**********************************************************************
*                                                                    *
*    #   #   ####   #   #   #####   ####     ###    #   #   #   #    *
*    ##  #   #      #   #     #     #   #   #   #   ##  #   #   #    *
*    # # #   ###    #   #     #     #   #   #   #   # # #    # #     *
*    #  ##   #      #   #     #     ####    #   #   #  ##     #      *
*    #   #   ####    ###      #     #   #    ###    #   #     #      *
*                                                                    *
*--------------------------------------------------------------------*
*       NEUTRONY - niezalezne i nieregularne pismo komputerowe       *
*                        Osrodka w Swierku                           *
*    Nr 14 (14) / 1997                             3 grudnia 1997    *
**********************************************************************

W TYM NUMERZE:
- Pogoda dla reformy? (na goraco o pracach Komisji Prezesa PAA)
- Adam Gadomski o Swierku z Utopii
- A-12 Success Story
- Odpowiedz Michala Gryzinskiego
- Korespondencja Marka Miki z Niemiec
- Oskarzenia i kalumnie

**********************************************************************

POGODA DLA REFORMY?

Prace Komisji Prezesa PAA d/s laczenia IPJ i IEA wkroczyly
w decydujaca faze. Przelomowym, w moim odczuciu, byl moment na samym
poczatku piatkowego posiedzenia (29 listopada), kiedy Przewodniczacy
Komisji Dyrektor Stanislaw Szpilowski odpowiadajac na postulaty
zawarte w stanowisku NSZZ "S" wyrazil w imieniu Prezesa PAA wstepna
zgode na realizacje przez PAA 4 koniecznych warunkow reorganizacji
Osrodka (przy niewielkiej modyfikacji warunku 2).

Przypominam te warunki:

1.  Spowodowac oddluzenie IEA z jego dlugu inwestycyjnego.

2.  Korzystajac z Rozporzadzenia Rady Ministrow z dnia 6.12.1994r.
    obciazyc ORB i ZDUOP (czyli budzet panstwa) przypadajacymi na nie
    stalymi i zmiennymi kosztami infrastruktury wynikajacymi ze
    szczegolnych wymogow technicznych tych jednostek.

3.  Zapewnic sfinansowanie kosztow restrukturyzacji Osrodka w Swierku
    przez Ministerstwo Finansow i Komitet Badan Naukowych.

4.  Otrzymac zobowiazanie KBN odnosnie poziomu finansowania
    statutowego nowego Instytutu w pierwszych 2-ch latach jego
    istnienia.

W nowej sytuacji, kiedy Prezes PAA wzial na siebie lwia czesc wysilkow
i odpowiedzialnosci, reszta zalezy od wyobrazni i dobrej woli
dyrektorow oraz rad naukowych IPJ i IEA. Podstawowym zadaniem, ktore
teraz przed nimi stoi, jest opracowanie dostatecznie glebokiej,
smialej reformy umozliwiajacej odnowe naukowej tkanki Osrodka (warunek
dostateczny reorganizacji).

Okrawanie przez rzad przyszlorocznego budzetu panstwa (zwiazane m.in.
ze splata dlugu zagranicznego i reparacjami powodziowymi) przy
jednoczesnym narastaniu dlugu IEA w ZOiT czynia finansowe gwarancje
Prezesa PAA (w przypadku zgody na reorganizacje) jedynym sensownym
scenariuszem dla wszystkich.

Raport Komisji bedzie zawieral omowienie trzech potencjalnych
scenariuszy dla Osrodka:

Scenariusz 1 zostal przedstawiony przez PAA w dniu 29 listopada.
Dotyczy on polaczenia IPJ i IEA z uwzglednieniem ORB i sluzb
panstowych w strukturze nowego Instytutu.

Scenariusz 2 bedzie przygotowany przez IPJ na zebranie w dniu
5 grudnia. Zaklada przylaczenie czesci naukowej IEA do IPJ i byc moze
uwzgledni czesc sluzb panstwowych w strukturze nowego Instytutu.

Scenariusz 3 bedzie przygotowany przez IEA na zebranie w dniu 5
grudnia. Bedzie on zawieral kilka wariantow przyszlego losu IEA tzn.:

a)  status quo (proba pokazania, ze oczekiwane oszczednosci i fundusze
    mozna uzyskac rowniez w dotychczasowej strukturze organizacyjnej),
b)  IEA jako forma instytutu technicznego z kilkoma zachowanymi
    pracowniami naukowymi, ORB, ZDUOP, ZOiT.

Autor niniejszej wypowiedzi zwrocil sie do przedstawicieli Komisji PAA
z prosba, aby wraz z decyzja dotyczaca umiejscowienia ORB w strukturze
Osrodka Prezes PAA przedstawil przyszlosc reaktora MARIA po 1999r.
Jest to podstawowa niewiadoma, bez ktorej okreslenia nie mozna
w sposob odpowiedzialnie reorganizowac Osrodka.

                                                    Stanislaw Gebalski
----------------------------------------------------------------------

ERRATA:  Zdanie w trzecim akapicie tekstu Staszka Gebalskiego
z poprzedniego numeru powinno brzmiec:

"Jedynym obecnie mozliwym wspolnym pragnieniem wszystkich jest (tak
na
prawdê!), aby bylo lepiej pod warunkiem, ze zostanie po staremu."

Dodatkowe "Poniewaz" na poczatku zdania zablakalo sie w trakcie
przerabiania tekstu.

**********************************************************************

JESZCZE O OSRODKU W SWIERKU Z 
UTOPII

Kiedys, dawno temu w "Rezonansie" pisalem o ... kufrze Guliwera,
kufrze zawierajacym zapomniane materialy z, nie wspomnianej nigdy
przez nikogo, jego ostatniej podrozy.  Podrozy do krainy Utopii.
Fragmenty tych materialow dotyczyly regul funkcjonowania kierownika
zakladu naukowego. Odbiegaly one w drastyczny sposob od zasad
uwazanych za normalne przez owczesne kierownictwo IEA, zreszta nie
tylko owczesne - utopia jest zawsze utopia. - Wlasnie, bylo sie kiedys
rzucanym miedzy extremami.  Byli ONI - bardzo konkretni, i My -
a'priori, reprezentanci wszystkich, niewypowiedzanych zreszta nigdy
w calosci, jedynych wlasciwych, i zawsze lepszych rozwiazan. - Goraco
dyskutowalo sie o zasadach a nie o planach, nie o strategiach.  Bylo
zle, ale nikt nie mogl powiedzec ze sie nami nie zajmowano, a jakze.
- Bylo to bardzo sympatyczne, bo to, czego zadalismy bylo konkretne,
a to, czego zadano od nas nie bylo nigdy wyrazane w terminach docelowych
rezultatow. Wiadomo, system nie byl w stanie zsynchronizowac produkcji
z konsumpcja.  Rzadkie oskarzenia i kalumnie brzmialy zawsze nieco
pol-serio i traktowane tez byly z przymruzeniem oka.

Przepraszam za dygresje, ale dawno juz nie bylem w Swierku.  Dlatego
tez nie moge sie wypowiadac na tematy poruszane przez Mikulskiego,
prof. Niewodniczanskiego, JAM'a, Mrufke, ale ... zacytuje prof.
Niewodniczanskiego:

>> Trzeba rzeczywiscie tkwic w dawnej epoce, zeby doszukiwac sie
trudnosci IEA w tym, ze "od wielu juz lat nikt nie interesuje sie ani
losem dyscyplin naukowych uprawianych dotychczas w IEA, ani losem
pracownikow ... tak zwana instytucja nadzorujaca wykazuje calkowity
brak zainteresowania sprawami Swierka i fatalna kondycja finansowa IEA
..."  To sa rzeczywiscie KALUMNIE.  I dowod wielkiej naiwnosci -
oglednie mowiac - autora. <<  Ja dodam, obu autorow.  Wydaje sie ze
przedmiot dyskusji jest po prostu niewlasciwy.

Czy ktos sie pyta na przyklad, czyim losem w kraju sa zainteresowani
pracownicy IEA?  W gospodarce rynkowej potencjalnych klientow trzeba
zaagitowac (brzydkie slowo), wyksztalcic i przekonac. Wydaje sie iz
warto zadac sobie kilka pytan bardzej ogolnych:  Co dzis w kraju
powinno dawac panstwo opiekuncze?  Co to znaczy panstwo opiekuncze?
Jakie instytucje i w jakim zakresie powinno takie panstwo utrzymywac?

Nauka, w Bylym Systemie nalezala ideologicznie do rzeczy
nobilitowanych, otoczona byla kultem mass-mediow - szczegolnie w ZSRR
- uwazalo sie iz juz sam fakt uczestniczenia w jej obrzadkach wymagal
wynagrodzenia i wdziecznosci od reszty nie wtajemniczonego
spoleczenstwa - a jak pamietam ...  produkowalo sie wtedy wiele bubli,
wiele interesujacych wynikow szlo "na polke", a w najlepszym wypadku -
wyniki badan/studiow publikowano w czasopismach zagranicznych aby ...
przydawaly chwaly socjalizmowi i Ojczyznie.

W systemie tzw. realnego socjalizmu, samodzielny pracownik naukowy nie
zarabial najlepiej (wielu innych zarabialo gorzej), jednak, jesli nie
chcial robic kariery kierowniczej nie musial o nic zabiegac i to
zupelnie niezaleznie od mozliwosci zastosowan wynikow jego pracy.
Zachowanie tego typu przywilejow w systemie demokratycznym i
gospodarce rynkowej nie ma raczej racji bytu. Spoleczenstwo zyjac na
okreslonej stopie zyciowej placi adekwatne podatki, ma rzad o
okreslonych zdolnosciach wykorzystania Nauki rozumianej w sensie jak
najbardziej ogolnym, i niczego wiecej nie potrzebuje. Jesli oczywiscie
nie zostanie w sposob wystarczajacy, przekonane, ze konkretne wyniki,
otrzymane w krotko i dlugo terminowych projektach badawczych, bedzie
w stanie "skonsumowac".  Krotko mowiac, panstwo i przemysl funduja
badania, ktore wymagaja naukowcow/specjalistow bardziej lub mniej
wybitnych, ale sam fakt bycia nawet dobrym naukowcem nie moze byc juz
niestety jedynym kryterium dla zagwarantowania dobrych zarobkow.

Jak wiadomo chmure widzi sie najlepiej kiedy nie jest sie w jej
srodku, dlatego tez bedac w slusznej odleglosci od Polski,
zdecydowalem sie zabrac glos w Waszej dyskusji nad tym jak poprawic
przyszlosc Swierku, IEA, a scislej, przyszlosc jego pracownikow, no
i przyszlosc Nauki Swierkowej.

Miedzy tymi dwoma ostatnimi elementami jest scisla zaleznosc (stiff
relation) ktora nazywa sie doswiadczeniem i "otwartoscia umyslow"
pracownikow naukowych.  Wiemy z praktyki, iz dobrzy naukowcy zwykle
nie umieja lub nie maja ochoty sie "sprzedac".  Dlatego tez, wydaje
sie, iz Swierkowi przydalaby sie jakas struktura do interakcji
z przemyslem, nie zatrudniajaca nobliwych managerow nauki, ale
dynamicznych "agentow" nawiazujacych kontakty, odwiedzajacych
potencjalnych klientow (tzw. end-userow). Tego nie zrobi administracja
instytutu szukajaca rutynowo funduszy "na przezycie" z kiesy
panstwowej.

Polityke naukowa robi sie efektywniej nie przez finansowanie
bezposrednie ale posrednie, np. poprzez ulgi podatkowe dla tych
producentow, ktorzy finansuja badania spodziewajac sie adekwatnych do
inwestycji zyskow. Obowiazuje to nawet w dziedzinach takich jak
bezpieczenstwo, ochrona srodowiska czy tez opieka nad dobrami kultury.
Czy chcemy tego czy nie, "produkty" nauki sa albo towarem, albo
obiektem miedzynarodowych, do sportu podobnych zawodow.  W tym drugim
wypadku liczy sie szeroka publicznosc i kibice - ekstremalnym
przykladem takiego punktu widzenia sa coroczne miedzynarodowe zawody
robotow "inteligentnych" organizowane juz od kilku lat.  Potencjalnym
klientom Nauki potrzebni sa wlasni eksperci naukowi - ale nie moga to
byc inni jej "producenci".  Produkcje nalezy umiec przestawiac,
dlatego trzeba przystapic do opracowywania metodologi przestawiania
"produkcji" naukowej, pamietajac, ze tak jak w przemysle samochodow
tylko bardzo nieliczni pracuja nad nowymi modelami Ferrari.

Wedlug mnie, Swierk powinien stac sie nowoczesnym Parkiem Naukowo-
Technologicznym gdzie wiedza i zaawansowane technologie, rozwijane dla
przemyslu jadrowego, powinny stac sie wyjsciowym kapitalem do
inwestowania w inne galezie gospodarki krajowej i w szkolnictwo
zawodowe na wysokim poziomie profesjonalnym.

Jedyna alternatywa dla takiego rozwiazania jest, jak mysle,
utrzymywanie przez wladze panstwowe - z wzgledow czysto politycznych -
wymierajacego w sposob naturalny "skansenu dinosaurow jadrowych" -
z mysla iz z czasem ... problem ten sie sam jakos rozwiaze.

Oczywiscie, nowoczesny Park Naukowo-Technologiczny wymaga nowoczesnych
metod zarzadzania nauka - czyli wymaga tez rozwoju meta-nauki
o spolecznych aspektach i mozliwych rolach Nauki w agregacie
spoleczenstwo-przemysl-kultura.  Ale to juz quasi science-fiction,
choc ... moze nie calkiem, biorac pod uwage "budowe" i "planowanie"
tzw. Global Information Society w ramach programow Unii Europejskiej.

W kazdym razie dobrze by bylo w pierwszej fazie, zmienic nazwe IEA na
conajmniej Instytut Energii Alternatywnych - pozostawiajac, za
przykladem Wlochow, posiadany juz znak IEA.  Zas PAA przemianowac na,
np. Polish Advanced Technologies Agency. - Ale to juz moze utopia.

Przy takiej strategii mozna by myslec o szukaniu sponsorow dla
stopniowego i lagodnego przeprofilowywania Swierku poprzez zakladanie
nowych Zakladow i integracje organizacyjna starych.  Zreszta ... rady
jak to robic, to bylby juz material do dyskusji nie do "NEUTRONOW" ale
do nowej Gazetki Internetowej PPA/IEA, np "TECHNOTRONY" z adresem:
http://www.ppa.pl/technotrony/

                                          Adam Maria Gadomski (Wlochy)

**********************************************************************

A-12 SUCCESS STORY

W 11/97 numerze "Neutronow" Prof. Ludwik Dobrzynski proponuje miedzy
innymi:

"1. Utworzenie w Swierku Szkoly Zjawisk Atomowych, z programem
    eksponujacym role pokazu i doswiadczenia. [...]
 2. Starania o utworzenie w Swierku Medycznego Centrum
    Diagnostycznego [...]"

i pisze:

"Spytaja zapewne Panstwo, skad zdobyc srodki na realizacje tak
szerokich planow? Moim zdaniem, zbyt wczesnie na odpowiedz na to
pytanie!"

Pozwole sobie zaprezentowac zdanie odmienne - o pieniadzach trzeba
mowic juz teraz - choc uwazam, ze inicjatywa prof. Dobrzynskiego jest
bardzo wartosciowa i godna poparcia.

Tak sie bowiem zdarza, ze mam okazje obserwowac z boku dzialania
Zespolu A-12, ktory zupelnie niezle sobie radzi w aktualnej sytuacji.
Jego powodzenie wcale nie zostalo nigdzie z gory zapisane. Wydaje mi
sie jednak, ze ludzie tworzacy zespol starali sie znalezc jednoczesnie
odpowiedz na dwa pytania: 

1) w jakiej dziedzinie wykorzystac wiedze i umiejetnosci zdobyte
   w Swierku? 
2) czy dziedzina posiada zagwarantowane finansowanie i zainteresowanie
   aktualnych moznych tego swiata?

Zaczelo sie dawno temu, od teorii transportu neutronow rozwijanej
przez prof. Romana Zelaznego i jego wspolpracownikow. Potem transport
neutronow stal sie dziedzina klasyczna i pole do popisu mieli w niej
raczej numerycy. Od 1983 pojawily sie zagadnienia zwiazane z budowa EJ
Zarnowiec, miedzy innymi analiza ryzyka awarii elektrowni i jej
skutkow dla otoczenia, co dalo asumpt do rozwoju probabilistycznych
metod oceny ryzyka systemow technicznych, czym zajal sie dr Mieczyslaw
Borysiewicz.

W roku 1986 wydarzyla sie awaria w Czernobylu i wzroslo
zainteresowanie transportem substancji radioaktywnych w atmosferze,
a takze ocena ryzyka zwiazanego z eksploatacja obiektow przemyslowych,
skutkami awarii i podejmowaniem decyzji w ich trakcie. W 1990 r.
budowa Zarnowca zostala wstrzymana, pojawily sie "moce przerobowe"
i pytanie "co robic?".

Zainteresowanie Zachodniej Europy skutkami awarii w Czernobylu
umozliwilo prof. Zelaznemu i dr. Borysiewiczowi wlaczenie sie, wraz
z dr. Slawomirem Potempskim i mgr.mgr. Henrykiem Wojciechowiczem
i Andrzejem Furtkiem, a takze drem hab. Andrzejem Galkowskim z Instytutu
Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy do programu RODOS finansowanego
przez EWG. Nie bylo to latwe w warunkach panujacej jeszcze owczesnie
nieufnosci do krajow postkomunistycznych.  Prace prowadzone w IEA nad
RODOS-em sa dofinansowywane przez KBN i PAA. W PAA powstaje osrodek
zdarzen awaryjnych CEZAR, ktory bedzie dofinansowany przez EWG suma
350 000 ECU.

Na poczatku lat 90-tych scenie pojawia sie trzecia osoba - doc. Zurek
z Instytutu Ochrony Srodowiska, ktory chce wykorzystac doswiadczenia
IEA w ocenie zagrozen od EJ do oceny zagrozen od technologii
chemicznych w warunkach stalej emisji zanieczyszczen. Ten kierunek
owocuje wspolpraca z Instytutem Ochrony Srodowiska i Instytutem Chemii
Przemyslowej. Jak latwo sie domyslic, te dwie dziedziny znajduja sie
w lepszej sytuacji, jesli chodzi o akceptacje spoleczna i znaczenie
gospodarcze, niz atomistyka, co w sposob oczywisty odzwierciedla sie
w ich finansowaniu. Procz tego dochodza analizy ryzyka konkretnych
instalacji i prace zwiazane z dostosowaniem tych dziedzin do wymogow
EWG.

Zadania uslugowe (nie lubie slowa aplikacyjne) powoduja pojawienie sie
nowych tematow stricte naukowych. W sumie wyglada to niezle.

Przyklad Zespolu A-12 spelnia rowniez wymogi stawiane przez Dottore
Adama Marie Gadomskiego z Casaccii (w Utopii). Niestety nie ze
wszystkich dziedzin dzialalnosci naukowej i technicznej
reprezentowanych w Swierku da sie latwo przenosic doswiadczenie
i wiedze do innych niz atomistyka czy energetyka jadrowa dziedzin
gospodarki.

                                                Krzysztof Andrzejewski

**********************************************************************

ODPOWIEDZIALNOSC ZA SLOWO

Kiedys przed wojna funkcjonowalo takie pojecie jak kompromitacja.
Jedno nieprzemyslane zdanie wystarczylo niejednokrotnie, aby spasc
z wysokiego piedestalu na samo dno spolecznej drabiny. Dzis pojecie
odpowiedzialnosci za slowo nie istnieje - bez zadnych konsekwencji
mozna plesc androny i szkalowac wszystko i wszystkich. Na pewno
przoduja tu dzisiejsi politycy. W naszym dziennikarstwie pomowienie
stalo sie juz rutyna pozwalajaca skutecznie zniszczyc dowolna osobe.

Mozna byloby sadzic, ze w Nauce takie rzeczy sa nie do pomyslenia.
Niestety tutaj tez sa wyraznie widoczne znaki czasu. W tym wzgledzie
mam pewne osobiste doswiadczenia, a zasob tych doswiadczen stara sie
wydatnie mi powiekszyc Pan Zemlo zabierajac glos na lamach Neutronow.

Otoz gleboko wierzacy Pan Zemlo, wzburzony artykulem JAMa "OSZCZERSTWA
I KALUMNIE" postanowil ostro wystapic przeciwko tym, ktorzy pozwalaja
sobie watpic w podstawowe dogmaty powszechnie uznawanej wiary. Jest
prawem kazdego bronic swoich swietosci. Pod jednym wszakze warunkiem,
ze nie sa to ciosy ponizej pasa. Trudno to odniesc do wypowiedzi Pana
Zemly tak o mnie, ktory powatpiewa w racjonalnosc wyznawanej przez
niego doktryny, jak i o osobie JAMa, ktory smial zauwazyc, ze na linii
heretyk (to znaczy ja) i ortodoksyjni wyznawcy mechaniki kwantowej
chyba nie wszystko jest w porzadku.

Pan Zemlo zarzuca JAMowi, ze ten broni heretyka manipulujac faktami
(samych faktow Pan Zemlo nie kwestionuje, bo ich zakwestionowac nie
sposob). Moja osobe i moje osiagniecia stara sie zdeprecjonowac, badz
to sugerujac, ze to, czego dokonalem w fizyce to same bledy
i wypaczenia, badz tez poslugujac sie epitetami, jakimi sie kiedys
zwyklo eliminowac ideologicznego przeciwnika.

Z epitetami dyskutowac nie mozna, mozna jedynie odpowiedziec epitetem.
Ja sie od tego kroku powstrzymam, aczkolwiek wyobrazni i polotu mi
raczej nie brak i moglbym stosowny wymyslic. Natomiast nie moge
pozostawic bez komentarza nonszalanckiej wypowiedzi o Gryzinskim
i jego pracach (tu z godna podziwu szczeroscia Pan Zemlo wyznaje, ze
czlowieka specjalnie to nie zna, jego prace zapewne zna jeszcze mniej,
ale grzmi). A wiec wedlug Pana Zemly liczne cytowania Gryzinskiego
w naukowej literaturze to ani chybi jeno sama krytyka jego blednych
prac. Zalosnie to stwierdzenie wypada na tle wypowiedzi tak
znakomitego fizyka angielskiego jak Sir David Bates (tytul lordowski
otrzymal z rak krolowej angielskiej za osiagniecia w fizyce), czy moze
mniej znanego w Swiecie, ale wysoko usytuowanego w amerykanskiej
fizyce Grzegorza Lapickiego (syna znakomitego naszego aktora).

A oto i one:

Pierwszy z nich (David Bates) na lamach Physics Reports w poetycko
zatytulowanym eseju "Other men's flowers", omawiajacym wklad kilku
wybranych fizykow w rozwoj fizyki atomowej pisal: "Nie jest latwo
wskrzesic nieboszczyka (mowa tu jest o zlozonej zywcem do grobu przez
tworcow mechaniki kwantowej fizyce klasycznej) ... wielka w tym
wskrzeszeniu zasluga Gryzinskiego, ... to jego niekonformistyczna
postawa i niepodporzadkowanie sie ortodoksyjnej nauce byly
stymulatorem szeregu badan w tym zakresie ... co znalazlo swoje
odzwierciedlenie w fakcie, ze jego Science Citation Index w minionym
roku (1971) przekroczyl setke".

Drugi (Grzegorz Lapicki), w przegladowym referacie na Konferencji
w 1987 roku w Debreczynie powiedzial: "W tym roku mija trzydziesta
rocznica ukazania sie na lamach Physical Review pierwszej,
otwierajacej caly cykl, pracy Michala Gryzinskiego ... zaowocowala ona
seria cytowanych w tym przegladzie artykulow ... bez jego pionierskich
prac przeglad ten - o ile w ogole mogl by byc mozliwy - to na pewno
bylby znacznie krotszy."

W swietle tych stwierdzen, a gdyby bylo potrzeba to liste podobnych
wypowiedzi moglbym znakomicie wydluzyc, zarzut Pana Zemly, ze JAM
manipuluje faktami jest godnym ubolewania pomowieniem.

Mam nadzieje, ze etyka w Nauce nie osiagnela jeszcze poziomu etyki
elit politycznych i w jednym z najblizszy edycji NEUTRONOW badz to
znajde pokazna liste krytykujacych mnie cytatow badz tez przeczytam
o wycofaniu sie ze szkalujacych mnie (i JAMa) stwierdzen.

Poniewaz wielu czytelnikow Neutronow po przeczytaniu wypowiedzi JAMa,
wypowiedzi Pana Zemly i mojej, moze byc zainteresowanych naukowym
meritum sprawy postaram sie w jednej z nastepnych edycji Neutronow
pokazac, na czym polega istota moich dociekan dotyczacych budowy atomu
i wyjasnic dlaczego wnioski plynace z tych dociekan powoduja tak
gwaltowna reakcje wsrod wyznawcow mechaniki kwantowej.

Jeszcze a propos "zimnej fuzji", ktora ma byc wedlug Pan Zemly
"przygwazdzajacym" dowodem totalnej blednosci wszelkich prac
Gryzinskiego, to chcialbyma zauwazyc ze:

- "zimna fuzja", ktora wywolala furie wsrod bezkrytycznych wyznawcow
  mechaniki kwantowej - bo calkowicie nie miescila sie w jej
  pojeciowych ramach - ma sie calkiem niezle; pracuje nad nia kilka
  setek naukowcow w laboratoriach calego Swiata (z wyjatkiem Polski,
  gdzie gremia opiniotworcze bez cienia watpliwosci cala sprawe
  jednoznacznie uznaly za zbiorowa "fata-morgane"),

- nie ma dzis zadnej watpliwosci, ze w sieci krystalicznej ciala
  stalego ma miejsce synteza jader wodoru i to, zeby bylo smieszniej,
  synteza protonow,

- energia syntezy jadrowej wyzwalana jest w postaci miekkiego
  promieniowania X i wbrew temu, co mowi mechanika kwantowa, a zgodnie
  z tym, co mowil Gryzinski na Seminarium na Hozej, bez zadnej emisji
  neutronow (Pan Zemlo i inni podobnie myslacy powinni powinni
  wiedziec, ze na prawde nowe odkrycia nie sa prosta ekstrapolacja juz
  znanych zjawisk).

Rozumiem, ze Panu Zemle moglo sie moje Seminarium w 1989 roku na Hozej
nie podobac, ale gdyby troche poczytal, co od tego czasu
eksperymentatorzy pomierzyli, wiedzialby, ze to wlasnie przewidzial
Gryzinski, o czem rzecz szla na tymze Seminarium. Na to, co wtedy
mowil Gryzinski mieli nieco inny poglad Amerykanie, dzieki ktorym mogl
odbyc 6-tygodniowe tourne po Ameryce wyglaszajac odczyty:

- na konferencji w Provo, w mormonskim Stanie Utah - gdzie na
  miedzynarodowej konferencji nie serwuje sie ani kawy ani herbaty,
  ale sa za to soczki, o jakich w Polsce sie nawet nie slyszalo,
  gdzie policja w ciagu kilku minut, nie ogladajac sie na tak zwane
  prawa czlowieka, "zwinie" z ulicy kazdego dlugowlosego,
  anarchizujacego mlodziana;

- w Electrical Power Research Institute, w San Francisco - w miejscu
  o najwiekszej na Swiecie liczbie laureatow Nobla na kilometr
  kwadratowy "wyprodukowanymi" przez gigantyczne akceleratory
  (dostaje sie zawrotu glowy patrzac wzdluz kilkukilometrowego
  tunelu wypelnionego gigantycznymi urzadzeniami - i jak tu nie dac
  Nobla?);

- na Southern California University w Los Angeles - gdzie przecietny
  mieszkaniec miasta znacznie wiecej wie o Disneylandzie, jako ze
  w klimatyzowanych warunkach moze wziac udzial w afrykanskim Safari
  lub poleciec rakieta w przestrzenie miedzyplanetarne, niz
  o "Krzemowej Dolinie", ktora zrewolucjonizowala wspolczesna technike;

- na Harvardzie w Bostonie - skad Anglicy rozpoczeli podboj nowego
  Kontynentu, gdzie na kazdym kroku dzisiejsi obywatele pieczolowicie
  chronia slady tej historii;

- i w National Institute of Standard and Technology w Washingtonie -
  gdzie odnosi sie wrazenie, ze biali to mniejszosc etniczna USA,
  a ze w ogole to jestesmy w Grecji, jako ze co krok to fasada
  imponujacej budowli zdobiona jonsko-doryckimi kolumnami i greckimi
  popiersiami. Jedynie, gdzies na wodach Potomaku potezna
  piecioramienna bryla Pentagonu przypomina ze jestesmy w Kraju,
  ktory objal rzady nad Swiatem.

To wlasnie wszystko moglem zobaczyc dzieki temu, co Pan Zemlo slyszal
na moim Seminarium na Hozej o zimnej fuzji. A na dodatek to, co wtedy
mowilem, jest aktualnie cytowane, i to nie w sposob, jaki sugeruje Pan
Zemlo. Cytuje to, miedzy innymi, nie byle kto, bo wieloletni Redaktor
Physics Letters J.P.Vigier dzierzacy po smierci de Broglie'a
stanowisko dyrektora Instytutu Fizyki Teoretycznej w Paryzu.

                                                      Michal Gryzinski
-----------
OD REDAKCJI:
Oczekujemy dalszych wypowiedzi, choc mamy wrazenie, ze dyskusja
merytoryczna powinna sie odbywac chyba na innym forum.

**********************************************************************

KORESPONDENCJA Z NIEMIEC

Tym razem cos z dziedziny sportu. Byc moze nie wszyscy Czytelnicy
Neutronow sa zapalonymi kibicami sportowymi. Mam jednak nadzieje, ze
uda mi sie nawet i ich zainteresowac, zwlaszcza ze omawiana kwestia
tylko po czesci dotyczy sportu.

W moim miescie jest druzyna pilkarska, ktora dzieki swoim osiagnieciom
doprowadzila do tego, ze male stosunkowo Kaiserslautern znane jest
poza granicami Nadrenii-Palatynatu, a nawet poza granicami Niemiec
i w Polsce. Druzynie tej udalo sie juz kilka razy zdobyc mistrzostwo
Niemiec. Ostatnim razem w roku 1991. Przez kilka dni miasto zylo
wylacznie tym oszalamiajacym zwyciestwem.  Nastepne lata przyniosly
spadek formy tak dramatyczny, ze "czerwone diably z Betzenberga"
(w tej dzielnicy znajduje sie stadion) pozbawione zostaly rogow
i wyladowaly w drugiej lidze, by na szczescie po roku awansowac znow
do pierwszej.  W tym sezonie wiec druzyna gra juz w pierwszej
Bundeslidze.  Nie tylko gra, ale i prowadzi i wszyscy sa zgodni co do
tego, ze pewnie zdobedzie mistrzostwo.  Szczescie byloby pelne, gdyby
nie zlosliwi dziennikarze ze Spiegla, ogolnoniemieckiego pisma znanego
z umiejetnosci wykrywania i upubliczniania roznorakich afer.
W zeszlym tygodniu ukazal sie bowiem artykul, a w nim Spiegel zarzuca
zarzadowi klubu, w ktorego sklad wchodza znani adwokaci oraz miejscowi
przedsiebiorcy, nepotyzm i kumoterstwo.  Okazalo sie bowiem, ze klub
udzielal zlecen na najrozmaitsze prace bez przetargu tym firmom, ktore
mialy bezposrednie powiazania, na przyklad rodzinne, z Betzenbergiem.
Spiegel twierdzi, ze kilka osob i firm niezle sie wzbogacilo kosztem
klubu sportowego. Wiadomo, ze w Niemczech, podobnie jak i na calym
swiecie, sport scisle zwiazany jest z biznesem, ale w Kaiserslautern
te powiazania wydaja sie przybierac niebezpieczne formy.  Zarzad klubu
odpiera oczywiscie wszelkie zarzuty twierdzac nawet, ze spokrewnione
firmy wykonywaly prace ponizej kosztow rynkowych i to wylacznie
z milosci do klubu. Mowi sie tu, na przyklad, o budowie muru
ogradzajacego stadion za 770 tysiecy marek, a nie za 1,2 miliona.
Ciekawe tylko, ze jeden z czlonkow zarzadu klubu przypadkowo jest
rowniez w zarzadzie firmy, ktora uzyskala zlecenie na budowe. Bez
przetargu ma sie rozumiec, ale po co przetarg, jesli buduje sie tak
tanio.  Nie wiadomo, jak sie cala sprawa skonczy, zapewne w sadzie.
Miejmy tylko nadzieje, ze nie przeszkodzi to zawodnikom dobrze grac.
Szkoda byloby, gdyby przez te afere druzyna zaczela przegrywac.

                                                            Marek Mika
**********************************************************************

OSKARZENIA I KALUMNIE

W poprzednim numerze NEUTRONOW mieli Panstwo okazje przeczytac opis
sukcesow sportowych Janusza Miki.  Jego sympatyczni koledzy
z Redakcji mieli jak najlepsze intencje, ale zapomnieli o tym, ze
w Polsce stosunek do sportu i sportowcow, szczegolnie tych w podeszlym
wieku, jest dosc szczegolny i stanowi przedziwna mieszanina podziwu
i drwiny. W literaturze i filmie wystepuje czesto postac starego
profesora albo dyrektora albo dzialacza partyjnego lub spolecznego,
ktory jest zbyt zajety na to, aby sie zatroszczyc o wlasne zdrowie
(o jakichkolwiek cwiczeniach fizycznych nie ma w ogole mowy), ma "slabe
serce" i predzej czy pozniej pada ofiara zawalu lub udaru. Brak nam
jednak pozytywnych bohaterow, ktorzy do poznej starosci umieliby
zadbac o swoje zdrowie i swoja kondycje. Totez, gdy w filmie
Zanussiego "Kontrakt" pojawia sie grany przez Lomnickiego profesor
medycyny, ktory jest czlowiekiem skorumpowanym i ktorego slusznie,
jak wydaje sie nam to sugerowac rezyser, nienawidzi wlasny syn, to aby
go calkowicie zohydzic w oczach widzow, kaze mu rezyser zostawic gosci
weselnych przybylych do jego willi z okazji slubu syna, przebrac sie
w dres i udac na bieg do lasu.

Nielatwo byc w Polsce biegaczem nie tylko z wyluszczonych wyzej
powodow.  Na ulicy czyhaja na niego psy, ktore nie wiadomo dlaczego
nie lubia, gdy ktos sie przy nich zbyt szybko porusza. Kilka dni temu
pies pogryzl samego prezydenta miasta, ktory jako jeden z nielicznych
prominentow uprawia biegi.  Aby uniknac psow Janusz Mika stara sie
biegac po jezdni, gdzie z kolei czyhaja na niego kierowcy.  Nie
wiadomo, co lepiej, czy byc pogryzionym przez psa czy uderzonym przez
samochod.

Wlasna zona Janusza Miki tez nie jest zbyt pomocna twierdzac, ze
bieganie powoduje mikrowstrzasy mozgu, podobne do tych, ktorym
ulegaja bokserzy lub pilkarze. Temu tez przypisuje coraz gorsza jego
pamiec.

Jak Panstwo widza, nie ma co zazdroscic biegaczom. Ludzie sie z nich
wysmiewaja, psy chca zagryzc, kierowcy rozjechac, a zony strasza
mikrowstrzasami.

                                                                   JAM


**********************************************************************
*                                                                    *
*  Nowych Czytelnikow, ktorzy chca regularnie otrzymywac NEUTRONY,   *
*  prosimy o przeslanie adresu swojej poczty elektronicznej          *
*  ktoremukolwiek z czlonkow Redakcji.  W identyczny sposob prosimy  *
*  dostarczac materialy do publikacji.                               *
*                                                                    *
**********************************************************************
*                                                                    *
*  REDAKCJA:                                                         *
*  Krzysztof Andrzejewski (IEA):      e02ka@cx1.cyf.gov.pl           *
*  Janusz Mika (IEA):                 mika@waw.pdi.net               *
*  Andrzej T. Mikulski (ORB):         mikulski@cx1.cyf.gov.pl        *
*  Marek A. Rabinski (IPJ):           rabinski@cx1.cyf.gov.pl        *
*                                                                    *
**********************************************************************