[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 9 (110) / 2003
17 października 2003

W numerze:
  • NUKLEONIKA w siłę rośnie
  • Rada w IPJ-cie wybrana
  • IFJ w PAN-ie, IPJ w polu
  • Radość wybrańca
  • Schadenfreude
  • Uranowe sztolnie nad Jelenią Strugą
  • Świerkowy ul

"Impact Factor" NUKLEONIKI

Z prawdziwą przyjemnością informujemy naszych Czytelników, że kwartalnik środowiska nukleonicznego - NUKLEONIKA - osiągnął tak zwany "impact factor" równy 0,5. Lokuje go to wśród renomowanych międzynarodowych czasopism naukowych. Szkoda, że ten wynik nie przenosi się na całą branżę nukleoniczną w Polsce; dobrze, że stara gwardia jest jeszcze w stanie zasilić macierzysty periodyk w artykuły zapewniające wysoki poziom.

Tu mała niedyskrecja z kół zbliżonych do Redakcji. Otóż w obronie poziomu czasopisma sporo prac musi być odrzucanych. Dotyczy to między innymi niektórych przemiłych autorów z tak zwanych ciepłych krajów. Na szczęście odrzucanie prac znakomicie skraca kolejkę, co stwarza okazję do szybkiego publikowania prac na dobrym poziomie czyli łatwych w recenzji. Druk może nastąpić nawet w przeciągu kwartału!

KAN


Wybory, wybory i po wyborach

30 września przeprowadzono od dawna przekładane wybory do Rady Naukowej IPJ. Z regulaminu usunięto dyskusyjne nadinterpretacje, które w poprzednich wyborach dawały możliwość kwestionowania wyników - NEUTRONY pisały o tym swego czasu. W głosowaniu na poszczególne kategorie członków Rady wzięli udział wszyscy pracownicy Instytutu, co w IEA od dawna jest zasadą, ale w IPJ było eksperymentalnym krokiem w nieznane.

Liderami list w poszczególnych kategoriach okazali się: prof. dr hab. Marek Moszyński (z listy profesorów, ze 185 otrzymanymi głosami), doc. dr hab. Rościsław Kaczarowski (z listy docentów i doktorów habilitowanych, 186 głosów), dr Sławomir Wronka (z listy doktorów, 155 głosów), oraz prof. dr hab. Michał Waligórski (z listy kandydatów zewnętrznych, z 217 głosami) i dyr. Jacek Pracz (z listy pracowników naukowo-badawczych, też 217 głosów). Wszystkim wybranym Redakcja życzy owocnych obrad i dalekowzrocznych uchwał.

Redakcja

PS. Nasz redakcyjny kolega osiągnął wcale nienajgorszy rezultat na liście doktorów. Pikanterii wynikowi dodaje to, że właściwie nie chciał startować we współzawodnictwie. Wyjeżdżając na urlop zapomniał złożyć deklarację o wycofaniu swej kandydatury. Przebija go jednak przypadek innego adiunkta, który z rozdzielnika znalazł się na liście, pomimo, że z prawnych powodów nie mógłby wejść do Rady w przypadku wygranej.


Oskarżenia i kalumnie

1 lipca tego roku Instytut Fizyki Jądrowej w Krakowie osiągnął upragniony cel i od tej daty może już do swojej nazwy dodawać trzy magiczne słowa: Polskiej Akademii Nauk. Gratulujemy serdecznie władzom IFJ-u i wszystkim jego pracownikom tego, że po wielu staraniach i walkach z przepisami i biurokracją ich instytucji udało się pozbyć obrzydliwej nazwy: jednostka badawczo-rozwojowa i znaleźć się w gronie tych, którym przysługuje szlachetne miano Instytutu Polskiej Akademii Nauk.

Radość z tego wspaniałego sukcesu fizyków z Krakowa mąci mojemu przyjacielowi i mnie świadomość tego, że podobne szczęście wciąż nie chce się uśmiechnąć do naszych przyjaciół ze Świerka. Koledzy z IPJ-u od wielu lat zabiegają o przejście do Polskiej Akademii Nauk, ale wszystkie starania idą jak po grudzie. Ostatnio nowy nadzorca instytutów podległych uprzednio Prezesowi PAA wpadł na szatański pomysł połączenia wszystkich trzech jednostek działających w Świerku w jeden instytut o pompatycznej może nieco nazwie Narodowy Instytut Badań Jądrowych i powołał w tym celu specjalną komisję. Na szczęście zasiadający w tej komisji przedstawiciele IPJ-u, jak również OBRI dali słuszny odpór niewczesnym projektom Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej i zdecydowanie odrzucili ideę łączenia Świerka w jedną całość. W ten sposób nic się nie zmieniło, IPJ idzie do PAN-u, OBRI się łączy (podobno) z IChTJ-em, a IEA ani nigdzie nie idzie ani się z nikim nie łączy.

