[NEUTRONY]

NEUTRONY – niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 7 (119) / 2004
20 grudnia 2004

W numerze:
  • IPJ do PANu
  • Trzydziestka Maryśki
  • Małe połączenie?
  • Coś w atomach drgnęło (przegląd prasy)
  • Materiały do przemyśleń (odchamiacze):
    • Prof. M. Grabski – Ucieczka od rozumu
    • Prof. W. Kieżun – Dekalog państwowca

Naszym Czytelnikom składamy Najserdeczniejsze Życzenia Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku.

Redakcja


Rozmowa z profesorem Markiem Moszyńskim

30 listopada 2004

NEUTRONY: Dlaczego Instytutowi Problemów Jądrowych tak zależy na przejściu do Polskiej Akademii Nauk?

Prof. Marek Moszyński: Jeśli nie PAN to co? Jako JBR nie mamy jasnych perspektyw funkcjonowania. JBR-y dostają 70% finansowanie z KBN, a resztę muszą same wypracować, sprzedając tzw. aplikacje. Naszym atutem jest wysoki, światowy poziom prac naukowych. Nie chcemy i nie możemy go stracić. Byłem kiedyś na naradzie w Ministerstwie Gospodarki wraz z przedstawicielami innych JBR-ów. To pokazało, jak jesteśmy inni od typowego JBR. Ta obserwacja dotyczy również IEA.

N: Jest propozycja stworzenia na terenie Świerku Państwowego Instytutu Badawczego.

MM: Na razie PIB to jest abstrakcja. Prócz tego w takim instytucie będą realizowane zadania niezbędne z punktu widzenia Państwa. Ich wykonywanie może stanowić ograniczenie możliwości prowadzenia badań naukowych.

N: Powiedzmy, że IPJ przechodzi do PAN. W jakich ramach i na jakich zasadach będzie wtedy funkcjonował Zakład Transportu Samochodowego?

MM: Zakład Transportu najprawdopodobniej się usamodzielni. Po wejściu do Unii podległość Dyrekcji IPJ jest dla niego ciężarem, ponieważ nie pozwala wykorzystać możliwości, jakie stwarza nowy stan prawny. To samo dotyczy Zakładu Doświadczalnego Aparatury Jądrowej.

N: Czyli przejście do IPJ do PAN i usamodzielnienie się ZTS i ZDAJ poprawi sytuację IPJ?

MM: Dyskusja o zjednoczeniu instytutów działających na terenie Świerku, czy nawet przejściu IPJ do PAN, jest moim zdaniem dyskusją zastępczą, odwracającą uwagę od rzeczywistych problemów ośrodka. Weźmy choćby zjednoczenie. Nie mówię NIE z powodów doktrynalnych. Jeślibyśmy wybrali tę ścieżkę, to najpierw trzeba wypełnić furę dokumentów, poczym nastąpią dwa lata bałaganu organizacyjnego. Przy aktualnym stanie kadry menedżerskiej będzie to dodatkowe, poważne a bezproduktywne obciążenie. Tymczasem głównym problemem ośrodka jest nasza struktura wieku, czyli brak następców. I to nie tylko w dziedzinach zanikających, lecz także w dziedzinach potrzebnych i przyszłościowych. Pozostało nam zbyt mało czasu i energii żeby ją wytracać na działania w ostatecznym rozrachunku bezproduktywne. Gdyby połączenie miało dać pozytywne efekty synergiczne to już by dawno nastąpiło. Pracownie i zakłady same by się integrowały, aby lepiej rozwiązywać wspólne problemy. Tymczasem niczego takiego nie widać. Najważniejszym tematem na dziś jest przyjmowanie i kształcenie zastępców. Widać już pierwsze jaskółki zwiastujące wiosnę w tej dziedzinie. Pewną szansę stwarzają projekty UE pozwalające na wyższe wynagrodzenia młodych pracowników.

N: Jak będzie w takim razie wyglądało zarządzanie mediami po ewentualnym przejściu IPJ do PAN?

MM: To jest znowu sztuczny problem, wyolbrzymiony przez środowiska IEA. Dostawa mediów oparta jest o umowy cywilno-prawne i nie zależy od organów nadzorczych Instytutów. Warto zauważyć, że obecnie, kiedy reaktor MARIA jest nieczynny z braku paliwa, nasz Instytut ponosi straty.

N: Problemy struktury organizacyjnej omówiliśmy, co więc z problematyką merytoryczną? Co badać i jak badać?

MM: Środowisko naukowe IPJ jest wspólnym polskim dorobkiem i wartością samą w sobie – bez środowiska nic pozytywnego się nie narodzi. Zadaniem na dziś jest utrzymywanie wysokiego, światowego poziomu badawczego, jest publikowanie prac na forum międzynarodowym, ponieważ to gwarantuje utrzymanie kontaktu ze światem. Powiedzmy sobie wyraźnie, że publikacje są reklamą naszego poziomu badawczego. Nikt się do nas nie zgłosi z propozycją współpracy, jeśli nie będziemy znani. Tylko dzięki wysokiemu poziomowi prac badawczych mamy kontakty z firmami komercyjnymi, które zamawiają u nas badania na zlecenie. Firma musi mieć powód, żeby wydać pieniądze i musi mieć gwarancję jakości wykonywanej pracy. Tego wszystkiego nie byłoby, bez utrzymywania wysokiego poziomu prac badawczych przez wiele lat.

