[NEUTRONY]

NEUTRONY – niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 9 (128) / 2005
20 września 2005

W numerze:
  • Biesiada emerytów atomowych
  • Wybory, wybory, ... niedoszłe wybory
  • Wspomnienia z antypodów o Włodku Strasiu
  • Ogłoszenie drobne
  • Unia w praktyce

Spotkanie seniorów

29 lipca 2005 r. w sali dawnej stołówki odbyło się spotkanie seniorów Instytutu Energii Atomowej z okazji 50-lecia IBJ. Zaczęło się o godzinie 11:30 przy temperaturze zewnetrznej około 35o C.

Seniorów spod Muzeum WP dowiozły z Warszawy dwa dodatkowe autobusy, poza rejsowym o 10:30. Z Otwocka też były dwa dodatkowe spod, równie nieistniejącego już jak IBJ, „samolotu”. Wielu przybyło prywatnymi samochodami. W sumie zebrało się ponad 160 osób.

W sali stołówki oczywiście ukrop ale humory dopisywały. Ci którzy przybyli wcześniej mogli pójść na krótki spacer po terenie Ośrodka.

O 11:30 dyrektor Wieteska wita zebranych i przedstawia obecną sytuację Instytutu Energii Atomowej, organizatora spotkania. Na stołach malutkie kanapeczki, za to w dużych ilościach, koreczki z drobiu, ciasto domowego wypieku, czerwone wino (francuskie, bardzo dobre choć niedrogie), chłodne napoje, kawa, herbata. Następnie dyrektor Stefan Chwaszczewski wspomina wcześniejsze i późniejsze dokonania naukowe instytutu, w których obecni seniorzy mieli ogromny udział.

Na stoliku obok podium piętrzą się tajemnicze czerwone pudełeczka. Niektóre z nich są otwarte i można w nich zobaczyć medal specjalnie wybity (odlany?) z okazji 50-lecia Instytutu Badań Jądrowych. Medal jest ciężki, widnieje na nim napis:” 50 lat – 1955–2005, Instytut Badań Jądrowych”, na rewersie logo IBJ.

Już za chwilę dyrektor Wieteska wręcza każdemu osobiście pamiątkowy medal, co wywołuje niekłamane wzruszenie seniorów.

Po części oficjalnej obsługujący spotkanie kelnerzy podają pyszny rosół z uszkami. Wzorem dyrektorów niektórzy goście zabierają głos wspominając lata pracy w IBJ, ale na sali panuje gwar rozmów. Po to się przecież seniorzy spotkali aby z sobą porozmawiać, dowiedzieć się co słychać, jak sobie dają radę w życiu.

Niektórzy seniorzy udali się do swoich dawnych zakładów i pracowni aby tam się przekonać, że Instytut Energii Atomowej żyje i ma się całkiem dobrze, że realizuje swoje zadania mino głosów wieszczących jego rychły upadek.

Spotkanie skończyło się około godziny 14:30. Seniorzy mogli korzystać z podstawionych rejsowych autobusów bez konieczności kupowania biletów, za co organizatorzy dziękują dyrekcji Zakładu Transportu IPJ.

W sumie – udane spotkanie, bardzo chwalone przez przybyłych i docenionych seniorów. Słychać głosy, że przydałaby się powtórka.

ES


Zamieszczamy dwa teksty, które napłynęły do Redakcji w okresie gorączkowego zbierania podpisów.

Kanikuła i wybory

Na wyrażenie poparcia kandydatom do Senatu pozostał Wam, szanowni współobywatele, jeden sierpniowy tydzień. W opustoszałym instytucie, w opustoszałym mieście pracowicie szukam swoich 3 tysięcy podpisów niezbędnych do rejestracji. Idzie to opornie. Widać wyraźnie, że ten warunek ma charakter zaporowy – przezorny partiokrata dał go po to, aby utrudnić poza partyjne inicjatywy polityczne obywateli. Przypomnę tu dla porównania, że w Anglii do wystawienia kandydata na posła wystarczy kilkanaście podpisów poparcia.

Wyznam, że prawie nie spotykam się z przejawami entuzjazmu. Takiego, że „oto nareszcie ktoś się ruszył, ja ci pomogę, gdzie są te listy do zbierania podpisów?". Raczej jest tak, że wiele osób traktuje moją decyzję kandydowania jako indywidualny występ sportowy. Czuję niekiedy na sobie ten ciężki wzrok kibiców – ano popatrzmy, czy przejdzie człowiek nad poprzeczką. Chce się wtedy krzyknąć: Panowie, Panie, to nie są kpiny, wybory to najważniejsze narzędzie demokracji, chcę to zrobić dla Was, pro publico bono! To dotyczy wyborów w Polsce, nie na Madagaskarze! A tu na dodatek powstała w Instytucie opozycja, – czytaj ostatnie NEUTRONY. Profesor Janusz Mika widziałby wprawdzie pożytek z obecności przedstawiciela środowiska atomistów w parlamencie, ale – nie może to być Czachor. Bo to eurosceptyk. Szkoda doprawdy, ze prof. Mika sam nie podjął się takiego zadania – byłby to niewątpliwie słuszny kandydat. Europejczyk, co więcej o afrykańskich korzeniach. Ale skoro nie, to pozostaje mi tylko przypomnieć opowieść o takim jednym, co to sam nie zje…

Nie pamiętam już gdzie 4 lata temu wyczytałem w prasie, po polsku, cytowaną wtedy przeze mnie a teraz przez profesora Mikę wypowiedź kanclerza Schroedera, zaczynającą się od słów" nie drażnijcie ofiary która sama pcha się w nasze ręce…"; była o tym mowa wielokrotnie. Była też interpelacja posła W.Tomczaka do prezesa Rady Ministrów (nr 4014), gdzie tę wypowiedź zacytowano w pełnym brzmieniu.

Tuż przed referendum akcesyjnym, a więc w sam czas, pojawiło się dementi – że kanclerz nic takiego nie powiedział. Ale – nie ma dymu bez ognia. Ale – mają oczy ku patrzeniu a nie widzą… . Przecież już mądry Niemiec Adenauer mówił, iż „utworzenie Europy silnej politycznie i ekonomicznie jest jedyną drogą do odzyskania wschodnich terenów niemieckich". Tego chcieć – jest dobrym prawem Niemców, ale my im tego nie ułatwiajmy. Nie chowajmy głowy w piasek – to jest idealna pozycja do bicia. Czy dziesiątki tysięcy niemieckich pozwów o zwrot własności w Polsce, które pojawiły się po akcesji europejskiej, wymagają tu komentarza?

Dodam na zakończenie, że Ustawa o wyborach do Sejmu i Senatu definiuje trzy rodzaje komitetów wyborczych: partii, koalicji, wyborców, (patrz n.p www.pkw.gov.pl). Tyle odpowiedzi na „masłomaślany" sarkazm estety.

Andrzej Czachor
Kandydat na kandydata do Senatu RP z listy KWW „JOW"
9 VIII 2005

_

„Był tu już taki, strzelał, nie wyszło …"
(K.I.Gałczyński)

Refleksje rejestracyjne

Drogie Koleżanki i Koledzy ze Świerka – nie wyszło. Osiągnąłem pułap ok. 1300 podpisów poparcia pod moją kandydaturą, ale już w piątek ich strumień ledwie się sączył – nie widać było szansy na pozostałe 2 tysiące podpisów. Podobnie zrezygnowali moi dwaj koledzy startujący z listy KWW „JOW" w Warszawie. Ale w skali krajowej Komitet osiągnął sukces – w sobotę okręgowe komisje wyborcze zarejestrowały 7 naszych kandydatów do Senatu – w Opolu, Częstochowie, Koninie i Koszalinie. Dziś, w czwartek 17 sierpnia, liczba ta wynosi 11.

Możecie więc zapytać z wyrzutem – inni mogli, dlaczego nie ty? Długo by o tym mówić – oczywiście wakacje, brak regularnych struktur Ruchu n/rz JOW, ogólna niechęć obywateli do polityków. To ostatnie, paradoksalnie, bywało niekiedy czynnikiem mobilizującym, ale gdzie indziej. Ludzie w tak zwanym terenie z satysfakcją dostrzegają niekiedy, że bezpośrednie głosowanie do Senatu, głosowanie „na ludzi", daje okazję do ograniczenia politycznej dominacji „warszawki", podczas gdy w głosowaniu na listy partyjne do Sejmu nic z tego – decyduje kolejność na liście i statystyka wielkich liczb. No i rezygnacja, pesymizm – „to nic nie da, a wy, jeśli tam wejdziecie, to o nas zapomnicie i będziecie kraść jak ONI". W ulicznych akcjach zbierania podpisów tak niejednokrotnie formułowano przyczyny odmowy.

Pozwolę też sobie wyrazić pogląd, że zbyt mało osób dostrzega korzyści, jakie wynikałyby z posiadania przez nasz Ośrodek „własnego" parlamentarzysty. Poparcie dla mojej kandydatury wyraziło w Świerku około 80 osób. Tylko. Liczyłem na to, że uruchomicie rodziny, przyjaciół, że będzie z tego 800 podpisów. Zanik instynktu samozachowawczego? Doprawdy, bardziej niż konflikt niszczy nas bierność.

Niemniej dziękuję wielu Koleżankom i Kolegom ze Świerka – a zwłaszcza tym z LBM i z IPJ – za ich poparcie. I tu powtórzę z uporem, choć już tylko na przyszłość – to konieczne, by instytuty, zakłady pracy wyłaniały kandydatów do parlamentu i rad. Aby żyć w zgodzie z dewizą – „nic o nas bez nas".

Żałuję, ale prof. Januszowi Mice nie dam tym razem okazji, aby ten doniosły akt NIE POPARCIA przezeń kandydatury A.Czachora w wyborach do Senatu mógł jawnie i spektakularnie zaistnieć.

Czas kończyć te wyborcze dywagacje. Karawana JOW idzie dalej. Nacisk, jaki nasz Ruch Obywatelski wywiera na współobywateli i polityków, aby wprowadzić rozumną metodę wyboru posłów i radnych – trwa. Jest uzasadniona nadzieja że to przyszły Senat, stymulowany przez senatorów KWW „JOW", wyjdzie z inicjatywą ustawodawczą wprowadzenia bezpośrednich wyborów ludzi do Sejmu według ordynacji JOW. Trochę też od nas zależy, czy w Sejmie trafi to na podatny grunt. Niestety, tylko trochę – wszak 25 września nadal głosować będziemy właśnie na listy partyjne.

Andrzej Czachor
Pełnomocnik wyborczy KWW „JOW"

Od Redakcji:

Mój przyjaciel Janusz Mika prosił mnie o sprostowanie informacji prof. Czachora co do jego korzeni – są banalnie polskie, urodził się w Krasnymstawie bowiem. Jeśli zaś chodzi o korzenie gatunku homo sapiens w szerszym sensie – to pewne fakty rzeczywiście wskazują na jego pochodzenie od afrykańskiej małpy. Całego gatunku homo sapiens, a nie tylko euroentuzjastów.

Janusz przyjął do aprobującej wiadomości, że nazwa Komitetu Wyborczego Wyborców nie została wymyślona przez świerkowego pełnomocnika JOW, co mimo wszystko nie czyni jej mniej śmieszną. Niestety, po zadaniu pytania, czy cieszy się z niekandydowania do Sejmu jego politycznego adwersarza – dziwny przydźwięk w słuchawce zagłuszył odpowiedź. Stąd wyartykułowanego w powyższym artykule domniemania prof. Czachora NEUTRONY nie są w stanie ani potwierdzić, ani mu zaprzeczyć.

Godnym odnotowania jest odwołanie (po dwóch co prawda latach oczekiwań) rzekomej wypowiedzi kanclerza Schroedera, który miał zapowiedzieć odebranie nam naszych ziem zachodnich. Paranaukowemu środowisku świerkowemu trudno jednak uznać przytoczony numer interpelacji poselskiej za źródło bardziej wiarygodne niż private communication z osiedlowego magla. Tak się bowiem składa, że każdy poseł, nie narażając się na jakiekolwiek konsekwencje może wygadywać z trybuny dowolnie absurdalne opinie i podawać dowolnie wyimaginowane fakty (typu przywiezienia przez talibów w UFO brylantów z wąglika do PGRu w Klewkach). Posłowi W.Tomczakowi wolno też bez obawy o karę za niszczenie rzeźby odwalać kamienie, którymi artysta symbolicznie przytłoczył w Zachęcie postać współczesnego Syzyfa.

Specyficznie naukawym jest wywód typu "co prawda nie pamiętam skąd wytrzasnąłem tę bzdurę, ale nawet zdementowanie tej insynuacji nie powstrzymuje mnie od powtórzenia tezy w zmodyfikowanej formie". Retorycznym pozostaje pytanie, czy to przypadkiem nie siła gospodarcza Europy pozwoliła na odsunięcie byłego sojusznika III Rzeszy ze zwycięsko zajętych okolic Bramy Brandenburskiej, północno-wschodnich wybrzeży Bałtyku, z pomarańczowej Ukrainy i połonin Gruzji, a wkrótce być może z ostatniego rezerwatu politycznego w środku kontynentu.

Karawana JOWów idzie dalej, choć nieuświadomiony wyborczo elektorat uliczny wyszczekuje swe obawy co do sensu posiadania jednomandatowego reprezentanta i motywów ich "służby swemu wyborcy". Jak wielu popieram inicjatywę przemyślenia sensu utrzymywania izby chronionych immunitetem malwersantów, przedsiębiorców zakopujących na polach swego okręgu tony odpadów z przeróbki padliny, jednomandatowych "reprezentantów" swych środowisk – przedstawiciela Zakładu Atomów Prawoskrętnych PAN układającego się w imieniu wyborców z reprezentantem interesów Branżowego Laboratorium Jąder Lewoskrętnych. A tu z ust JOWoentuzjastów słyszę, że podobno 75% społeczeństwa jest także za zjednomandatowieniem Sejmu.

Wszystkiemu oczywiście winne są NEUTRONY i Mika Janusz z Krasnegostawu w Afryce.

MAR


Wspomnienia

Motto:
„Wiatry historii kierunki zmieniają,
przedtem od Syberii, teraz od prerii zawiewają.
Mimo, że ogromny wpływ na nas te zmiany mają,
niestety wszyscy ludzie w otchłań nieznanego podążają.”

Wspomnienia o zmarłym koledze Włodzimierzu Strasiu nasuwają się same, do tego mocno splatając się z wydarzeniami bieżącymi. Dopiero co w smutku na wieczny spoczynek odprowadzaliśmy kolegę a w chwilę potem okres celebrowania 25 rocznicy powstania Solidarności. Przedwczesna śmierć Włodka, długoletniego pracownika Instytutu, mojego kolegi, zasmuciła mnie bardzo. Do kolejnych refleksji pobudziła mnie pompatyczna gala solidarnościowych obchodów. Czyż aby na pewno nie powieliła się Solidarność “kultu jednostki”? A może nie jest prawdą, że zwycięstwo to przywłaszczyła sobie pewna grupa ludzi a faktycznych twórców przemian odstawiono na “boczny tor”? Może Solidarność też miała swój “okres błędów i wypaczeń” i dlatego brać stoczniowa otrzymała dzień wolny, żeby nie przeszkadzała w celebrowaniu swięta przez byłych “twardych” komunistów i dopuszczonych do zysków solidarystów? Może do Solidarności też by pasowała dawna etykietka “Socjalizm tak, ale z ludzka twarzą i bez wypaczeń” gdyby w tym sloganie dokonano teraz zmiany 'socjalizmu' na 'demokrację zachodnią'?

W Instytucie przecież też dużo się zmieniło, ale z racji mojego oddalenia nie wiem czy aby wszystko podążyło we właściwym kierunku. Pamiętam jak z Włodkiem się cieszyliśmy, że pod kierunkiem doc. R. Kiełszni uczestniczymy w budowie betatronów do oznaczania zawartości miedzi w oparciu o analizę fotoaktywacyjną, a do budowy mikrotronu też przyłożyliśmy ręki. Pamiętam jak codziennie chodziliśmy sobie na “ciszkowe” zupki chyba po złotówce, a urlopy spędzaliśmy na jachtach instytutowych. Nie – wolności nie mieliśmy, paszporty po użyciu zwracaliśmy do komend milicyjnych. Nie krytykowaliśmy otwarcie rządów komunistycznych, ale krytycznych uwag naszym przełożonym nie żałowaliśmy. W końcu mieliśmy pełne zatrudnienie, więc ryzykowaliśmy niewiele. Nawet Solidarność na otwartą krytykę systemu się nie decydowała, domagała się tylko “ludzkiej twarzy” w starym systemie. “Pierwszoplanowa figura” drugą Japonię nam obiecywała, nawet przeznaczyła dla każdego 100 milionów złotych. Za każdym wizytując parę razy Polskę dostrzegałem coraz większe dysproporcje – czyli nędzę i przepych. Potem porównywałem je przede wszystkim z miastami amerykańskimi, bo w kraju osiedlenia takiego ubóstwa jeszcze nie widziałem. Może faktycznie wybrałem kraj z “ludzką twarzą” i dlatego oprócz pozytywnych odnotowałem wiele, naprawdę wiele negatywnych zmian w Polsce? Bo kiedy wizytowałem Nowy York ... to faktycznie dopiero wtedy troszeczkę zrozumiałem Lenina, szczególnie kiedy zapuściłem się nieco dalej niż w 5 Aleję czy Broadway na Manhattanie, a następnie skonfrontowałem to z widokami z Polski.

Pamiętam tez jak dowiedziałem się od Włodka, że komuś bardzo, bardzo zawadzałem w drodze do kariery i dlatego zostałem obwiniony przed szefem o podżeganie do strajku po 13 grudnia 1981r. Ściany nie miały wytłumienia więc uszy Włodka zarejestrowały, że szef (nie, to nie był doc. Kiełsznia) mimo, że mocno “czerwony” to jednak nie był zadowolony z tej denuncjacji. Odpowiedział, “czasy panie XXX się zmieniły i władze nie za to co ludzie mówią, tylko za to, co przeciwko władzy czynią będą ich więzili”. Wkrótce potem nadarzyła się jednak następna okazja (wydarzenia w kopalni Wujek), “władza ludowa” na zebraniu w Instytucie tak je usprawiedliwiała, że tym razem już do niczego nie namawiając zwyczajnie wyszedłem by nie słuchać dalszych wywodów ... Parę lat później wylądowałem w Australii. Ale ten wątek opisałem już wcześniej w NEUTRONACH we wspomnieniach na XX lecie wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Włodku, zdecydowałem się dopiero pośmiertnie opublikować to, co mi wtedy powiedziałeś. Myślę, że dochowałem tajemnicy. Ale faktycznie miałeś rację, bo przecież wiesz, że potem zostałem obwiniony również o „zastój w rozwoju“, choć tamten kolega do dzisiaj wyższego stopna naukowego jeszcze nie zdobył.

Żegnaj, żegnaj Włodku, powoli odchodzimy robiąc następnym pokoleniom miejsce. Młodym wspomnienia wydają się takie odlegle, ale dla nas mają inny wymiar.

Gabriel Suplewski


Ogłoszenia drobne

Do sprzedania działka rekreacyjna około 1000 m2 w Broku, osiedle IBJ. Wiadomości – tel. 610-77-24.


Noe

Po wielu latach Bóg spojrzał na Ziemię i stwierdził, że się bardzo źle dzieje. Ludzie byli zepsuci i skłonni do przemocy, więc postanowił znów zesłać potop i zniszczyć ludzkość. Ale przedtem zawołał Noego i powiedział: – "Zbuduj arkę z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 łokci długa, 50 łokci szeroka, 30 łokci wysoka. Zabierz żonę i dzieci, i z każdego gatunku zwierząt po parze. A za 6 tygodni ześlę wielki deszcz". Noe nie był zachwycony – znów 40 dni deszczu, 150 dni bez wygód na barce, bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzętami – ale był posłuszny i obiecał spełnić wymagania Boga.

Po 6 tygodniach zaczęło padać dzień i noc. Noe siedzi w ogródku i płacze, bo nie ma arki. Bóg wychylił się z nieba i zapytał, – "Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?" Noe odpowiedział: – "Panie, coś mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć podanie o budowę. W urzędzie myśleli, że chcę budować stajnię dla baranów. Potem nie podobała im się architektura – za wymyślna dla baranów, a w budowę statku na lądzie nie chcieli wierzyć. Także wymiary nie znalazły poparcia, bo dziś nikt nie wie, jaką miarą jest łokieć. Po przedłożeniu nowych planów znów dostałem odmowę, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej działki zaczęły się nowe kłopoty. W planach na przykład nie uwzględniono systemów do gaszenia w czasie pożaru. Na moją uwagę, że będę przecież otoczony wodą, przysłali mi psychiatrę powiatowego. Kiedy psychiatra upewnił się, że jednak buduję statek, zadzwonili do mnie z województwa, żeby mi uświadomić, że na transport statku do morza będzie potrzebne nowe zezwolenie, a będzie o nie trudno, bo minister podał się do dymisji. Kiedy powiedziałem, że statku nie muszę transportować, bo i tak będzie otoczony wodą, ci z ministerstwa marynarki wojennej kazali mi złożyć podanie do Brukseli w ośmiu odbitkach i trzech urzędowych językach o zezwolenie na zalanie terenów zamieszkałych. Z drzewa cedrowego musiałem też zrezygnować – nie wolno go już ze względów ekologicznych sprowadzać. Próbowałem kupić tutejsze drewno, ale nie dostałem odpowiedniej ilości ze względu na przepis o ochronie środowiska, najpierw musiałbym zadbać o sadzenie drzew zastępczych. Na moja wzmiankę o tym, że i tak będzie potop i nie opłaca się tu sadzić żadnych drzew, przysłali mi nowego psychiatrę, tym razem z województwa. Krótko mówiąc – dałem kilka łapówek, kupiłem drewno, znalazłem nawet cieśli do budowy, ale oni najpierw utworzyli związki zawodowe. Kiedy się okazało, że nie mogę ich opłacić według taryfy – rozpoczęli strajk. Budowa arki znów się odwlekła. W międzyczasie zacząłem sprowadzać zwierzęta. Tylko że wmieszał się związek ochrony zwierząt i zabronił mi (zarządzenie Nr 733/6/987) transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musiałem podać cel transportu tych zwierząt, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci sprawdzają czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. A działacze z Greenpeace wskazali na konieczność specjalnego urządzenia do pozbycia się gnoju i innych odpadów z hodowli. Panie Boże, teraz jeszcze mój sąsiad podał mnie do sądu, twierdząc, że buduję prywatne ZOO bez zezwolenia. Moje nerwy są zszarpane, nie mogę spać, arka nie gotowa, a ty już zesłałeś deszcz."

W tej chwili przestało padać, wyszło Słońce i pokazała się tęcza. Noe spojrzał w niebo i powiedział: "Czyżbyś się Boże rozmyślił i nie chcesz już zniszczyć ludzkości?" Bóg odpowiedział: " Nie trzeba. To załatwią urzędnicy."

Od Redakcji

Część owych urzędników sami sobie za kilka dni wybierzemy. Warto więc się zastanowić ile potencjalnej biurokracji kryje się za pozornie niewinnymi programami kandydatów.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski
Marek A. Rabiński (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Adres Redakcji – neutrony@nuclear.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie na adres listy wysyłkowej neutrony.lista@nuclear.pl pustego e-maila z wypisanym w temacie "subscribe" (koniecznie małymi literami).

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://neutrony.nuclear.pl