał w zamierzeniu jako jednostka mająca rozwijać i upowszechniać wszelkie zastosowania i metody bardzo szeroko pojętej fizyki jądrowej dla dobra i rozwoju polskiej gospodarki i dla dobra i rozwoju polskiego społeczeństwa. Truizmem byłoby dodawać, że takie cele nie mogą być realizowane bez jednoczesnego rozwoju czystych (i pozornie bezużytecznych dla społeczeństwa) badań podstawowych w Instytucie. Idealnym rozwiązaniem byłby status Instytutu Narodowego finansowanego bezpośrednio z budżetu państwa, bo zarówno dla PAN-u jak i KBN-u (które w dodatku same nie opływają w dostatki), będzie to tylko jeszcze jedna gęba do wykarmienia. Nie jest też jasne, czy nowe Ministerstwo Gospodarki I Wielu Innych Rzeczy (a no właśnie - BARDZO wielu innych...) mające nadzór nad bardzo wieloma JBR-ami, zechce temu Instytutowi poświęcić należytą troskę i uwagę. Raczej należy w to wątpić, a może lepiej przyjąć za pewnik, że tak nie będzie.

Co najciekawsze, pojawiały się już (i to "z góry" - z samego Nadrzędnego Ministerstwa!) sugestie przekształcenia Świerku w Instytut Narodowy - patrz NEUTRONY Nr 3/2003), lecz ku ubolewaniu nie tylko profesora Miki, nie spotkały się nie tylko z poparciem kadry zainteresowanych jednostek, ale nawet z większym zainteresowaniem pracowników Świerku. Dlaczego tak się stało, pozostaje dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Obojętność wobec przyszłości Instytutów, czy po prostu zmęczenie niewesołą codziennością? A może brak wiary, że cokolwiek da się jeszcze zmienić? Czy może raczej partykularne interesy niektórych świerkowych dyrektorów i decydentów? Cokolwiek by to było, to do takiego pomysłu należałoby wrócić i sprawdzić, na ile jest realny i korzystny dla Świerku.

Takie zadanie mogłoby nie tylko stać się obiektem zainteresowania, ale nawet powinno stać się programem nowych Rad Naukowych - już powołanej (IEA) i przyszłej (w przypadku IPJ). Co więcej, ze względu na możliwe dochodowe zastosowania opracowywanych tutaj rozwiązań i na produkcję, ważną może nawet nie tyle dla kraju, co po prostu dla zwykłych ludzi (np. akceleratory do leczenia nowotworów produkowane przez ZDAJ), pod hipotetycznym prężnym kierownictwem (nie lubię nowotworu "menedżmentem") taki ośrodek MA SZANSĘ być nie tylko samowystarczalny, ale nawet DOCHODOWY (no co, pomarzyć nie można? A może się jednak uda?!).

I jeszcze jedno - dlaczego nigdy nie usłyszałem na posiedzeniach Rady Naukowej, że tak pozornie banalne zadanie, jak stworzenie jednego nowego miejsca pracy dla młodych i zdarza się, że i bardzo dobrze wykształconych bezrobotnych może mieć większe znaczenie dla ludzi, niż ileś tam publikacji "filadelfijskich"?

R. Kaczarowski


Jaka rada na to

Niedawno ostatnim posiedzeniem Rada Naukowa IPJ zamknęła swoją V kadencję. Dyrekcja oczywiście nie przepuściła tej ostatniej okazji, żeby się pochwalić swoją niekompetencją przed członkami Rady. W ostatnie chwili do porządku dziennego tego posiedzenia dodano wniosek Dyrekcji, żeby zaopiniować powołanie na stanowisko profesora osoby, która, jak się okazało, nie ma jeszcze tytułu profesora. W sposób oczywisty jest to sprzeczne z obowiązującą ustawą, o czym na szczęście pamiętał jeden z członków Rady. Może nie warto by było o tym wspominać, gdyby nie to, że warto się zastanowić, jaką całkowicie niezasłużoną przykrość i moralną krzywdę wyrządzono zainteresowanej osobie. Pewnie teraz dobrze się zastanowi, czy warto być "w łaskach" tej dyrekcji.

Ciągle nie jest jasne, czy nie przedłużenie zatrudnienia niektórym członkom Rady Naukowej IPJ V kadencji, z którymi z racji ich wieku rozwiązano umowę o pracę bez wypowiedzenia, a którym w drodze głosowania Rada przyznała już wcześniej prawo bycia jej członkami do końca kadencji, było całkowicie zgodne z obowiązującymi przepisami.

