[NEUTRONY]

NEUTRONY – niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 7 (126) / 2005
18 lipca 2005

W numerze:
  • Refleksje po jubileuszu
  • Żona kontra SB
  • Prehistoria IBJ – stos towarzysza Bolesława Bieruta
  • ITER stanie w Cadarache
  • Jednomandatowy do Senatu!
  • GreenAtom
  • Zmarł konstruktor igły

50 lat minęło i ‘to se ne vrati’

Parę tygodni temu obchodziliśmy 50-tą rocznicę założenia Instytutu Badań Jądrowych, który nie istnieje od 22 lat. Może za 3 lata należałoby ‘obejść’ 25 lecie rozwiązania IBJ i już do tematu IBJ nie wracać?

Czynione od 15 lat, też okrągła rocznica, próby reaktywacji IBJ nie przynoszą rezultatu, więc skąd ten sentyment do czasów, kiedy Świerk nie był pokawałkowany i stanowił jedną całość z Żeraniem?

Po pierwsze, mieliśmy wtedy dwadzieścia i kilka lat. Atomistyka była dziedziną awangardową, zarazem złowrogą, bo przecież bomba atomowa i wodorowa, ale i pełną obietnic na lepsze życie dzięki taniej energii i zastosowaniom promieniowania. W sam raz na młodzieńczą przygodę naukową. Tym bardziej, że po stratach jakie poniosła polska inteligencja w czasie wojny konieczne było jej odtworzenie i rozwinięcie na miarę aspiracji odbudowującego się Kraju. Powstanie IBJ stworzyło życiową szanse dla setek młodych zdolnych ludzi z tak zwanej prowincji.

Po drugie, praca w IBJ nobilitowała w odczuciu społecznym podwójnie – jako praca naukowa i praca w cieniu trudnych do zrozumienia dla laika tajemniczych mocy tkwiących w jądrze atomowym.

Po trzecie IBJ był w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych jednym z niewielu w tym czasie okien na świat. Oprócz intelektualnego dostępu do Zachodu, poprzez naukę, mięliśmy jeszcze dostęp realny – poprzez stypendia i współpracę naukową. Pracownicy naukowi mieli wtedy niespotykaną w wielu innych zawodach swobodę w poruszaniu się po świecie. Wielką rolę odegrała tutaj MAEA i CERN.

Warto też wspomnieć, że o naukowców dbano, oczywiście na miarę możliwości zniszczonego przez wojnę i pełnego furmanek na gumowych kołach Kraju. Średnia płaca w IBJ była wyższa niż średnia krajowa i stosunkowo łatwo było ‘dostać’ mieszkanie. Powstało osiedle IBJ w Aninie, ale co bardziej wybredni mogli się ubiegać o lokum w Warszawie.

Jakie były powody finansowania IBJ? Prestiż? Na pewno. Chcieliśmy pokazać światu, że my też mamy badania atomowe. Dziś już nimi nikomu nie zaimponujemy. Teraz w modzie są biotechnologie i genetyka. Produkowaliśmy jednak sporo pożytecznych urządzeń, a to ‘dzięki’ temu, że cena dolara była absurdalnie wysoka. Konieczne było oszczędzanie ‘cennych’ dewiz, więc powstawały krajowe kopie aparatury zachodniej. Tak obecnie pogardzany ‘Neptun’ był powodem do dumy IBJ, bo był produkowany na licencji francuskiej.

Młodzi już nie jesteśmy, atomistyka podupadła, więc czas wielkiego IBJ już nie wróci. Ale jest co wspominać.

Krzysztof Andrzejewski


Oskarżenia i kalumnie
czyli
„Niech się pan zdecyduje, jak się pan nazywa”

