[NEUTRONY]

NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 1 (113) / 2004
15 stycznia 2004

W numerze:
  • Dwugłos o wyborach w OBRI
  • Trójgłos na temat klasycznej teorii zjawisk atomowych
  • Korespondencja z Indii
  • 1:1 ze wskazaniem
  • Świątobliwy Sylwester

OBRI GATE

W grudniu 2003 r. na terenie Ośrodka w Świerku, w OBRI, doszło do bardzo poważnego, bezprecedensowego w branży nauki aktu naruszenia prawa - pod bezpośrednią presją dyrektora OBRI Zbigniewa Bazaniaka, któremu nie spodobał się skład nowo wybranej Rady Naukowej OBRI, Komisja Wyborcza unieważniła wybory. Argumenty dyrektora przyjęte przez Komisję Wyborczą są niezgodne z faktami i obowiązującym w OBRI Regulaminem Wyborczym. Po zaznajomieniu się ze sprawą Komisja Międzyzakładowa MOZ NSZZ "Solidarność" Instytutów Atomistyki w Świerku zwróciła się do Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "S" z prośbą o pomoc. W dniu 05.01.2004r. Krajowa Sekcja Nauki NSZZ "Solidarność" wystąpiła do Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej prof. dr hab. Jerzego Hausnera z prośbą o pilną interwencję w w/w sprawie.

Zgodnie z kalendarzem wyborczym podanym do publicznej wiadomości w dniu 30.10.2003r. Komisja Wyborcza ogłosiła listę kandydatów do Rady Naukowej OBRI 18 listopada 2003r. Nikt nie zgłosił żadnych zastrzeżeń dotyczących kandydatów na członków Rady, których zakwalifikowała do wyborów Komisja Wyborcza. 24 listopada 2003r. zostały przeprowadzone wybory, sporządzono protokół z głosowania, w którym stwierdzono ważność wyborów i ogłoszono listę osób wybranych do Rady Naukowej OBRI.

Dyrektor OBRI Z. Bazaniak zgłasza Przewodniczącemu ustępującej Rady Naukowej w dniu 26 listopada 2003r. zastrzeżenie dotyczące kwalifikacji niektórych, nowo wybranych członków Rady i stwierdza, że wybory należy uznać za nieważne. Przewodniczący Rady Naukowej odrzuca zastrzeżenia dyrektora w piśmie z dnia 8 grudnia 2003r., uważając, iż wybory zostały przeprowadzone prawidłowo.

Komisja Wyborcza składająca się z osób podległych dyrektorowi uznaje argumenty Pana Bazaniaka dotyczące braku odpowiednich kwalifikacji dwóch wybranych do Rady Naukowej osób i w komunikacie z dnia 11 grudnia 2003r. ogłasza nieważność wyborów.

Powstaje pytanie, czy członkowie Komisji Wyborczej są kompetentni do określenia kwalifikacji osób posiadających stopnie naukowe i określania ich przydatności w pracach Rady Naukowej OBRI. Jeżeli przyjmiemy, że są, to dopuszczając nazwiska kandydatów na listy wyborcze dokonali ich pozytywnej weryfikacji. Powtórzenie procesu weryfikacji pod naciskiem dyrektora po przeprowadzonych wyborach budzi zdziwienie, zaś w świetle posiadanych dokumentów razi wyjątkową niesłusznością.

Ustawa o JBR-ach nie precyzuje w art. 25 ust. 2 pkt 3 pojęcia osoby wyróżniającej "się zasobem wiedzy i praktycznym dorobkiem w dziedzinie objętej zakresem działania jednostki badawczo-rozwojowej". Niewątpliwie zakwestionowane przez Dyrektora Bazaniaka i za nim przez Komisję Wyborczą osoby, posiadające duży dorobek naukowy i praktyczny w dziedzinie techniki jądrowej, spełniają warunek zawarty w art. 25 ust. 2 pkt 3 ustawy. Osoby te zatrudnione są na stanowiskach naukowych w "bratnim" Instytucie Energii Atomowej w Świerku i z racji swojej wiedzy i doświadczenia mogą bardzo owocnie przyczyniać się do spełniania przez Radę Naukową OBRI jej ustawowych zadań określonych art. 24 ustawy, w szczególności: w ustalaniu perspektywicznych kierunków działalności naukowej, rozwojowej i wdrożeniowej, w opiniowaniu kierunkowych planów tematycznych oraz wniosków dotyczących stałej współpracy OBRI z innymi osobami prawnymi.

Należy przyjąć, iż jedynym powodem zakwestionowania przez Dyrektora wyboru tych osób do Rady, jest ich niezależność od niego oraz fakt popierania ich kandydatur przez związek zawodowy "Solidarność". Działania Dyrektora OBRI mogą zostać poddane ocenie na podstawie art. 32 ust 2 Ustawy Zasadniczej RP.

Przedstawione zdarzenie jest bezprecedensowym przykładem działań przekreślających sens demokratycznych wyborów. Jest wyrazem arogancji wobec wszystkich osób kandydujących i Załogi Ośrodka - jest rażącym naruszeniem zasad współżycia społecznego. Pogodzenie się z decyzją Komisji Wyborczej oznaczałoby uznanie za normę nieliczenie się z wolą wyborców.

Stanisław Gębalski


Cudu nad urną nie było (?)

Jak już pisano w NEUTRONACH (Nr 11 (112) / 2003), w OBRI-Polatom odbyły się wybory do Rady Naukowej. Na szczęście nie było tam żadnego "cudu nad urną", tak ulubionego przez dziennikarzy i wielu żądnych sensacji czytelników. Tym niemniej było coś nie mniej zaskakującego i niemalże graniczącego z cudem - wybory zostały unieważnione przez samą Komisję Wyborczą! I to nie z winy głosujących lub uchybień w stosowanych procedurach wyborczych, tylko z winy błędu Komisji, która już po wyborach sama uznała, że popełniła błędy w sprawdzaniu zgodności formalnych kwalifikacji niektórych proponowanych "zewnętrznych" (spoza OBRI) kandydatów do Rady z wymaganiami zawartymi w kilku stosownych paragrafach ustawy rządowej o JBR-ach. Jeszcze bym zrozumiał, że w wypadku rzeczywistego potwierdzenia tych błędów przez wysoko kwalifikowanych niezależnych prawników należałoby przeprowadzić wybory uzupełniające dla jednego lub kilku nowych kandydatów zewnętrznych (lub żeby weszli na te kwestionowane pozycje następni kandydaci zewnętrzni w kolejności zdobytych głosów), ale żeby z tego powodu unieważniać całe, prawidłowo przeprowadzone wybory? Czy Komisja Wyborcza nie ma najmniejszego szacunku ani dla wyborców, ani przynajmniej dla swojej rzetelnej, mam nadzieję, pracy?

Niestety jest w tej sprawie drugie dno - konflikt między Dyrekcją OBRI i pracownikami zrzeszonymi w NSZZ "Solidarność". Na zebraniu członków Związku z udziałem zaproszonych gości, które odbyło się wkrótce po wyborach, między innymi wysunięto zarzut, że to nie Komisja Wyborcza samodzielnie dopatrzyła się błędów w swojej pracy, ale że stało się tak dopiero po interwencji Dyrektora OBRI!

Nie chcę tu zabierać głosu ani w sprawie słuszności tego zarzutu, ani w sprawach istniejącego w OBRI konfliktu Dyrekcji z pracownikami. Tym niemniej jest dla mnie niemalże nie do uwierzenia, że Przewodniczący Związku może być wbrew prawu usunięty z pracy tylko z powodu konfliktu z Dyrekcją. Ale jeżeli rzeczywiście przedstawione na wspomnianym zebraniu zarzuty znajdą potwierdzenie, to sprawa zaczyna być bardzo poważna, bo jest to zagrożenie dla demokracji i praworządności w Świerkowych Instytutach - niestety nie pierwsze. Konflikty i spory Dyrekcji IPJ ze Związkami były już omawiane na stronach NEUTRONÓW. To bardzo smutne, że takie rzeczy dzieją się w właśnie Świerku, który był kiedyś taką ostoją oporu przeciwko samowładztwu "nieomylnej partii" i solą w oku UB, że nie znaleziono innej metody, jak tylko karę dla niepokornych - ówczesny IBJ trzeba było rozbić i poszatkować, aby przy tej okazji usunąć przynajmniej najbardziej aktywnych pracowników i utrudnić kontakty pomiędzy pozostałymi.