Jeszcze jednym przykładem, jak chora jest sytuacja w Instytucie, może być fakt, że Dyrektor poszukuje ciągle kandydata (nawet, a może a zwłaszcza, spoza Instytutu) na Kierownika Zakładu Spektroskopii i Techniki Jądrowej, zakładu, w którym ciągle jeszcze pracuje trzech profesorów (nie licząc Dyrektora) i czterech docentów! Niestety żaden z możliwych kandydatów (wliczając także ośmiu doktorów) albo nie jest akceptowalny dla dyrekcji z powodów raczej nie mających żadnego związku z merytorycznymi, albo nie chce czy też nie może z tą Dyrekcją współpracować. Ostatni Kierownik Zakładu (nota bene także członek Rady Naukowej IPJ), nie dostał już propozycji przedłużenia swojej kadencji, bo też chyba nie wypadł najlepiej w oczach Dyrekcji wykazując w swoich decyzjach własne zdanie i wygłaszając publicznie własne opinie. Pomysł Dyrekcji, by ten Zakład, w którym pracuje 29 osób (wliczając osoby na niepełnych etatach) plus 4 doktorantów, przyłączyć, a raczej włączyć do innego zakładu, w którym zatrudnione jest 8 osób (oczywiście z zachowaniem Kierownika tego małego zakładu jako Kierownika proponowanej całości), też, delikatnie mówiąc, nie przynosi chwały Dyrekcji IPJ. W tej sytuacji dobrą kandydaturą na kierownika Zakładu Spektroskopii byłby taki emeryt, którego by dobro zakładu już raczej szczególnie nie obchodziło, a przede wszystkim którego dalsze zatrudnienie zależałoby tylko od Dyrektora.

Jaka rada na to? Dobrze się zastanowić, na kogo głosować w nadchodzących wyborach nowej Rady Naukowej IPJ (nie tylko po to, żebym nie mógł napisać drugiej części artykułu "Wraca stare..."!). Mamy całe wakacje, żeby pomyśleć, kogo jeszcze interesuje przede wszystkim dobro Instytutu, a nie już tylko troska o nadchodzącą emeryturę (choć te dwie rzeczy nie muszą, a co więcej, nawet nie powinny być z sobą sprzeczne, mimo, że przykłady takiej sprzeczności niestety często obserwowaliśmy).

R. Kaczarowski

P.S. W związku z moim artykułem w poprzednich NEUTRONACH "Wraca stare..." zwrócono mi uwagę na nieścisłość, która tam się znalazła - podobno pani Sekretarz Naukowy rzeczywiście wcale nie musi przechodzić na emeryturę, bo... już dawno jest na emeryturze, a ponadto jest zatrudniona na pełnym etacie w IPJ biorąc w ten sposób pieniądze z dwóch kies. Ponieważ w tej chwili nie jestem w stanie tego sprawdzić, podaję to sprostowanie na odpowiedzialność mojego Rozmówcy.

R.K.


Endloesung, czyli ostateczne rozwiązanie kwestii puszki z piwem

Przypominam sobie dawne czasy w Polsce, kiedy to puszka z piwem była synonimem dobrobytu i przepychu zgniłego Zachodu. U nas piwo pijało się z mało eleganckich pękatych butelek o pojemności 0,33 litra. Dopiero nieco później pojawiły się butelki półlitrowe. O ile się nie mylę, po to, by móc produkować puszki z cienkiej blachy, wybudowaliśmy nawet Hutę Katowice. Tak bardzo chcieliśmy pijać piwo z puszek. Teraz mamy już od lat piwo w puszkach i mamy czym się cieszyć. Oby jak najdłużej. Tymczasem Niemcom pozostało już niewiele czasu. Ich czerwono-zielony rząd uwziął się na te Bogu ducha winne puszki (nie tylko od piwa i nie tylko puszki, ale i większość opakowań jednorazowych na napoje) i obłożył je kaucją. Co to oznacza w praktyce? Kupujemy na przykład piwo w puszkach. Płacimy za piwo średnio 60 centów za pół litra plus 25 centów za puszkę. Dostajemy paragon, który musimy od tego momentu skrzętnie przechowywać. Po wypiciu piwa odnosimy puste puszki do tego samego sklepu i za okazaniem paragonu dostajemy z powrotem kaucję. Sprzedawca zaś wyrzuca puszki do śmieci. Taka procedura konieczna jest przy zakupie wszelkich napojów gazowanych w puszkach lub butelkach plastykowych. Niedługo zaś, jak zapowiedział zielony minister ochrony środowiska, konieczna będzie przy zakupie wszelkich napojów w opakowaniach jednorazowych. Po co ten cyrk? A po to, by niechlujni Niemcy nie wyrzucali puszek i plastyków na ulicę jak również do lasów i na pola. Żyję już ponad 20 lat w tym kraju i z ręką na sercu nie widziałem nigdy nigdzie takich ilości powyrzucanych puszek, by stanowiło to zagrożenie dla środowiska. A odkąd Niemcy grzecznie sortują śmieci, jest jeszcze mniej z tym problemów.

Tego rodzaju system kaucji za puszki może tylko wtedy funkcjonować, kiedy jednocześnie istnieje system odbioru pustych opakowań bez konieczności odnoszenia ich do tego samego sklepu. Takiego systemu w Niemczech nie ma i długo jeszcze nie będzie, mimo że rząd grozi sankcjami, jeśli handel do jesieni nie wymyśli sposobu na odbiór pustych puszek, tak by klienci byli z tego zadowoleni. Zadowolony już nikt nigdy nie będzie. Puszek i innych jednorazowych opakowań już nikt prawie nie kupuje, w całej branży grożą masowe zwolnienia, na co Niemcy obecnie nie mogą sobie w żaden sposób pozwolić. A jednak w imię fałszywie rozumianej ochrony środowiska niszczy się miejsca pracy. Wszyscy powoli przerzucają się na szklane butelki w skrzynkach, co oznaczać będzie, że miliardowe inwestycje w automaty do odbioru puszek pójdą na marne, bo wtedy kiedy się pojawią, nie będzie już puszek.

Do tej pory wszystko funkcjonowało doskonale, lepiej niż w innych krajach. Komu to przeszkadzało? Tu przypomina mi się rosyjski kawał o starym dziadku, który z sentymentem wspominał, jak to dobrze było przed rewolucją i zastanawiał się, komu to wadziło. Idą upały i już teraz brakuje opakowań szklanych, a kolejki do zwrotu skrzynek z pustymi butelkami przypominają kolejki przed sklepem mięsnym za czasów poprzedniego ustroju w Polsce.

Cały ten bałagan doprowadzi do tego, że jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, ceny wzrosną. Ale do tego już jesteśmy w tym kraju przyzwyczajeni, po zamianie marki na euro. Potwierdza się powiedzenie, że kapitalizm, choć nie ma alternatywy, nie jest ustrojem idealnym, szczególnie wtedy, kiedy nadopiekuńcze państwo wtrąca się w każdą dziedzinę życia. Zieloni próbują nas zagłaskać na śmierć uważając, że wszystko to jest dla naszego dobra.

Marek Mika

Od Redakcji

Nasz korespondent nawet nie podejrzewa, jak szybko wspomniane bzdury znalazły się w Polsce. U nas też od pewnego czasu trzeba przechowywać paragon, tachać butelki do tego samego sklepu (pamiętając co i gdzie z jakiego browaru kupiliśmy), a od sklepów też nikt z producentów ich nie odkupuje. I też zieloni to wymyślili.

Przyjaciel z Poznania przypomina sobie, że w 1945 skup butelek działał do ostatnich chwil przed wkroczeniem Armii Radzieckiej. Później opiekę nad skupem przejął PRL i zaczęło być tak, jak jest do dzisiaj.


Piątkowe piwo

Tuż przed Referendum grupa Czytelników NEUTRONÓW skrzyknęła się na piwo. Poniżej zamieszczamy skrót owego czatu. Jakiekolwiek jednak podobieństwo do osób i poglądów prezentowanych w mediach, z NEUTRONAMI włącznie, jest zupełnie przypadkowe.


Niedawno spotkałem J. Był mocno zaniepokojony faktem, że dawno piwa nie piliśmy. Są propozycje by nadrobić to jutro (w środę), w piątek (L jedzie w sobotę do Moskwy), lub sobotę albo w niedzielę na świeżym powietrzu.

Co wy na to? M


Jeżeli pić piwo w tak historycznym okresie to ani przed, ani po, ale w trakcie gdy Rodacy będą wybierali pomiędzy braterskim słowiańskim u(ś)ciskiem, a pokojową utratą suwerenności połączoną z powrotem przez Europę do Niemiec zagrabionych Ziem Zachodnich.

Jestem za weekendem referendalnym. S


Nareszcie głos rozsądku. Jestem za, C
ps. A może by tak zaprosić P z (listy) PSL-u? Mogłoby być ciekawiej...


Z powrotem niemieckich Kresów do Rzeszy nie będzie tak prosto jak przepowiada S. Nasi zachodni sąsiedzi już dzisiaj mają bardzo poważne problemy demograficzne, nie są w stanie przeciwdziałać gwałtownemu wyludnianiu się terenów b. NRD (ujemny przyrost naturalny plus potężna migracja na Zachód, miasta przygraniczne stopniowo zasiedlają Polacy), a w połowie XXI w. liczba rdzennych Niemców spadnie o połowę. Podjęcie się przez państwo niemieckie akcji kolonizacyjnej będzie więc wymagało specjalnych i dość długotrwałych przygotowań. Z nowym Drang nach Osten trzeba mianowicie poczekać aż dostatecznie zwiększy się liczba Turków i Kurdów, których, co prawda, już dzisiaj w wielu niemieckich powiatach rodzi się więcej niż wymierających Niemców, ale mimo to ich liczba nie przekracza jeszcze 10% ludności Bundesrepublik. Dopiero w połowie wieku w Niemczech zaczną dominować rozwojowe, prężne demograficznie elementy. I wówczas jednak Bundesrepublik, jako nowy turecki wilajet, może mieć kłopoty z samodzielnym zarządzeniem Drang nach Osten. Polska jednak - poprzez skuteczną politykę rodzinną, tak pomyślaną, aby jeszcze przebić (szczególnie na Ziemiach Zachodnich) niemieckie osiągnięcia w dziedzinie demografii - usilnie zabiega o turecką akcję osiedleńczą. Trzeba uczciwie przyznać, że w Europie nie jesteśmy w swoich działaniach osamotnieni. Bardzo wielkie osiągnięcia w wymianie swojej ludności na Arabów ma przecież Francja. Może i Hiszpanii uda się odtworzyć kalifat?

To jednak nie są tylko same radości. Można się już wprawdzie nie obawiać, że w Europie pozostaną sami emeryci, ale pojawią się nieznane dotąd dylematy polityczne. Jak np. pogodzić propozycję wpisania do preambuły konstytucji europejskiej wartości islamskich z obsesyjną świeckością państwa tureckiego?

Tak czy owak przy piwie o perspektywach UE można by bez końca. Tylko może nie w weekend referendalny, bo jestem w referendalnej komisji.

Pozdrawiam, B


Kiedy jedni się boją, inni pocieszają, inni zbyt wcześnie się cieszą.

Tajny protokół podpisany przez negocjatorów (który zostanie ujawniony dopiero za 100 lat, razem m.in. z materiałami dotyczącymi zabójstwa gen. Sikorskiego przez Anglików) mówi o powrocie przez Europę do Niemiec ziem zagrabionych przez Polskę po drugiej wojnie światowej. Oddając te zagrabione po drugiej wojnie światowej Polska dostaje, "tak już naprawdę", te zagrabione Niemcom po pierwszej wojnie. Czysty zysk jak na grabieży, wielki sukces negocjacyjny. Jednak sprawa nie jest do końca przegrana i dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Następny bowiem etap integracji europejskiej zakłada włączanie poszczególnych części Europy do Francji bądź Niemiec (Anglików zostawi się w spokoju, oni tak naprawdę należą do Ameryki). Iloma w końcu językami oficjalnymi można mówić w jednej Europie, Europa to nie dżungla amazońska! My na szczęście znajdujemy się w strefie niemieckiej więc....

Dlaczego to utajniać? Sprawa jest prosta - dla Polaków można wiele zrobić (np. wygrać dla nich wojnę światową, bądź zaprowadzić u nich porządek i dać dobrobyt, wykorzenić zabobon religijny, wprowadzić do Europy itd.), ale z nimi razem nic się nie da zrobić (kto to powiedział po raz pierwszy, a ilu za nim zdążyło powtórzyć!?). Im, ,jak dzieciom, nie wolno mówić zbyt dużo.

B się cieszy, że Polacy już są robotnikami w Niemczech, a nawet tam mieszkają i mówią po niemiecku. Ja sądzę, że Niemcy też się cieszą. Niemcy to rasa Panów, a stanowisk kierowniczych wystarczy, zaś bogatszych, zdolniejszych i ładniejsze dopuści się do rasy. Arystokracja czyni to od wieków z dobrym skutkiem.

Dla tych, którzy są z gruntu solidni i poważni, albo dla tych, którzy skutecznie takowych udają, wyjaśniam, za Arystotelesem twierdząc, że nie każde moje stwierdzenie musi posiadać tę samą precyzję, bo nie może, ale w sumie oddaje ono w miarę prawdziwie mój obraz zaproszenia z jednej Europy do drugiej Europy.

S


To ja opowiem głupi kawał (głupie są najlepsze). Rozmawiają dwa robaki:

  • Tato, a czy moglibyśmy mieszkać w jabłku?
  • Tak, synu.
  • Tato, a czy moglibyśmy mieszkać w gruszce?
  • Moglibyśmy, synku.
  • A w śliwce?
  • Też moglibyśmy.
  • To dlaczego mieszkamy w gównie?
  • Bo to jest, synu, nasza ojczyzna!

A


Pamiętam jak B w pamiętnym roku 1981 w rozmowie z ubekiem, gdy tamten zaczął się przed nim popisywać, indagować i opowiadać głupie dowcipy - odpowiedział "Patrzę na pana z prawdziwym zainteresowaniem, jak parazytolog na pasożyta". Zupełnie nie wiem skąd mi się takie wzięło skojarzenie.

Już wiem, skąd ta asocjacja - w gruncie rzeczy była to przecież sprawa smaku, a "na wkus i na cwiet towariszcza niet".

Przepraszam A, czy rozumiesz naprawdę ten dowcip i wiesz kto go wymyślił, na kogo i w jakim celu? Czy nie razi Cię zestawienie gówna z ojczyzną. To jest porażające, przyznaję, ale żeby było śmieszne?!

A może imponują Ci albańscy redaktorzy z NYT z ich wybiórczą poprawnością polityczną, i wybiórczym poczuciem smaku. Udało Ci się zagrzać mnie zdrowo, jak za dobrych czasów. Straciłem luz i nabzdyczyłem się. Naprawdę myślisz, że 15 lat temu śmiałbym się z tego?

S


Przypomnij sobie prawdę, która dawniej - wiem to na podstawie własnych doświadczeń - była Ci znana: kawały służą do śmiania a nie do obrażania i nabzdyczania.

Kto stoi za tym dowcipem?! Jeżeli nie pewien stary robal, to naprawdę nie wiem kto to może być... :)

Co jest śmieszne a co nie, to sprawa indywidualna. Nie ma obowiązku śmiania się ze wszystkich dowcipów. Zauważ, że "zestawienie gówna z ojczyzną" można odczytać bardzo pozytywnie - że ojczyzna jest wartością wyrastającą ponad sprawy materialne, bo liczy się jeszcze tradycja, poczucie przynależności, potrzeba zachowania tożsamości narodowej zazwyczaj nierozerwalnie związaną z ziemią ojczystą... Że nawet gdy niepięknie pachnie, to jednak jest nasza i trzeba być jej wiernym. Że mamy w niej kupę do zrobienia...

Niedźwiedź, A


Kompromisowym terminem piwa jest piątek. Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymuje? Żadnych dyskusji politycznych, o dupie Maryni, perspektywach polskiej nauki i atomistyki w szczególności, żadnych wspominków z partyzantki. M


To w takim razie co pozostaje? Tylko pić? Sz


Horror. Cenzura w Klubie! Lista tematów tabu. "Konstruktywnej krytyce TAK, krytykanctwu NIE!!" Obowiązek śmiania się z dowcipów kol. A. Teraz to jest już śmieszne. Powinniście Koledzy we dwójkę opowiadać dowcipy.

Ja naprawdę jestem za dupą Maryni (nie gustuję w "liberalnych zadkach") i cenzura proponowana przez kol. M mnie eliminuje! Protestuję! S


Sezon ogórkowy

Widomym znakiem zbliżania się sezonu ogórkowego jest pojawienie się w doniesieniach telewizyjnych UFO-Marsjan i kręgów w zbożu. Dokładny przepis na wykonanie kosmicznych znaków przy pomocy sznurka, palika i kawałka deski można znaleźć w Internecie (np. Zef Damen, Crop Circle Connector). Proponujemy, by przed następnymi dniami otwartymi Ośrodka Świerk zainteresować media i opinię społeczną stosownymi piktogramami na trawniku między reaktorem MARIA a pawilonem ośrodka szkolenia. Na zainteresowanie szerokich mas nauką i losem atomistyki polskiej nie ma co liczyć.

Nawiązanie bliskiego kontaktu odpowiednio wysokiego stopnia z buszującymi w zbożu niezidentyfikowanymi sprawcami Redakcja bierze na siebie.

MAR


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony