********************************************************************** * * * # # #### # # ##### #### ### # # # # * * ## # # # # # # # # # ## # # # * * # # # ### # # # # # # # # # # # # * * # ## # # # # #### # # # ## # * * # # #### ### # # # ### # # # * * *
*--------------------------------------------------------------------*
* NEUTRONY - niezalezne i nieregularne pismo komputerowe *
* Osrodka w Swierku *
* Nr 18 (34) / 1998 18 sierpnia 1998 *
**********************************************************************
W NUMERZE:
- JAM oskarza system feudalizmu sredniowieczno-socjalistycznego nauki
i rzucajac kalumnie obnaza relikt habilitacji (MOCNE!)
- Zycie "z kropka" a elektrownie jadrowe
- Ciekawostki z prasy
- Wyzsza drabina na grusze IPJotu
- Ciag dalszy dyskusji o telefonach
- Doc. Marian Kielkiewicz - in memoriam
OD REDAKCJI:
Ciagle nie udaje sie nam oglosic inauguracji sezonu ogorkowego w
NEUTRONACH. Mamy nadzieje, ze nasi PT Czytelnicy doceniaja to nasze
poswiecenie.
**********************************************************************
OSKARZENIA I KALUMNIE
Wszyscy ewiedza, ze sytuacja polskiej nauki jest dramatyczna, a Polsce
w krotkim czasie grozi zapasc cywilizacyjna. Uczeni pisza listy i
memorialy do wladz i do spoleczenstwa w nadziei, ze kogos to poruszy i
nagle w budzecie na przyszly rok kwota przeznaczona na nauke i na
szkolnictwo wyzsze zwiekszy sie w odczuwalny sposob. Osobiscie nie
wierzymy w to, ze cos takiego nastapi, ale uwazamy, ze pisac trzeba.
Nawet glos wolajacego na puszczy ma swoj wymiar moralny, a elita
intelektualna kraju nie moze bez slowa protestu przygladac sie, jak
Polska przeksztalca sie w kraj niedouczonych cwiercinteligentow, dla
ktorych uruchomienie produkcji na zagranicznej licencji bedzie
zadaniem ponad sily i do tego trzeba bedzie sprowadzac jakichs
Koreanczykow czy tez innych Wietnamczykow.
Wsrod protestujacych uczonych daja sie zaobserwowac dwie postawy.
Jedni domagaja sie po prostu wiekszej ilosci pieniedzy, inni
zastanawiaja sie rowniez nad tym, jak najlepiej wykorzystac skromne
srodki dostepne teraz i spowolnic upadek intelektualny Polski w
nadziei, ze w przyszlosci sytuacja moze sie zmienic na korzysc. Im
wiecej sie uratuje z obecnego potencjalu naukowego, tym latwiej bedzie
go odbudowywac.
Moj przyjaciel i ja jestesmy zwolennikami tej drugiej postawy i
sadzimy, ze w polskim srodowisku naukowym powinna sie zaczac dyskusja
nad tym, co mozna i trzeba zmienic, tak aby organizacja dzialalnosci
naukowej w naszym kraju nie byla, procz braku pieniedzy, dodatkowym
czynnikiem, ktory przyczynia sie do upadku nauki w Polsce. Temat jest
jak rzeka i nie mozna go wyczerpac ani w krotkim w felietonie ani
nawet w calym cyklu felietonow. Niemniej chcielibysmy choc troche
pobudzic naszych Czytelnikow do zastanowienia sie nad tymi sprawami i
dlatego postanowilismy sie podzielic z nimi naszymi pogladami w tej
materii.
Na poczatek chcemy zrobic wyznanie o charakterze osobistym. Tak sie
zlozylo, ze kilkanascie lat przyszlo nam przepracowac na
uniwersytetach za granica i poznac od srodka organizacje nauki i
szkolnictwa wyzszego w innych krajach. Doszlismy do przekonania, ze
wiele trzeba u nas zmienic, biorac przyklad z tych krajow, ktore
osiagnieciami w nauce bija nas na glowe. Nasze rozwazania przedstawimy
w punktach, z ktorych dwa znajda sie w tym numerze, a reszta, jak
dobrze pojdzie, w nastepnych numerach NEUTRONOW.
1. Feudalizm w nauce
Organizacja polskiej nauki ma dwa zrodla: tradycje
dziewietnastowieczne, ktorych korzenie siegaja sredniowiecza, i
skopiowany od Wielkiego Brata socjalistyczny system zarzadzania nauka.
W sredniowieczu w praktyce wszystkie instytucje mialy strukture
hierarchiczna. W nauce byl zawsze jeden mistrz czyli profesor, reszte
stanowili czeladnicy i uczniowie czyli docenci i asystenci. System
taki przetrwal caly wiek dziewietnasty, a nawet poczatki dwudziestego.
Po drugiej wojnie swiatowej nowa wladza przystapila do organizacji
nauki i szkolnictwa wyzszego w Polsce, opierajac sie na tradycjach
dziewietnastowiecznych i sprawdzonych wzorach ze wschodu. W panstwie
totalitarnym nic nie moze odbywac sie spontanicznie, wszystko musi byc
pod kontrola. Nie wolno sprzedawac obrazow, wystepowac w teatrze lub
wydawac ksiazek, jesli sie nie jest czlonkiem odpowiedniego zwiazku
plastykow, aktorow lub pisarzy, kontrolowanego przez partie. Dlatego
tez powstala Polska Akademia Nauk, kierowana przez Sekretarza
Naukowego, ktorym byl zawsze wysoko notowany dzialacz partyjny.
Powstalo tez mnostwo komisji, w tym Centralna Komisja Kwalifikacyjna,
ktorych celem formalnie bylo dbanie o odpowiedni poziom kandydatow na
stopnie i tytuly naukowe. Jak to dzialalo w praktyce, wiemy bardzo
dobrze na przykladzie tzw. marcowych docentow. Ogromna liczba
rozmaitych szczebli zatwierdzania awansow (moj przyjaciel do uzyskania
tytulu profesora potrzebowal az trzynastu opinii) umozliwiala wladzom
wstrzymywanie awansu niepokornym lub "podpadnietym" w nieskonczonosc.
W taki to sposob deklarowana przez wladze autonomia wyzszych uczelni i
instytucji naukowych stala sie fikcja, podobnie jak fikcja byla
niezaleznosc parlamentu czy tez sadownictwa.
Po odzyskanie niepodleglosci w 1989 roku pojawila sie wspaniala okazja
zorganizowania nauki w Polsce wedlug zasad, ktore obowiazuja w krajach
o nowoczesnej strukturze spolecznej. W takich np. Stanach
Zjednoczonych nikt nie kontroluje poziomu prac doktorskich czy poziomu
kandydatow na profesorow. Uczelnia, ktora o to nie dba sama, staje sie
uczelnia drugiej lub trzeciej kategorii, a jej absolwenci nie maja
szans na zatrudnienie w przyzwoitej instytucji. Nikt odgornie nie
steruje nauka, Akademia jest zgromadzeniem wybitnych uczonych i nie ma
zadnych uprawnien administracyjnych. Mimo to Stany Zjednoczone maja
wiecej laureatow nagrody Nobla niz wszystkie inne kraje razem wziete.
Nasuwa sie pytanie, dlaczego nie dokonano w Polsce reformy nauki i
szkolnictwa wyzszego i dlaczego w 1992 roku powstala ustawa, ktora w
niektorych swych postanowieniach wrecz przeczy zdrowemu rozsadkowi?
Moj przyjaciel sadzi, ze powod jest niestety ten sam, co w przypadku
sluzby zdrowia. Prawo decydowania o zmianach jest w rekach tych, dla
ktorych obecna sytuacja jest korzystna. Jak mozna wymagac od
ordynatora oddzialu, ktory nie placac podatkow i wykorzystujac
personel i wyposazenie szpitala, osiaga ogromne dochody z lapowek, aby
chcial zabic kure, ktora mu znosi zlote jajka? Czy ktorykolwiek
"belwederski" profesor, ktory ma pare juz tylko lat do emerytury,
zrezygnuje dobrowolnie ze swej nienaturalnie uprzywilejowanej pozycji?
Sprawa reformy nauki i szkolnictwa wyzszego ma, naszym zdaniem,
szczegolne znaczenie w obecnej sytuacji finansowej. Mlodych ludzi,
zdolnych i zadnych wiedzy, nie mozna przyciagnac do nauki obietnica
zarobkow, ale mozna i trzeba ich zachecic perspektywa szybkiego awansu
naukowego. Dzis rozpoczynajacy kariere mlody naukowiec lub nauczyciel
akademicki ma przed soba 20-30 lat pracy w charakterze ucznia i
czeladnika, podczas gdy w prywatnych firmach pelno jest
trzydziestolatkow na stanowiskach dyrektorow, zarabiajacych 10 razy
wiecej niz on. Nie ma watpliwosci, ze grozi nam luka pokoleniowa w
nauce, ale postarajmy sie zmniejszyc do minimum jej skutki.
2. Habilitacja
W naszym przekonaniu jednym z niezwykle szkodliwch reliktow minionej
epoki jest nieszczesny podzial pracownikow naukowych i nauczycieli
akademickich na samodzielnych i niesamodzielnych. We wszystkich
krajach anglosaskich, wlaczajac w to rowniez USA, mlody czlowiek
obejmujacy po doktoracie funkcje nauczyciela akademickiego, uzyskuje
wszystkie prawa, a przede wszystkim prawo prowadzenia prac
doktorskich. W Stanach Zjednoczonych ma on stanowisko "Assistant
Profesor", w Wielkiej Brytanii lub np. w Poludniowej Afryce
"Lecturer". Jest on w pelni odpowiedzialny za tresc i forme
prowadzonyh siebie wykladow, a jego dzialalnosc nie ma w zadnej mierze
charakteru pomocniczego. U nas adiunktowi z kilkudziesiecioletnia
nieraz praktyka Dyrektor Instytutu moze powierzyc wyklad dopiero po
uzyskaniu formalnej zgody Rady Wydzialu. Cala procedura jest
ponizajaca dla kandydata na wykladowce i stanowi klasyczny przyklad
biurokratycznego bezsensu.
Narzedziem, ktore sluzy do namaszczania niesamodzielnych i
przeksztalcanie ich w samodzielnych jest habilitacja. Pozornie nie ma
w tym nic zlego, ze mlody pracownik naukowy lub nauczyciel akademicki
zmuszony jest do wyprodukowania pewnej liczby samodzielnych prac,
napisania rozprawy habilitacyjnej i zdania kolokwium. Niestety w
dzisiejszych czasach nauka jest w coraz wiekszym stopniu dzialalnoscia
zespolowa i odsuniecie zdolnego, ale niestety mlodego pracownika
naukowego od mozliwosci wspolpracy z troche mlodszymi od siebie przez
opiekowanie sie ich doktoratami jest wysoce niekorzystne i dla
delikwenta i dla samej nauki, ktorej kierowanie spoczywa wylacznie w
rekach starych rutyniarzy. I tak w wielu wypadkach najbardziej tworcze
lata naszych geniuszy sa stracone, chyba ze geniusz wyjedzie za
granice, gdzie poznaja sie na jego genialnosci i zaoferuja mu
stanowisko profesora z pensja wielokrotnie wyzsza od tej w kraju.
Zwolennicy habilitacji powoluja sie zwykle na przyklad Niemiec, gdzie
sa "prywatni docenci", lub Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje wyzszy
stopien naukowy "Doctor of Science". Niemcy, podobnie jak wiele innych
krajow europejskich, maja przestarzaly system kierowania nauka i chyba
ich osiagniecia naukowe nie dorownuja sukcesom w gospodarce i w innych
dziedzinach. W Wielkiej Brytanii, podobnie jak i w Poludniowej Afryce,
stopien doktora nauk nie ma obecnie zadnego znaczenia przy awansach
naukowych, a zdobywaja go nieliczni hobbisci. Warto tez dodac, ze jego
uzyskanie jest bardzo proste i zadna komisja kwalifikacyjna nie
zatwierdza decyzji Senatu uczelni. Nie ma tez, o zgrozo, zadnego
kolokwium.
Moj przyjaciel sam nie jest najmlodszy, ale uwaza, ze wiek nie daje
automatycznie prawa do tego, aby miec zawsze racje. Swiat jest pelen
zarowno madrych starcow jak i zidiocialych staruszkow. W tym, co
piszemy na temat nauki, nie wszystko musi byc prawda, dlatego tez z
nadzieja oczekujemy na to, ze nasi Czytelnicy zechca przedstawic w
naszym pismie wlasne poglady na sprawy przez nas nieporuszone i te, o
ktorych nie wspomnielismy. Tylko dyskusja, w ktorej biora udzial
wszyscy, a glos maja nie tylko profesorowie, ale i adiunkci, a nawet
asystenci, moze doprowdzic do jakze koniecznych zmian w polskiej
nauce.
JAM
**********************************************************************
ZYCIE "Z KROPKA" A ELEKTROWNIE JADROWE
Dziennik ZYCIE z "kropka" w poniedzialkowym numerze z dnia 3 sierpnia
1998 roku zamiescil calostronnicowy artykul o elektrowniach jadrowych
piora Pani Redaktor Katarzyny Wypustek. Zawiera on znaczna liczbe
stwierdzen nieprawdziwych, tendencyjnych i nierzetelnych i trudno ten
fakt pominac milczeniem.
Juz sam tytul jest frapujacy: ATOMOWE BOMBY NOWOCZESNEJ EUROPY, a tymi
bombami sa elektrownie atomowe, a ciekaw jestem jak bez nich zylaby
Francja czy Litwa gdzie dostarczaja one ponad 70% ogolnej ilosci
energii elektrycznej.
Dalej dowiadujemy sie, ze w elektrowni Ignalina na Litwie pracuja
alkoholicy, narkomani i chorzy psychicznie, nic w tym dziwnego w
kazdym zakladzie pracy sklad pracownikow nie odbiega od przekroju
spoleczenstwa, ale dlatego stosuje sie specjalne badania i testy by
takich ludzi odsunac od kierowania odpowiedzialnymi urzadzeniami
(patrz badania pilotow lotniczych czy maszynistow kolejowych). Znane
sa sposoby zatrudniania ludzi odpowiedzialnych, ich badania i stalej
weryfikacji. Watpie czy jest to powszechnie znane, ale operatorzy
amerykanskich elektrowni atomowych kilka razy do roku przechodza
szkolenia na symulatorach i musza wykazac sie szybka, prawidlowa i
odpowiedzialna reakcja w sytuacjach stresowych, a pelnowymiarowy
symulator jest instalowany w biezacym roku w Ignalinie dzieki pomocy
panstw Unii Europejskiej.
Prawda jest, ze reaktory typu RBMK maja dodatni wspolczynnik
reaktywnosci, ale nie wynika to tylko z ich konstrukcji (jak
wyjasniaja anonimowi lub obawiajacy sie ujawnienia eksperci z IEA), a
rowniez ze stosowanego paliwa i planowania kampanii paliwowej. Po
katastrofie w Czarnobylu zmieniono wzbogacenie paliwa, dodano
wypalajaca sie trucizne (pierwiastek erb) i zmodyfikowano sposob
ladowania paliwa, co pozwolilo na znacznie zmniejszenie tego
wspolczynnika, choc pozostaje on nadal dodatni w pewnych okresach
kampanii paliwowej czy pracy przy obnizonej mocy reaktora. Zdolnosc
tzw. samowygaszania sie tych reaktorow zostala znacznie polepszona i
sadze, ze dzieki odpowiednim procedurom postepowania, a przede
wszystkim znajomosci tych zagadnien (a przed Czarnobylem znane one
byly tylko konstruktorom a nie operatorom tych reaktorow) taka awaria
(reaktywnosciowa) nie bedzie juz miala miejsca.
Prawda jest, ze Polska otoczona jest elektrowniami jadrowymi, dlatego
wlasnie powinna istniec kadra specjalistow, ktorzy beda mogli
dostarczac pelna, rzetelna, wiarygodna i odpowiedzialna informacje gdy
cos wydarzy sie w tych elektrowniach, jak stwierdzil Prezes PAA
cytowany w tym artykule. Ale w dalszej czesci jego wypowiedzi
znalazla sie informacja, ktora musze dokladnie zacytowac: "W tym roku
na jesieni bedzie awaria w wegierskim Paksz i Ignalinie". Nie wierze,
ze tak powiedzial. To jest okrutne przeklamanie dziennikarskie,
chodzi o systematycznie prowadzone szkolenia i cwiczenia jak maja
postepowac odpowiednie sluzby obrony cywilnej, gdyby taka awaria miala
miejsce. Nie mozna wtedy liczyc na improwizacje, to tak jak w wojsku
zawsze prowadzi sie cwiczenia i manewry.
Pozostaje jeszcze sprawa Mochovcow. W poprzednim numerze NEUTRONOW
zamiescilismy relacje specjalisty Dozoru Jadrowego z wizyty i sytuacja
daleko odbiega o tego co pisze sie w prasie. Postepowanie strony
slowackiej wydaje sie odpowiedzilane, nacechowane znajomoscia i
zrozumieniem spraw technicznych oraz rzetelnym i spokojnym podejsciem
do calego zagadnienia uruchamiania elektrowni. Nie ma juz miejsca
taka "szturmowszczyzna", o ktorej slyszalo sie przy uruchamianiu na
przyklad elektrowni w Bulgarii, ale to mialo miejsce ponad 25 lat temu
i bardzo wiele sie od tego czasu zmienilo.
W artykule podany jest spis siedmiu najwiekszych awarii w
elektrowniach atomowych, a w rzeczywistosci chodzi o awarie w
zakladach jadrowych, a w samych elektrowniach byly cztery awarie
(jeden incydent, ktorego charakter postaram sie wyjasnic), a dwie z
wydostaniem sie produktow radioaktywnych do atmosfery i obie przed
1976 rokiem.
Jeszcze tylko, za Prezesem PAA, chce podkreslic pozytywny fakt:
"Dzieki zaniechaniu Zarnowca przeskoczylismy jednak pewien etap
technologiczny i jesli bedziemy budowac wlasne reaktory, w przyszlosci
na pewno bedziemy miec wiekszy wybor" i beda to reaktory
nowoczesniejsze. Moze nie tak jak w wizji montowania w fabryce i
dostarczania gotowej elektrowni, ale zblizonym do tego scenariuszu.
Pozostaje jeszcze, jak zawsze kluczowa sprawa kadry eksploatujacej -
to jest teraz najwazniejsze zadanie, gdyz oni na codzien odpowiadaja
za bezpieczenstwo kazdego urzadzenia, fabryki czy elektrowni.
Andrzej T. Mikulski
PS1: Elektrownia w Mochovcach zostala wylaczona 30 lipca br. na okres
10 dni celem przeprowadzenia przewidzianych planem testow przed
oddaniem jej do eksploatacji z koncem sierpnia br.
PS2: Gazeta Wyborcza tez pisala o elektrowniach atomowych w dniu 13
sierpnia br., ale o tym nastepnym razem.
**********************************************************************
CIEKAWOSTKI Z PRASY
W czwartek 9 lipca o godz. 12 rozpocznie sie posiedzenie Komitetu
Ekonomicznego Rady Ministrow, a porzadek obrad przewiduje rozpatrzenie
nastepujacych dokumentow:
....
10.1. Projekt uchwaly Rady Ministrow w sprawie przyznania Ministerstwu
Spraw Zagranicznych z ogolnej rezerwy budzetowej srodkow
przeznaczonych na pokrycie drugiej raty polskiego udzialu w
sfinansowaniu budowy nowego sarkofagu dla zniszczonego reaktora w
elektrowni atomowej w Czarnobylu.
....
Biuletyn Tygodniowy, 6-12.07.98
----------------------------------------------------------------------
EFEKTY - DEFEKTY
....
Uzytkownicy telefonow stacjonarnych z woj. stolecznego od przyszlego
roku beda placic rowniez za polaczenia telefoniczne, ktore nie zostaly
zrealizowane. Do tego czasu wszystkie stare centrale zostana
wymienione na nowoczesne, cyfrowe - pisze Zycie Warszawy.
Nowoczesne centrale musza widac naciagnac, aby polaczyc.
....
Przeglad Techniczny, nr 7/98, 15-02-1998
----------------------------------------------------------------------
NALEPKI CZY MYTO?
....
Stacje poboru oplat [za przejazd autostrada] obsluguje sie recznie.
Kazdy pojazd musi sie zatrzymac chocby na kilkanascie sekund
(pieniadze, reszta, kwitek do reki). Rosnie emisja spalin, przybywa
stanowisk, czyli "bramek". Pod ich budowe, a takze budowe pasow
dojazdowych, trzeba pozyskiwac coraz to nowe tereny. Znaczne. Wedlug
polskich przepisow, minimalna dlugosc placu dojazdowego i wyjazdowego
wynosi 150 m.
To kosztuje. Razem ze wszystkimi urzadzeniami (budki, automaty
biletowe, podnoszone szlabany itp.) - nawet bardzo duzo. Szacuje sie,
ze stacje poboru myta podnosza koszty budowy autostrad mniej wiecej o
20%. Do tego trzeba doliczyc koszty dodatkowej kontroli: "lewe"
dochody "bramkarzy" nie naleza do rzadkosci.
....
Moze latwiej pojdzie z winietkami lub - jak kto woli - etykietami. Za
takim sposobem pobierania oplat za korzystanie z autostrad opowiada
sie coraz wiecej fachowcow i politykow w krajach Unii Europejskiej.
Ich zdaniem, wczesniej czy pozniej konieczne stanie sie ujednolicenie
systemow pobierania oplat. Powinien to byc jeden miedzynarodowy
system europejski, oparty wlasnie na etykietach.
Taka nazwa przyjela sie juz w Austrii, ktore jako pierwsza w Uni
Europejskiej wprowadzila te forme oplaty za uzytkowanie autostrad.
Etykiety autostradowe obowiazuja od grudnia 1996 r. wszystkich
kierowcow pojazdow, takze obcokrajowcow udajacych sie do Austri na
urlop lub przejezdzajacych tranzytem. Obowiazuja jedynie przy
korzystaniu z sieci drog o wysokiej randze, a wiec glownie autostrad i
innych drug szybkiego ruchu.
Etykiet okazaly sie dobrym interesem, przede wszystkim skutecznym. Co
dziwniejsze, kierowcy szybko je zaakceptowali.
A u nas:
Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, ale wiadomo u ile zaplacimy za
przejazd odcinkiem autostrady A-1 z Krakowa do Katowic. Wypada 7 zl,
jako, ze cene przejazdu 1 km autostrady ustalono w umowie koncesyjnej
na 11,5 grosza. A kilometrow jest 60,9.
Przeglad Techniczny, nr 7/98, 15-02-1998
------------
OD REDAKCJI:
Oczekujemy od naszych czytelnikow krotkich ciekawych wiadomosci na
rozne tematy, nie wszyscy czytaja wiele tytulow prasowych, a zawsze
mozna dowiedziec sie interesujach rzeczy.
**********************************************************************
WYZSZA DRABINA NA GRUSZE IPJotu
Wykorzystanie przez pracownika co najmniej dwoch tygodni urlopu (czyli
11 dni w dotychczasowym sposobie liczenia) bylo zawsze warunkiem
uzyskania doplaty z funduszu socjalnego - popularnie nazywanej
"grusza". W ten sposob pracodawca zachecal do wywiazania sie z
prawa/obowiazku, aby przynajmniej jedna czesc wypoczynku byla nie
krotsza od minimum okreslonego ustawa prawa pracy. W zeszlym roku nowa
ustawa zmienila jednak sposob rozliczania sobot (nie wlicza sie ich do
wymiaru urlopu), co wprowadzilo szereg logicznych zmian w odpowiednich
przepisach, od ustalenia nowego wymiaru urlopu poczynajac. Miedzy
innymi 11 dni minimum pozornie zmalalo do 10 - bo w tej chwili dwa
tygodnie to 2 x 5 dni pracy.
IEA automatycznie dostosowal swoje wewnetrzne wytyczne wyplacania
"gruszy" do nowych wymogow Prawa Pracy i doplate otrzymuja pracownicy
po zlozeniu wniosku urlopowego na 10 dni. W IPJ jednak ciagle zada sie
11 dni - czyli dwoch tygodni i jednego dnia. Jak ustalily NEUTRONY
temu stanowi rzeczy winna jest pewna urzedniczka administracji, ktora
nie moze zrozumiec zasady nadrzednosci prawa wyzszego rzedu (Ustawy
uchwalonej przez Sejm, zatwierdzonej przez Senat, podpisanej przez
Prezydenta RP i ogloszonej w Dzienniku Ustaw) nad wewnetrznym
instrukcjami "prawa powielaczowego" rezerwatu pracy chronionej za
Wolka Mladzka.
Czy dla zniesienia tego jawnego absurdu bedziemy musieli obrzucic
Dyrekcje IPJ srubami? Na zdrowy rozsadek kadr liczyc raczej nie mozna.
MAR
**********************************************************************
"KONTRAKTU" z NETIA - CIAG DALSZY
Sadzilem, ze moja wypowiedz w numerze 15/31 NEUTRONOW na temat
kontraktu z NETIA zamknie ten temat. Ale okazuje sie, ze zycie
wskazuje na potrzebe jego kontynuacji. Wraca on jak przyslowiowy
bumerang, poniewaz zaistnialy nowe okolicznosci, ktore moim skromnym
zdaniem moga okazac sie korzystne dla IPJ. Dlatego przepraszam
wszystkich czytelnikow NEUTRONOW oraz osoby bezposrednio
zainteresowane tym "KONTRAKTEM" za jego ponowne wywolywanie. Zgodnie z
zawarta niezbyt fortunnie UMOWA O WSPOLPRACY, NETIA zobowiazala sie do
wybudowania w IPJ sieci telekomunikacyjnej w terminie do dn.
31.05.1998r. Termin ten nie zostal dotrzymany. Istnieje wiec mozliwosc
i koniecznosc renegocjacji tej umowy. Podstawe prawna stanowi art. 491
(1 KODEKSU CYWILNEGO. Dlatego proponuje aby Dyrekcja IPJ wystapila do
NETII z zadaniem "niezwlocznego" wykonania zaleglych prac w terminie
przez siebie okreslonym. W przypadku niedotrzymania tego terminu,
nalezy podjac rozmowy z NETIA na temat korekty zawartej umowy.
Korekta ta powinna przede wszystkim dotyczyc:
1. zwiekszenia liczby ze 100 do realnych potrzeb, linii telefonicznych
w grupie CENTREX uprawnionych do bezplatnych polaczen,
2. dania uprawnien aparatom telefonicznym zainstalowanych w grupie
CENTREX do prowadzenia bezplatnych rozmow telefonicznych ze
wszystkimi jednostkami organizacyjnymi i podmiotami gospodarczymi
zlokalizowanymi w obrebie Osrodka,
3. przejecia przez NETIE linii telefonicznych do bezposredniej
lacznosci ze Straza Pozarna i Zakladem Energetycznym w Otwocku oraz
Zakladem IPJ w Warszawie przy ul. Hozej, na warunkach dotychczas
obowiazujacych,
4. ustalenia z NETIA ostatecznego terminu uruchomienia lacznosci.
Podalem wyzej tylko podstawowe przyklady zmiany "UMOWY O WSPOLPRACY"
jakie powinny moim zdaniem byc osiagniete w wyniku renegocjacji.
Konczac uwazam, ze taka renegocjacja jest konieczna, poniewaz wierze,
iz w Instytucie Problemow Jadrowych nie ma osoby (lub osob)
zainteresowanych aby "Kontrakt Pietnastolecia" byl wylacznie korzystny
dla NETII.
Z wyrazami szacunku
Jozef Binder
30.07.1998
**********************************************************************
LIST DO REDAKCJI
Osobom zainteresowanym tematem terazniejszosci i przyszlosci badan
struktury jadra w IPJ polecam lekture na stronach WWW:
http://india.cyf.gov.pl/symp98.htm
R.K. (Radoslaw Kaczarowski)
**********************************************************************
IN MEMORIAM
W dniu 23 lipca 1998 roku pochowalismy na Cmentarzu Parafialnym w
Brwinowie zmarlego 19 lipca Mariana Kielkiewicza. Czas na chwile
refleksji nad grobem zmarlego przyjaciela.
Mariana poznalem pare dni przed jego wyjazdem na stypendium do MIT w
mieszkaniu prof. P.J.Nowackiego, ktory zaproponowal mu pare tygodni
wczesniej prace jako swojemu uczniowi w powolanej Katedrze Energetyki
Jadrowej na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. Po okolo
poltora roku, w lecie 1962 roku, Marian powrocil przywozac dyplom
ukonczenia MIT Nuclear Engineering Department oraz stos unikalnych
ksiazek i skryptow glownie z techniki reaktorowej. Zdobyta wiedze i
doswiadczenie zaczal przekazywac studentom studiow podyplomowych z
zakresu techniki jadrowej i studentom studiow magisterskich ze
specjalnosci inzynieria reaktorowa. W ciagu paru lat stal sie jak to
okreslil prof. Nowacki "centralna postacia w kraju w zakresie
szkolenia reaktorowego". Jego wyklady z fizyki reaktorow jadrowych
cieszyly sie ogromnym uznaniem sluchaczy, a o opieke nad praca
magisterska trzeba bylo czekac w kolejce. Przygotowywal wlasna
rozprawe doktorska z zastosowania funkcjonalow Volterry i rownoczesnie
nieformalnie a faktycznie prowadzil kilka prac doktorskich.
W roku 1970 powolano Zaklad Reaktorow Jadrowych i Gospodarki
Energetycznej PW w miejsce trzech zlikwidowanych katedr i w krotkim
czasie mianowano Mariana Kielkiewicza docentem i kierownikiem
utworzonego zakladu. Tak oto do licznych zajec dydaktycznych doszly
trudne sprawy organizacyjne. Lata po 1970 roku to okres
przygotowywania Zarnowca. Zatem organizacja studiow podyplomowych,
prowadzenie prac badawczych z bezpieczenstwa reaktorow, pisanie
ksiazek i skryptow, prowadzenie kilkunastu prac doktorskich i okolo
stu prac magisterskich.
Po roku 1989 zgodnie z nowymi wymaganiami pracowal Marian nad
habilitacja i w efekcie habilitowal sie z dynamiki aerozoli.
Podobno o wielkosci czlowieka mowia jego dokonania i wplyw na przyszle
dokonania uczniow. W tym kontekscie nie jestem wladny dokonac oceny
dorobku Mariana Kielkiewicza. Ocene pozostawiam uczniom. Ja pochowalem
szlachetnego czlowieka i serdeczego przyjaciela.
Janusz Adamski
**********************************************************************
* *
* Nowych Czytelnikow, ktorzy chca regularnie otrzymywac NEUTRONY, *
* prosimy o przeslanie adresu swojej poczty elektronicznej *
* ktoremukolwiek z czlonkow Redakcji. W identyczny sposob prosimy *
* dostarczac materialy do publikacji. *
* *
**********************************************************************
* *
* REDAKCJA: *
* Krzysztof Andrzejewski (IEA): e02ka@cx1.cyf.gov.pl *
* Janusz Mika (IEA): mika@waw.pdi.net *
* Andrzej T. Mikulski (ORB): mikulski@cx1.cyf.gov.pl *
* Marek A. Rabinski (IPJ): rabinski@ipj.gov.pl *
* *
**********************************************************************