W Polsce trwa obecnie festiwal teczek. Krzyżują się w mediach oskarżenia i kontroskarżenia, kalumnie i kontrkalumnie, tłumaczenia i kontrtłumaczenia. Z tego wszystkiego wyłania się ponury obraz społeczeństwa poddanego bezwzględnym działaniom Służby Bezpieczeństwa. Instytut Badań Jądrowych jako największy w czasach PRL-u instytut badawczy był pod szczególnym naciskiem. Miał bardzo rozwiniętą współpracę międzynarodową, a sama jego nazwa budziła niebezpieczne skojarzenia. Nic więc dziwnego, że pracownicy IBJ-u byli narażeni na rozmaite działania ze strony przedstawicieli Służby Bezpieczeństwa, szczególnie z okazji dłuższych wyjazdów zagranicznych. Kontakty z nimi były prawdziwie traumatycznym przeżyciem i nikomu nie było wtedy do śmiechu. Niemniej w najsmutniejszych nawet okolicznościach zdarzały się też sytuacje zabawne. O jednej takiej chcemy opowiedzieć Czytelnikom NEUTRONÓW.

W roku 1961 pewien młody pracownik naukowy IBJ-u, nazwijmy go Andrzejem, otrzymał roczne stypendium Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Parę tygodni przed wyjazdem zgłosił się do niego oficer SB i zaproponował spotkanie. Była to oczywiście tzw. propozycja nie do odrzucenia i do spotkania doszło w jednej z warszawskich kawiarni. Rozmowa była w miarę sympatyczna. Oficer stwierdził na wstępie, że jego jedynym celem jest przestrzec młodego i niedoświadczonego człowieka przed niebezpieczeństwami, jakie czyhają na niego w Ameryce. „Na pewno będą pana chcieli zwerbować, niech się pan w żadnym wypadku nie godzi na współpracę”. Andrzej obiecał solennie zajmować się wyłącznie pracą naukową i nie wdawać się z nikim w żadne podejrzane konszachty. Trzeba tu przyznać, że nie było mu trudno wywiązać się z tej obietnicy, bo podczas pobytu w USA nikt mu niczego nie proponował.

W parę tygodni po powrocie Andrzeja z Ameryki odezwał się znajomy oficer SB znów z propozycją spotkania w kawiarni. Ta rozmowa miała już niestety znacznie mniej przyjemny charakter. Otóż oficer poprosił Andrzeja o napisanie sprawozdania z pobytu. Na to Andrzej stwierdził, że sprawozdanie zostało już przez niego napisane i jest do wglądu w kadrach. „Nie o takie sprawozdanie nam chodzi, chcemy poznać pana prywatne opinie o ludziach, z którymi się pan stykał, i o sytuacji na uczelni, na której pan był”. Andrzej powiedział, że zbyt zajęty był pracą naukową (faktycznie napisał w czasie pobytu w Stanach pracę doktorską obronioną wkrótce po powrocie do Polski) i nie ma nic do powiedzenia na tematy, które mogłyby interesować Służbę Bezpieczeństwa. Oficer był nieustępliwy, ale Andrzej też, i pierwsza rozmowa zakończyła się na niczym. Potem była jeszcze druga, ale też żadna ze stron nie chciała ustąpić.

W tym miejscu trzeba powiedzieć, że oficer, aby się z Andrzejem umówić, dzwonił do domu i to dosyć często, ale za każdym razem podawał zgodnie z wyuczonymi gdzieś zasadami konspiracji inne nazwisko. Telefony przeważnie odbierała żona Andrzeja. Po drugim nieudanym spotkaniu i po kolejnym telefonie oficera, żona nie wytrzymała i powiedziała mu: „Wciąż pan dzwoni do męża i za każdym razem podaje pan inne nazwisko. Niech się pan w końcu zdecyduje, jak się pan nazywa”.

Trzecie spotkanie zaczęło się od stwierdzenia ze strony oficera: „Ale ma pan ostrą żonę”. Andrzej to natychmiast wykorzystał. „Wyobraża sobie pan zapewne, jakie ja musze mieć ciężkie życie z tą kobietą (żona mu wybaczyła to kłamstwo, wypowiedziane w słusznej sprawie), a pan mnie jeszcze zamęcza spotkaniami w kawiarni. Każde z ich odchorowuję. Odmawiam dalszych spotkań. Możecie mnie oczywiście wzywać na Rakowiecką, macie zapewne do tego prawo”. Oficer nie miał innego wyjścia, jak się poddać. Andrzej dostał faktycznie wezwanie na Rakowiecką, gdzie do napisania sprawozdania namawiał go jakiś inny już oficer, znów bez skutku. I tak skończyły się kontakty Andrzeja ze Służbą Bezpieczeństwa. Panowie oficerowie dziwnym trafem nie zemścili się na nim i nigdy nie spotkała go odmowa wydania paszportu, co najprawdopodobniej zawdzięcza swojej żonie, której udało się wzbudzić niekłamany podziw oficera SB. Gdzie diabeł nie może...

JAM


Przedstawiamy kolejną porcję dokumentów związanych z prehistorią IBJ, a dokładniej – z udziałem angielskich komunistów w projekcie budowy polskiego stosu atomowego (zestawu krytycznego niewielkiej mocy). Materiał przygotował Stanisław Ugniewski. Słownictwo, składnia i ortografia – zgodne z oryginałem.

IPN 0298/763 dot. stosu atomowego (4 kartki)

Kartka 1: Notatka odręczna formatu A4 na papierze firmowym Ministra Bezpieczeństwa Publicznego.

Warszawa, dnia 8 IV 1953 r

Towarzysz Bierut

Przesyłam dalszy list anglików, wg. mnie ktoś powinien z nimi porozmawiać, może Sokorski, może Szyr?
Może tow. Dłuski, ażeby przeciąć
[jedno słowo nieczytelne] uporczywe upominanie się albo też pomóc im tu coś robić.

[Podpis nieczytelny]

Kartka 2: Maszynopis na 1/3 formatu A4.

Drodzy towarzysze,

W tym liscie przesyłamy pismo do towarzysza, który ma nasz ostatny referat o zbudowanie stosu atomowego.
To pismo jest po-polsku, i nie koniecznie przetłumaczyć,

Z braterskimi przywitaniami
W. Mc Leod

Dopisek odręczny: Tow. Minister Przedstawiam kolejny list anglików – naszych podopiecznych
7 IV 1953
[Podpis nieczytelny]

Kartka 3: Maszynopis formatu A4, bez adresata i daty.

Drogi Towarzyszu,

Towarzysz ma nasz referat o zbudowanie stosu atomowego mającego mało siły.

Jeżeli towarzysz jeszcze decyduje o tym, prosimy w najpoważniejszy sposób o pozwolenie na rozmowę z towarzyszem.

W krótkim referacie, nie mogliśmy dać ogromne praktyczne perspektywy, które da ten projekt. Bardzo chcemy wyjaśniać te perspektywy dla towarzysza podczas rozmowy.

Napewno są trudności naprzeciw tego projektu, których nie znamy, a jeżeli możemy rozmawiać z towarzyszem, będziemy starali się opanować je.

Może być, że ze względu na bezpieczeństwo, nie możemy współdziałać z innymi naukowcami, i towarzysz myśli że, dlatego, nie możemy przedsiębrać tę pracę. Jeżeli nie są inne osoby, które mogą przedsiębrać tę pracę, tym niemniej jest możliwe zatrudniać nas; bo jeśli da pomoc, który poprosilismy w naszym referacie, możemy zakonczyć część projektu dającą dany dla planowania stosu, bez bezpośrednych koneksyj z innymi gałążami nauka polskiego. Później, jeśli to jest konieczne, przed zbudowaniem stosu, możemy przenieść się z projektu. Wyjaśnimy to, jeżeli będziemy rozmawiać z towarzyszem.

Może być, że najważnejszy ze sprzeciwów naprzeciw zbudowania stosu jest brakem górnictwa uranu krajowego. W tym wypadku, chcemy roztrząsać przeszukiwanie uranu, i jego górnictwo po malutku,

Z braterskimi przywitaniami,
William Mc Leod, Robert Trent

Kartka 4: Prawdopodobnie część/fragment koperty z nadrukiem: Minister Bezpieczeństwa Publicznego

Dopisek 1: B.11
Dopisek 2: Sprawa atomowa
Odręcznie wpisany adresat: Tow. B. Bierut Prezes Rady Ministrów do rąk własnych


ITER wychodzi na prostą

28 czerwca podpisano porozumienie w sprawie budowy międzynarodowego eksperymentalnego reaktora termojądrowego ITER w Cadarache. Ugoda kończy toczony od ponad dwóch lat spór między japońską Rokkasho–murą a francuskim poligonem naukowo–wojskowym, który to konflikt półtora roku temu przekształcił się w regularną wojnę francusko–amerykańską – to Amerykanie bowiem za brak poparcia inwazji w Iraku na złość Republice opowiedzieli się za lokalizacją dalekowschodnią.

Podpisanie umowy odnotowały nawet polskie media. Nasza ulubiona redakcja naukowa GAZETY WYBORCZEJ doniosła, że energia syntezy bierze się ze zderzania jąder (sic!). Poza tym zdaniem naukowców gazety ITER miałby zaspokoić całe zapotrzebowanie ludzkości na energię. Gwoli ścisłości – w porywach będzie osiągał 500 MW(t), czyli moc niewielkiego bloku pierwszej lepszej przestarzałej elektrowienki z czasów PRLu. Z kolei WIADOMOŚCI TVP doniosły o reakcji łańcuchowej jako źródle energii syntezy. W tej masie bełkotu przedstawianej przez opiniotwórcze kręgi informacji społecznej i powtarzanej na czatach polskiego Internetu diamentem zabłysnął archiwalny numer NEUTRONÓW 2 (114) z 1 marca 2004 roku, z artykułem "ITER na rozdrożu". Trudno się więc dziwić, że lista subskrybentów naszego e-zina przyrosła w ciągu ostatniego miesiąca w tempie reakcji łańcuchowej. Wystarczy wbić w przeszukiwarkę parę słów kluczowych typu "ITER", "Cadarache", "synteza termojądrowa" by się przekonać na jak wysoką pozycję odwiedziny internautów wywindowały NEUTRONY.

ITER po międzynarodowym projekcie stacji kosmicznej ALFA jest największym na świecie przedsięwzięciem naukowo-badawczym. Projekt wart 10 miliardów euro stanie się lokomotywą europejskiej atomistyki, przemysłu jądrowego i sektora nauki. Jest też potwierdzeniem wiodącej roli Europy w badaniach syntezy jądrowej, i to na skalę ogólnoświatową. Amerykanie przodują w badaniach kosmosu i w technice gigantycznych laserów do wojen gwiezdnych, Daleki Wschód w elektronice, ale w badaniach termojądrowej plazmy to Europa gra pierwsze skrzypce.

Zgodnie z podpisanym porozumieniem Unia Europejska i Francja sfinansują 48% kosztów przedsięwzięcia, pozostałe 52% pokryje pięciu pozostałych członków porozumienia: Chiny, Japonia, Korea Południowa, Federacja Rosyjska i USA. Osiągnięta za kulisami podpisanego porozumienia ugoda z krajem kwitnącej wiśni przewiduje, że Unia Europejska ulokuje do 10% wnoszonego przez siebie wkładu w Japonii. W związku z tym w najbardziej zaawansowanych technologiach ITERa udział dotychczas najpoważniejszego konkurenta lokalizacji w Cadarache będzie wyższy niż pozostałej czwórki. Z drugiej strony Unia ma zagwarantowane uczestnictwo w japońskich projektach syntezy jądrowej, zbliżonych do projektu ITERa. Chodzi tu przede wszystkim o stellarator Large Helical Device, uruchomiony w 2001 roku w Naka. Niemcy od kilku lat bezskutecznie zamierzają wreszcie sfinalizować opóźnioną budowę pułapki magnetycznej Wendelstein 7-X w Greifswaldzie (60 km na północny-zachód od Szczecina), zobowiązanie Unii wobec Japonii stawia pod znakiem zapytania skalę ewentualnych przyszłych perspektyw tej instalacji doświadczalnej. Unia poprze wystawionego przez Japonię kandydata na stanowisko dyrektora projektu, zgodzi się również na większy niż wynikałby z zasady proporcjonalności udział kadry japońskiej w obsadzie przedsięwzięcia. Jeśli powstałby zaś projekt budowy instalacji do badań aspektów technologicznych przyszłego reaktora syntezy jądrowej to Europa poprze starania Japonii o lokalizację projektu na jej terytorium.

Półtora roku oczekiwania Unii na rozstrzygnięcie lokalizacji zaowocowało pewnymi posunięciami, które dla przyszłości nauki europejskiej będą miały trudne do przecenienia znaczenie. Zaczęto mówić o Europejskiej Przestrzeni Naukowej (European Research Area), której fundamentem miałby być ITER w Cadarache, CERN na pograniczu Francji i Szwajcarii, JET w Culham pod Oksfordem, wreszcie ośrodki naukowe i „przemysł naukowy” Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz pozostałych państw. Powstać ma też coś w rodzaju rady naukowej przy Komisji Europejskiej. Jest więc nadzieja, że w Polsce nie będziemy całkowicie skazani na rodzimy KBN, parlament i polityków klasy wschodnio-europejskiej republiki buraczano-kartoflanej. Dla wielu rodzimych polityków i parlamentarzystów jedynym źródłem zaniepokojenia o zasoby energetyczne jest bowiem perspektywa wyczerpania się w ciągu 50 lat zasobów teczek. Czym wtedy da się podgrzać atmosferę? Tę polityczną przynajmniej.

MAR


Dlaczego chcę wejść do Senatu?

75% Polaków opowiada się za bezpośrednimi, w jednomandatowych okręgach wyborczych, wyborami posłów do Sejmu. Także do organów samorządowych wszystkich szczebli. Taka ordynacja wyborcza - to cel istnienia Ruchu Obywatelskiego "JOW". Chcemy po prostu wybierać ludzi, nie listy partyjne. W razie potrzeby chcemy móc ich odwołać. Taki system wprowadza do struktur państwa odpowiedzialność. To jest fundamentalny postulat ustrojowy.

Partie polityczne, a może raczej ich liderzy, konsekwentnie ignorują ten postulat. Prawie wszystkie - w tej jedynej sprawie widzimy zdumiewający pokaz jedności myśli politycznej. A przecież wynikająca z obecnej ordynacji korupcja elit i alienacja obywateli prowadzą do destrukcji państwa. Jak stąd widać, moralnością elit partyjnych jest ich obywatelska deprawacja.

Wyjątkiem zdawała się Platforma Obywatelska, która przeprowadziła nawet zbiórkę podpisów obywateli pod żądaniem referendum, m.in. w sprawie ordynacji wyborczej, uzyskując ich, podobno, 750 tysięcy. Minęło pół roku od przedstawienia list podpisów Sejmowi i - nic się nie dzieje!. Mimo że Platforma ma przez cały czas silną reprezentację parlamentarną.

Co więcej media, zdominowane przez partie, również dokładają starań, aby działania publiczne Ruchu - nasze konferencje, pikiety, demonstracje uliczne, publikacje i wypowiedzi - nie docierały do obywateli. Widomym przykładem była ostatnia ogólnopolska demonstracja Ruchu JOW 3 czerwca b.r. w Warszawie, na trasie Plac Zamkowy – Sejm. Wzięło w niej udział ok. tysiąca osób. Delegacje miast, studenci, mieszkańcy Stolicy nieśli transparenty, głosili hasła, śpiewali okolicznościowe pieśni, rozdawali ulotki informujące o znaczeniu JOW. Zbierali podpisy pod petycją do Prezydenta RP, która została mu w trakcie pochodu wręczona.

Wydarzenia te zostały całkowicie zignorowane przez prawie całą prasę, telewizje i gazety. Wyjątkami, jakże znamiennymi, był tygodnik "Nasza Polska" i Telewizja "Trwam". Trudno tu nie mówić o zmowie milczenia. Zwłaszcza wobec hałaśliwego rozgłosu nadanego przez media tydzień później paradzie homoseksualistów.

Ta determinacja czynników partyjnych przemilczania naszego postulatu naprawy państwa zmusza Ruch do podjęcia nacisku o charakterze politycznym. Wybory do Sejmu pod hasłem JOW nie wchodzą w grę - wobec sprzeczności miedzy obecną ordynacją wyborczą a Konstytucją RP można je uważać wręcz za nielegalne od samego początku. Bo jakże można uważać je za "bezpośrednie", skoro wybierając w okręgu warszawskim 19 posłów, mamy na karcie wyborczej wskazać na 1 tylko, słownie jedną osobę. W jaki sposób "powszechne", skoro obywatel nie może być wybrany pojedynczo, bez pośrednictwa list partyjnych? Jakim cudem można uważać je za "równe", skoro n.p. mniejszości niemieckiej nie obowiązuje 5% próg dostępności?

Pozostaje Senat RP. Wybory do Senatu mają charakter bezpośredni - kandydaci są wybierani większością głosów, co jest zgodne z rozsądkiem i po części z naszym postulatem. Ruch Obywatelski "JOW" weźmie więc udział w wyborach do Senatu. Chcemy w ten sposób uzyskać parlamentarny przyczółek dla naszej walki o jednomandatową ordynację wyborczą dla Sejmu. Jeśli osiągniemy sukces wyborczy, to z Senatu wyjdzie inicjatywa ustawodawcza o JOW dla Sejmu.

5 lipca Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 17-osobowy Komitet Wyborczy Wyborców "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze". Jestem jego pełnomocnikiem. Obecnie warszawska grupa JOW dyskutuje nad wytypowaniem swoich 4 kandydatów. Zgodziłem się być jednym z nich. Następnym krokiem będzie akcja zbierania dla każdego z kandydatów 3 tys. podpisów poparcia, co jest warunkiem ich zarejestrowania przez PKW. To musi być zrobione w najbliższych 4 tygodniach, do 16 sierpnia.

Wszyscy nasi kandydaci złożą przyrzeczenie, że jeśli zostaną wybrani senatorami, to będą przede wszystkim zabiegać o wprowadzenie większościowych wyborów JOW do Sejmu, oraz że w swej pracy będą działać według kryteriów uczciwości, przyzwoitości, patriotyzmu, suwerenności politycznej i gospodarczej. Ponadto zobowiązują się do przekazywania znacznej części swych senatorskich uposażeń na cele publiczne.

Ja ze swej strony, jako naukowiec i wieloletni uczestnik prac Rady Głównej JBR, obiecuję zabiegać także o to, aby nastąpił istotny wzrost i dobre ukierunkowanie finansowania budżetowego nauki, edukacji i badań prowadzących do nowoczesnych innowacji produkcyjnych.

Szanowne Koleżanki i Koledzy, zwłaszcza w Świerku – przychodźcie do mnie z Waszymi ofertami współpracy, ze wsparciem pieniężnym na konto KWW „JOW”*, z pomysłami na sukces tej kampanii. Weźcie formularze do zbierania podpisów i uruchamiajcie Wasze własne sieci poparcia**. Zgłaszajcie się jako kandydaci do komisji obwodowych – nasz Komitet ma prawo Was do nich wytypować***.

Kupcie ten los. To nasza wspólna szansa na lepszą Polskę.

Prof. Andrzej Czachor
Pełnomocnik Wyborczy KWW „JOW”
Świerk, bud. Fizyki, p.221
t/f 718 0018
a.czachor@cyf.gov.pl

*KWW JOW:
ul. Bialoskornicza 3/1
50-134 Wroclaw
74 10203714 0000 4102 0100 4639
nr okręgu wyborczego

**w Galerii Mariarte Interior,
W-wa, ul Piękna 16 b, od właścicielki Marii Czachor

***Sztab wyborczy KWW JOW w okręgu nr 18 (warszawskim)
Remigiusz Zarzycki, firma FOKUS, ul Kłopotowskiego 5,
0601 217 18, lub bezpośrednio u mnie, AC

Od Redakcji:

Nie bójmy się prawdziwych wyzwań, rzucamy hasło – Świerkowy JOW na prezydenta! To dopiero są prawdziwie jednomandatowe wybory. A dodatkowo te 75% poparcia. Choć musimy samokrytycznie przyznać, że w kręgach zbliżonych do Redakcji NEUTRONÓW jest ono odrobinę niższe.

MAR


Przegląd prasy

Patric Moore, jeden ze współzałożycieli Greenpeace'u, uznał energetykę jądrową za jedyne źródło energii, które nie emituje gazów cieplarnianych, które w efektywny sposób może zaspokoić energetyczne potrzeby świata zastępując paliwa kopalne. Swoje wystąpienie (www.greenspiritstrategies.com/D127.cfm) przed amerykańską podkomisją Kongresu d/s energii i zasobów rozpoczął od historii powstałego w latach 1960-tych przykościelnego kółka z Vancouver, które w pierwszej połowie lat 1980-tych jako ogólnoświatowa organizacja uzyskiwało przychody rzędu ponad stu milionów dolarów rocznie. Kolejnym tematem wystąpienia stała się koncepcja rozwoju zrównoważonego, odrzucona przez nieuznających jakichkolwiek ustępstw ekstremistów oraz lewackich polityków. Moore opisał narodziny ekofundamentalizmu, zwalczającego naukę i technikę oraz wszelkie organizacje rynkowych przedsiębiorstw. Wszystko to w imię antycywilizacyjnej utopii raju na Ziemi bez samolotów i przemysłu chemicznego – wzorowanej na czasach gdy średnia życia nie przekraczała 35 lat a dentystów zastępowali kowale. Autor wystąpienia przedstawił też racje, dla których czołowi myśliciele ruchu ekologicznego (tacy jak Steward Brand – twórca "Whole Earth Catalog", James Lovelock – twórca koncepcji Gai, Hugh Montefiore – założyciel "Friends of the Earth") uznali energetykę jądrową za jedyną opcję zdolną do zaspokojenia światowego zapotrzebowania na energię. Konkluzją wypowiedzi jest pean na cześć energetyki jądrowej – jedynej sprawdzonej alternatywy paliw kopalnych.

W tym samym czasie prezydent George W. Bush zaapelował o powrót do energetyki jądrowej jako środka redukcji emisji dwutlenku węgla. W Brukseli zaś odbyło się pod koniec czerwca spotkanie na szczeblu członków Parlamentu Europejskiego, ministrów nowych krajów członkowskich oraz przedstawicieli europejskiego przemysłu jądrowego, poświęcone sytuacji energetycznej w basenie Bałtyku. Z zaniepokojeniem skonstatowano rosnącą zależność Europy od importu energii, w szczególności rosyjskiego gazu. Przedstawiono projekt wokółbałtyckiej linii energetycznej (obejmującej między innymi Polskę), oraz projekty energetyki jądrowej w rozważanym rejonie. Z uznaniem przyjęto decyzję parlamentu Finlandii o budowie nowego bloku jądrowego, rozważania Litwy nad zastąpieniem nowym reaktorem energetycznym poradzieckich RBMK w Ignalinie, wzrost poparcia społecznego w Estonii dla atomu, wreszcie polskie plany budowy dwóch bloków jądrowych do 2021 roku. Decyzja ta wywindowała nas na pozycję współlidera (obok Finlandii) procesu energetycznego uniezależniania się rejonu Bałtyku od "grubej rury starszego brata". Polskę reprezentowali między innymi eurodeputowany Jerzy Buzek oraz prof. Stefan Chwaszczewski z IEA.

W Niemczech na początku lipca CDU i CSU w porozumieniu przedwyborczym uzgodniły poparcie dalszego rozwoju energetyki jądrowej oraz przegłosowanie przeforsowanych przez obecną koalicją ustaw antyjądrowych.

Jeszcze trochę, a przed pociągiem z paliwem dla pierwszej polskiej atomówki szpalery Zielonych będą na torach suszone kwiatki sypać.

MAR


Włodzimierz Straś nie żyje

12 lipca w wieku 59 lat zmarł Włodzimierz Straś – wieloletni pracownik Instytutu Badań Jądrowych, później Instytutu Problemów Jądrowych, jeden z konstruktorów polskiej igły fotonowej. Bezpośrednią przyczyną śmierci było pęknięcie wrzodu żołądka w czasie rekonwalescencji po przeprowadzonej półtora miesiąca temu transplantacji serca.

Specyficznej wymowy nabiera w tej sytuacji informacja, że polska igła fotonowa ma szansę stać się wkrótce narzędziem ratującym życie chorym na nowotwór.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski
Marek A. Rabiński (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Adres Redakcji – neutrony@nuclear.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie na adres listy wysyłkowej neutrony.lista@nuclear.pl pustego e-maila z wypisanym w temacie "subscribe" (koniecznie małymi literami).

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://neutrony.nuclear.pl