N: To są bardo cenne, ale jednak rzadkie przypadki. Natomiast istnieje problem wykorzystanie wypracowanego poziomu badań i wiedzy w szerszym, społecznym aspekcie.

MM: Oprócz, nazwijmy to umownie, ‘sprzedaży usług badawczych’ widziałbym dwa szersze nurty, które mogłyby być kultywowane przez nasze instytuty. Jeden, to hasłowo mówiąc ‘fizyka ochrony środowiska’, a drugi to ‘fizyka antyterrorystyczna’. Pierwszy nurt obejmowałby ochronę przed promieniowaniem i rozprzestrzenianie się groźnych dla środowiska zagrożeń. Drugi nurt pojawia się w związku z osiągnięciem przez fizykę jądra atomowego wieku dojrzałego i poszukiwaniami nowych zastosowań – choćby w opracowaniu metod i urządzeń do ochrony antyterrorystycznej. IPJ już włączył się w tę działalność. Moja grupa współdziała z MAEA w Wiedniu w badaniach nad kontrolą granic. Uczestniczymy w konsorcjum europejskim EURITRACK, opracowującym system kontroli kontenerów w portach morskich metodą neutronowej analizy aktywacyjnej. Kolejny projekt NUMADE, wykrywanie materiałów rozszczepialnych metodą fotoaktywacji, przegrał nieznacznie w pierwszym podejściu, ale będzie zgłoszony w kolejnym konkursie. Można i warto działać w tej dziedzinie.

N. Dziękujemy za rozmowę.


Trzydziestolecie MARII

Trzydziestolatka ma właściwie tylko 22 lata, bo od 1985 do 1993 przechodziła przebudowę i modernizację. Jubileusz odbył się w dniach 16 i 17 grudnia br. w budynku reaktora, z uwagi na ograniczoną pojemność sali seminaryjnej. Ponieważ właściwa rocznica wypada 17 grudnia tego dnia w przybyli budowniczowie reaktora i zaproszeni goście. Wiele osób nie zjawiło się, bo nieubłagany czas wyeliminował ich spośród żywych. Niestety, w odróżnieniu od hożej jubilatki wszystkim osobom zaangażowanym w budowę i eksploatację MARII przybyło całe 30 lat.

Budowniczym i gościom wręczano medale pamiątkowe. Widnieje na nich schematyczny przekrój reaktora i okolicznościowy napis. Zwraca uwagę grubość i waga medalu. Taki medal nie ma się prawa ani zepsuć, ani złamać. Czego życzymy i reaktorowi i jego załodze.

Budowę reaktora, napięcie i wpadki z nią związane wspominał dyr. Wacław Dąbek. O pierwszym doświadczeniu krytycznym, czyli narodzinach reaktora opowiedział główny akuszer porodu – dyr. Jerzy Kozieł. Pionierskie lata eksploatacji omówił pierwszy szef reaktora Witold Byszewski. Wspomnienia trwały około 2 godzin, ponieważ z uwagi na innowacyjny charakter całego przedsięwzięcia prawie każdy element składowy reaktora to osobna, ciekawa i często dramatyczna historia.

Na koniec wyświetlono film dokumentalny nakręcony w trakcie budowy. Jego obejrzenie wymagało silnych nerwów. Nie jest bowiem łatwo oglądać siebie w roli młodego pracownika w sytuacji kiedy w domu na emeryta czekają wnuki. I nie jest łatwo patrzeć jak kiedyś, w trudnych warunkach, stać nas było na własne, poważne przedsięwzięcia techniczne, gdy dziś wykładanie chemii kojarzy się wiekszości z dorywczą pracą w ‘Biedronce’.

Krzysztof Andrzejewski


Cztery uchwały

Ruchy tektoniczne w Świerku trwają. Chodzi oczywiście o ewentualne zmiany organizacyjne w skali Świerka i w skali poszczególnych jednostek.

22 września Rada Naukowa Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Izotopów POLATOM w Uchwale Nr 4 negatywnie zaopiniowała koncepcję komercjalizacji Ośrodka zaproponowaną przez Ministerstwo Gospodarki i Pracy. Rada podtrzymała swoje stanowisko o wydzieleniu części produkcyjnej OBRI w spółkę zależną od JBR POLATOM. W Uchwale zasygnalizowano również możliwość połączenia części naukowo-badawczej OBRI z instytutem o zbliżonej tematyce badawczej. Tego samego dnia w Uchwale Nr 5 RN OBRI zwraca się do Ministerstwa Gospodarki i Pracy o poszerzenie zakresu pracy tzw. Komisji Połączeniowej poprzez uwzględnienie w jej pracach również OBRI.

Kolejna Uchwała, Nr 6, RN OBRI z dnia 10 grudnia br. precyzuje o jakie połączenie chodzi i postanawia wystąpić do Ministerstwa Gospodarki i Pracy z wnioskiem o połączenie OBRI POLATOM z IEA. Rada Naukowa OBRI postuluje równocześnie wstrzymanie zmian organizacyjnych w strukturze OBRI do czasu podjęcia decyzji przez Ministerstwo.

W odpowiedzi na tę inicjatywę Rady Naukowej OBRI, Rada Naukowa IEA na nadzwyczajnym posiedzeniu w dniu 15 grudnia br. opowiada się za połączeniem OBRI i IEA. Prócz tego RN IEA popiera stanowisko RN OBRI wyrażone w uchwale Nr 6 z dnia 10 grudnia br.

Krzysztof Andrzejewski


Atomy na Gwiazdkę

W grudniowym numerze WIEDZY I ŻYCIA zostały przedstawione wyniki badań z Princeton University, wykazujące negatywny wpływ farm wiatrowych na środowisko. Poza znanym już efektem infradźwięków, które wypłaszają ptaki, nietoperze i zające, wiatraki zakłócają nocną konwekcję powietrza – prowadząc do nienaturalnego ogrzania otoczenia. Usunięcie ptaków drapieżnych prowadzi do rozplenienia się myszy i szczurów, teraz wykazano jeszcze zmiany lokalnego klimatu. A miała to być czysta ekologia.

Państwowa Agencja Atomistyki od wielu lat zleca badania stosunku opinii społecznej wobec wykorzystania energii jądrowej. Najnowsze wyniki wskazują na wzrost poparcia Polaków dla energetyki jądrowej. Popiera ją 42%, odrzuca 38% a 20% respondentów nie potrafi opowiedzieć się za którąś z opcji. Elektrownie jądrowe jak zwykle bardziej popierają mężczyźni, osoby lepiej wykształcone oraz młodzież. W stosunku do badań przeprowadzanych w poprzednich latach po raz pierwszy większość społeczeństwa akceptuje też wykorzystanie energetyki jądrowej, a nie tylko technik jądrowych w terapii i diagnostyce medycznej. Prawie 60% społeczeństwa opowiada się za ograniczaniem roli węgla w produkcji energii elektrycznej. Pełen raport został przedstawiony na stronie internetowej PAA.

29 listopada 2004 roku Michaił Fradkow, premier Federacji Rosyjskiej, upoważnił Federalną Agencję Energii Atomowej do podpisania trójstronnej umowy między rządami Polski, Rosji i Międzynarodową Agencją Energii Atomowej o dostarczeniu paliwa jądrowego do reaktora MARIA. Umowa taka została podpisana i najprawdopodobniej już niedługo MARIA znowu ruszy.

21 grudnia Rząd ma przyjąć założenia polityki energetycznej Kraju. Zgodnie z nimi do roku 2020 w energetyce jądrowej powinno w Polsce zostać zainstalowane 2400 MWe.

MAR


Poniżej zamieszczamy dwa teksty uzyskane od znakomitości naszego życia naukowego i umysłowego – prof. Macieja W. Grabskiego z Politechniki Warszawskiej i prof. Witolda Kieżuna, obecnie Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania. Mamy nadzieją, że przydadzą się one naszym Czytelnikom jako uzupełnienie Świąt Bożego Narodzenia o czynnik intelektualny i patriotyczno-wyborczy.


Prof. Maciej W. Grabski
(Wykład inauguracyjny na Wydziale Inżynierii Materiałowej PW, 2004/2005)

Jak być studentem czyli kilka uwag starego profesora na temat dobrego wykształcenia

Tak się złożyło, a może właśnie dlatego, że dokładnie pięćdziesiąt lat temu, 1 października 1954 roku uczestniczyłem w swoje pierwszej inauguracji na Politechnice Warszawskiej, pan Dziekan zaszczycił mnie prośbą, abym wygłosił dzisiaj wykład inauguracyjny na swoim macierzystym Wydziale. Wtedy to była katedra, później instytut, a od kilkunastu lat już samodzielny Wydział, ale ciągle ta sama cząstka Politechniki, z którą od owego dnia immatrykulacji aż do dzisiaj pozostałem zawodowo związany. Z takiej okazji trudno mi mówić o sprawach, które zwykło się przedstawiać na wykładach inauguracyjnych, a więc sprawach ważnych i ciekawych swoim znaczeniem naukowym czy technicznym, odnoszącym się do przedmiotu studiów i otwierających nowe perspektywy.

Mój wiek skłania mnie raczej do oglądania się za siebie niż do wybiegania myślą, czy marzeniem w przyszłość. Patrząc z perspektywy przeżytych lat na półwiecze mojego związku z Politechniką, najpierw jako studenta, a w końcu profesora posiadającego kolekcję możliwych do uzyskania tytułów, wypada zastanowić się raczej nad tym, jaką ogólniejszą refleksję można z doświadczeń tego czasu wysnuć, refleksję przeznaczoną nie dla siebie, ale dla młodych ludzi, którzy dzisiaj, pięćdziesiąt lat później, podejmują studia już w innej, lepszej niż wtedy, bo nie zniewolonej Polsce, w zmienionym tak radykalnie świecie, a również i na zmienionej, a właściwie zmieniającej się uczelni.