Może ktoś spytać, dlaczego IPJ-owi wciąż nie udaje się załatwić sobie miejsca w ekskluzywnym klubie instytutów Polskiej Akademii Nauk. Odpowiedź jest bardzo prosta: sytuacja własnościowa w Świerku jest ogromnie skomplikowana, a poglądy głównych partnerów, tzn. IPJ-u i IEA, na jej rozwiązanie znacznie się od siebie różnią. Władze IPJ-u, tzn. Dyrekcja i Rada Naukowa, niezmiennie uważają, że ich instytut powinien znaleźć się w PAN-nie wraz z całym swoim majątkiem, podarowanym im wiele lat temu przez władze stanu wojennego. Oznacza to, że IPJ, już jako instytut Akademii, będzie nie tylko właścicielem budynków i terenu, na którym stoją te budynki, ale także całej infrastruktury Świerka.

Poglądy IEA w kwestii ośrodka w Świerku są raczej odmienne. Nie sposób w krótkim felietonie podać precyzyjnie wszystkie argumenty, którymi posługują się przeciwnicy programu IPJ-u, przytoczymy więc tylko niektóre z nich.

Głównym odbiorcą wody i energii elektrycznej, a także producentem ścieków jest reaktor. Tabor autobusowy w Świerku jest nie tylko po to, aby wozić pracowników do pracy i z pracy, ale także po to, aby ich jak najszybciej ewakuować na wypadek awarii lub sabotażu. Przedstawiciele IPJ-u twierdzą, że po ich przejściu do PAN-u nic się nie zmieni i w dalszym ciągu IPJ będzie jak dotychczas dbać o dostawę wody i energii, a także zajmować się ściekami i transportem. Wyobraźmy sobie jednak taki oto scenariusz, który ma sporą, naszym zdaniem, szansę stać się rzeczywistością. Zakres badań naukowych prowadzonych poza wyższymi uczelniami w Polsce będzie się stopniowo kurczyć zarówno z powodu zmniejszających się nakładów na naukę, jak i ze względu na starzenie się obecnej kadry naukowej i brak dopływu młodych ludzi, którym na ogół nie chce się zajmować nauką, wolą bowiem zarabiać pieniądze. Po paru latach może się okazać, że najlepszym dla Polskiej Akademii Nauk interesem będzie przeniesienie resztek IPJ-u ze Świerka do któregoś z opustoszałych gmachów Akademii w Warszawie i sprzedanie terenów w Świerku wraz z całą infrastrukturą temu, kto zapłaci najwięcej. Instytut Energii Atomowej odpowiedzialny za właściwą eksploatację znajdzie się w rękach prywatnego monopolisty, który zacznie dyktować ceny usług świadczonych na rzecz ośrodka. Zakład Transportu zostanie zapewne przejęty przez Akademię, a do Świerka pracownicy będą dojeżdżać PKS-em. Wątpiącym w możliwość realizacji tak czarnego scenariusza przypominamy, że Polska Akademia Nauk jest instytucją odpowiedzialną tylko przed Bogiem i historią i nie zależy od nikogo, ani od Sejmu, ani od Rządu, ani od Prezydenta, może więc robić ze swoją własnością, co jej się żywnie podoba.

Ponieważ mój przyjaciel i ja życzymy naszym kolegom z IPJ-u, aby jak najszybciej znaleźli się w upragnionej Akademii, apelujemy do nich, żeby zaczęli poważnie traktować zastrzeżenia ze strony IEA i przystąpili do rozmów na temat przyszłości ośrodka w Świerku. Mamy nadzieję, że wkrótce takie rozmowy nastąpią, a tę nadzieję opieramy na wypowiedzi dwóch przedstawicieli IPJ-u w Komisji Połączeniowej, którzy stwierdzili, co zostało zapisane w protokóle, że bez względu na to, jakie będą dalsze losy instytucji w Świerku, trzeba jak najszybciej przystąpić do rozmów na ten temat przyszłości ośrodka. Życzymy nowej Radzie Naukowej IPJ-u, aby również zajęła się tą sprawą. Dotychczas obowiązuje kuriozalna nieco uchwała poprzedniej Rady zabraniająca pracownikom IPJ-u wszelkich dyskusji na temat warunków przejścia IPJ-u do PAN-u.