Niestety ta walka nie skończyła się z upadkiem PRL. Zbyt wielu rządzących, szczególnie tych w starszym wieku (ale nie tylko!), wspomina te "dobre, stare czasy" PRL z rozrzewnieniem. Wzory samowładztwa, lekceważenia reguł demokracji, lekceważenia głosów i praw "motłochu" pracowników są niestety wciąż żywe (mam nadzieję, że nie "wiecznie żywe" - skąd ja pamiętam ten stary slogan?). Mamy inne czasy - państwowe instytucje to nie są prywatne folwarki, a zarządzający nimi nie mają praw ekonomów - o czym nie tylko pracownicy powinni zawsze pamiętać.

A pracownicy powinni nie tylko pamiętać, ale i nie rezygnować z walki o swoje prawa, nawet gdyby ta walka wydawała się pozornie beznadziejna i skazana na niepowodzenie.

R. Kaczarowski


Szopka w IPJ

Przed laty, gdy już wszyscy przekonali się, iż tzw. "zimna fuzja" (reakcje termojądrowe w elektrolizerze z elektrodami z palladu, napełnionym ciężką wodą) to nie tylko pomyłka, lecz wręcz oszustwo, w IEA odbyło się seminarium, na którym docent z IPJ usiłował wykazać, że taki proces istnieje i jego teoria budowy atomu wodoru to przewiduje.

Podobną szopkę zafundował nam IPJ zapraszając tegoż docenta (obecnie pracownika IEA) do wygłoszenia konwersatorium pt. "KLASYCZNA TEORIA ZDERZEŃ ATOMOWYCH A ELEKTRONOWA BUDOWA ATOMU, CZĄSTECZKI I CIAŁA STAŁEGO".

Oj, i się działo! Najpierw w streszczeniu znalazły się sformułowania: "... odejście od deterministycznych praw fizyki klasycznej było co najmniej przedwczesne. Był to błędny krok, który zahamował rozwój wiedzy o atomie na wiele dziesiątków lat", pod czym podpisali się dwaj profesorowie, dyrektorzy IPJ. Co prawda, przerażeni tym, co zrobili, rozesłali następnie tzw. Wyjaśnienie i powiesili na tablicy ogłoszeń na Hożej (lecz nie w Świerku), w którym piszą: "Nie firmujemy żadnych z tych wniosków, nie możemy podpisać się pod niektórymi stwierdzeniami zawartymi w streszczeniu referatu (choć się już podpisali - TK), uważamy jednak, że rzeczowa, merytoryczna dyskusja nad nimi może przyczynić się do wyjaśnienia wielu wątpliwości".

Niestety prowadzący konwersatorium tę merytoryczną dyskusję uniemożliwił, zabraniając zadawania pytań w trakcie wystąpienia - zapomniał, iż "konwersatorium" kojarzy się ze słowem "konwersacja". Zamieniło się wówczas konwersatorium w wolną trybunę, na której prelegent mógł swobodnie wygłaszać pseudonaukowe wywody ośmieszając IPJ. Dzięki temu prelegent mógł swobodnie "przejechać się" po wszystkich fizykach zajmujących się zderzeniami, a jakoby nie potrafiących nic policzyć i przewidzieć. A przecież miliardy (euro) wydawane na świecie na tego typu badania oparte są na bardzo ścisłych obliczeniach i przewidywaniach, ale ignorantom zawsze wydaje się, że wiedzą najlepiej.

Główna część konwersatorium poświęcona była prezentacji "teorii swobodnego spadku" atomu, w którym elektron zatacza przedziwne epicykle ignorując zasady mechaniki kwantowej i elektrodynamiki. Próba podjęcia przeze mnie merytorycznej dyskusji nieprawidłowości i oczywistych niezgodności z doświadczeniem takiej "teorii" została zignorowana przez prelegenta, gdyż odpowiedź może być tylko jedna - nie znam i nie rozumiem tych dziedzin fizyki i brak mi wiedzy o współczesnych doświadczeniach.

Nadrzędnym celem wystąpienia było jednak obalenie mechaniki kwantowej - jednakże to, co prelegent obalał, był to stary (stuknęło mu już 90 lat) model atomu Bohra, który ma tyle wspólnego z opisem współczesnym, co i nic. Fizycy (prawdziwi) wiedzą, iż mechanika kwantowa (jak i każda teoria fizyczna) ma charakter prowizoryczny: wtopi się kiedyś w teorię bardziej ogólną. Nie oznacza to jednak, że do zrozumienia mikroświata ma wystarczyć równanie Newtona (nierelatywistyczne!) i elektrostatyka, jak twierdził prelegent.

Zaszokowało mnie audytorium - pełne, zdawałoby się, światłych ludzi - które milczało, a przecież to oznaczało zgodę na te nonsensy wygłaszane ex cathedra.

I tak okazuje się, że w naszych instytutach w Świerku marnuje się pieniądze na tworzenie teorii epicykli po odkryciu Kopernika. Tak nam się marzy, byśmy stali się instytutami Polskiej Akademii NAUK, a tu pachnie w tej szopce nie siankiem, a grajdołem i wręcz zadu..em.

Tadeusz Kozłowski


List do Redakcji

Szanowna Redakcjo, Drodzy Czytelnicy NEUTRONÓW,

Korzystając z ram naszego czasopisma, chciałbym przekazać wyrazy podziękowania Prof. Ludwikowi Dobrzyńskiemu, któremu jestem wdzięczny za takt przy poprowadzeniu gorącej dyskusji towarzyszącej mojemu seminarium, które miało miejsce 18 grudnia 2003 roku w Świerku. To Jego zasługą było umożliwienie mi niezakłóconego toku wykładu, pozwalającego na przekazanie uczestnikom spotkania, chociażby niewielkiej cząstki wiedzy, jaką udało mi się nagromadzić w trakcie wielu lat prowadzonych przeze mnie badań. Z mojej strony cieszyła mnie, autentyczna ciekawość i zainteresowanie wielu spośród słuchaczy, jak i co ważniejsze, ogólny charakter dyskusji panującej na sali. Tych, których zainteresowały poruszane przez ze mnie tematy odsyłam bądź do mojej strony internetowej: www.gryzinski.com, bądź do mojej książki "Sprawa Atomu" znajdującej się w bibliotece IPJ czy IEA w Świerku, czy też w bibliotece Instytutu Fizyki na ul. Hożej 69.

Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się szczegółowo, o znajdującej się w powszechnym użyciu, mojej klasycznej teorii zderzeń atomowych, czy też o obserwowanym w astrofizycznych zjawiskach odkrytym przeze mnie molekularnym mechanizmie reakcji syntezy jądrowej; p+e+p -> d+ hv, (nie mylić z pojęciem zimnej fuzji wymyślonym na gruncie mechaniki kwantowej), może zajrzeć do przeglądarki Google pod hasło: gryzinski.

Michał Gryziński


Oskarżenia i kalumnie

Znów na łamy (pliki?) naszego pisma powróciła sprawa teorii swobodnego spadku. W związku z tą teorią parę lat temu pozwoliliśmy sobie zapoznać Czytelników NEUTRONÓW z naszymi poglądami na temat roli fizyki i teorii fizycznych w wyjaśnianiu otaczającej nas rzeczywistości. Wydaje nam się, że w świetle artykułu dr. Tadeusza Kozłowskiego warto powtórzyć raz jeszcze, co sądzimy na temat teorii Michała Gryzińskiego.

Przed paroma wiekami rozgorzał spór pomiędzy dwoma wielkimi uczonymi na temat natury światła. Newton był zdania, że światło to strumień cząstek, natomiast Huygens twierdził, że światło ma naturę falową. Dzisiaj problem wydaje się rozstrzygnięty. Nikogo już nie dziwi, że pewne zjawiska związane z promieniowaniem elektromagnetycznym są doskonale opisywane przez teorię korpuskularną, a inne znów przez teorię falową. Wszyscy się zgadzamy, że przy obecnym stanie wiedzy promieniowanie elektromagnetyczne ma dwoistą naturę. Może kiedyś w mniej lub bardziej odległej przyszłości powstanie teoria, która połączy dwa aspekty promieniowania elektromagnetycznego w jedną spójną całość, ale na razie musimy się pogodzić z tym, że konkretny obiekt fizyczny dopuszcza dwa opisy na pierwszy rzut oka całkowicie ze sobą sprzeczne.

W tej sytuacji nie powinno nas też dziwić, że również cząstki elementarne, jądra atomowe, atomy i cząsteczki chemiczne można traktować nie tylko jako zlokalizowane w przestrzeni obiekty dyskretne, ale również jako fale. Właśnie tak mechanika kwantowa, która naprawdę powinna się nazywać falową teorią materii, opisuje mikroświat. Jeśli promieniowanie elektromagnetyczne ma naturę dwoistą, to dlaczego tego przywileju mamy odmawiać materii. Nikogo nie powinno niepokoić to, że nie wiemy, co właściwie faluje. Fizyka nie zajmuje się naturą rzeczy, ale opisem zjawisk zachodzących w przyrodzie, nie zadaje pytań w rodzaju, co to jest ładunek elektryczny, masa albo spin, i ogranicza się wyłącznie do opisu obiektów fizycznych nie pytając, czym w istocie są.

Z tego, co napisaliśmy, wynika, że nie zgadzamy się z Michałem Gryzińskim, kiedy krytykuje on mechanikę kwantową. Uważamy, że mechanika kwantowa jest pełnoprawną teorią fizyczną, spełniającą kryterium falsyfikacji Karla Poppera, i nie ma najmniejszego powodu, aby uważać tych, co zajmują się tą dziedziną fizyki, za oszustów lub głupców.

Z drugiej strony sądzimy, że klasyczna zmodyfikowana teoria atomu Bohra może bez żadnej szkody dla nauki być rozwijana przez Gryzińskiego i jego zwolenników. Jeśli niektóre zjawiska dają się opisać w prostym języku, to dlaczego tego nie robić. Przypominamy sytuację w mechanice płynów. Wiadomo, że każdy płyn stanowi gromadę cząsteczek poruszających się bezładnie w naczyniu, ale nie przeszkadza nam to, że w praktycznych obliczeniach traktujemy zwykle płyn jako ośrodek ciągły opisywany przez równanie Naviera-Stokesa.

Kończymy nasz wywód dwoma apelami. Pierwszy jest do Michała Gryzińskiego, aby pogodził się z tym, że mechanika kwantowa jest i w dającej się przewidzieć przyszłości będzie pełnoprawnym opisem wybranej kategorii zjawisk fizycznych, skoncentrował się na rozwijaniu swojej własnej teorii i zaniechał atakowaniu konkurencji. Tadeusza Kozłowskiego i innych osób zwalczających teorię swobodnego spadku prosimy o wyrozumiałość w stosunku do tych, co propagują teorie inne niż aktualnie obowiązujące w nauce. Ich działalność w ustrojach demokratycznych nie przynosi żadnej szkody, a nigdy nie wiadomo, czy nawet najbardziej kontrowersyjne teorie nie znajdą kiedyś zastosowania przy opisywania złożonej rzeczywistości otaczającego nas świata.

JAM


Moralność kasty

Wiele lat temu, gdy byłem w świętym mieście Varanasi (dawniej Benares) w Indiach, miałem bardzo ciekawą dyskusję ze studentami i młodymi pracownikami naukowymi tamtejszych uczelni. Morałem z tej dyskusji było, że pomimo wszystkich trudności okresu przejściowego, naszych "równych i równiejszych" i tak dalej, to Polska jest jednak bardzo szczęśliwym krajem, bo nie ma w nim kast! Wtedy byłem nawet dumny z takiej konkluzji, ale coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy była ona rzeczywiście prawdziwa.

Opowiadał mi kolega pracujący w pewnej instytucji mającej co nieco wspólnego z nauką, że gdy był kierownikiem działu i musiał się borykać ze związaną z jego stanowiskiem biurokracją, to porządkując papiery trafił kiedyś na wniosek w sprawie wyjazdu zagranicznego jednego z profesorów. Zdziwił go fakt, że pod wnioskiem co prawda była jego pieczątka, ale podpis był "z up.", którego w sprawach finansowych zwykle nikomu nie dawał. Przyjrzał się więc dokładnie wnioskowi. Profesor wyjeżdżający na konferencję wpisał w rubryce kosztów 6 diet plus jedna dojazdowa i 5 noclegów. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie załączone zaproszenie na konferencję, w którym zapraszający profesor, zresztą Polak znający nasze wieczne kłopoty z finansowaniem, wyraźnie chciał się "postawić" i obiecywał pokrycie nie tylko kosztów konferencji, ale i wszystkich kosztów wizyty, nawet łącznie z dojazdem z i do lotniska. W tej sytuacji wyjeżdżającemu profesorowi nie przysługiwały oczywiście żadne diety i noclegi - wiadomo, ciągle za małych pieniędzy na współpracę z zagranicą musi jakoś starczyć dla wszystkich. Ale profesor pieniądze pobrał, umniejszając wyjazdową pulę i, co tu ukrywać, po prostu okradając kolegów. Czegoś takiego mój kolega na pewno by nie podpisał, jak sam to przyznał. Nic dziwnego, że wniosek dostał do podpisania ktoś inny, młody człowiek zatrudniony... w pracowni rzeczonego profesora. Nawet trudno byłoby za to winić młodego, bo pewnie nie miał wielkiego wyboru.

Po jakimś czasie sfrustrowany kolega nie bardzo wiedząc, co ma począć z tym fantem, zwrócił się do starszego profesora, byłego wicedyrektora instytucji. I usłyszał coś, co nieźle wstrząsnęło jego wiarę w etykę środowiska: "Panie kolego, w jego przypadku to nie pierwszy raz i to nie tylko on jeden! Ot, takie ludzkie słabostki..." Czy naprawdę tylko "słabostki"? Dlaczego nikt nie chce nazwać tego po imieniu i wyciągnąć właściwych konsekwencji? Jeżeli Kowalski kradnie, to idzie do paki, chyba, że jest profesorem, bo wtedy po prostu "ulega ludzkim słabostkom" i znakomite środowisko przymyka oczy. W tej sytuacji zawiadomienie o przestępstwie zostanie przez podobnie myślącą część środowiska naukowego, z którego etyki i moralności tak chcielibyśmy być dumni, nazwane wręcz "donosem"!

Czy jednak środowisko naukowe jest aż takim wyjątkiem? Weźmy na przykład typowe "męskie" środowisko, w którym systematyczne zdradzanie żony przez kumpla wręcz wypada uznać za taką sobie "ludzką słabostkę". Panie to już raczej się z tą opinią nie zgodzą. Ale również i ci sami panowie, chociaż może dopiero po pierwszym (zatwardziali dopiero po trzecim) piwie, ale jednak w końcu przyznają, że to nie żadna "słabostka", ale unieszczęśliwianie innego człowieka i, co tu dużo mówić, po prostu zwykła podłość.

Jak widać, kasty i święte krowy są folklorem nie tylko dalekich Indii. Trochę szkoda, że w rzeczonym środowisku naukowym tak rzadko pije się piwo (lub przynajmniej głośno się do tego nie przyznaje!), bo może byśmy wreszcie usłyszeli kilka słów prawdy o moralności i etyce co poniektórych członków tej wielce szacownej kasty...

R. Kaczarowski


Remis w trzynastkach

Rok temu donosiliśmy o przykrym dla pracowników IPJ przymusowym urlopie w grudniu 2002. W roku 2003 IPJ był w wyraźnie lepszej kondycji finansowej - nie dość, że przymusowego urlopu nie było, to jeszcze wypłacono 'trzynastkę'. Tymczasem w IEA o 'trzynastce' było cicho. Na szczęście wieść o sukcesie IPJ szybko się rozeszła po Świerku i dotarła m.in. do Związków Zawodowych, które to poszły do Dyrektora IEA delikatnie zapytać czy w IEA jest aż tak źle w tym roku. Dyrektor zareagował natychmiast i także w IEA 'trzynastkę' wypłacono. W sumie, w 'trzynastkach' jest remis, jednak ze wskazaniem na IPJ, który był o parę dni szybszy.

Jan Mrufka


Trzeźwy jak atom

Czujne oko Redakcji w okołosylwestrowej papce telemedialnej wyłapało niezwykłe wydarzenie. Otóż pewna grupa inicjatywna zorganizowała w bazylice (jednej z największych w naszej galaktyce) nocne czuwanie noworoczne, poprzedzone bezalkoholowym balem w parafialnym kompleksie pielgrzymkowym. Z niekłamaną dumą wśród najważniejszych organizatorów tej imprezy zauważyliśmy sympatycznego profesora z naszego Świerkowego podwórka. Nie wszyscy więc atomiści spędzili tę wyjątkową noc przy szampanie.

MAR


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski: k.andrzejewski@cyf.gov.pl
Janusz Mika: mika@waw.pdi.net
Marek A. Rabiński: rabinski@ipj.gov.pl (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony