[NEUTRONY]

NEUTRONY – niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 5 (117) / 2004
27 września 2004

W numerze:
  • Znowu razem?
  • Mniej niż zero koma trzy
  • Goły FAKT, fakt za faktem, faktem pogania
  • Koniec z reformami (w Niemczech)
  • Sezon ogórkowy i termojady
  • Zwrot GAZETY przez rufę
  • Konik polny i mrówka - remake
  • NEUTRONY zwiększają dystans

Gorące myśli

"Brak inwestycji w naukę, to inwestycja w ignorancję" - motto VIII Festiwalu Nauki.

"Obecny entuzjazm dla 'rozwoju zrównoważonego' prowadzi wielu polityków do złudzeń, że zielona, odnawialna energia wybawi nas dziś. Jest to pobożne życzenie. Potrzebujemy całej 'czystej energii' (wolnej od CO2), jaka w Wielkiej Brytanii i Europie znajdzie się w zasięgu naszych rąk przez następne pięćdziesiąt lat. Oznacza to energię odnawialną, hydroenergię, energię wiatrową, falowania, przypływów, słoneczną i biomasy oraz energię wszystkich elektrowni jądrowych - jeśli mamy przerwać rosnącą zależność od ropy i gazu z Bliskiego Wschodu oraz zabezpieczyć wzrost gospodarczy. Głupotą jest stawianie energii odnawialnych przeciw energetyce jądrowej jakby były strategiami alternatywnymi - prosta arytmetyka wskazuje, że to się nie sprawdzi. Nadszedł czas by podjąć bolesne decyzje; zwłoka tylko pogorszy sprawę." - profesor Ian Fells, przewodniczący Centrum Nowych i Odnawialnych Energii w Northumberland (Wielka Brytania) - "Renewables and EU Energy Strategy", EU Reporter, 13-17 September, 2004.


Komisja połączeniowa II

11 sierpnia 2004 roku Minister Gospodarki i Pracy powołał Komisję ds. analizy i oceny możliwości oraz określenia warunków połączenia jednostek badawczo-rozwojowych - Instytutu Energii Atomowej z Instytutem Problemów Jądrowych. Zadaniem komisji jest między innymi opracowanie analizy stanu organizacyjno-prawnego, oceny stanu ekonomiczno-finansowego oraz ustalenie warunków, na jakich zostanie dokonane połączenie. Nowa komisja tym się różni od starej, że nie jest przewidziane dołączenie OBRI.

W skład komisji weszli:

  • Ryszard Kwieciński (Ministerstwo Gospodarki i Pracy) - przewodniczący Komisji,
  • prof. dr hab. Stefan Chwaszczewski (przedstawiciel dyrekcji IEA),
  • mgr Stanisław Gębalski (przedstawiciel Związków Zawodowych IPJ),
  • prof. dr hab. Janusz Mika (przewodniczący Rady Naukowej IEA),
  • prof. dr hab. Jan Nassalski (przedstawiciel dyrekcji IPJ),
  • Władysław Sikora (Ministerstwo Gospodarki i Pracy),
  • prof. dr hab. Ryszard Sosnowski (przedstawiciel Rady Naukowej IPJ),
  • mgr Ewa Szlichcińska (przedstawicielka NSZZ Solidarność IEA),
  • doc. dr hab. Marcin Szuta (przedstawiciel ZNP IEA).

Komisja została zobowiązana do zakończenia prac najpóźniej w ciągu czterech miesięcy od jej powołania, to znaczy do 11 grudnia 2004 roku. 23 września odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji, na którym wręczono jej członkom ankietę "Analiza i ocena możliwości oraz warunki połączenia jednostek badawczo-rozwojowych: IPJ i IEA". Trudno spodziewać się, aby dotychczasowe opinie zainteresowanych stron na temat połączenia zmieniły się w istotny sposób, bo nie zmieniły się uwarunkowania bytu obu Instytutów.

MAR


0,268%

Tyle według rządowego projektu miały wynosić w przyszłym roku wydatki budżetu na naukę. Wśród polskich uczonych zawrzało. Prezes PAN zwołał nagłe spotkanie dyrektorów placówek naukowych sobie podległych. Na spotkaniu zgłoszono projekt otwartego buntu, który miałby polegać na podaniu się do dymisji wszystkich dyrektorów, ale zwyciężyła opcja mniej radykalna: spotkanie z premierem i próba przekonania go o dramatyzmie sytuacji w polskiej nauce. Wiceprezes PAN stwierdził, że jeśli interwencje się nie powiodą, to w placówkach PAN trzeba będzie zmniejszyć zatrudnienie o 10%, a nawet zamknąć niektóre instytuty. Interwencje odniosły skutek, rząd się ugiął i zwiększył dotację na naukę w roku 2005 do poziomu tegorocznego czyli do 0.31%. Mam wrażenie, że ze strony rządu była to tylko gra, od dawna stosowana w handlu i w wielu innych dziedzinach. Scenariusz jest następujący: Jakaś firma występuje na rynku z nowym produktem. Początkowa cena jest znacznie wyższa niż koszt produkcji i marża zwyczajowa w tej dziedzinie handlu. Po pewnym czasie firma zaczyna obniżać cenę ogłaszając obniżki, promocje, bonifikaty itp. Ostateczna cena zapewnia firmie odpowiedni zysk, a klienci wykupują towar w przekonaniu, że robią świetny interes. Podobny chwyt zastosował, jak mi się wydaje, nasz rząd w stosunku do polskich uczonych. Od samego początku zamierzał utrzymać tegoroczną głodową stawkę 0,31%, ale dla zmylenia przeciwników wystąpił ze stawką 0,268% z góry zamierzając wycofać się na upatrzoną pozycję, tzn. na 0,31%. W ten sposób rząd uchronił się przed żądaniami zwiększenia nakładów na naukę w przyszłym roku. Wszyscy są zadowoleni: kolejny rząd może nadal utrzymywać polską naukę na pograniczu życia i śmierci, a uczeni mogą być dumni, ze uchronili ją przed całkowitą klęską finansową.

Nakłady na naukę zmniejszają się co roku. Jak się wydaje, każdy rząd niezależnie od jego opcji politycznej za swój cel stawia sobie zmniejszenie liczby instytutów badawczo-rozwojowych i instytutów PAN-owskich w przekonaniu, że bez wielu z nich polska gospodarka i nauka mogą się doskonale obejść. Aby nie wylać dziecka z kąpielą w ustawie przewidziano powoływanie w dziedzinach szczególnie ważnych dla gospodarki i nauki Państwowych Instytutów Badawczych finansowanych bezpośrednio z budżetu Państwa. Dla atomistyki tak szczęśliwie się składa, że Ministerstwo nadzorujące tę dziedzinę planuje utworzenie w Świerku Państwowego czy też Narodowego Instytutu Atomistyki i przed kilkoma tygodniami powołało do życia kolejną Komisję Połączeniową.

W opisanej sytuacji przejście jakiegokolwiek instytutu resortowego do PAN wydaje się krokiem albo całkiem niewykonalnym, albo wysoce nieroztropnym. Akademia może nie zechcieć wziąć na swoją głowę kolejnego instytutu, mając dość kłopotów z własnymi. Z drugiej strony, gdy przyjdzie do likwidacji instytutów, Akademia może zamknąć nowoprzyjęty, chroniąc te, które od lat są przez nią zarządzane. Nikt nie może zagwarantować, że w Świerku powstanie Państwowy Instytut Badawczy, ale taka możliwość, moim zdaniem, istnieje i warto zaryzykować. Najlepiej by było, gdyby ten instytut powstał z połączenia IEA i IPJ, ale nie można wykluczyć tego, że obejmie on tylko IEA. Sprawa Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Izotopów wymaga oddzielnego dyskusji w świetle planów Ministerstwa, które przewiduje jego komercjalizację.

Wszelkie dotychczasowe próby połączenia oddzielnych jednostek organizacyjnych w Świerku w jeden instytut były nieudane. Sądzę, że pogarszająca się sytuacja w zakresie finansowania nauki w Polsce powinna wpłynąć na zmianę poglądów w tej sprawie. Stawka jest ogromna: być albo nie być dla atomistyki obejmującej wszystkie te dziedziny badań podstawowych i stosowanych, jakie przewidywali w roku 1955 założyciele Instytutu Badań Jądrowych. Czyż nie byłoby najlepszym dla nich tam w zaświatach prezentem utworzenie IBJ-bis w pięćdziesięciolecie powołania oryginału?

Janusz Mika


Fakty według FAKTU

W numerze z dnia 27-28 sierpnia bieżącego roku FAKT doniósł, iż jego dzielny reporter podszedł przez dziurę w płocie do reaktora w Świerku. "To samo może zrobić terrorysta" alarmowała gazeta. I rzeczywiście. Reporter FAKTU, Marcin Kowalczyk wszedł na teren ośrodka i podszedł do reaktora. Miał ze sobą plecak, który mógł być bombą. W zasadzie dobrze zrobił, bo przetestował nasze służby wartownicze. Chyba im to wyjdzie na dobre. Zrobił również listę sprzętu, w jaki można by wyposażyć ośrodek. Bardzo cenna inicjatywa. Niestety, ani słowa nie napisał o tym skąd brać pieniądze na te cudeńka i etaty przy aktualnej mizerii nauki polskiej.

Przy okazji jednak FAKT nie pożałował sobie zwyczajowej przy relacjach na tematy atomowe porcji bzdur. Otóż - wg. scenariusza z FAKTU - najpierw terroryści podkładają bombę pod kopułę reaktora. Maria. Dochodzi do wybuchu i radioaktywna chmura wydostaje się na zewnątrz. Ani słowa o tym jak zostały sforsowane systemy zabezpieczeń WEWNĄTRZ budynku reaktora. Szkoda, ze reporter nie pofatygował się z plecakiem do budynku reaktora, tylko robi na niezorientowanych czytelnikach wrażenie, że podejście pod płot ogradzający reaktor jest dowodem na łatwość ataku terrorystycznego na sam reaktor. Pisze wręcz: "Reaktor jest zupełnie bezbronny". Rzetelność informacji zaiste porażająca.

No ale powiedzmy sobie, że terrorystom się udało i chmura radioaktywna się pojawiła. Według FAKTU w ciągu 15 minut chmura znajdzie się nad Warszawą. Znaczyłoby to, że chmura będzie się poruszać z szybkością 80-120 km/godz. Dziwna zbieżność wybuchu radioaktywnego i wystąpienia huraganu wiejącego akurat w kierunku Warszawy. No ale czego się nie robi dla wywołania odpowiedniego wrażenia.

30 sierpnia FAKT podaje dalsze fakty i opinie. Otóż mimo 'ustalenia' jak straszne rzeczy się dzieją w Świerku 'władze nic sobie z tego nie robią'. Dziennikarze idą dalej i alarmują władze wyższe. Zapytany o opinię generał (59 lat) mówi "Terroryści mają dostęp do silnych materiałów wybuchowych. I nawet jeśli eksplozja nie uszkodziłaby reaktora, to mogłaby spowodować awarię systemu sterowania i doprowadzić do stanu krytycznego". Inaczej mówiąc, pan generał nie wie, że stan krytyczny reaktora to nazwa normalnego stanu eksploatacyjnego.

Od 15 lat media nieustannie zapewniają nas o swej doniosłej roli w dziele tworzenia i obrony demokracji. Kiedy się czyta informacje z dziedzin, na których się nie znamy jesteśmy gotowi uwierzyć, że tak jest, że mediom o coś chodzi. Jeśli jednak mamy do czynienia z robotą tak nierzetelną, choć może nawet wynikającą z dobrych intencji, jak w omawianych artykułach, to zaczynamy podejrzewać, że chęć zrobienia sensacji wyłącza zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości zawodowej.

Jakby na potwierdzenie tej opinii GAZETA WYBORCZA z dnia 14.09 bieżącego roku opisuje praktyki wydawcy FAKTU: "Niemiecki koncern Axel-Springer w tej sprawie (odszkodowań za straty wojenne - red.) wypowiada się na dwa głosy. Jego polska gałąź "FAKT" żąda 'To Niemcy powinni nam zapłacić za zrujnowanie kraju' a "BILD" w Niemczech grzmi: '40 000 000 000! Szokujące żądanie Polski w sprawie odszkodowań wywołuje oburzenie!'. No tak. Kiedyś było 'Deutschland, Deutschland ueber alles'. Teraz jest 'Kiese, Kiese ueber alles'. Inaczej mówiąc: nieważne prawda, czy nieprawda, ważne, żeby nakład się sprzedał. Jeśli tak mają wyglądać wolne media, to ja osobiście bardzo dziękuję nie.

Jan Mrufka


Oskarżenia i kalumnie

W dawnych spokojnych czasach istniało w Polsce i na świecie zjawisko tzw. sezonu ogórkowego. W okresie wakacji ówczesne środki masowego przekazu cierpiały na brak tematów, którymi można by było zainteresować czytelników i zachęcić ich do kupowania gazet i tygodników. Wprawdzie wojny toczyły się na świecie zawsze, ale dawniej Europejczycy lub Amerykanie nie interesowali się zbytnio walkami czy powstaniami w Azji lub w Afryce. Ataki terrorystyczne zdarzały się, ale niezbyt często i na niewielką skalę. Dlatego też dziennikarze zmuszeni byli do wyszukiwania rozmaitych mniej lub bardziej bzdurnych historii licząc na naiwność swoich czytelników. Takim klasycznym wakacyjnym tematem było kolejne pojawianie się potwora z Loch Ness. W dzisiejszych czasach, kiedy to świat stał się globalną wioską, na brak dramatycznych wydarzeń, które dotyczą wszystkich mieszkańców Ziemi, nie można narzekać również w miesiącach wakacyjnych. W Polsce dodatkowych atrakcji dostarczają czytelnikom gazet, słuchaczom radia i oglądaczom telewizji reprezentanci narodu w Sejmie, którzy zamiast udać się na (nie)zasłużony urlop albo plotą androny z mównicy sejmowej i w mediach, albo są ścigani przez prokuratorów i sądy. Wiele emocji zapewnia też kolejna sejmowa komisja śledcza. Wydawałoby się więc, że nie ma już potrzeby wymyślania i karmienia czytelników bzdurami nawet w miesiącach wakacyjnych. Niestety innego zdania jest najwyraźniej Redakcja FAKTU, w którym w dniach 5-9 sierpnia 2004 r. ukazał się cykl artykułów o polskiej bombie termojądrowej. Oto kilka rewelacji na ten temat opisanych w tej gazecie.

Prace nad bombą termojądrową rozpoczęły się w ścisłej tajemnicy na zlecenie Edwarda Gierka, któremu, jak pisze nasz autor, "marzyło się uniezależnienie naszego kraju od Wielkiego Brata" i który "liczył, że Polska wyposażona w broń nuklearną będzie mniej narażona na interwencję zbrojną Sowietów". Zbudowanie bomby powierzono uczonym z Wojskowej Akademii Technicznej, której komendantem był gen. prof. Sylwester Kaliski, twórca "teorii, według których laser mógłby posłużyć do wywołania reakcji termojądrowej". Planowany był próbny wybuch w podziemnym korytarzu specjalnie w tym celu wydrążonym w Bieszczadach. Niestety "Stanisław Kania miał się wygadać przy kielichu, że Polska buduje bombę" i Rosjanie przysłali asa wywiadu, generała Witalija Pawłowa. Ten bez trudu rozszyfrował zdradzieckie plany Gierka. Nie miał chyba jednak zbyt trudnego zadania, gdyż konspiratorzy sami się zdradzili powołując do życia Instytut Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. "W ten sposób prysnął polski mit o atomowej potędze" i to "mimo, że Polska w 1972 r. o trzy lata wyprzedzała ZSRR w badaniach nad techniką laserową". Choć polscy uczeni nie porzucili marzeń o bombie termojądrowej, to ostateczny cios tym marzeniom zadała tajemnicza śmierć prof. Kaliskiego w wypadku samochodowym.

We wstępie autor pisze: "W tej sprawie jest jeszcze wiele znaków zapytania. Fikcja miesza się z prawdą i ściśle strzeżoną tajemnicą wywiadów". Z tym zgadzamy się całkowicie. W całej historii jest niewątpliwie faktem istnienie gór o nazwie Bieszczady, a także Wojskowej Akademii Technicznej i Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Prawda jest też, że prof. Kaliski zginął w wypadku samochodowym. Na resztę rewelacji FAKTU (ileż autoironii wykazali autorzy nazwy tej gazety) spuśćmy zasłonę milczenia.

JAM


Pokłosie faktów, czyli - poFAKCIE

Z kół zbliżonych do kół dobrze poinformowanych udało nam się ustalić parę późniejszych faktów (przez małe "f"). W czwartek 27 sierpnia nasz dyspozytor awaryjny Jerzy Kozieł (IEA) w trakcie rozmowy telefonicznej z redaktorem Marcinem Kowalczykiem (FAKT, a dawniej jedna z otwockich gazet) zaprosił dziennikarzy do Ośrodka. W poniedziałek 30 sierpnia w Świerku pojawiło się dwoje przedstawicieli redakcji. Gospodarz spotkania wykazał jawne kłamstwa w opublikowanej relacji, punkt po punkcie dowiódł tego oprowadzając przybyłych po Ośrodku i reaktorze MARIA. Obalił tezę o rzekomej łatwości dokonania ataku terrorystycznego na Ośrodek w Świerku, wykazał złamanie podstawowych zasad etyki dziennikarskiej. Ze strony dziennikarzy zapadła głęboka cisza, która trwa do dnia dzisiejszego.

1 września pojawił się, z rekomendacji dyrektora Stanisława Latka z PAA, fotoreporter z ŻYCIA WARSZAWY. Został oprowadzony po dopuszczonych do ujawnienia elementach systemu zabezpieczeń przed niepowołanym dostępem do obiektu MARIA. Jedno z wykonanych podczas tej wizyty zdjęć znalazło się w dodatku KULISY.

W samym zaś FAKCIE 30 sierpnia indagowany przez gazetę generał doniósł o możliwości osiągnięcia przy pomocy kostki trotylu stanu krytyczności reaktora. Jak widać liczna gwiazdek przy wężyku na epoletach nijak się ma do znajomości fizyki reaktorów. Z kolei szef spraw wewnętrznych (żeby nie powiedzieć - bezpieczeństwa Kraju) obiecuje wyciągnąć konsekwencje wobec winnych zaniedbań. Czekamy z niecierpliwością na ujawnienie nazwiska gościa, który przez tyle lat odrzucał podania Ośrodka o środki na ogrodzenie.

A oto kilka reprezentatywnych wypowiedzi uczestników czatu "Świerk: Dziennikarze mogli wysadzić reaktor" na onet.pl:

  • Dobrze, że się przyznał! Aresztować dziennikarza za zrobienie dziury w płocie, a może jeszcze fotografował??? ~ciocia Józia
  • HAHA! Reaktor w Świerku dawno już nie działa! Został już dawno wygaszony i zdemontowany ;) Polecam Fakt! ~asc
  • Zapewnie gdyby ochrona zareagowała - pojawiłaby się notatka, że ochroniarze szykanują dziennikarzy wykonujących sumiennie swoją pracę :) ~Dam
  • Dla kogo pracujesz Fakciku. ABW uważajcie, pracownicy niemieckiego koncernu prasowego prowadzą rozpoznanie naszych obiektów o spec. znaczeniu. ~m
  • Fakt jest faktem, ale dziennikarz powinien zostać zastrzelony przy próbie nielegalnego wejścia na teren reaktora. ~ochroniarz
  • Dziura w płocie była dla kotów, Stowarzyszenie Przyjazne Koty zmusiło administrację do wykonania tej dziury, aby koty mogły sobie tam chodzić. Jest na to wyrok Sądu Najwyższego, ekologia górą! ~figo
  • "fakt" to zwykły szmaciarski brukowiec, więc zamiast szukać ciekawych informacji bawi się w głupie zabawy ~aha
  • a dziennikarz faktu sam sobie zrobił dziurę w płocie ... taki jest fakt, a kto fakt czyta niech na drzewo znika!!! ~talon
  • :)))) BUAHAHAHAhhahahahhahahahaa ...... wysadzić reaktor :P, niezłe :D. Musieliby najpierw przetransportować z tonę silnego materiału wybuchowego a potem założyć ładunki na lub w samym reaktorze, aby go rozszczelnić. Paranoja :( ~wybuchowiec

Otrzymaliśmy też informację, że tym razem na dobrej drodze jest ostatni z instytutowych wniosków o sfinansowanie ogrodzenia Ośrodka, o które od dawna wielokrotnie zabiegano. Może by tak przy okazji przejście dla kotów zrobić. Ekologii nigdy nie za wiele.

MAR


Całkowity zastój w reformach (korespondencja z Niemiec)

Niestety to przykra prawda, nad którą trzeba się w tym kraju poważnie zastanowić. Od początku sprawowania władzy przez rząd socjaldemokratów i zielonych, nie udało się im niczego przeprowadzić. Zmiany systemowe, które okrzyknięto reformami, albo nie powiodły się, albo zostały szybko wycofane. Po sześciu latach u władzy koalicja straciła prawie całkowicie poparcie. Społeczeństwo nie widzi sensu reform, które ani nie doprowadziły do zmniejszenia bezrobocia, ani nie poprawiły finansów państwowych. Standard życia społeczeństwa obniżył się drastycznie i wszyscy obawiają się, że będzie się obniżał nadal. Nic nie wskazuje na to, że może być inaczej.

Reforma podatkowa nie przyniosła nikomu obniżenia podatków, a sama kosztowała sporo, nie wpłynęła więc pozytywnie na gospodarkę. Ludzie nadal ociągają się z zakupami, co doprowadziło już do poważnego kryzysu w handlu detalicznym. Dalsze 30 tysięcy pracowników straci pracę.

Reforma systemu opieki zdrowotnej nie poprawiła jej stanu, poza tym że kasy chorych mają więcej pieniędzy, a pacjenci mniej i są gorzej leczeni, bo na wszystkim niemal się oszczędza.

System rent i emerytur stoi przed totalnym załamaniem i już za kilka lat nie będzie pieniędzy na wypłaty dla coraz większej rzeszy emerytów i rencistów. Brakuje pieniędzy na opiekę nad staruszkami, którzy żyją w niedofinansowanych domach starców.

Reformy rynku pracy doprowadzą w przyszłym roku do znacznego zubożenia wielu milionów ludzi, którzy stracą ponad połowę zasiłków i będą zmuszani do pracy za 1 euro za godzinę. W przypadku odmowy tracą następne 30% zasiłku. Cierpieć na tym będą przede wszystkim dzieci, które w Niemczech stanowią największy odsetek ubogich. Tak czy owak są one dla wielu rodziców już teraz luksusem, bo ze względów finansowych coraz mniej małżeństw decyduje się na potomstwo. Społeczeństwo niemieckie wymiera.

Ciekawe, czy rządowi uda się przynajmniej zmniejszyć bezrobocie. Gerhard Schroeder sam powiedział, że jeżeli mu się to nie uda, to nie zasłużył, by być ponownie wybranym. Mam nadzieję, że wyborcy przypomną sobie o tej deklaracji kanclerza, kiedy przyjdzie im wybierać nowy rząd w roku 2006.

Ludzie demonstrują regularnie przeciwko reformom w każdy poniedziałek, szczególnie w byłym NRD, gdzie ubóstwo jest największe. Partie prawicowe i neonazistowskie zyskują coraz więcej zwolenników i ich przedstawiciele zasiadają już w prawie każdym parlamencie lokalnym we wschodnich landach niemieckich. Jest to bardzo niebezpieczna tendencja, która może kiedyś doprowadzić do przykrych konsekwencji, o których nie chcę nawet myśleć.

Ponieważ dotychczasowe reformy nie powiodły się, rząd ogłosił, że do końca kadencji nie będzie niczego już reformował, by, jak twierdzi, umożliwić społeczeństwu przyzwyczajenie się do reform dotychczas przeprowadzonych. Może to i dobrze, czym mniej będzie rząd reformował, tym mniej wyrządzi szkód.

Marek Mika


Super-ogóry z polskiego tabloidu

W samym szczycie sezonu ogórkowego (5-9 sierpnia) FAKT zamieścił serię czterech artykułów redaktora Marcina Kowalczyka, tematem przewodnim której to serii stała się polska bomba termojądrowa generała profesora Sylwestra Kaliskiego, członka ówczesnego KC PZPR i ówczesnego ministra ówczesnej nauki. Ta apoteoza gierkowszczyzny zaczyna się od stwierdzenia, że "w 1972 roku Polska o trzy lata wyprzedziła ZSRR w badaniach nad techniką laserową". Miało być to podstawą planów budowy polskiego termojada (termojadernowo reaktora), a w oczach FAKTU także polskiej superbroni - wymierzonej, ni mniej ni więcej, w Starszego Braciszka.

Gołe fakty przedstawiają się nieco inaczej. Zysk z przeprowadzenia syntezy deuteru i trytu przy inercyjnym utrzymaniu plazmy może być co prawda około 230-krotny, ale sprawność laserów jest niestety rzędu jednej milionowej wprowadzanej do nich energii. Stąd do rzekomej "bomby termojądrowej" trzebaby dostarczyć dziesięć tysięcy razy więcej energii niż uzyskana w wyniku jej zadziałania. Sprawność na miarę poziomu głupoty czytelników owego tabloidu. W Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy prowadzono też eksperymenty z peletem poddanym kompresji falą uderzeniową materiałów wybuchowych. Jak odnotowała ówczesna prasa - ze stworzonej na Ziemi kropli Słońca zarejestrowano wyjście neutronów. A że było na poziomie tła naturalnego - ktoby się tam takimi szczegółami interesował. Warto też przypomnieć, że w tym samym ośrodku nieco później potwierdzono eksperymentalnie zimną syntezę ("cold fusion") - była to na szczęście jedna z naprawdę nielicznych instytucji naukowych w Polsce, w których tego dokonano, a o której to konfuzji zainteresowani starają się dzisiaj nie pamiętać.

Specjalna hala, w której powołano 100-osobowy zespół najzdolniejszych oficerów-naukowców, tak naprawdę powstała by pomieścić urządzenie plazmowe zaprojektowane i zbudowane w byłym Zakładzie Fizyki Plazmy Wysokotemperaturowej byłego Instytutu Badań Jądrowych na terenie istniejącego jeszcze dzisiaj w szczątkowej formie Świerka. Mieliśmy więc w tym sukcesie lat 1970-tych też swój spory udział. A kilkumetrowej wysokości nasyp, który rzekomo miał ... chronić okolicę w razie przypadkowego wybuchu - w rzeczywistości izoluje osiedle domków oficerskiej nomenklatury od hałasu jezdni pobliskiej ulicy Powstańców Śląskich. Itd, itp, "fikcja miesza się z prawdą i ściśle strzeżoną tajemnicą wywiadów".

W ostatnim odcinku serialu przywołane zostaje świadectwo, iż polska armia miała samoloty zdolne przenosić bomby atomowe nad Danię (pewnie tam zdaniem strategów Gierka miał się nasz Starszy Brat z Eurazji wycofać, na z góry upatrzone pozycje). Tyż prawda. Miała, i nie tylko samoloty. Okręty, także rakiety taktyczne i strategiczne. Na morzu, lądzie i w powietrzu. Tyle, że nie do przenoszenia polskich, ale radzieckich atomówek. Między innymi piszący te słowa trochę się swego czasu nawprowadzał parametrów wybuchu do symulatora głowicy i naprzyciskał guzików z napisem START.