JAM


Wybory - krótki komentarz

A więc wybraliśmy nową Radę Naukową IPJ. Jest w niej trochę "nowych twarzy", ale niestety ciągle reprezentacja młodego i średniego pokolenia naukowców i techników pozostawia sporo do życzenia. Chętnie bym widział tą nową Radę odmłodzoną o ładnych parę lat, ale cóż, trzeba się liczyć z rzeczywistością - po prostu tych młodych mamy w Instytucie jak na lekarstwo, znacznie mniej, niż być powinno. To nawet nie tyle wina zbyt małej aktywności Instytutu, lecz raczej smutny wynik polityki państwa wobec nauki. W sytuacji poważnego niedoboru finansowania nauki trudno oczekiwać, żeby młodzi ludzie pchali się drzwiami i oknami do uczelni i instytutów, kiedy w innych instytucjach czy firmach mogą zarobić nie półtora czy dwa, lecz nawet kilka razy więcej. Właśnie taka sytuacja polskiej nauki jest najpoważniejszym wyzwaniem dla nowej Rady - czy Instytut mimo wszystko potrafi znaleźć nowe drogi rozwoju (albo samodzielnie, albo na przykład przez połączenie z innymi instytutami w jeden silny organizm, lub też, kto wie, może nawet poprzez prywatyzację, najlepiej z udziałem kapitału zagranicznego?), czy też zadowoli się wegetacją wspieraną tymi wręcz ochłapami finansowania, które dostaje z łaski na uciechę od odpowiedzialnych instytucji państwowych. Wszystko wskazuję na to, że kolejna kadencja Rady raczej nie będzie należała do spokojnych.

Liczbowe wyniki wyborów były jednak dla mnie pewnym, choć miłym, ale zawsze zaskoczeniem - czyżby walka z wiatrakami zaczynała popłacać i coś, co się mogło wydawać donkiszoterią, było jednak rzeczywiście potrzebne? Wynik głosowanie odbieram jako poparcie dla tych, którym nieobojętne są sprawy załogi i dalsze losy Instytutu. Ten wynik jest jednak przede wszystkim bardzo zobowiązujący - przecież wszyscy pracownicy, którzy oddali głosy na moją kandydaturę, czegoś w zamian oczekują i choć nie jestem pewien, czy uda mi się spełnić te oczekiwania, zwłaszcza w obecnej niewesołej sytuacji instytutu, to jedno mogę powiedzieć - będę się starał nie zmarnować tego kapitału zaufania.

R. Kaczarowski


Bardzo źle się dzieje w państwie niemieckim

Już jakiś czas temu pisałem, że u sąsiada zza Łaby źle się dzieje. Nic od tego czasu się nie poprawiło, a wręcz nawet pogorszyło. Tak więc postanowiłem ponownie użyć podobnego tytułu. Sytuacja jest do pewnego stopnia dramatyczna. Kondycja ekonomiczna kraju jest fatalna, bezrobocie ogromne, nastroje społeczne coraz gorsze, a rząd nic nie robi, by zaradzić złu. To znaczy coś tam robi, ale za mało i nie to, co trzeba. Opozycja jest tak silna, że blokuje prawie wszystko, co próbuje zrobić rząd. A jeśli już dochodzi do jakichś kompromisów, to są one od samego początku karykaturą reform i tak czy owak będą jeszcze wiele razy zmieniane, zanim staną się prawem.

Takim wspólnym kompromisem jest reforma służby zdrowia, która poza tym, że zwiększa obciążenia finansowe ubezpieczonych i tylko ich, nie przewiduje poważniejszych zmian systemowych. Kolejne załamanie w najbliższej przyszłości jest już zaprogramowane. A jednak każdy chce reformować chorą służbę zdrowia. W tym celu powstały niezliczone komisje, które proponują najprzeróżniejsze warianty naprawy sytuacji. Jednym z takich wariantów jest idea identycznych składek ubezpieczeniowych dla wszystkich bez względu na wysokość zarobków. Ale zanim tego rodzaju pomysły mogą znaleźć zwolenników, ich przeciwnicy robią taki hałas, że już nikt nie śmie ich dalej popierać. W tym wypadku to i dobrze, bo ten akurat pomysł jest wyjątkowo idiotyczny.

Do czegokolwiek rząd się weźmie, nie wychodzi, każde przedsięwzięcie kończy się katastrofą, która albo kosztuje miliony, albo pociąga za sobą zniknięcie tysięcy miejsc pracy. Najczęściej jednak skutek jest podwójny: stracone miliony i utrata miejsc pracy. Nie udało się jak na razie wprowadzić systemu opłat za autostrady od ciężarówek. Satelitarnie sterowany system jest wadliwy i chyba nie uda się w ogóle go uruchomić, choć w Austrii działa podobny system, na dodatek dużo tańszy i sprawniejszy. Można było przecież go kupić za niewielkie pieniądze i zainstalować w Niemczech. Wybrano jednak system dużo droższy i niewypróbowany, ale za to niemiecki.

Najbardziej szkodzą Niemcom Zieloni, o których pisałem już nie raz. Zielony minister ochrony środowiska odpowiedzialny jest za wprowadzenie idiotycznej ustawy o kaucji za puszki blaszane od piwa i lemoniady. Upadł przemysł produkujący opakowania jednorazowe (miejsca pracy), konsumenci płacą de facto więcej za napoje, handel użera się z opakowaniami, za które musi zwracać pieniądze, a które są odpadkami i muszą być utylizowane i tylko minister jest zadowolony. Czasem mam wrażenie, że czym ludziom gorzej się wiedzie, tym on jest bardziej zadowolony. Minister jest zwolennikiem przestarzałego systemu sortowania śmieci w domach. Choć w niektórych miastach wraca się do dawnego systemu i śmiecie wrzuca się do jednego śmietnika, a potem w wielkich "fabrykach śmieci" wszystko jest automatycznie sortowane i przerabiane na granulat, to Minister wciąż upiera się przy starym systemie, drogim i niesprawnym.

Ktoś wyliczył, że energia wytwarzana przez wiatraki, które wyrastają w Niemczej jak grzyby po deszczu, jest cztery razy droższa niż każda inna i musi być dotowana. Mimo to Zieloni wierzą w to, że energia wiatru może stanowić alternatywę w stosunku do, na przykład, energii atomowej, którą od lat próbują zniszczyć. Uniemożliwiają też modernizację istniejących elektrowni gazowych, która by zmniejszyła ich szkodliwość dla środowiska. Dla nich tylko wiatr i słońce. Ale wiatraki pracują tylko 77 dni w roku, a słońce świeci też tylko przez kilka miesięcy. Tak więc ich polityka w stosunku do energetyki jest bezsensowna i wręcz szkodliwa.

Już wielu Niemców mówi, że jest jedna jedyna rada, by ten kraj wydobyć z chaosu. Ktoś musi zrobić radykalny porządek. Już tak kiedyś było i mam nadzieję, że historia się nie powtórzy. Wtedy dopiero zapanowałby chaos. Niemniej trochę porządku by się tu przydało. Tylko kto ma go zrobić?

Marek Mika

Od Redakcji

A już myśleliśmy, że gorzej niż u nas być nie może.


Przechadzka po sztolni w Kowarach

Dwaj redaktorzy NEUTRONÓW postanowili wykorzystać część zaległego urlopu. Gdzież jednak mogli pojechać, by nie tracić kontaktu z atomistyką? Oczywiście w okolice Kowar.

Od pewnego czasu jedną z atrakcji turystycznych Karkonoszy stała się sztolnia poszukiwawcza nr 9 nieczynnej kopalni rud żelaza i uranu w Kowarach. Obiekt koło Jeleniej Strugi został wynajęty przez prywatnego przedsiębiorcę, który urządził w nim podziemną trasę turystyczną "Skarbiec Walonów - sztolnie Kowary". W trakcie godzinnej wycieczki zwiedza się 1200 metrów chodników sztolni. Część ekspozycji została poświęcona wczesnośredniowiecznym poszukiwaczom bogactw mineralnych i kamieni półszlachetnych, zwanych Walonami lub Walończykami. Od XII do XV wieku penetrowali Karkonosze, a dokonywane przez nich odkrycia umożliwiły założenie już w połowie XII wieku pierwszych na tym terenie kopalń. Zainteresowanie (głównie młodszych dzieci) rozbudzają skarbczyki miejscowych agatów, turmalinu i różowego kwarcu. Stoiska z pamiątkami przed wejściem do sztolni pozwalają tę fascynację zamienić w kamień dobrany do znaku zodiaku (babilońskiego, chińskiego, azteckiego i paru jeszcze innych), konfiguracji planet oraz aktualnego horoskopu.

Kolejny wątek ekspozycji wiąże się z zapoczątkowanym przez Niemców w latach 1920-tych wydobyciem rud uranu. Z Kowar pochodziła część uranu do programu, ukrytego pod kryptonimem Virushaus, budowy przez III Rzeszę "palnika uranowego" czyli uranowego źródła ciepła. Program ten pod koniec wojny przekształcił się w mrzonki o stworzeniu niemieckiej bomby atomowej - Kreisbombe (bomby niszczącej cały powiat). Po wojnie wydobyciem rudy uranu zajmowały się owiane tajemnicą Zakłady R1, a pracowały oczywiście na potrzeby ówczesnego Związku Radzieckiego. W latach 1970-tych wyeksploatowany obiekt przejęła Politechnika Wrocławska - jako miejsce studenckich ćwiczeń w odstrzałach górniczych. Na terenie byłej kopalni Podgórze uruchomiono też podziemne inhalatorium radonowe Cieplice, dla kuracjuszy cierpiących na schorzenia układu oddechowego. Tego samego radonu, którego panicznie boją się zieloni (ze strachu?) żurnaliści.

W sztolni skansenu można obejrzeć pozostałości wyposażenia kopalni - sprzęt do wiercenia otworów strzelniczych, elektryczne instalacje zapłonowe, skorodowane zestawy wagoników kopalnianej kolejki, obudów chodnika - wreszcie pozostałości leżanek podziemnego sanatorium. Nie skrywane zainteresowanie wycieczkowiczów budzi przechodząca przez wyrobisko żyła rudy uranu oraz demonstracja działania licznika Geiger-Mullera.

Przewodniczki są dobrze przygotowane do prezentowania zagadnień, choć trzeba wyraźnie podkreślić, że ogólny poziom prezentacji dostosowany jest do poziomu przeciętnie znudzonego wypoczynkiem wczasowicza z żoną i pęczkiem nieletniego przychówku. Stąd w prezentacji historii Walończyków więcej legend o baśniowych skarbach niż udokumentowanych faktów z historii średniowiecznego górnictwa.

Zwiedzanie sztolni staje się (obok wyjazdów do Skalnego Miasta w Czechach) jedną z najpopularniejszych atrakcji w rejonie Karkonoszy. W wycieczkach masowy udział biorą całe rodziny wczasowiczów, z małymi dziećmi włącznie. Widać też wyraźne zainteresowanie lokalnych władz rozbudową zaplecza turystycznego obiektu i jego promocją. Godnym odnotowania jest brak jakichkolwiek przejawów fobii radiologicznej wśród zwiedzających. Karierę robi też bogata w radon źródlana woda 'Potencjałka' z Jeleniej Strugi, zwiększająca ponoć potencjał sił prokreacyjnych płci obojga. Nie wykluczone, że dla ułatwienia przyswajania leku ktoś wpadnie wkrótce na pomysł uwarzenia na niej piwa. Jak na razie ulubionym napojem turystów z Niemiec jest "cywietz", którego ładnymi paroma wiaderkami 2/3 Redakcji NEUTRONÓW odkamieniało sobie własne nerki. Z dumą zauważyliśmy, że nasz rodzimy produkt wyparł z lokalnego rynku wszelką konkurencję browarów zagranicznych.

MAR


Rój w Świerku

Są w Świerku miejsca, gdzie spokój, cisza i nuda triumwirat sprawują. Do takich należy rejon między byłą remizą straży pożarnej (obecnie mieszczącą kotłownię), zapleczem ZDAJ-u, dawnym barakiem zaopatrzenia (aktualnie Dział Szkolenia) oraz wspólnym barakiem plazmy wysokotemperaturowej (w rozsypce) i akceleratorów (w powolnej likwidacji).