A więc dokładnie pięćdziesiąt lat temu zostałem studentem Politechniki Warszawskiej. Był to dla mnie dzień szczególnie ważny, choć nie zapamiętałem żadnych jego szczegółów. Oczekiwałem nań trzy lata, gdyż maturę zdałem dwa lata wcześniej, ale dwie pierwsze próby zdobycia indeksu skończyły się niepowodzeniem, ponieważ nie uznano mnie za godnego zostania studentem socjalistycznej Politechniki. Dopiero pierwsze odznaki nadchodzącej październikowej odwilży umożliwiły mi uzyskanie upragnionego indeksu. Przywołuję to wspomnienie dlatego aby nadać miarę zmianie świata, w którym teraz żyjemy. Łatwo bowiem zapomnieć, że nie tak dawno dostęp do wykształcenia stanowił w Polsce dobro reglamentowane, a nad uczelnią rozciągał się zniewalający umysły cień obcej ideologicznej dominacji. Łatwo jest przeszłość zagłaskać zapomnieniem.

Politechnika pięćdziesiąt lat temu była zupełnie inna niż dzisiaj. Znaczyło ją piętno dogmatycznego systemu niszczącego pozostałości wolności akademickiej i związanej z nią nieodłącznie wolności sumienia, oraz odcinającego ślady dawnych tradycji. Ale wciąż jeszcze większość profesorów miała korzenie sięgające głęboko do czasów przedwojennych a wielu z nich, wbrew doktrynie i nakazom chciało i potrafiło przechowywać zakazane idee oraz pogardzane i odrzucane wzorce wyniesione z przedwojennej świetności Politechniki i chcieli tworzyć szansę intelektualnego rozwoju tym spośród studentów, którzy oczekiwali od nich czegoś więcej, niż tylko wpisu do indeksu. Gdy dzisiaj sięgam wspomnieniem w tamte smutne czasy, doszukując się tego co w moich studiach na Politechnice stanowiło dla mnie zachowaną do dzisiaj wartość, to wiem, że nie były to dawno zapomniane wykłady czy nabyte w laboratoriach sprawności, ale właśnie kontakt z tymi wciąż jeszcze licznymi przedwojennymi profesorami. W wielkim stopniu to właśnie im zawdzięczam sposób patrzenia na świat, zrozumienie inżynierskiej sprawność w definiowaniu i realizowaniu stawianych celów, oraz formację związana z system wartości, którego warto było bronić i przestrzegać. Za to chcę dzisiaj przywołać ich pamięć, wyrażając wdzięczność i oddając hołd. Dzięki nim łatwiej mi zaakceptować prawdziwość maksymy, że wykształcenie jest tym co nam pozostaje, gdy zapomnieniu ulegnie czego się uczyliśmy.

Ale czas tych przedwojennych profesorów szybko się skończył, chociaż niektórym z nich udało się zostawić po sobie zaczyn, który pozwolił uczelni przetrwać a po latach dopomógł w odbudowie jej ducha, gdyż nigdy nie udało się do końca oderwać Politechniki od jej akademickich korzeni. W latach peerelu władza nie tolerowała bowiem niezależnej myśli, potrzebując dla swoich potrzeb nie twórców, ale tylko wykwalifikowanej i powolnej jej siły roboczej. Kształceniu umysłu zastąpiono wiec ogłupiająca polityczną indoktrynacją, a wszelką aktywność kanalizowano pod czujnym okiem partii. W przeciwieństwie do krajów wolnego świata studia wyższe nie były wtedy traktowane jako niezbędny czynnik rozwoju kapitału ludzkiego, a ich rola była świadomie ograniczona do wąsko specjalizowanych sprawności rzemieślniczych. Nigdy nie zapomnę, gdy już w siedemdziesiątych latach jeden z prominentnych przedstawicieli nowej, peerelowskiej generacji profesorów poważnie proponował, aby studenci pewnego z wydziałów politechniki zdobywali uprawnienia spawalnika, by nabyć na tej drodze jakaś pożyteczną umiejętność!

Przez półwiecze świat szedł szybko do przodu, a my dreptaliśmy w miejscu. Za wytworzoną w ten sposób lukę cywilizacyjną przychodzi nam teraz płacić ogromnymi stratami społecznymi. Będą one odczuwane jeszcze przez wiele lat, między innymi dlatego, że wykształcono tedy całe pokolenia bezwolnych ludzi całkowicie nieprzygotowanych do aktywnego działania i do kreatywnego myślenia, tylko niewielu udało się wyrwać z tego odrętwienia. Może się to wydać paradoksem, ale przy tak wysokim bezrobociu wciąż nam brakuje ludzi, tyle, że chodzi już nie o ręce do pracy, ale o wartość dodaną, która zależy od potencjału intelektualnego, a więc od głowy. Mamy więc wiele do odrobienia, by móc dobrze wykorzystać niezwykłe szansę, którą, szczególnie przed młodym pokoleniem otworzył nasz powrót do Europy.

Dlatego chciałem szczególną uwagę zwrócić na te aspekty studiów, które odnoszą się bezpośrednio nie do kształtowania sprawności profesjonalnych, lecz są związane z kształtowaniem znacznie ważniejszego czynnika, jakim jest formacja intelektualna i to wszystko co możemy nazwać dobrym wykształceniem, które polega na umiejętności korzystania z dorobku cywilizacyjnego dla analizowania i rozumienia otaczającego świata oraz sprawnego w nim działania.

Mówiąc o szkole wyższej nieczęsto odnosimy się do jej podstawowych zadań, zakładając milcząco, że to co ona robi jest tak oczywiste dla wszystkich, iż nie wymaga wyjaśniania.

Nie dziwi więc, że młody człowiek wchodzący dzisiaj w bramy uczelni akademickiej ma niezwykle mgliste pojęcie o czekającym go wzywaniu. Nie bardzo właściwie wie, czego ma spodziewać się od uczelni, poza ogólną świadomością, że będzie miał więcej swobody niż posiadał jej dotąd w szkole. A wiec w potocznym myśleniu to właśnie studencka swoboda staje się czynnikiem odróżniającym studia wyższe od przedmaturalnego stanu. Chociaż taki pogląd w rzeczy samej jest prawdziwy, to jednak kryje on sprawy znacznie głębsze, które ujawnić można dopiero zadając proste pytanie: a dlaczegóż to studentom szkoły wyższej przysługuje więcej swobody niż uczniom w liceum?

Będę starał się znaleźć odpowiedź na to pytanie, gdyż wydaje się mieć ono istotne znaczenie dla zrozumienia tego, czym właściwie jest (a może czym powinna być) uczelnia wyższa.

Ta niewiedza generuje kolejne pytanie, szczególnie charakterystyczne dla sytuacji, gdy studia stanowią inwestycję również z finansowego punktu widzenia!. Pytanie to brzmi: co otrzymuje się od uczelni w zamian za poniesione nakłady pieniędzy czy czasu, czy ta inwestycja się opłaca? To jest dobre pytanie, ale pod warunkiem, że będziemy wiedzieli jakiej wartości poszukujemy w zamian za nasze pieniądze. Jeżeli u jego podstaw tkwi oczekiwanie, że na uczelni, podobnie jak to było w szkole, zostaniemy poddani procesowi edukacyjnemu nabywając od profesorów wiedzę, najlepiej w postaci lekkostrawnych pigułek programowych, co zapewni nam wysoką pozycje i zarobki po uzyskaniu dyplomu, to na pewno spotka nas głębokie rozczarowanie. Zadanie uczelni wyższej, uczelni typu akademickiego (czy uniwersyteckiego), a taka szczyci się być Politechnika, jest bowiem inne niż szkoły, gdyż polega na tworzeniu studentom warunków dla samodzielnego, aktywnego pobierania wiedzy, a nie do biernego jej konsumowania. Dlatego właśnie uczestnik tego procesu nazywa się studentem a nie uczniem, dla podkreślenia faktu, iż nie uczy się on, lecz samodzielnie studiuje, samodzielnie kształtuje swoją osobowość, bo tylko w ten sposób proces zdobywania wykształcenia będzie skuteczny.

Trzeba więc aby podejmujący studia młodzi ludzie mieli nie tylko interes, ale i ambicję sprostania wyzwaniu. Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć i trzeba podjąć ku temu wysiłki. A to wymaga odpowiedniego klimatu społecznego, bardzo szerokiego i mądrego wsparcie ze strony społeczeństwa, które promuje wartości wyższe niż tylko bieżąca konsumpcja. Historia świata pokazuje, że największe sukcesy odnosiły bowiem te kraje w których interes i ambicje jednostki zbiegały się z dążeniem społeczeństwa i państwa.

Znakomity przykład w tym względzie, zwieńczony cywilizacyjnym sukcesem, dają „ojcowie pielgrzymi” którzy w 1620 r. wylądowali na statku Mayflower u wybrzeży Ameryki Północnej, by już w szesnaście lat później, gdy ich dzieci zaczęły dorastać, założyć z własnych środków i wbrew woli króla istniejący do dzisiaj Uniwersytet Harwarda. To przecież nie snobizm nimi kierował, ale najlepiej pojęta dbałość o przyszłość. Dlatego cywilizowane społeczeństwa, dla swojego własnego dobra, przywiązują tak wielką wagę do wyższej edukację swojej młodzieży.

Podstawowe wyzwanie, które obecnie stoi przed absolwentami wyższych uczelni związane jest z wymaganiami gospodarki opartej na wiedzy i aspiracjami społeczeństwa informacyjnego. Dla Polski to jeszcze przyszłość, ale jest oczywistością, którą trzeba wciąż uzmysławiać, że od skuteczności w podjęciu tego wyzwania będzie zależał nasz dobrobyt i poziom cywilizacyjny. W dyskusjach nad możliwościami włączenia Polski w budowanie nowoczesnej gospodarki podkreśla się zgodnie że najważniejszym czynnikiem jest edukacja młodego pokolenia. Politycy chętnie posługują się tu kategorią „inwestowania w potencjał ludzki”.

Ale cóż to takiego, ta gospodarka oparta na wiedzy, hasło tak często powtarzane przez polityków, że zaczynamy wątpić w jego sensowność. Otóż można powiedzieć, że jest to taka gospodarka, w której bardzo wiele przedsiębiorstw opierają swoją przewagę konkurencyjną na zasobach będących wytworem potencjału intelektualnego, których inni nie posiadają albo nie potrafią wykorzystać. Jeżeli jednak istnieje gospodarka oparta na wiedzy to przez domniemanie musi też istnieć gospodarka oparta na głupocie. A więc, symetrycznie, gospodarka oparta na głupocie to będzie taka gospodarka w której działa wiele przedsiębiorstw, które utraciły swoją konkurencyjność dzięki opieraniu się na zasobach będących wytworem przestarzałego potencjału intelektualnego, który inni już porzucili, lub którego nie opłaca się wykorzystywać.

Stąd wynika, że przejście od gospodarki opartej na głupocie, której typowym przykładem była tzw. gospodarka socjalistyczna, do gospodarki opartej na wiedzy, warunkowane jest nie tylko rozwojem badań naukowych czy badawczo- rozwojowych, ale głównie dysponowaniem potencjałem intelektualnym związanym z zasobami ludzkimi. Ta bowiem gospodarka uzyskuje przewagę konkurencyjną, w której działa więcej aktywnych ludzi posiadających twórczą wyobraźnię i potrafiących podjąć ryzyko innowacyjnego wykorzystania już dostępnych zasobów wiedzy. Prawdopodobieństwo pojawienia się takich ludzi w społeczeństwie o niskim stopniu edukacji i niewielkiej kulturze innowacyjnej jest jednak stosunkowo niewielkie i nie przypadkowo zapóźnione kraje, które postawiły na modernizację gospodarki rozpoczynały od inwestowania w edukację. Aby wykształcić ludzi, którzy modernizację podejmą potrzebne są jednak znakomite akademickie szkoły wyższe, a więc takie uczelnie na których kształcenie powiązane jest z badaniami naukowymi.

I być może to właśnie stanowi na obecnym etapie rozwoju najważniejsze usprawiedliwienie dla potrzeby finansowania w Polsce badań naukowych. Mimo różnych pomysłów nie udało się bowiem nigdzie stworzyć znakomitej swoimi absolwentami uczelni bez rozwijania w niej badań naukowych na najwyższym poziomie, a więc dysponowania znakomitą i twórcza kadrą. Związek nauki z gospodarką realizuje się bowiem właśnie poprzez wyższą edukację.

Zastanówmy się teraz jaka jest więc społeczna rola uczelni wyższych. Zwykle podkreśla się, że mają one wobec swoich studentów do spełnienia dwie główne misje: jedną z nich jest edukacja, prowadząca do zrozumienia kontekstu wiedzy i promowania wartości intelektualnych, drugą zaś szkolenie, dzięki któremu nabywane są umiejętności praktyczne.

Jest jednak jeszcze jedna misja, o której mówi się nieczęsto, i to tylko w przypadku najlepszych, elitarnych szkół, którą stanowi formowanie, umożliwiające rozwój własnego człowieczeństwa i przygotowywanie do spełnienia aktywnej roli w społeczeństwie. Dopiero te trzy czynniki składają się na zespół cech, które determinują to, że o jakimś człowieku możemy powiedzieć iż jest wykształcony.

Nowoczesne wyższe uczelnie akademickie realizują te misje poprzez tworzenie studentom warunków dla opanowania podstaw wiedzy i umiejętności związanych ze studiowaną dziedziną, dla wyrabianie techniki komunikowania się, dla kształtowanie formacji intelektualnej i wreszcie dla wykształcania trudnej sztuki dokonywania wyborów. Dobra uczelnia musi dopomóc w rozwijaniu nawyku samodzielnego, kreatywnego myślenia oraz umiejętności aktywnego identyfikowania i rozwiązywania problemów Tego jednak nie można nauczyć się na wykładach. To można osiągnąć jedynie własna pracą i żywym kontaktem intelektualnym z innymi, wykształconymi ludźmi, do czego jednak potrzebny jest klimat umożliwiający takie kontakty, czemu powinny służyć tak charakterystyczne dla najlepszych uczelni partnerskie stosunki między profesorami i studentami i otwartość uczelni na świat zewnętrzny.

I to jest sprawa wagi niesłychanej: studia wyższe wymagają bowiem ogromnego intelektualnego zaangażowania zarówno ze strony studiującego jak i profesora, gdyż tylko ona zapewnia skuteczność w zdobywaniu wiedzy. Zarzut typu: „Nic mnie w tej uczelni nie nauczono” nie ma więc sensu, natomiast miałby sens gdyby brzmiał: „Nie spotkałem na niej nikogo, kto mógłby mi pokazać, czego powinienem się nauczyć”. Dlatego dobrą uczelnię można niezawodnie rozpoznać po dbałości wykazywanej przy utrzymywaniu najwyższego poziomu kadry profesorskiej.

I właśnie z tego specyficznego stosunku między profesorem i studentem wynika konieczność obdarzenia studentów dużą swobodą. Bez niej nie byliby oni w stanie poświęcić się samodzielnemu wgłębianiu w studiowaną dziedzinę, samodzielnemu kształtowaniu swojej wiedzy, samodzielnemu budowaniu swojej osobowości. A więc okazuje się, że ta wymarzona studencka swoboda stanowi niezbędny warunek procesu zdobywania wiedzy, a nie jest prezentem schlebiający młodzieńczości. Niestety nie wszyscy są tego świadomi i to zarówno w środowisku studenckim, jak też (niestety) i w profesorskim.

Nabyta w czasie studiów sprawność intelektualna jest tym głównym narzędziem, które pozwala nam na ciągłe uzupełnianie wiedzy i stanowi podstawę dla dokonywania w przyszłości nieprzypadkowych wyborów, a więc zapewnia nam profesjonalną elastyczność. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdyż jak pokazuje praktyka, każdy wykształcony człowiek kilka razy w życiu staje przed koniecznością lub szansą zmiany zawodu. Koniecznością, bo może okazać się, że wymogły to warunki rynku pracy, a szansą gdy okazuje się, że pojawiają się nowe atrakcyjne możliwości. A to oznacza, że musi posiadać umiejętność zidentyfikowania sytuacji i być przygotowanym do poniesienia ryzyka, którego podejmowanie stanowi nieodłączny atrybut aktywnego człowieka. Korzystanie z tej właśnie umiejętności stanowi podstawę sukcesu życiowego.

Ale to wszystko nie jest tak proste, tym bardziej, że żyjemy obecnie w świecie, który jak gdyby wymusza na człowieku coś, co nazywam „ucieczką od rozumu”. Mamy bowiem do czynienia z rosnącym rozdźwiękiem pomiędzy wąskimi profesjonalnymi umiejętnościami człowieka oraz jego wykształceniem.

Obserwujemy ten obejmujący wszystkie grupy społeczne proces, który wiąże się z potężniejącym wpływem irracjonalnego myślenia, oraz kultem prostactwa, z którego uczyniono filozofię i propagowany przez media styl bycia. Cały ten zgiełk tworzy podatny grunt dla różnego typu patologii i wynikających z nich zachowań, do rozszerzania się obszaru głupoty, będącej świadomym wyborem człowieka, nie tożsamym z niezawinioną niewiedzą. Wystarczy popatrzeć na ekran telewizora, lub zajrzeć do księgarni, gdzie pod szyldem działu „Nauka” w równym szeregu z książkami jej poświęconymi leżą pozycje które powinny zostać zaliczone do kategorii „science fiction”, lub wręcz do „pseudonauki”, czy też, jak to trafnie określił pewien publicysta do „pornografii naukowej”. Wielu ludzi, nawet posiadających formalnie wysokie wykształcenie, bezkrytycznie traktuje te teksty z powagą, jako wykładnię wiedzy o świecie. To zdumiewające rozdwojenie jaźni, które możemy obserwować nawet u niektórych laureatów Nagrody Nobla musi stawiać pod znakiem zapytania wiarygodność profesora: jak bowiem można odebrać jego nauki, gdy na przykład subtelności chemii kwantowej połączone są z jego wiarą w moc wahadełka w identyfikowaniu choroby lub w to, że Elvis P. wciąż żyje? Tak więc okazuje się, że człowiek może być równocześnie mędrcem i głupkiem, profesjonalistą w swoim miejscu pracy i żałosnym dyletantem, czy wręcz idiotą na ulicy lub, co gorsze, w życiu publicznym.

Zdobycie wyposażenie intelektualnego, niezbędne do tego by móc odróżniać mądrość od głupoty, mitu, czy oszukaństwa, szczególnie gdy poruszamy się poza własną dziedziną nie jest łatwe. A jeżeli coś jest trudne do zdobycia to znaczy, że jest dostępne nie dla wszystkich, że ma elitarny charakter, że wartość tego jest wysoka. A jak to osiągnąć?

I tu tkwi istota tego co nazwałem, może niezbyt precyzyjnie, „dobrym wykształceniem”, a czego osiągnięcie powinno stanowić oś studiów wyższych. Co najważniejsze, tego elitarnego dobra nie można kupić, można je zdobyć wyłącznie własną pracą. Bo aby w pełni rozwinąć swoje możliwości intelektualne, aby ukształtować swoje człowieczeństwo, aby przygotować się do trudnych dzisiaj do zdefiniowania wyzwań, które przyniesie przyszłość, nie wystarczy posiąść wiedzę z obszaru studiowanej dziedziny i opanować metodę jej pogłębiania. Trzeba również chcieć sięgnąć po tą szansę, którą przed studentem otwiera nowoczesna wyższa uczelnia, a która umożliwia uzyskanie niezawodnego intelektualnego narzędzia którym jest właśnie owo „dobre wykształcenie” a więc oparta o mocne intelektualne podstawy sztuka wykorzystywania własnego rozumu do dokonywania racjonalnej i obiektywnej analizy otaczającej nas rzeczywistości.

Posiadanie i wykorzystywanie tego narzędzia uodpornia nas na głupotę a więc zapewnia nam wolność. Głupota bowiem stanowi jedno z największych ograniczeń wolności człowieka, gdyż uniemożliwia mu podejmowania racjonalnych decyzji i czyni bezbronnym wobec manipulacji. Szanse uzyskania tego wyposażenia najlepsze uczelnie oferują, ale tylko od studiującego zależy czy będzie chciał po nie sięgnąć i później spożytkować. To też jest ważny element wolności studenckiej.

Konkluzja mojego wykładu jest banalnie prosta.

Podejmować studia wyższe powinno się nie tylko dlatego by uzyskać zawód a później intratną pracę, chociaż jest to ważne, ale dlatego, że można w ich wyniku uzyskać niezawodne narzędzia rozumienia świata, co zapewnia wolność pozwalającą na dokonywanie racjonalnych wyborów i lepsze pokierowanie własnym życiem. Powtórzę na zakończenie przytoczoną na wstępie maksymę mówiącą, że wykształcenie jest bowiem tym co nam pozostanie, gdy zapomnieniu ulegnie wszystko to czego się uczyliśmy. Jest najcenniejszym dobrem, które dobra uczelnia pomaga nam zdobyć. I tej pomocy musimy się od swojej uczelni domagać.

Maciej W. Grabski


Dekalog prof. Witolda Kieżuna

Wstępny zarys planu sanacji i ukształtowania społeczeństwa obywatelskiego z wysokim poczuciem ładu prawnego mógłby obejmować następujące posunięcia:

  1. Wprowadzenie, wzorem Belgii, Grecji i Australii, obowiązku głosowania w wyborach parlamentarnych i samorządowych W Belgii, w której kara za nieuzasadnione nie głosowanie jest równowartością miesięcznego uposażenia, głosuje ponad 90% obywateli. Sądzę, że ten zwyczaj już zautonomizował się w wysokim stopniu. Wiedząc, że muszę głosować, że jest to mój obowiązek w stosunku do państwa, które pełni ważne dla mnie funkcje opiekuńcze stopniowo, coraz bardziej będę się interesować programami wyborczymi i śledzić ich wykonanie kształtując w ten sposób również poczucie odpowiedzialności wybranych reprezentantów.
  2. Intensywna permanentna akcja antykorupcyjna oparta głównie na planie legalnej prowokacji. Ta skromnie już zapoczątkowana metoda dała w ostatnim okresie pozytywne rezultaty, np. w Czorsztynie w stosunku do miejscowego wójta, chroniąc budżet gminy przed stratą ponad 4 milionów złotych, czy w Białymstoku i w Kielcach w stosunku do lekarzy uniemożliwiając nielegalnie przyznanie rent. W Stanach Zjednoczonych tego typu legalna prowokacja zastosowana w połowie lat 80 -tych w stosunku do osób na stanowiskach odpowiadających mniej więcej pozycji naszych podsekretarzy stanu, szeroko i imiennie nagłośniona w mediach, zakończona wyrokami ponad 100 lat więzienia, radykalnie zmniejszyła chęć tego typu manipulacji.
  3. Systematyczna akcja oddziaływania świadomościowego i podprogowego na kształtowanie się zautonomizowanych postaw uczciwości i przyzwoitości poprzez odpowiednio sterowane programy telewizyjne. Nie chodzi tu o powrót do prymitywnych form propagandy z czasów PRL, ale o inteligentnie przemyślaną strukturę i treści np. odpowiednio dobranych filmów, sztuk teatralnych czy żywych dyskusji.
  4. Upowszechnienie, wzorem Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźminskiego w Warszawie, studiów administracyjnych w wydziałach zarządzania, (a nie łączenie ich ze studiami prawniczymi) dla upowszechnienia nowoczesnej wiedzy zarządzania publicznego. Wiąże się to również z przekształceniem istniejącej Krajowej Szkoły Administracji w instytut permanentnego doskonalenia kadr administracji posiadający terenowe filie dla administracji terytorialnej.
  5. Wprowadzenie większościowej jedno-mandatowej ordynacji wyborczej we wszystkich jednostkach terytorialnych, niezależnie od liczby mieszkańców.
  6. Wprowadzenie zasady pełnej depolityzacji w strukturach administracji samorządu terytorialnego zarówno na etapie wyborów jak i funkcjonowania.
  7. Konsekwentne stopniowe wprowadzenie Służby Cywilnej w urzędach administracji, również samorządu terytorialnego.
  8. Radykalna zmiana uprawnień w zakresie biernego prawa wyborczego odpowiadającego niewątpliwemu poziomowi moralnemu, poprzez wyeliminowanie z grona kandydatów do wszystkich wybieralnych pozycji administracyjnych i ustawodawczych osób znajdujących się w Rejestrze Skazanych, będących podmiotem prokuratorskiego aktu oskarżenia lub bieżącej procedury śledczej, i wprowadzenia wymogu imiennego poświadczenia poziomu moralnego przez osobę wysokiego zaufania społecznego. Również cofnięcie czynnego prawa wyborczego dla wszystkich osób odbywających bieżącą karę pozbawienia wolności i obciążonych aktualną karą więzienia w zawieszeniu do czasu jego wygaśnięcia.
  9. Rygorystyczne stosowanie kryteriów: "Godny zaufania, Umie (wykształcenie), Wie (praktyka), Umie być (umieć przekonać innych do swego punktu widzenia), Chce (pracując dla społeczeństwa osiągnąć satysfakcję) i Rozumie (celowo zadowalać się przeciętnym wynagrodzeniem)" przy wyborze, rekrutacji i permanentnej ocenie wszystkich funkcjonariuszy samorządu terytorialnego (oczywiście i aparatu centralnej i wojewódzkiej administracji państwowej.)
  10. Aktywna, energiczna działalność samorządu celem doprowadzenia do respektowania Prawa o Wykroczeniach, traktowanego jako punktu wyjścia do upowszechnienia postawy poszanowania prawa (konsekwentnie karać za małe wykroczenia, aby ostrzec przed popełnieniem dużych).

W oparciu o teksty i wypowiedzi Autora zebrał Andrzej Czachor


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski
Marek A. Rabiński (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Adres Redakcji – neutrony@nuclear.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie na adres listy wysyłkowej neutrony.lista@nuclear.pl pustego e-maila z wypisanym w temacie "subscribe" (koniecznie małymi literami).

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://india.ipj.gov.pl/neutrony