O wszystkich tych rewelacjach doniosła gazeta, której zachodni wydawca dał się poznać przy okazji afery z poniżaniem esbeków irackich. To właśnie BILD (niemiecki FAKT) zamieścił rzekome zdjęcia angielskich żołnierzy znęcających się nad zatrzymanymi. Po pewnym czasie wyszło na jaw, że materiały były w jawny sposób sfałszowane - o czym wydawcy od początku doskonale wiedzieli. Zwrotu pieniędzy za zakupione egzemplarze oczywiście nie było, i o to przecież od początku w tym całym interesie chodzi.

Do Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy im. Sylwestra Kaliskiego redaktor Marcin Kowalczyk z FAKTU wszedł bez problemów, ponieważ w tym centrum wojen gwiezdnych towarzysza Edwarda Gierka nie ma nawet bramy wejściowej. Tylko opuszczony na stałe łańcuch symbolicznie zaznacza na asfalcie miejsce, gdzie wjazd z lokalnej uliczki na Bemowie płynnie przechodzi w teren instytutu. Udaną próbą sforsowania ogrodzenia ośrodka nie dałoby się skupić uwagi czytelników. Dlatego owego wyczynu redaktor musiał dokonać w Świerku.

W tych samych numerach FAKT relacjonuje lądowanie kosmitów - wyglądali jak krasnale, mieli 15 centymetrów wzrostu, swoim UFO wygnietli kręgi na polu pani Kazimiery z Małopolszczyzny. Co prawda uważa się za fakt potwierdzony naukowo, że regularne krasnale mają po 17 centymetrów - te widocznie były niedorostkami. Bioenergoterapeuta przywieziony przez gazetę licznikiem Geigera potwierdził, że pszenżyto nie promieniuje radioaktywnie i nie trzeba go spalić by nie zabiło brzemiennej krowy Maliny. Przyłożył też ręce po podciągnięciu spódnicy przez właścicielkę (78 lat), bo może oni z UFO coś złego ludziom robią. A ręce tego bio-dozymetrysty nie tylko rejestrują promieniowanie ale i same emanują energią. Zdolności te potwierdzili naukowcy - nie podano jednak którzy.

Co 15-centymetrowe kurduple z kosmosu miałyby zrobić 78-letniej Małopolance - o tym gazeta milczy. I co na to mogłoby zaradzić przykładanie rąk - również cisza. Pani Kazia dobrze się prowadzi (co zaznaczyła na samym początku pierwszego odcinka), więc za co ją te pozaziemskie nieszczęścia spotkały? A ludzie we wsi mówią, że kosmici po trzech latach wrócić mogą. Najprzytomniej zachował się miejscowy sołtys z pobliskim burmistrzem - komisyjnie uznali incydent za klęskę żywiołową. Tylko czy chodziło im o kręgi w zbożu wygniecione przez niewyrośnięte krasnoludy, czy o przyjazd ekipy FAKTU?

Ostatnio dziennikarz brytyjskiego tabloidu THE SUN wniósł do brytyjskiego parlamentu "elementy niezbędne do wykonania bomby". Najbardziej charakterystycznym z elementów był budzik. Relację z wydarzenia przedstawiła opłacana przez nas abonamentowa telewizja publiczna. Za nasze własne pieniądze niektórzy chcą nam zasugerować, że do wywołania eksplozji wystarczy poradziecki alarm-clock. Ewentualnie z poenerdowskiego demobilu, te miały fosforyzujące wskazówki. Jak się dwie takie zejdą - to może być bum!

MAR


Coś drgnęło

W poprzednim numerze NEUTRONÓW zamieściliśmy omówienie kilku doniesień prasy, donoszącej o przyszłościowych planach polityki energetycznej Kraju. Przypomnijmy - po raz pierwszy stwierdzono nieuchronność opcji energetyki jądrowej, niezbędnej dla zapewnienia odpowiedniej dywersyfikacji źródeł energii, uzyskania niezależności energetycznej oraz dla wywiązania się z zobowiązań ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Tym samym poprzednie "opracowania" dla rządu - tworzone pod wpływem różnego rodzaju nacisków i sponsorowania przez lobby węglowe wyjazdów zagranicznych dla pracowników jednej z agencji energetyki - znalazły się we właściwym dla nich miejscu, to znaczy w koszu na śmieci.

Dziś do serii poprzednio zauważonych artykułów prasowych możemy dołączyć notkę z GAZETY WYBORCZEJ z 7.09.2004 (http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,2271970.html). Jeszcze ciekawszym jest to, że GAZETA nie ukrasiła tej informacji zwyczajowym komentarzem w stylu "Żarnobyl wiecznie żywy". Są więc w naszym kraju ludzie, którzy potrafią wyczuć skąd powieje wiatr polityki oraz jak się ustawić by ową bryzę szmalu nabrać w żagle. Nawet, jeśli nowe ustawienie wymaga zwrotu o 180 stopni.

MAR

PS. 18 września 2004 roku dodatek NIEZBĘDNIK INTELIGENTA do tygodnika POLITYKA zamieścił rozmowę z profesorem Adamem Sobiczewskim z IPJ. Przyjemna lektura.


Konik i mrówka

Wersja tradycyjna:

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato.

Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach. Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów. Konik polny umarł z głodu i zimna.

Wersja współczesna:

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato.

Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach. Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i spożywała zapasy.

Drżący z zimna i głodny jak wilk konik polny zwołuje konferencję prasową, na której zadaje publicznie pytanie "Dlaczego są na świecie mrówki z własnym domem i pełną spiżarnią, podczas gdy inni muszą cierpieć głód i nie mają dachu nad głową?" TVN, Polsat i Telewizja Polska pokazują ujęcia sinego z zimna konika polnego i siedzącej przy kominku zadowolonej mrówki. Kraj jest zszokowany tym kontrastem. Jak to możliwe, że w środku Europy na początku trzeciego tysiąclecia są jeszcze takie różnice? Dlaczego konik polny musi tak cierpieć?

Rzecznik prasowy OFKP (Ogólnopolskiego Forum Koników Polnych) występuje w głównym wydaniu Wiadomości i oskarża mrówkę o uprzedzenie do koników. W programie "Łzy nie kłamią" Główny Konik Polski razem z Głównym Konikiem Polnym śpiewają "Nie łatwo być konikiem". Piosenka błyskawicznie zdobywa pierwsze miejsce na listach przebojów. Lider na krajowym rynku jednorazowych chusteczek notuje rekordowy wzrost sprzedaży.

Koniki polne zapowiadają zlot gwiaździsty w Warszawie w pierwszym dniu kalendarzowej zimy. Frakcja młodych koników polnych organizuje przed domem mrówki demonstrację pod hasłem "Każdy chce żyć". Stowarzyszenie Życie i Pracowitość publikuje na stronie internetowej memoriał o większej liczbie aktów przemocy w domach, w których mrówki mają klucze do spiżarni. Prezydent z żoną w specjalnym oświadczeniu informują naród o ogromnym przywiązaniu do wszystkich nieszczęśliwych koników i zapewniają, że zrobią wszystko co w ich mocy, aby przywrócić im nadzieję w sprawiedliwość. Oczywiście zrobią to, jeśli obywatele wybiorą ich ponownie w najbliższych wyborach. Redaktor Mrówkojad w cyklicznej audycji "Kto to zrozumie?" pyta czy nie warto sprawdzić, w jaki sposób mrówka osiągnęła tak wysoki status w kraju, w którym jest tak dużo biedy. "Należy wprowadzić podatek, który wyrówna szanse wszystkich mrówek i koników" - postuluje dziennikarz.

Następnego dnia parlament w trybie przyśpieszonym uchwala ustawę, która nakazuje wszystkim mrówkom przekazać w formie podatku nadmiar zapasów do Centralnego Spichlerza. Główny Meteorolog Kraju prof. KoniecPolski dementuje pogłoski o rzekomym odwołaniu zimy.

Parę lat później

Konik polny zjada resztki zapasów mrówki. W telewizorze, który kupił za pieniądze ze sprzedaży nadwyżek przejętych zapasów widać nowego przywódcę. Rozpromieniony oznajmia wiwatującym tłumom, że bezpowrotnie mijają czasy wyzysku i teraz będzie już sprawiedliwość.


Prywatyzacja NEUTRONÓW

W poprzednim numerze donieśliśmy Czytelnikom, że udało się nam wyjść na swoje. Swoje okazało się być lokalem rotacyjnym w gestii kwaterunku. Dlatego "z przyczyn technicznych" wynosimy się na sieciowe przedmieścia Wólki Mlądzkiej.

Od tego wydania rozsyłamy się z serwera Wirtualnej Polski. neutrony@wp.pl - duchem jak zawsze w Ośrodku, ale z bezpiecznego dystansu. Przegryźliśmy pępowinę.

Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych idzie ostatnio dosyć marnie, więc może prywatyzacja NEUTRONÓW da dobry przykład.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski
Marek A. Rabiński (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej na adres Redakcji – neutrony@wp.pl. W identyczny sposób prosimy dostarczać materiały do publikacji.

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony