[NEUTRONY]

NEUTRONY – niezależne i nieregularne pismo komputerowe Ośrodka Atomistyki w Świerku


Nr 11 (141) / 2006
30 października 2006

W numerze:
  • Kalumnie na ewolucję
  • Elita uniwersytetów (ale nie polskich)
  • Kobaltowy spulchniacz
  • Demaskacja atomistyfikacji

Oskarżenia i kalumnie

Jakiś czas temu pisaliśmy na (elektronicznych) łamach NEUTRONÓW o tym, że naszym zdaniem są głupi profesorowie. Chodziło nam o to, że niektórzy uczeni wybitni w swojej dziedzinie tracą zdrowy rozsądek, gdy zaczynają zajmować się sprawami niezwiązanymi z ich profesją. Klasycznym przykładem jest Thomas Hobbes, jeden z największych filozofów w historii, prekursor racjonalnego (w przeciwieństwie do scholastycznego) podejścia do filozofii. Niestety pod koniec swego długiego życia zajął się rozwiązywaniem trzech wielkich problemów starożytności (kwadratura koła, trysekcja kąta i podwojenie sześcianu). Umarł przekonany, że udało mu się rozwiązać wszystkie trzy, a znany matematyk John Wallis do końca życia nie mógł go przekonać, że wszystkie rozwiązania są błędne.

Innym przykładem głupoty profesorów (niektórych) są politycy (niektórzy) z tytułem profesora. W Polsce mieliśmy niestety dość w tym zakresie niedobrych doświadczeń.

Prawdziwą tragedią jest jednak sytuacja, w której profesor zaczyna opowiadać głupstwa w swojej własnej dziedzinie. Co pomyślelibyśmy o fizyku, który by zaczął twierdzić, że ziemia jest płaska? A co o dendrologu, który odrzuca teorię ewolucji? Każdy ma prawo głoszenia swoich poglądów, nawet jeśli jest eurodeputowanym, i trzeba tylko mieć nadzieję, że apostoł kreacjonizmu ośmiesza się na własny rachunek, a nie na nasz, wszystkich Polaków (nie mylić z Wszechpolakami).

Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy wysoki urzędnik państwowy, odpowiedzialny za wychowanie i edukację dzieci i młodzieży, określa publicznie teorię ewolucji jako kłamstwo. Uważamy, że dla tego rodzaju urzędników nie powinno być miejsca w rządzie. Wyobraźmy sobie szkołę, w której dzieci uczy nauczyciel, co naczytał się o przybyszach z Kosmosu, i uważa, że to oni przynieśli nam w darze zdobycze cywilizacji, takie jak ogień, koło i piramidy. Czyż nie jest rzeczą oczywistą, że dyrektor szkoły powinien podziękować takiemu nauczycielowi i odesłać go do innych zajęć? Jesteśmy jednak pesymistami i sądzimy, że wiceministrowi edukacji nie spadnie włos z głowy. Polska jest takim dziwnym krajem, w którym panuje niczym nieograniczona ochrona polityków i urzędników wysokiego szczebla. Można publicznie kłamać w telewizji na oczach milionów widzów albo składać zapisane na taśmie wątpliwe moralnie propozycje damie w jej sypialni i mimo to doskonale prosperować w naszym (pożal się, Boże) życiu politycznym.

JAM

PS: Pisaliśmy już kiedyś o tym, czym jest teoria w naukach przyrodniczych. Otóż naszym i nie tylko naszym zdaniem jest to model rzeczywistości (zwykle jej fragmentu), który z pewnym przybliżeniem opisuje tę rzeczywistość. Żaden szanujący się uczony nie będzie twierdził, że jego teoria ma charakter ostateczny i że nigdy nie pojawi się nowa, znacznie ogólniejsza, która obejmie swoim zasięgiem większy zakres zjawisk i będzie dokładniejsza. Z drugiej strony każda teoria przyrodnicza musi podlegać falsyfikacji, co oznacza, że uczeni maja obowiązek poddawać teorię bezustannie próbom je zaprzeczania. Oczywiście teoria ewolucji była poddawana falsyfikacji już od 150 lat i jak dotychczas wyszła z tych prób obronna ręką. Mamy nadzieję, że nasz eurodeputowany jej nie obali nawet za pomocą tak mocnych argumentów jak smok wawelski i potwór z Loch Ness.

Od Redakcji:

Tak przy okazji – przedmiot (system elementów) B jest modelem przedmiotu A wtedy i tylko wtedy, gdy istnieje taki homomorficzny obraz A' przedmiotu A, i taki homomorficzny obraz B' przedmiotu B, że A' i B' mają względem siebie charakter izomorficzny. Uproszczenie modelu względem oryginału jest spowodowane nieizomorficznym odwzorowaniem A w A' i B w B'.

MAR


Elitarne uniwersytety w Niemczech

Wreszcie mamy elitarne uniwersytety w Niemczech. Już poprzedni rząd Schroedera zapowiedział wybór uniwersytetów, które uzyskałyby status uniwersytetów elitarnych na wzór uczelni amerykańskich lub brytyjskich. Z tym, że w tamtych krajach elitarne uczelnie kształtowały się przez dziesiątki, a nawet setki lat, zanim stały się elitarne. W Niemczech przez ostatnie kilka lat wiele szkół wyższych, około trzystu, ubiegało się o miano elitarnych. Warto było się o to postarać, gdyż za tym wszystkim kryją się ogromne pieniądze. Najlepsze szkoły mają dostać w ciągu najbliższych pięciu lat 1,9 miliarda euro na badania naukowe. Komisja, która dokonała wreszcie wyboru składała się wyłącznie z przedstawicieli uniwersyteckiej kadry naukowej, była więc niezależna od polityków i od polityki. Przynajmniej tak twierdzili członkowie komisji.

Wybór padł na trzy uczelnie: Technische Universität München, Ludwig-Maximilians-Universität München i Universität Karlsruhe. Tak więc południe Niemiec pokonało północ. Wiadomo, że poziom nauczania, przede wszystkim na uniwersytetach, jest w południowych landach wyższy, co oczywiście nie oznacza, że na północy nie ma dobrych uczelni. Nie brakuje krytyki właśnie ze strony uniwersytetów, które mimo doskonałych wyników w nauce i nauczaniu studentów zostały w wyborze pominięte. Głównie uczelnie z Hamburga i Berlina. Główny zarzut polega na tym, że wybrane zostały uczelnie tylko z południa Niemiec i na dodatek aż dwie z Monachium. Powinno się raczej dokonać wyboru bardziej sprawiedliwego terytorialnie. Popieranie wyłącznie uczelni z Bawarii i Badenii-Wirtembergii pogłębia i tak istniejącą już dysproporcję między tymi dwoma landami, a resztą republiki. Południe odpiera ten zarzut argumentując, że kryterium wyboru był wyłącznie poziom, jaki reprezentują sobą dane uczelnie i jeżeli trzy najlepsze są zlokalizowane akurat na południu Niemiec, to należy ten fakt zaakceptować. W końcu i inne uczelnie dostaną w najbliższych latach dodatkowe dotacje, ale nie w tej wysokości co trzy najlepsze.

Niewątpliwie wybrane uniwersytety uzyskają w najbliższych latach mnóstwo pieniędzy, co umożliwi im kontynuowanie kosztownych projektów naukowych jak również poprawę warunków dla studentów. Czyli zostaną zaspokojone wyłącznie partykularne interesy kilku uczelni, a to w niewielkim stopniu wpłynie na ogólny poziom nauczania na uniwersytetach niemieckich. W porównaniu z wieloma innymi krajami europejskimi poziom uczelni niemieckich jest dość wysoki, aczkolwiek biorąc pod uwagę zamożność i potęgę ekonomiczną Niemiec można byłoby oczekiwać więcej. W Niemczech jest zdecydowanie za mało studentów i co się z tym wiąże również absolwentów uczelni. W wielu dziedzinach brakuje fachowców i już teraz trzeba ich ściągać z zagranicy. W USA jest podobnie, ale tam nikt nie ma nic przeciwko imigracji wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Niemcy zaś nie lubią cudzoziemców, nawet jeśli są nimi absolwenci uniwersytetów.

Marek Mika


Przegląd prasy

Polecam wiadomość http://wiadomosci.wp.pl/kat.1342,wid,8495888,wiadomosc.html jako kolejną rewelację. Zatrzymano na granicy radioaktywny kultywator!!! Dla niezorientowanych w technice rolniczej - to prosta maszyna do spulchniania gleby.

Skądinąd na sąsiednim przejściu granicznym w Głuchołazach ja też byłem kiedyś zatrzymany jako przemytnik materiałów radioaktywnych - przewoziłem promieniotwórczy kamień (była w nim smółka uranowa), który był okazem geologicznym zabranym (dosłownie!) spod płota w Zalesi (Republika Czeska), gdzie kiedyś była kopalnia uranu.

Marek Battek

Od Redakcji:

Cała afera rozpoczęła się gdy jakiś czas temu w Czechach z nemocnice na kraji města (szpitala na peryferiach) 'stare' źródło kobaltowe ktoś oddał na złom. W hucie wsad ze złomowiska przetopiono na stal. Jak łatwo się domyśleć - jedna z partii materiału zawierała nieoczekiwaną domieszkę stopową kobaltu. Tę akurat partię zakupiła fabryka maszyn rolniczych, więc część wyprodukowanych podzespołów daje się namierzyć licznikiem Geigera. Taki właśnie kultywator wykryto na granicy, a zatrzymali go celnicy wyszkoleni parę lat temu na kursach w Świerku.

Specjalistom sprawa czeskich maszyn rolniczych była od samego początku doskonale znana, również w Polsce. Podobne przypadki miały miejsce kilka lat temu w Meksyku i Hiszpanii. Natomiast bełkot uczestników internetowego czatu związanego z tym wydarzeniem uzasadnia tezę JAMa, że głupota jest cechą gatunkową człowieka. Internauta też przecież należy do homo sapiens (przynajmniej pod względem gatunkowego hardware).

MAR


Pani Bożena Kastory, Redakcja Naukowa
NEWSWEEK Polska

ul. Domaniewska 52
02-672 Warszawa

Szanowna Pani Redaktor,

Wasz tygodnik cieszy się reputacją jednego z najpoważniejszych tygodników opinii w Polsce. Kupuję go dość często i w pełni podzielam tę opinię, dotąd nigdy nie rozczarowałem się co do poziomu merytorycznego artykułów i informacji przez Was publikowanych.
Miałem też okazję przeczytać wiele świetnie napisanych przez Panią Redaktor artykułów popularno-naukowych.

Toteż byłem bardzo niemile zaskoczony tendencyjnym i nierzetelnym artykułem pt. "Atomistyfikacja", zamieszczonym w numerze 29/2006 z datą 23.07.2006.
Niestety artykuł ten jako żywo przypomina mi napastliwe publikacje nt. energetyki jądrowej i atomistyki w ogóle, jakie pojawiały się w prasie codziennej i czasopismach w latach 1988-90. W dużej mierze przyczyniły się one wówczas do rozpętania społecznej histerii, która z kolei stała się jedną z głównych przyczyn podjęcia decyzji o zaniechaniu budowy Elektrowni Jądrowej "Żarnowiec". W efekcie tej decyzji został zmarnowany ogromy (liczony w setkach milionów USD) majątek, a rozwój energetyki jądrowej w Polsce został wstrzymany na okres co najmniej jednego pokolenia.
To jest zresztą temat sam w sobie, nie jest tu właściwe miejsce aby go rozwijać. Mam znaczną wiedzę na ten temat, gdyż - będąc wówczas pracownikiem Inwestora EJ "Żarnowiec" - odpowiadałem za zagadnienia bezpieczeństwa jądrowego z punktu widzenia zastosowanej filozofii bezpieczeństwa i konkretnych rozwiązań projektowych, proces licencjonowania elektrowni, a także gospodarkę paliwem jądrowym.
W związku z tym uczestniczyłem oraz koordynowałem współpracę z (aż!) pięcioma międzynarodowymi misjami ekspertów sprowadzonymi do wszechstronnej oceny EJ "Żarnowiec", a także brałem bardzo aktywny udział w toczącej się wówczas debacie społecznej. "Debata" to nie jest zresztą właściwe określenie dla wielu z tych spotkań, gdyż były to raczej wielce emocjonalne "pyskówki" a nie merytoryczna dyskusja, bardzo przypominające spory jakie toczyły się w Polsce ws. ustawy antyaborcyjnej.

Byłoby bardzo źle aby i tym razem dopiero zaczynająca się dyskusja nt. celowości wprowadzenia energetyki jądrowej w Polsce, została zdominowana przez podobne emocje w takim stopniu, że dokonanie racjonalnego wyboru i podjęcie optymalnych decyzji stanie się niemożliwe.
Jestem przekonany, że Polska energetyki jądrowej potrzebuje (jednoznacznie wynika to z analiz wykonanych w ostatnim okresie przez ekspertów od planowania rozwoju systemu elektroenergetycznego), a jej odrzucenie z powodów emocjonalnych będzie nasze społeczeństwo drogo kosztować (tak pod względem stanu środowiska jak i kosztów wytwarzania energii). Zresztą w dłuższej perspektywie i tak nie będzie możliwe obejście się bez energii jądrowej, wobec wyczerpywania się zasobów surowców kopalnych w skali światowej.

Wracając do treści artykułu "Atomistyfikacja", poniżej uzasadniam mój zarzut sformułowany na początku tego listu o jego tendencyjności i nierzetelności.

  1. Tendencyjność przejawia się w sposobie przedstawienia tematu, a w szczególności:
    • Sformułowaniu spiskowej tezy, jakoby za obecnie obserwowanym renesansem energetyki jądrowej w skali światowej rzekomo kryły się knowania i ciemne interesy mitycznego lobby jądrowego, a szczególnie jakiegoś bliżej nieokreślonego lobby producentów paliwa jądrowego.
      Dowodem na istnienie takiego spisku mają być alarmujące doniesienia o straszliwych radioaktywnych skażeniach środowiska a to z Kirgistanu, a to z Chin, to znów z Francji (wszystko bez udokumentowania źródeł informacji, ale za to w stylu dobrze znanym z publikacji np. Greenpeace'u). Trudno więc te dane zweryfikować specjalistom, choć z dużym prawdopodobieństwem mogą one być całkowicie wyssane z palca. Np. doniesienia z Kirgistanu wydają się być mocno wątpliwe, gdyż kraj ten nie ma znaczących zasobów uranu [1], a z kolei odnośnie Francji: gdyby w tych sensacyjnych doniesieniach było rzeczywiście cokolwiek prawdziwego to wszystkie media tak lokalne jak i zagraniczne aż huczałyby, używając sobie do woli na przemyśle jądrowym. Wygląda jednak na to, że te przerażające, lub co najmniej w najwyższym stopniu niepokojące, informacje znane są jedynie wtajemniczonej grupie "ekowojowników".
      Pani Redaktor usiłuje przy tym wmówić czytelnikom, że rządy krajów w których obecnie buduje się lub planuje budowę nowych elektrowni jądrowych (w tym takich jak: USA, Japonia, Korea Płd., Francja, Wielka Brytania, Finlandia, Litwa, Czechy, RPA, Holandia) podejmują swoje decyzje nie kierując się interesem własnych społeczeństw, lecz właśnie tych złowrogich lobbies jądrowych! Zapewne takie lobbies istnieją w krajach posiadających znaczący przemysł jądrowy, nie ma zresztą w tym nic szczególnego ani negatywnego, przemysł jądrowy ma prawo lobować jak każdy inny. Lecz w Polsce pojęcie lobby ma konotacje jednoznacznie negatywne, więc jego użycie służy w artykule do podkreślenia za tym muszą kryć się ciemne interesy. W przepadku zaś Polski mówienie o lobby jądrowym to już całkowita mitologizacja. Gdyby bowiem takie lobby rzeczywiście istniało (a wielka szkoda, że go nie ma!) to mielibyśmy dziś w eksploatacji co najmniej kilka energetycznych bloków jądrowych i kwitnące (a nie żałośnie wegetujące) jądrowe ośrodki badawcze.
      Nie twierdzę wcale, że przemysł jądrowy gdziekolwiek na świecie nie ma na sumieniu żadnych "grzechów" przeciwko środowisku, szczególnie w krajach niedemokratycznych lub z okresu wyścigu zbrojeń jądrowych. Lecz ma się to nijak do sytuacji w Polsce i do dyskusji o ew. wprowadzeniu energetyki jądrowej w naszym kraju.
    • Układ artykułu i sposób przedstawienia zagadnienia jest taki aby u czytelnika wywołać możliwie jak największy niepokój. W szczególności: podawane są różne dane liczbowe (zresztą wiele z nich jest nieprawdziwych, o czym poniżej) i fakty, których nieprzygotowany czytelnik nie jest w stanie zweryfikować ani nawet zrozumieć, ale z pewnością go one zaniepokoją.
  2. Nierzetelność przejawia się w podawaniu nieprawdziwych lub niesprawdzonych informacji (często bez określenia źródła, albo podawaniu źródeł ewidentnie niefachowych lub niemożliwych do sprawdzenia, przeważnie są to powielane plotki i fałszywe informacje fabrykowane przez wojownicze środowiska nazywających siebie "ekologami"), lub zestawianiu i podawaniu nawet prawdziwych informacji, które skądinąd są całkowicie neutralne, w taki sposób aby wywołać u nieprzygotowanego czytelnika zaniepokojenie. Poniżej przytaczam kilka danych liczbowych lub informacji podanych w tym artykule, zestawiając je z prawdziwymi wartościami i informacjami (z podaniem źródła).
    • "Zbędne resztki to zawarte w rudzie pierwiastki niestabilne, rozpadające się z czasem, pierwiastki promieniotwórcze jak rad czy tor. Pierwszy z nich pozostaje aktywny przez około 3 tys. lat, drugi potrzebuje ok. 150 tys. lat, aby przestał wysyłać przenikliwe promieniowanie."
      Komentarz: rad jest rzeczywiście silnie radioaktywny (promieniotwórcze są jego wszystkie izotopy), natomiast tor (w przyrodzie istnieje tylko jeden izotop tego pierwiastka Th232, który jest tzw. materiałem "paliworodnym" dla reaktorów wysokotemperaturowych powielających paliwo) jest praktycznie stabilny (więc nie radioaktywny), gdyż jego półokres rozpadu szacuje się na ok. 14 mld lat (jak wiadomo mniej więcej na tyle szacuje się wiek Wszechświata!) [2].
    • "Płat uranu używanego w reaktorze jądrowym jako paliwo. Waży 4,5 kg. Cena 200 tysięcy dol." - podpis nad zdjęciem na str. 63, przedstawiającym jakąś substancję, oczywiście niemożliwą do zidentyfikowania "na oko".
      Komentarz: otóż zapewniam Panią Redaktor, że paliwo stosowane w reaktorach jądrowych ma całkowicie inną postać: przeważnie są to kasety (gotowe do załadunku do rdzenia reaktora), będące pękami zawierającymi zwykle kilkaset prętów, z których każdy przedstawia sobą rurkę ze stopu cyrkonowego wypełnioną pastylkami ceramicznego spieku dwutlenku tlenku uranu (UO2) lub mieszaniny dwutlenków uranu i plutonu (UO2+PuO2, znane pod skrótem MOX); wzbogacenie paliwa w izotopy rozszczepiane (U235, Pu239, Pu241) w większości reaktorów energetycznych mieści się w zakresie 2-5%. Koszt 1 kg takiego paliwa jest obecnie ok. 1500 USD/kg [3], a zatem 4,5 kg paliwa dla jądrowego reaktora energetycznego wynosi ok. 6 750 USD a nie 200 000 USD - tak więc podana przez Panią Redaktor wartość jest zawyżona prawie 30 krotnie!
    • "Ze zużytego paliwa jądrowego odzyskuje się m.in. pluton, najbardziej radioaktywny pierwiastek we wszechświecie. Dla człowieka zabójczy nawet w minimalnych ilościach".
      Komentarz: są to wyjątkowo bałamutne sformułowania, obliczone na wywołanie przerażenia u niezorientowanego czytelnika. Pluton nie występuje w przyrodzie, lecz jest pierwiastkiem sztucznie wytwarzanym w reaktorach jądrowych w trakcie procesu "wypalania" paliwa, z nierozszczepialnego izotopu uranu U238 przez pochłonięcie neutronu i na skutek dalszych przemian jądrowych. Powstaje kilka izotopów, lecz praktyczne znaczenie mają tylko dwa z nich (inne są nietrwałe), które są izotopami rozszczepialnymi: Pu239 i Pu241. Oba są wprawdzie promieniotwórcze, ale główny izotop Pu239 (jego udział w mieszaninie wynosi co najmniej 80%) jest względnie słabo aktywny (ulega rozpadowi alfa, o okresie półtrwania 24 326 lat), aktywność izotopu Pu241 jest znacznie większa (ulega on rozpadom alfa i beta, o okresach półtrwania odpowiednio: 14,5 i 13,63 lat) [1]. Żadną miarą nie można jednak uznać plutonu za "najbardziej radioaktywny pierwiastek we wszechświecie". Zaś co do występowania tego pierwiastka "we Wszechświecie" (jakże to efektownie brzmi!) to na pewno wiadomo jedynie o jego wytwarzaniu w reaktorach jądrowych na Ziemi, choć oczywiście nie można wykluczyć, że potrafią go wytwarzać również jakieś rozumne pozaziemskie cywilizacje.
      W przypadku plutonu nie chodzi jego o radioaktywność, lecz o silną radiotoksyczność, gdyż izotopy tego pierwiastka w razie wchłonięcia przez ustrój kumulują się w kościach. Tyle, że akurat nie ma powodu aby tym straszyć ludność, ponieważ nie ma możliwości aby izotopy plutonu zostały uwolnione z paliwa jądrowego (nawet w stanach awaryjnych). Narażenie na wchłonięcie plutonu występuje jedynie w zakładach przerobu wypalonego paliwa i może dotyczyć pracowników takich zakładów.
    • "Rzeczywiście, promieniotwórczość odpadów zmniejsza się z czasem. Jest to jednak czas liczony w setkach, tysiącach i milionach lat."
      Komentarz: trzeba jednak wiedzieć, że aktywność odpadów spada początkowo bardzo szybko zwłaszcza w okresie do 5-6 lat, a już po 300 latach łączna aktywność odpadów osiąga poziom aktywności rudy uranowej (jest to już względnie niewielka aktywność właściwa)!, a poza tym im dłuższy okres półtrwania tym mniejsza aktywność! Odpady radioaktywne są trwale zabezpieczane i odseparowane od wpływu na wszelkie organizmy żywe, ostatecznie ulegają one rozpadowi promieniotwórczemu (nie jest prawdą, że po "milionach lat", gdyż okresy półtrwania potencjalnie niebezpiecznych izotopów wynoszą maksymalnie kilkadziesiąt tysięcy lat) i w końcu przekształcają się w izotopy stabilne. Niestety, nie można tego powiedzieć o truciznach emitowanych przez inne przemysły, w tym energetykę opartą na węglu, te odpady nie tylko, że są rozpraszane w środowisku, ale nie ulegają one też rozpadowi (np. trujący kadm nie zamieni się w inny nietoksyczny pierwiastek).
    • "Widok z lotu ptaka czeskiej elektrowni jądrowej w Temelinie. Rok temu nastąpił w niej wyciek wody radioaktywnej".
      Komentarz: nie wiem o co dokładnie w tym przypadku chodzi; można to jednak skomentować ogólnie następująco: niewielkie przecieki skażonych czynników rzeczywiście od czasu do czasu zdarzają się w elektrowniach jądrowych (są one związane z usterkami w układach i urządzeniach pomocniczych, najczęściej armatury), zwykle incydenty takie nie stanowią żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa jądrowego i skażenia otoczenia, gdyż skażona woda trafia do specjalnej kanalizacji aktywnej i nie wydostaje się poza budynek reaktora, względnie budynek gospodarki odpadami, a po oczyszczeniu woda ta jest ponownie wykorzystywana w obiegu reaktorowym.
      Oczywiście, wszelkie pogłoski o faktycznych czy rzekomych "wyciekach" w elektrowniach jądrowych są natychmiast szeroko nagłaśniane przez różne media, bo stanowią one atrakcyjny news, przyciągający żywe zainteresowanie odbiorców.
    • "Tzw. okres półrozpadu trytu wynosi 76 tys. lat."
      Komentarz: tryt jest izotopem wodoru, a jego okres półrozpadu (inaczej zwany okresem półtrwania) wynosi 12,266 lat; tryt ulega rozpadowi beta emitując elektrony o stosunkowo niskiej energii 17,6 keV (jest to więc promieniowanie niezbyt przenikliwe), charakteryzuje się on przy tym słabą radiotoksycznością [1]. Tryt powstaje w chłodziwie reaktorów wodno-ciśnieniowych na skutek przemian jądrowych izotopu boru B10 (wykorzystywanego do powolnej kompensacji i regulacji tzw. reaktywności reaktora w trakcie trwania kampanii paliwowej, bor wprowadzany jest do chłodziwa w postaci kwasu borowego H3BO3) po pochłonięciu neutronu. Izotop ten występuje też w niewielkich stężeniach w powietrzu atmosferycznym i wodach powierzchniowych, zwłaszcza w wodzie morskiej. Podana w artykule wartość okresu jego półrozpadu jest zawyżona aż 6 198 razy! Dlaczego i w jakim celu?
    • "Spuszczanie do Morza Północnego wody chłodzącej z elektrowni w Suffolk, w Anglii. Jest cieplejsza o 10 st. C do morskiej".
      Komentarz: wypada tylko zapytać no i co z tego, że "jest cieplejsza o 10 st. C od morskiej"? Jest to dość typowy podgrzew wody chłodzącej w skraplaczach turbin elektrowni cieplnych (nie tylko jądrowych). Czy Pani Redaktor sugeruje, że z tego powodu nie należy w ogóle nie budować elektrowni cieplnych? Dla każdego układu chłodzenia (czy to otwartego czy zamkniętego) wykonuje się szczegółowe obliczenia i symulacje (często także na fizycznym modelu) nie tylko bilansu ciepła i ubytków wody w związku z dodatkowym parowaniem, ale też rozkładu temperatur - aby spełnić odpowiednie wymagania przepisów prawa ochrony środowiska i prawa wodnego.
    • "We wszystkich krajach prąd z atomu jest o wiele droższy niż uzyskiwany z węgla czy nawet z siły wiatru. Jego cena za kilowatogodzinę wynosi w USA siedem centów, tymczasem energia ze źródeł tradycyjnych jest prawie o połowę tańsza."
      Komentarz: jest to informacja nieprawdziwa, gdyż energia z elektrowni jądrowych jest co najmniej nie droższa a często znacznie tańsza od wytwarzanej w elektrowniach opalanych węglem (nie mówiąc już o wiatrowych z których energia jest 2-2,5 razy droższa!), tak w krajach UE, USA jak i innych krajach świata [4]. Rzetelność informacji powinna polegać w tym przypadku na solidnej analizie danych statystycznych, z uwzględnieniem lokalnych warunków (np. takich jak dostępność taniego węgla kamiennego z kopalni odkrywkowych). Należy też porównywać to co jest porównywalne tj. nowoczesną elektrownię konwencjonalną, wyposażoną we wszystkie wymagane instalacje i urządzenia ograniczające emisję zanieczyszczeń z nowoczesną elektrownią jądrową. Dodatkowo, należy też uwzględnić koszty pozwoleń na emisję CO2. Przy takim podejściu przewaga konkurencyjna elektrowni jądrowych jest bardzo wyraźna. Wykazały to także szczegółowe analizy wykonane w warunkach Polski [5]: koszty wytwarzania energii w elektrowniach jądrowych okazały się najniższe (123 zł/MWh i 132 zł/MW - zależnie od typu reaktora), koszty wytwarzania w elektrowni węglowej o najtańszej technologii (rozpatrywano 6 różnych technologii wytwarzania z węgla kamiennego i brunatnego) wyniosły 177 zł/MWh (bez uwzględnienia kosztu pozwoleń na emisję CO2) i 256 zł/MWh (z uwzględnieniem kosztu pozwoleń na emisję CO2), natomiast koszt wytwarzania w elektrowniach wiatrowych wyniósł aż 307 zł/MWh (bez uwzględnienia kosztu rezerwowania mocy) i 345 zł/MWh (z uwzględnieniem kosztu rezerwowania mocy).
    • "Budżet dopłaca do elektryczności z atomu". ..."Subsydia dla energetyki jądrowej do 2000 roku wynosiły w Wielkiej Brytanii około 1,2 miliarda funtów rocznie." ..."Podobnie wyglądała sytuacja w Australii i innych krajach."
      Komentarz: chyba najlepszym komentarzem do tego stylu informacji byłoby przytoczenie znanej anegdoty o "Radiu Erewań", coś niby jest na rzeczy ale nie wiadomo dokładnie co, po czym okazuje się, że jest całkiem na odwrót. Przypadek w Wielkiej Brytanii jest już od dawna eksploatowany przez oponentów jako rzekomy dowód na nieopłacalność energetyki jądrowej. Podaje się informacje o gigantycznych dotacjach z budżetu, oczywiście przemilczając na co te dotacje idą i dlaczego. Cały problem bierze się zaszłości (z lat 60-tych i 70-tych) gdy brytyjska energetyka jądrowa była faktycznie częścią państwowego kompleksu jądrowego realizującego wówczas program zbrojeń jądrowych. Powstało w tym okresie wiele obiektów i zakładów służących właśnie programowi militarnemu, a przy tym nie zadbano o zakumulowanie środków na przyszłą likwidację wielu z tych obiektów, w tym także prototypowych reaktorów jądrowych. Rzeczywiście uniemożliwiło to prywatyzację energetyki jądrowej za rządów Premier Margaret Thatcher i wymaga obecnie subwencji rządowych. Nie jest natomiast prawdą, że w tym celu wprowadzono podatek od paliw kopalnych, gdyż jest to mechanizm wspierania rozwoju energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii. Uogólnianie tego zupełnie specyficznego przypadku brytyjskiego i używanie go jako argumentu na dowód rzekomej nieopłacalności energetyki jądrowej jest po prostu manipulacją.
      Co się zaś tyczy Australii, to nietrudno sprawdzić, że kraj ten nie ma żadnych elektrowni jądrowych, a jedynie zasoby rudy uranu (największe w świecie) [1] i kopalnie uranu. Nic mi nie wiadomo aby było konieczne ich dotowanie, jest to najprawdopodobniej informacja wyssana z palca.
      Pani Redaktor nadmienia też, że dotowanie energetyki jądrowej ma miejsce też w innych krajach, nie podając jednak w jakich. Stwierdzenie to ma zapewne podkreślić tezę iż na całym świecie energetyka jądrowa jest dotowana.
    • "Ale na świecie powstaje tylko jedna elektrownia atomowa - w Finlandii."
      Komentarz: jest to informacja całkowicie nieprawdziwa! Obecnie na świecie budowanych jest 31 jądrowych bloków energetycznych o łącznej mocy 26 266 MW, zaś eksploatowanych 442 bloki o łącznej mocy 369 612 MW[6]. Oprócz tego, w ostatnim czasie podjęto decyzje o budowie kolejnego (już 60-tego) bloku jądrowego we Francji (k. Flamanville, budowa ruszy w przyszłym roku), oraz w USA (2 bloki w płd Teksasie, rozpoczęcie budowy planowane w roku 2009) [7]. Ponadto, Wiele krajów planuje budowę lub rozważa budowę nowych elektrowni jądrowych. Oprócz Polski, są to takie kraje jak: USA (gdzie planuje się budowę 10 elektrowni jądrowych, co najmniej po dwa bloki energetyczne każda [8]), Wielka Brytania, Kanada, RPA, Japonia, Korea Płd., Chiny, Indie, Turcja, Czechy, Słowacja, Litwa, Ukraina, Rosja, Bułgaria, Rumunia, a ostatnio Holandia [9].

Na koniec Pani Redaktor apeluje o oszczędzanie energii, zamiast "liczyć na węgiel i atom", a poza tym proponuje "zwrócić się ku słońcu i wiatrakom". Co do oszczędzania - oczywiście oszczędzać trzeba gdzie to tylko jest możliwe, ale duże proste rezerwy oszczędności już się wyczerpały i samo oszczędzanie energii nie wystarczy. Aktualne prognozy zużycia energii elektrycznej do roku 2030 [3] przewidują mniej więcej podwojenie obecnego zużycia (z 98,8 TWh/a w roku 2003 do 191,8 TWh/a). Z odnawialnych zasobów energii można pozyskać łącznie ok. 20,4 TWh/a, z tego z elektrowni wiatrowych 7,8 TWh/a. Razem ze wszystkich odnawialnych zasobów energii można będzie pokryć ok. 10,6% zapotrzebowania (przy tym przy bardzo wysokich średnich kosztach rzędu 240 zł/MWh). Podstawowa część energii elektrycznej musi być wytworzona głównie w elektrowniach cieplnych opalanych węglem kamiennym i brunatnym, a brakująca część wytworzona w blokach jądrowych (z analiz optymalizacyjnych wynika, że do roku 2030 trzeba wprowadzić do eksploatacji 3 bloki jądrowe o mocy ok. 1500 MW każdy). Tak więc aktualnie w Polsce planuje się jedynie ograniczony rozwój energetyki jądrowej, tylko w zakresie koniecznym do domknięcia bilansu paliwowego.
Natomiast pomysłu wykorzystania promieniowania słonecznego do wytwarzania w Polsce na dużą skalę energii elektrycznej nie ma co nawet szczegółowo komentować, bo jest to po prostu bzdura totalna.

Jednak mam - mimo wszystko - nadzieję, że zamiarem Pani Redaktor nie było świadome przedstawienie zagadnienia energetyki jądrowej w sposób tak tendencyjny jak to faktycznie "wyszło" w artykule "Atomistyfikacja", oraz że pisząc ten artykuł nie kierowała się Pani swoimi osobistymi uprzedzeniami ani chęcią uzyskania efektu sensacji. Chciałbym wierzyć, że głównym powodem podania nierzetelnych informacji był brak dostatecznego rozeznania i krytycyzmu w stosunku do źródeł informacji, do których Pani dotarła.
Zakładam również, że nie jest w interesie tak poważnego tygodnika opinii jakim jest "Newsweek Polska" bycie tubą propagandową eko-wojowniczych organizacji w rodzaju "Greenpeace". Chciałbym wyrazić więc nadzieję, że Wasz Tygodnik odegra istotną rolę w poważnej, merytorycznej debacie, jaka dopiero rozpoczyna się w Polsce, nt. zasadności wprowadzenia w naszym kraju energetyki jądrowej.

Jeśli tak jest, to zachęcam Panią Redaktor i innych dziennikarzy Waszego Tygodnika do nawiązania kontaktów ze polskimi specjalistami w dziedzinie energetyki i techniki jądrowej, którzy z pewnością gotowi będą udzielić Państwu wyczerpujących informacji, odpowiedzieć na wszelkie pytania i wskazać wiarygodne źródła (niekoniecznie bardzo fachowe, również popularne). Ja ze swej strony także deklaruję gotowość do takiej współpracy. Pozwoli to Państwu wyrobić sobie własną opinię na ten temat w oparciu o solidną wiedzę i wzięcie udziału w naprawdę rzeczowej dyskusji.
Media mają w tej debacie do odegrania ogromną rolę, ale też dziennikarze i redakcje powinni zdawać sobie sprawę z wielkiej odpowiedzialności jakie na nich ciąży, aby nie doprowadzić do tego by debata ta przekształciła się ponownie jedynie w emocjonalną wrzawę i histerię, gdyż wówczas dokonanie racjonalnego i korzystnego dla całego społeczeństwa wyboru kierunku rozwoju elektroenergetyki stanie się niemożliwe.

Na zakończenie pragnę wyrazić nadzieję na zamieszczenie wkrótce w Waszym Tygodniku mojej polemiki, lub co najmniej stosownego sprostowania treści artykułu "Atomistyfikacja", a następnie oczekiwałbym publikacji następnego bardziej wyważonego i obiektywnego artykułu nt. energetyki jądrowej.

Łączę wyrazy szacunku,
Władysław Kiełbasa
Wejherowo, dn. 2006-07-22

DW: Pan Tomasz Wróblewski - Redaktor Naczelny

[1] WEC Survey of Energy Resources 2001 - Uranium Resources.
[2] Encyklopedia Techniki. Energia jądrowa. WNT, Warszawa 1970.
[3] J. Marecki, M. Duda: "Dlaczego istnieje w Polsce konieczność budowy elektrowni jądrowych"? Materiały Międzynarodowej Konferencji Elektrownie Jądrowe dla Polski (NPPP 2006), Warszawa 1-2.06.2006.
[4] H.-Holger Rogner, D. Weissem: "Energia jądrowa: trendy globalne i spojrzenie w przyszłość". MAEA, Wiedeń. Materiały Międzynarodowej Konferencji Elektrownie Jądrowe dla Polski (NPPP 2006), Warszawa 1-2.06.2006.
S. Tulonen (FORATOM): "Renesans energetyki jądrowej w krajach Unii Europejskiej." Materiały Międzynarodowej Konferencji Elektrownie Jądrowe dla Polski (NPPP 2006), Warszawa 1-2.06.2006.
E. Bertel (NEA OECD): "Konkurencyjność elektrowni jądrowych na świecie." Materiały Międzynarodowej Konferencji Elektrownie Jądrowe dla Polski (NPPP 2006), Warszawa 1-2.06.2006.
[5] BSPiR "Energoprojekt Katowice" S.A.: "Ekonomiczna analiza porównawcza technologii wytwarzania energii elektrycznej w Polsce". 2006.
J. Balcewicz: "Wiatrownie odpadły w przedbiegach...". ENERGIA GIGAWAT. czerwiec 2006.
[6] http://www.euronuclear.org/info/npp-ww.htm
[7] "NRG announces new nuclear bulid programme". http://www.neimagazine.com.
"Nowa elektrownia atomowa w USA". Rzeczpospolita, poniedziałek, 26.06.2006. http://www.cire.pl/item,23186,1.html.
[8] "Preparing for new build". http://www.world-nuclear.org
[9] "Atom lepszy od węgla" piątek, 21.07.2006. http://www.cire.pl/item,23501,1.html

Od Redakcji:

Jak oczywiście łatwo się domyśleć – redakcja NEWSWEEK–Polska ani polemiki, ani jakiegokolwiek stosownego sprostowania treści artykułu nie zamieściła.


REDAKCJA:
Krzysztof Andrzejewski
Marek A. Rabiński (http://www.ipj.gov.pl/pl/links/rabinski.htm)

Adres Redakcji – neutrony@nuclear.pl
Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, prosimy o przesłanie na adres listy wysyłkowej neutrony.lista@nuclear.pl pustego e-maila z wypisanym w temacie "subscribe" (koniecznie małymi literami).

Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: http://neutrony.nuclear.pl