W tym oto miejscu pojawił się dziw przyrody, z rodzaju tych, co to przed prognozą pogody w głównym wydaniu je pokazują. Na wysokości 8 metrów nad ziemią rój 6-7 tysięcy dzikich pszczół zbudował sobie kwaterę. Tworzyło ją pięć olbrzymich plastrów i trzy mniejsze, podwieszone od południowej strony pod konarem modrzewia. Rojenie się pszczół zauważono już w maju, nikt jednak nie przypuszczał, że zadomowią się w tak dziwnym miejscu. Związany ze Świerkiem pszczelarz, pan Jerzy Tombacher, plaster po plastrze przeniósł dzikie lokatorki do ucywilizowanego ula ze styropianu. Cała operacja okadzania, odcinania plastrów, ich znoszenia, wreszcie przenoszenia pszczół - trwała ładnych kilka godzin, wnosząc w spokojne życie Ośrodka jakże potrzebną odmianę.

Pszczoły okazały się być krzyżówką miejscowych z południowoeuropejskimi. To od nich pewnie przejęły pomysł zbudowania nieosłoniętego ula bezpośrednio pod konarem, a nie w dziupli drzewa. Miodu miały jeszcze na dwa tygodnie, po czym by zginęły w jesiennym chłodzie z głodu lub zimna. Sam miód nawet smaczny - Redakcja sprawdziła to organoleptycznie.

W tej chwili dalszy los roju nie jest już niczym zagrożony. Pszczoły znalazły schronienie w jednym ze 100 uli swojego wybawcy - by przetrwać zimę na początek dostały 12 kg cukru. Pan Jerzy Tombacher przez wiele lat pracował na reaktorze MARIA, jest też osobą znaną w środowisku pszczelarzy - był szefem mazowieckiego oddziału stowarzyszenia.

Żadna z telewizji nie przysłała ekipy do Świerka, by uwiecznić to wydarzenie. No cóż - właśnie zaczął się jesienny sezon protestacyjny na miejscu w Warszawie. Gdyby rój znalazł sobie schronienie w reaktorze, najlepiej w rdzeniu - to może ktoś by się pofatygował. Ale nic straconego, w przyszłym roku będzie go można z powrotem w jakieś bardziej medialne miejsce przenieść. To, że nikt z zewnątrz nie zainteresował się tym niezwykle rzadkim w naszym klimacie zjawiskiem - jest ilustracją podejścia niektórych instytucji do spełnianej przez nie, za społeczne pieniądze, misji informacyjno-edukacyjnej.

Pszczoły wprowadziły pewne ożywienie w senne rejony Ośrodka. Tuż obok dzikiego ula kilka tygodni temu samochód pewnej hurtowni zderzył się przed pawilonem Działu Doradztwa i Szkolenia z furgonetką do przewozu ciekłego azotu. Przyjechała policja, która w trakcie spisywania raportu zupełnie przypadkowo zauważyła brak jakiegokolwiek formalnego oznakowania budynku, przez miejscowych zwanego "pałacykiem Dobrzyńskich". Brak szyldu został wkrótce naprawiony, pawilonik zdobi więc dzisiaj gustowna tablica o wymiarach niewiele mniejszych od billboardu Ośrodka na zjeździe z szosy lubelskiej.

Redakcja NEUTRONÓW w pełni popiera rozszerzenie tej akcji na wszelkie podmioty organizacyjne Instytutu. Zdaniem zaś niektórych sam Ośrodek powinien sprawić sobie na "czerwonej oberży" neon, jak nie przymierzając ten na dworcu w Koluszkach. Wtedy staniemy się widoczni zza wszystkich okrążających nas stacji benzynowych, hurtowni budowlanych, składów tworzyw sztucznych, hoteli i agencji towarzyskich.

MAR


Z ostatniej chwili

W 41 numerze tygodnika NASZA POLSKA z dnia 14.10 br. szósta strona została poświęcona Jednostkom Badawczo-Rozwojowym, Liście Innowacyjnych Projektów Naukowo-Badawczych, możliwości modyfikowania krzemu w MARII, a także animatorowi ruchu na rzecz wykorzystania praktycznego nauki polskiej - profesorowi Czachorowi.

KAN


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony