**********************************************************************
*                                                                    *
*    #   #   ####   #   #   #####   ####     ###    #   #   #   #    *
*    ##  #   #      #   #     #     #   #   #   #   ##  #   #   #    *
*    # # #   ###    #   #     #     #   #   #   #   # # #    # #     *
*    #  ##   #      #   #     #     ####    #   #   #  ##     #      *
*    #   #   ####    ###      #     #   #    ###    #   #     #      *
*                                                                    *
*--------------------------------------------------------------------*
*       NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe       *
*                    Ośrodka Atomistyki w Świerku                    *
*    Nr 17 (59) / 1999                             3 grudnia 1999    *
**********************************************************************
 
W NUMERZE:
- Polak potrafi
- Obyczaje współczesnego inteligenta
- Nauka w oczach przedstawicieli władz państwowych
- Czachor-Rabiński - pyskówka programowa
- Kaczarowski strikes again!
- Księga poparcia dla zielonej euro-złotówki
- Prawdziwe i fałszywe bezrobocie w Niemczech
- Ze sportu - medal od Prezydenta w naszej Redakcji

W NASTĘPNYM NUMERZE:
- Studencki spis metod dowodzenia twierdzeń
- Some R&D figures from United States
- Koniec roku (ale nie wieku i millennium)

**********************************************************************

OD REDAKCJI:


W poprzednim numerze JAM narzekał na brak w naszym piśmie
kontrowersyjnych artykułów, polemik i wzajemnych pretensji. No i
wykrakał. W tym numerze wszyscy (prawie) piszący mają do kogoś lub o
coś jakieś pretensje. Po długim milczeniu odezwał się etatowy krytyk
Dyrekcji IPJ, orędownik JOW-ów starł się z naszym redakcyjnym kolegą,
JAM napadł na polską inteligencję, a nasz zagraniczny korespondent ma
pretensję do niemieckich bezrobotnych. Mamy jednak nadzieję, że przed
Świętami emocje opadną i ostatni w tym roku numer będzie znacznie
łagodniejszy.

**********************************************************************

NASZ CZŁOWIEK ODNOSI SUKCESY W ROSJI

Z prawdziwą satysfakcją informujemy naszych Czytelników o tym, że
praca habilitacyjna na temat "Badanie uporządkowania atomowego w
roztworach stałych", za którą pracownik IEA, Ludwik Dąbrowski,
otrzymał w czerwcu 1998 r. na Uniwersytecie Moskiewskim im. Łomonosowa
stopień doktora nauk czyli nasz stopień doktora habilitowanego,
została wyróżniona przez Prezydium Najwyższej Komisji Kwalifikacyjnej
Federacji Rosyjskiej. Od 1976 r. Prezydium wydaje 6 razy do roku
Biuletyn, a w nim streszczenia prac habilitacyjnych, które rekomenduje
do opublikowania przez Prezydium NKKFR w postaci monografii. W numerze
5. z 1999 r. ukazało się streszczenie pracy Ludwika Dąbrowskiego.
Autor streszczenia pisze, między innymi, że wyniki pracy
habilitacyjnej stanowią nowe ogromne osiągnięcie w dziedzinie badania
uporządkowania bliskiego i dalekiego zasięgu w ciałach stałych. 

Dr hab. Ludwik Dąbrowski zapowiada ukończenie pracy nad monografią w
połowie przyszłego roku, po czym ma zamiar przystąpić do pisania
następnej monografii z kolegami z Rosji.

Dla informacji Czytelników warto zaznaczyć, że Biuletyn ukazuje się 6
razy w roku, a Nr 5. rekomenduje tylko 6 prac ze wszystkich możliwych
dziedzin nauki w całej Rosji. Widzimy więc, że wyróżnienie jest
niezmiernie rzadkie. Serdecznie gratulujemy Autorowi, a także
Instytutowi Energii Atomowej, który w gronie pracowników nauki ma tak
znakomitego reprezentanta.

                                                              Redakcja

**********************************************************************

OSKARŻENIA I KALUMNIE

Ładnych kilka miesięcy temu w prasie ukazała się wiadomość o tym, że
książka profesora A z uczelni B w mieście C (jednocześnie prorektora
do spraw dydaktycznych tej uczelni) została przedstawiona do nagrody
Ministerstwa Edukacji Narodowej. Do wniosku, na którym nie było
żadnego podpisu ani żadnej pieczątki, została dołączona opinia
profesora D z pewnej uczelni amerykańskiej. Wszystko byłoby w
porządku, gdyby nie to, że profesor E, członek Rady Wydziału, na
której rozpatrywano sprawę nagród, okazał się chorobliwie dociekliwy i
wkrótce wykrył, iż profesor D z Ameryki jest specjalistą w dziedzinie,
która nie ma nic wspólnego z tematem książki. A poza tym nie tylko nie
napisał recenzji, ale nie przeczytał książki, a nawet nie miał jej
nigdy w ręku. 

Cała sprawa jest bardzo nieprzyjemna i budzi zrozumiały niesmak, ale
nie powinna, zdaniem mojego przyjaciela, nikogo specjalnie dziwić.
Uczeni nie różnią się znów tak bardzo od reszty społeczeństwa i muszą
się wśród nich trafiać od czasu do czasu tacy, co chcą zrobić karierę
za wszelką cenę. Oszustwa w nauce zdarzają się wszędzie, choć w
ustrojach totalitarnych częściej niż gdzie indziej. Pamiętamy
osławioną odkrywczynię zjawiska powstawania życia w probówce, Olgę
Lepieszyńską, która filmowała niszczenie żywej istoty i puszczała
potem film w odwrotnym kierunku, albo całą działalność Trofima
Łysenki, która była jednym wielkim oszustwem. Ale we wszystkich
demokratycznych krajach istnieją mechanizmy, które skutecznie
eliminują oszustów z grona uczonych i nauczycieli akademickich.
Ponieważ Polska jest krajem demokratycznym, zdawać by się mogło, że
sprawa, o której piszemy, jest już dawno załatwiona, a profesor A w
niesławie opuścił grono pracowników uczelni. 

Niestety, rzeczywistość w Polsce, kreowana przez pazernych na władzę i
pieniądze polityków różnych szczebli, poczynając od ministrów aż po
tzw. samorządowców, dostarcza całkiem innych wzorców postępowania. Oto
poseł pobiera miesięcznie sumę dwóch tysięcy złotych za doradzanie
szefowi od sportu, jak ma on prowadzić współpracę z Kościołem. Inny
poseł oskarżony i skazany przez sąd za popełnienie plagiatu dopiero po
ośmiu czy dziewięciu latach od wybuchu skandalu traci wysokie
stanowisko we władzach swojej partii. Szefowie (pełnosprawni) związku
niepełnosprawnych kupują sobie za pieniądze związku luksusowe auta.
Warszawscy radni bez zmrużenia oka każą sobie wypłacić diety dojazdowe
za miesiąc, w którym z powodu wakacji nie odbyło się ani jedno
posiedzenie, w wysokości przewyższającej prawie dwukrotnie miesięczną
pensję pielęgniarki.

Do takiej atmosfery moralnej znakomicie się dostosowali koledzy
profesora A z uczelni B. Najpierw rektor przez dłuższy czas krył
kolegę prorektora udając, że nic się nie stało. Z tego też powodu
przepadł w ostatnich wyborach i nie załapał się na następną kadencję.
Większość kolegów profesora A ma pretensję nie do niego, a do
profesora D, który swoim wścibstwem przyczynił wszystkim tyle
kłopotów. Pani dr F, na przykład, powiada o profesorze A, że jest to
człowiek prawy, co brzydzi się fałszem i kłamstwem. Pani profesor G w
ogóle nie chce rozmawiać o profesorze D. Przeciwko niemu są także inni
nauczyciele akademiccy, a także panie z rektoratu, które dziwią się
temu, że o tak głupią sprawę robi się międzynarodową aferę. Nowy
rektor zapytany o to, czy podziękował profesorowi D za to, że ten
wykrył oszustwo odparł: "A dlaczego miałbym mu dziękować?" Ale tak
naprawdę w podzięce za swój postępek profesor D już stracił stanowisko
wicedyrektora Instytutu, a przedłużenie jego kontraktu profesorskiego
stoi pod znakiem zapytania.

W "Róży" Żeromskiego inteligent Przewłocki zapytany, dlaczego postąpił
szlachetnie wbrew własnym korzyściom, odpowiedział: "Bo takie są moje
obyczaje". Jakie są obyczaje współczesnych polskich inteligentów,
każdy widzi.

                                                                   JAM

**********************************************************************

KOMITET RATOWANIA NAUKI POLSKIEJ - 9 XI 1999

Śmiało pożyczać i inwestować w rozwój, albo zaciskać pasa i czekać na
lepsze czasy - to były wzajemnie się kontrujące postawy uczestników
ostatniego spotkania Komitetu Ratowania Nauki Polskiej. Spotkania
nader interesującego, bo po raz pierwszy "strona rządowa" określiła na
nim zasady polityki Państwa wobec nauki, edukacji i techniki, czyli
wobec sfery NET. Tym bardziej żałować należy, że tym razem sala była
dość pusta - było nas, naukowców, jak na lekarstwo. Zresztą, strony
rządowej też było skąpo - doradca Premiera W.Kuczyński, K.Frąckowiak
jako przedstawiciel KBNu.

Aby zilustrować atmosferę tego spotkania naszkicuję niektóre
wypowiedzi, te - które zdążyłem zanotować. Z.Królak, przytoczywszy na
wstępie klasyczną maksymę L. von Steina "państwo bez zadłużenia
państwowego czyni albo za mało dla przyszłych pokoleń, albo żąda za
wiele od pokolenia współczesnego", podał szereg liczb ilustrujących
rolę kredytów długoterminowych w rozwoju ekonomicznych potęg, takich
jak USA, Niemcy, Włochy i inni, a także europejskich słabeuszy.
Podczas gdy my gadamy o autostradach, Portugalia w r. 1994 wzięła
kredyty na poziomie 10 razy większym (na głowę mieszkańca) niż Polska
i zbudowali od tego czasu 2.5 tys. km dróg i autostrad. Okazuje się,
że zadłużenie Polski, biednej ale za to cnotliwej, jest znacznie
niższe niż średnie zadłużenie (znów na głowę) w Unii Europejskiej. To
błąd - twierdził Królak. Można i trzeba pożyczać i inwestować. W
gospodarce XXI wieku to innowacje, a nie ostrożność i nadwyżka
budżetowa będą głównymi bodźcami rozwoju.

Poparł tę ocenę J. Żyżyński: gospodarka państwa potrzebuje deficytu -
to nie gospodarstwo domowe. Udział wydatków na rozwój musi w budżecie
wzrosnąć co najmniej dwukrotnie. Bez tego zostanie po nas motłoch. Nie
ma zamówień dla JBRów, bo prywatyzacja fatalna - sprzedawane są dobre
zakłady produkcyjne. To wrogi wykup.

W. Kuczyński nie przyjął tej koncepcji. Edukacja sprzyja
innowacyjności – to wystarczy. W finansach trzeba zadowolić się tym co
jest. Trudności rozwiązywać dwutorowo: zapewnić nauce dopływ ludzi i
środków metodą eliminowania "martwych gałęzi". 

Wg A. K. Wróblewskiego jest to typowy stosunek polskiego polityka do
problemów polskiej nauki, stosunek który martwi. Przytoczył ważką
liczbę: ponad 40% doktorów habilitowanych ma u nas ponad 60 lat. Z
takim zapleczem trudno biec nawet tylko tak szybko, aby stać w miejscu
(to z Alicji w krainie czarów).

K. Gawlikowski, mówiąc o obecnych elitach politycznych, wyraził
wątpliwości co do ich patriotyzmu. Po co rozwój - ironizował - wszak
można umiejętności życiowe Polaka zredukować do włączania i
wyłączania telewizora. Podkreślił brak priorytetów gospodarczych w
polityce gospodarczej. 

M. Daszkiewicz wyraził pogląd większości chyba obecnych: Rząd nie ma
polityki naukowej, wizji rozwoju sfery NET. I tu brutalne w swej
ostrości pytanie: jeśli jest inaczej, to jakie są rządowe priorytety w
tej sferze?

Oczekiwanie na odpowiedź w tej kluczowej kwestii było tłem dalszej
dyskusji, w które udział brało wiele osób, PT: A.Chmielewski,
J.Srebrny, K.Dołowy, D.Koradecka, A.Zięba i inni; (podaję nazwiska,
których jestem pewien). I odpowiedź taka padła, z ust K.Frąckowiaka. 

Czy nie mamy polityki naukowej? Jest. Oto jej podstawy i zasady:

a. na razie nasza gospodarka nie jest chłonna na polskie innowacje, a
   więc wysiłek finansowy włożony w badania jest marnotrawiony - co
   najwyżej wykorzysta je zagranica. A więc, zanim nasza gospodarka
   się wzmocni -
b. państwo będzie koncentrować wysiłek na utrzymaniu jakości edukacji
   w Polsce, oraz,
c. będzie podtrzymywać "czuwanie technologiczne" polskich ośrodków
   naukowych, czyli bieżącą świadomość światowego stanu osiągnięć,
   aby w każdej chwili być gotowym do zaabsorbowania,
   "spolonizowania", potrzebnej zagranicznej technologii.
d. Jeśli w tym okresie "czuwania" zdarzą się jakieś polskie
   innowacje, to miło. Na więcej nas nie stać.

Było to szczere i precyzyjne stwierdzenie - nie łudźcie się, jest tak
jak ma być! Przyznał też K.Frąckowiak, że liczne są przykłady
instytutów resortowych, które straciły podstawy utrzymania z chwilą
sprzedania naszych fabryk obcemu kapitałowi - ten, jeśli nawet utrzyma
produkcję, to ma swoje własne licencje.

Płaszczyzna Żyżyńskiego i Gawlikowskiego nie sprzyja porozumieniu 
reasumował W.Kuczyński - to jest płaszczyzna konfrontacji. Luka
pokoleniowa w nauce jest po prostu konsekwencją eksplozji
przedsiębiorczości wśród młodych ludzi w ostatnich latach. Dążcie do
porozumienia, podejmujcie w instytutach działalność edukacyjną,
unikajcie konfliktu ze sferami polityki. Nie - dla koncepcji kredytów
długoterminowych.

Piszący te słowa na zakończenie pozwolił sobie na przypomnienie
przypowieści o trzech sługach, z których każdy otrzymał pewną liczbę
talentów. Dwaj zainwestowali mądrze, i po roku zwrócili sumy
zwiększone w dwójnasób. Trzeci zaś - wytrawny monetarysta - dbał tylko
o to, by nie zgubić, by nic nie ukradli. Zakopał więc swój talent w
ziemi, bezpiecznie odczekał, i po roku oddał bez wzbogacenia. I
zgromił go Pan za jego nieudolność, i poznał ów sługa, co to płacz i
zgrzytanie zębów.

Czy talenty sfery NET - zakończyłem retorycznie - owe drożdże rozwoju
gospodarczego - mają wegetować, zakopane w instytutach, czekając na
lepsze czasy?

                                                             A.Czachor

**********************************************************************

NEUTRONY - SKĄD IDZIEMY I DOKĄD ZMIERZAMY?

W poprzednim numerze NEUTRONÓW zawiadomiliśmy Czytelników o spotkaniu
zorganizowanym przez Komitet Ratowania Nauki Polskiej (sprawozdanie z
tej imprezy zamieszczamy powyżej). Okazało się jednak, że jego
współorganizatorzy liczyli na znacznie poważniejszy udział Redakcji w
rozpropagowywaniu spotkań (i poglądów) przedstawicieli tej orientacji
naukowo-społecznej. Pozwalamy sobie przedstawić Państwu wymianę
korespondencji w tej sprawie, ponieważ dotyczy ona założeń
programowych naszego pisemka. 

ODPOWIEDŹ REDAKCJI NA PROPOZYCJĘ ZAMIESZCZENIA ANONSU:

Panie Andrzeju,

notkę o spotkaniu zamieścimy, ale moim zdaniem NEUTRONY nie są
odpowiednim forum dla tego typu anonsów, szczególnie na kilka godzin
przed terminem spotkania. Około 3/4 Czytelników mieszka za granicą,
poza Warszawą lub traktuje NEUTRONY jako nostalgiczny kontakt ze
środowiskiem Świerka, z którym stracili łączność przechodząc do
innych zawodów. Najchętniej uzupełniłbym wiadomość rzetelną
informacją, jak zainteresowani tematyką mogą się zapisywać na listę
dyskusyjną fuw-talk-l@ccfs1.fuw.edu.pl, na której mogą zabierać głos w
dyskusji, i będą na bieżąco informowani o kolejnych spotkaniach.
Anonse w NEUTRONACH na kilka godzin przed imprezą to moim zdaniem
niepoważna improwizacja organizatorów. Tylko serwer informacyjny
rozwiązuje sprawę zawiadomień o spotkaniach, seminariach itp.

Przy okazji pytanie: okrężną drogą dostałem informację pochodzącą od
p. Juliana Srebrnego, gdzie podany jest zupełnie inny tytuł spotkania
- dyskusji panelowej. Pełna dezinformacja !!!

Czekam na konkretne informacje o sposobie zapisu zainteresowanych na
wspomnianą listę dyskusyjna.

Pozdrowienia - Marek Rabiński

ODPOWIEDŹ NA ODPOWIEDŹ:

Drogi Panie Marku,

czy doprawdy mój skromny anons o spotkaniu KRNP zasłużył na tyle
irytacji? Otrzymałem go późno i późno przekazałem - to wszystko.
Wydaje mi się, że jest ogromną zaletą właśnie poczty elektronicznej,
że pozwala uzyskiwać informacje "z ostatniej chwili".

Trochę mnie rozczarowało to, że NEUTRONY maja głownie odbiorców
zagranicznych. Ciesząc się z tego, że jest ich wielu, proponuję
zmienić jednak trochę proporcje. Ostatecznie, to my tu w kraju mamy
więcej do zyskania lub stracenia w biegnących wydarzeniach niż nasi
zagraniczni koledzy i NEUTRONY winny starać się wpływać na sytuację
'hic et nunc'. Proponuję, by mi Pan pokazał listę adresów; mam
wrażenie że mogę ją wzbogacić o serię dobrych nazwisk ludzi, którzy
będą nie tylko czytelnikami, lecz także interesującymi respondentami i
komentatorami.

Mam trochę notatek z szeregu interesujących wydarzeń w ostatnim
tygodniu - RG JBR, narada n/t PIB w IMGW, spotkanie KRNP właśnie,
Konferencja Samorządowa "Poseł z każdego powiatu" w Nysie (znowu te
JOW), ale nie chciałbym znowu zasłużyć na reprymendę.

Pozdrowienia - Andrzej Czachor

KOMENTARZ:

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż moje lekko krytyczne uwagi
zastaną odebrane jako reprymenda i przejaw irytacji. Nie miałem takich
zamiarów. Ciągle jednak obstaję przy swoich poglądach co do braku
sensownych podstaw przekształcania się w słup ogłoszeniowy środowiska.
Od tego są serwery informacyjne i środowisko (to znaczy: IEA, IPJ,
Hoża, IChTJ, PAA, PTN a nawet IFPiLM) mogłoby wreszcie wspólnie taki
stworzyć. Poza tym NEUTRONY są pismem w cyberprzestrzeni (wymagającym
pewnego skomponowania ich układu graficznego), rozsyłanym przy pomocy
poczty elektronicznej (e-zine), a nie zbiorem doraźnych korespondencji
elektronicznych (e-maili). Te ostatnie (pisane na kolanie doraźne
zawiadomienia z ostatniej chwili) każdy do każdego może sam wysyłać
kiedy tylko zapragnie i w dowolnie niechlujnej graficznie formie.
Również ich treść może, najdelikatniej mówiąc, lekko rozmijać się z
prawdą. Zaś 'obdarowani korespondencją' mogą (przy odrobinie
umiejętności) zablokować sobie ten zalew niechcianej informacji.

Profil naszego pisemka ukształtował się spontanicznie. Szczęśliwie
przeszliśmy już etap dyskusji o telefonach, autobusach, ZOiT-cie, itp.
Dużym wyróżnieniem dla nas (wręcz nobilitacją) był udział prof.
Niewodniczańskiego w polemikach dotyczących reformy Świerka. Później
przez jakiś czas niektórzy wręcz przypisywali właśnie nam rozpętanie
piekła reformy instytutów. Trudno logicznie uzasadnić, że refleksje
JAMa na temat sztuki teatralnej o brzydkim tytule, recenzje
rozbieranego piktorialu na tle hali reaktora MARIA czy korespondencje
Marka Miki o drużynie piłkarskiej Kaiserslautern są związane z
atomistycznym profilem NEUTRONÓW - natomiast heroiczne zmagania
Komitetu Ratowania Nauki Polskiej czy ustrojowa walka o jednomandatowe
okręgi wyborcze nie są.

Pojawia się jednak zasadnicze pytanie, czy ci, którym odpowiada
dotychczasowy profil naszego pisemka, chcieliby zmiany jego image lub
zasypywania lawiną doniesień o seminariach sprawozdawczo-wybiórczych,
odczytach dla inteligentnych inaczej, apelach o dalszy rozwój i
postęp, mszach w intencji, demonstracjach przeciw, wyrzucaniu płodów
na tory, blokadach dróg dla poparcia itp. 

Nie mamy nic przeciw akcjom upowszechniania NEUTRONÓW w coraz to
nowych środowiskach lub przeciw urozmaicaniu tematyki, ale
przekształcenia pisma w organ bojowników o jednomandatowe gminy
wyborcze raczej nie bierzemy pod uwagę. W Redakcji nie ma nawet ani
jednego zwolennika tej opcji ustrojowej. Jeśli chodzi o powiększanie
listy Czytelników, to mieliśmy już przykre doświadczenia ze zbiorowym
ich zapisywaniem przez znajomych. Okazało się, że podano nam
kilkadziesiąt e-maili 'pewniaków', z których ani jeden adres nie był
poprawny. Stąd liczymy wyłącznie na indywidualne zgłoszenia.

Lista adresów e-mailowych Czytelników NEUTRONÓW nie jest co prawda
ściśle tajną specjalnego znaczenia - ale traktujemy ją jako poufną.
Wysyłka odbywa się z list o zawartości ukrytej dla postronnych.
Unikamy przez to nie tylko takich kwiatków, jak bite dwie strony
adresów odbiorców, zakończonych jednolinijkową wiadomością w stylu:
'Seminarium odwołano'. Wychodzimy również z założenia, że nikt z
subskrybentów nie upoważnił nas do udostępniania jego adresu
pozostałym stu kilkudziesięciu osobom.

Zupełnie odrębnym zagadnieniem jest to, że w tej chwili zaledwie 1/4
Czytelników pracuje w Świerku - 'ale to już temat na zupełnie inne
opowiadanie' (jak mawiał Ruduard Kipling).

                                                        Marek Rabiński

PS: Pozostali członkowie Redakcji zapoznali się, przez moje ramię, z
treścią polemiki. Z braku zdecydowanych protestów z ich strony
wnioskuję, że reprezentuje ona (przynajmniej w głównych zarysach) nie
tylko mój prywatny punkt widzenia.

**********************************************************************

POLSKA ZIELONA KSIĘGA

Wprowadzenie wspólnej waluty euro jest naturalnym uzupełnieniem
europejskiego rynku wewnętrznego. Pozwoli wyeliminować we wzajemnych
transakcjach element niepewności, wynikający z istnienia różnych walut
narodowych. Umożliwi porównanie cen towarów i usług w różnych krajach,
będzie więc potęgować konkurencję, co jest korzystne zarówno dla
konsumentów jak i przedsiębiorców. Oczekuje się, że wprowadzenie unii
walutowej będzie stymulować wzrost gospodarczy i zmniejszy bezrobocie.
Nie pozostanie to bez wpływu na polską gospodarkę. Należy liczyć się
z powstaniem szeregu nowych problemów z zakresu bankowości, finansów
państwa itp. 

Na te tematy dyskutowano w trakcie I Forum Unii Walutowej,
zorganizowanego w Warszawie pod patronatem Premiera Rzeczypospolitej
Polskiej - Jerzego Buzka. Zasadniczym tematem spotkania była "UNIA
MONETARNA A PRZYSZŁOŚĆ POLSKI I KRAJÓW EUROPY ŚRODKOWOWSCHODNIEJ".
Głównym celem Forum było doprowadzenie do spotkania polityków
odpowiedzialnych za politykę finansową Państwa w perspektywie procesów
integracji z UE, naukowców, i praktyków sektora bankowo-finansowego. W
trakcie trwania konferencji, 19 listopada Pani Prezes NBP Hanna
Gronkiewicz-Waltz uroczyście otworzyła Polską Zieloną Księgę stając
się jednocześnie jej honorowym patronem.

Księga ma służyć jako instrument do zbierania konkretnych problemów z
zakresu wypełniania warunków przystąpienia Polski do unii walutowej.
Każdy będzie mógł do niej wpisać swoje zapytania poprzez Internet
(www.uniawalutowa.pl). Zapytania te będą stanowiły podstawę określenia
zakresu tematycznego dla następnych spotkań Forum Unii Walutowej,
które pozwolą spojrzeć na proces wypełniania warunków przystąpienia do
unii walutowej z różnych punktów widzenia z jednoczesnym szukaniem
ogólnospołecznego poparcia dla tych dążeń.

                                                   Wojciech Głuszewski

**********************************************************************


MNIEJ I BARDZIEJ OPTYMISTYCZNE WIEŚCI Z II POSIEDZENIA RADY NAUKOWEJ
IPJ

Minęło już sporo czasu od wrześniowego II posiedzenia Rady Naukowej
IPJ obecnej kadencji, ale nie można go pominąć milczeniem, bo
rozważano trzy bardzo ważne sprawy: informację o bilansie IPJ za rok
1998, wniosek do KBN o finansowanie działalności statutowej na rok
2000 i sprawę przejścia Instytutu do PAN-u.

Oczywiście musieliśmy wysłuchać kolejnej porcji narzekań na brzydki
KBN, który wymaga coraz więcej, a daje coraz mniej. Coś zaczynają one
przypominać lamenty dyrekcji MPO, którą co roku okrutnie zaskakuje
nadejście zimy ... Zimy, jak wiadomo i co właśnie widzimy za oknem,
nie da się uniknąć i po prostu trzeba się do niej przystosować i
przygotować najlepiej jak można. Ruszyć przy tym głową i nie
szczędzić wysiłku, nie licząc na wczesne nadejście wiosny. Nie tylko
MPO zapomina o tych prostych prawdach. Przejścia Instytutu do wyższej
kategorii wg. klasyfikacji KBN nie uda się załatwić tylko metodą
zwalniania coraz to większej liczby pracowników - raczej należałoby
pomyśleć, jak zapewnić pracownikom jak najlepsze warunki pracy oraz, a
może przede wszystkim, płacy.

Oczywiście na pociechę po zapowiedzi kolejnych zwolnień nie
oszczędzono nam wyświechtanego frazesu o godziwej płacy za godziwą
pracę, tym razem w nieco ostrożniejszym sformułowaniu. Ile takie
obietnice są warte, można się było przekonać nieco później, w trakcie
omawiania bilansu za rok 1998, gdy w trakcie dyskusji jeden z członków
Rady pokazał swoje formularze PIT-11 za lata 1997 i 1998, z których
niezbicie wynikało, że w 1998 roku zarobił o kilkaset złotych mniej, a
następnie pokazał Radzie sześć publikacji, które się ukazały w tymże
roku w czasopismach z listy filadelfijskiej. I tyle by było na temat
frazesów bez pokrycia.

Dyskusja na temat informacji o bilansie IPJ za rok 1998 była raczej
rozczarowująca. Wydaje się, że wielu członkom Rady, wliczając w to
niektórych członków Komisji Ekonomiczno-Finansowej, zależało tylko na
sprawdzeniu poprawności stawiania przecinków i dbaniu, żeby wszędzie
dwa plus dwa równało się cztery (żadna sztuka w dobie edytorów z
automatyczną korekcją tekstu i komputerowych arkuszy kalkulacyjnych).
Merytorycznej dyskusji na temat struktury i celowości wydatków
praktycznie nie było. Nawet informacja o uwadze biegłego o kolejnym
(było już tak w ub. roku) przekroczeniu ryczałtów samochodowych oraz
limitu na diety hotelowe (nowość!) nie wzbudziła już emocji. Podobnie
jak informacja, że IPJ, liczony bez Zakładu Aparatury Jądrowej (dawny
ZDAJ) i ZOiT-u, zamknął kolejny rok z ujemnym wynikiem finansowym. Na
pocieszenie dowiedzieliśmy się, że za to ZDAJ wspaniale zarobił w
zeszłym roku, co razem z zyskiem ZOiT-u z dużą nawiązką pokryło
straty części naukowej IPJ i pozwoliło na zamknięcie bilansu całości
z pokaźnym zyskiem. W tej sytuacji może należałoby zamknąć zakłady
naukowe IPJ i przenieść pracowników do ZDAJ-u (oczywiście po ostrej
selekcji już dłużej nieużytecznych tytułów naukowych, proporcjonalnej
do ich wysokości)?

Również pozytywnie Rada zaopiniowała wniosek do KBN o finansowanie
działalności statutowej na rok 2000. Potrzeby Instytutu, nawet
najostrożniej szacowane, znacznie przekraczają to, co prawdopodobnie
może przyznać KBN. Póki co, możemy łudzić się nadzieją, że w
przyszłym roku dostaniemy dużo więcej niż w obecnym, zapominając
starannie, czyją przysłowiową mamą jest nadzieja.

Dużo czasu poświęcono też sprawie przejścia IPJ do PAN-u. Piętrzą się
kolejne trudności prawne (czyżby nikt przedtem nie sprawdził, ile
nieżyciowych przepisów i ustaw trzeba ominąć lub zmienić, żeby to
było możliwe?). W tym kontekście coraz więcej mówi się o konieczności
połączenia IPJ z IEA jeszcze przed ewentualnym akcesem do PAN i
koncepcja ta, choć czasami z pewnymi zastrzeżeniami i ostrożnością,
jest już popierana przez Rady Naukowe obydwu Instytutów. Tylko
dlaczego wzbudzała tyle niechęci, gdy to proponował Prezes PAA kilka
lat temu? Nie stracilibyśmy tyle czasu na próżno. Na szczęście obecnie
fuzja Instytutów jest już bardzo realna i przynajmniej to jest w
niniejszej notatce optymistyczne.

1999-11-26                                              R. Kaczarowski

**********************************************************************

KTO MUSI ZAROBIĆ NA SIEBIE?

Zbliża się termin tak zwanych "odbiorów prac". Na seminariach
odbiorczych będziemy rozliczani ze swojej działalności naukowej w
bieżącym roku. Niestety nie jest przewidziane takie seminarium
odbiorcze dla Dyrekcji Instytutu. A szkoda, bo wszyscy powinniśmy
wiedzieć, jak pracowały różne działy Dyrekcji.

Wieści chodzą, że nareszcie zaczął zarabiać na siebie Dział Szkolenia
i Doradztwa, którego nie tylko działalność, ale i sama potrzeba
istnienia jakiś czas temu została negatywnie oceniona przez specjalnie
powołaną Komisję Rady Naukowej. Chętnie byśmy się dowiedzieli, czy te
zyski pokryły już wydatki poniesione na istnienie tego Działu przez
ostatnie trzy lata?

Warto by też wiedzieć, czy zyski wynikające z marketingu produktów
Instytutu przez Dział Ekonomiczno-Marketingowy pokryły koszty
istnienia tego Działu oraz jakie to produkty Instytutu zostały
rozreklamowane? A przy okazji tego Działu - czy jego działalność
pokryła już koszty słynnej wpadki podatkowej na początku tego roku w
wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych - kosztów egzekucji podatku
należnego Urzędowi Skarbowemu? Wiedzieć warto, bo gdyby przeznaczyć te
stracone 75,000 zł na płace, to starczyłoby to na jednomiesięczne
zarobki z ZUS-em itp. dla 40 do 60 osób (zależnie od ich uposażenia),
albo pozwoliłoby to na roczną podwyżkę pensji o 25 zł dla wszystkich
pracowników IPJ (to wydaje się bardzo mało, ale to jest WIĘCEJ niż w
tym roku dostało wiele osób).

Powinniśmy również wiedzieć, czy Dyrekcja zarobiła na wykazywane przez
biegłego w bilansie IPJ za rok 1998 przekroczenia limitu na ryczałty
samochodowe i limitu na diety hotelowe?

A może w ogóle przestańmy mówić o drobiazgach i zapytajmy, jakie
konkretne aktywne działania zostały już teraz podjęte, aby wreszcie
zlikwidować utrzymujące się od lat ujemne saldo IPJ? Oczywiście oprócz
biernych działań, których skutki coraz trudniej znosić: zmniejszaniem
płac realnych pracowników i kolejną porcją zwolnień. A także oprócz
propozycji przejścia do PAN-u, bo to po pierwsze rozwiązanie na coraz
bardziej oddalającą się przyszłość, a po drugie nie jest całkowicie
pewne, czy Instytut w całości nie wyjdzie na tym jak Zabłocki na
mydle.

Czy to już nie najwyższy czas, żeby załoga Instytutu zamiast potulnie
znosić na odbiorach kolejne groźby zwolnień i połajanki, wreszcie
zaczęła głośno domagać się, nawet nie tego, żeby Dyrekcja swoją
działalnością nareszcie wyprowadziła Instytut z dołka (któżby śmiał
tego oczekiwać?!), ale żeby przynajmniej zarobiła na siebie!

1999-11-26                                              R. Kaczarowski

**********************************************************************

Z ostatniej chwili:

Na III posiedzeniu Rady Naukowej IPJ Dyrektor IPJ zaproponował
utworzenie Sądu Koleżeńskiego lub Komisji Dyscyplinarnej RN celem
rozpatrzenia trzech wypowiedzi osób reprezentujących poglądy odmienne
od jego własnych. Wypowiedzi miały miejsce podczas dyskusji na forum
Rady. Jedną z nich poczuł się osobiście obrażony. Wymienił, o które
wypowiedzi mu chodzi oraz podał nazwiska dyskutantów.

Podczas tegoż posiedzenia Rady podano informację, że Zastępca
Dyrektora ds. Ekonomicznych i Marketingu złożył rezygnację, która
została przyjęta.

Sądząc po punkcie pierwszym, największą szansę na objęcie
zwalniającego się stanowiska ma osoba, która na podchwytliwe pytanie
kwalifikacyjne:
"Ile jest dwa razy dwa?"
odpowie prawidłowo:
"A ile sobie Pan Dyrektor życzy?"
                                                                  R.K.

**********************************************************************

KORESPONDENCJA Z NIEMIEC

Mimo panującego w Niemczech bezrobocia, jednego z najwyższych wśród
krajów należących do Unii Europejskiej, Niemcom, a w szczególności
rządowi, nie brak powodów do dobrego samopoczucia. Na konferencji
prasowej rządu oznajmia się z duma, że bezrobocie spadło w danym
miesiącu o, na przykład, pięćdziesiąt tysięcy, co jest oczywiście
wyłączną zasługą rządu, który jak lew walczy z bezrobociem. Kilka
godzin później prezydent federalnego urzędu zatrudnienia ogłasza, że
nie ma powodów do entuzjazmu, bo ten spadek wynika wyłącznie ze zmian
sezonowych. Innym razem przyczyna jest zbliżający się niż
demograficzny.

Przeglądając gazety nie trudno się domyślić, dlaczego bezrobocie nie
spada. Weźmy dla przykładu Frankfurter Allgemeine Zeitung. Zwykle mówi
się po prostu FA i każdy wie o co chodzi. Ponad polowa bardzo grubej
gazety to wyłącznie ogłoszenia o wolnych miejscach pracy. Firmy
szukają pracowników o takich zawodach czy tez kwalifikacjach, że
trudno ich znaleźć wśród bezrobotnych. Dla przeciętnego człowieka
treść ogłoszeń jest zupełnie niezrozumiała. Mało tego, wiele ogłoszeń
jest po prostu pisanych w języku angielskim, co ogranicza grono
potencjalnych kandydatów do bezpiecznego minimum. Chodzi o to, by nie
przyszło tysiąc podań o prace, a "tylko" dwieście. Gdyby bowiem
przyszło tysiąc, to odpowiedzialny pracownik musiałby 950 odesłać bez
zaznajomienia się z ich treścią. Zresztą i tak większość podań
oceniana jest na podstawie "szaty graficznej". Co wpadnie w oko ląduje
na tym stosie, który jest czytany w dalszej kolejności. Reszta jest
odsyłana albo wędruje do kosza, bo tak tez się zdarza.

Kogo szukają firmy niemieckie? Przytoczę tu kilka przykładów, by
uzmysłowić Państwu sytuacje. Firma LEGO szuka inżyniera modułów CAM.
Co to jest CAM? To wiedza zapewne tylko menedżerowie LEGO. Firma SEA
poszukuje "Event-Managera". Jeszcze inna firma szuka "wbt/cbt
producera" lub menedżera do "Multi Dialog Center". Albo jeszcze inna
"IT-Architekta". Przykłady te można byłoby mnożyć. Tu nasuwa się
refleksja, że bezrobocie w Niemczech wynika z tego, że Mało jest ludzi
mających poszukiwane, nowoczesne zawody. Za dużo tu mechaników
samochodowych, rolników, górników, budowlanych itp. Nowoczesne
społeczeństwo nastawione na usługi, a nie wyłącznie na produkcje,
potrzebuje ludzi, którzy gotowi byliby uczyć się nowych zawodów,
mających przyszłość w ciągle zmieniającej się rzeczywistości. Takim
ludziom nie straszna jest utrata stanowiska, nawet jeśli maja już 40
lat. Z pewnością znajda w krótkim czasie inne miejsce pracy.
Mentalność niemiecka jest jednak inna. Jestem bezrobotnym murarzem, to
należy mi się zasiłek i wydział zatrudnienia ma psi obowiązek znaleźć
mi prace. Jeśli mu się to nie udaje, to jego pech. Ja dostaje spory
zasiłek, a robotę na czarno zawsze znajdę. Czasem się zdarza, że
jednak wydział zatrudnienia znajdzie prace. Zawsze mi wolno odmówić,
jeśli zarobki nie są odpowiednio wysokie lub stanowisko nie odpowiada
w stu procentach moim kwalifikacjom. Jeśli bardzo chcą, to niech mnie
wyślą na naukę nowego zawodu. Wtedy oczywiście czas pobierania zasiłku
dla bezrobotnych ulega zawieszeniu, a ja dostaje te same pieniądze z
ta różnicą, że nie są one zasiłkiem tylko pieniędzmi na utrzymanie.
We wschodnich Niemczech stwarza się sztuczne miejsca pracy finansowane
przez państwo na tej zasadzie, że jedni kopią rowy a inni je zasypują
w innym terminie. Niemcy są bardzo socjalnym krajem i nie ma chyba
lepszego miejsca na świecie dla leniwych, choć oczywiście stanowią oni
tylko pewien procent bezrobotnych.

                                                            Marek Mika

PS. Bardzo cieszy mnie pochwala ze strony redakcji NEUTRONÓW i bardzo
za nią dziękuję.

OD REDAKCJI:
CAM to "computer aided manufacturing" - wytwarzanie (produkcja)
wspomagane komputerowo. Jest to logiczne uzupełnienie CADu "computer
aided designing" (projektowania wspomaganego komputerem).
                                                                   MAR

**********************************************************************

ZE SPORTU

Nasza Redakcja odniosła kolejne sukcesy. Nasz redaktor odpowiedzialny
za sprawy sportu - Janusz Mika - w Biegu Niepodległości od Placu
Zamkowego do Wilanowa (oczywiście 11 listopada) zajął 291 miejsce na
513 startujących, co oznacza, że 43% wszystkich uczestniczących w
biegu (młodzieży, pełnoletnich i starców) zostało przez niego
pokonanych.

Zakończyła się też seria biegów przełajowych na dystansie 10 km w
ramach tzw. Grand Prix Warszawy i Mazowsza '99. W swojej kategorii
wieku Janusz zajął 4. miejsce, za co otrzymał z rąk Prezydenta
Warszawy medal z ręcznie wygrawerowanym swoim nazwiskiem.

                                                              KA + MAR

OSKARŻENIA I KALUMNIE: Bardzo mnie cieszy, że koledzy mojego
przyjaciela z Redakcji odnoszą sukcesy sportowe, choć trochę tak, jak
żaba co podstawiała nogę, gdy kuli konie. Niemniej cieszę się bardzo,
że jego bieganie tak znakomicie poprawia im samopoczucie,
systematycznie pogarszane przez kontakt wzrokowy z własnym odbiciem w
lustrze.
                                                                   JAM

**********************************************************************
*                                                                    *
*  Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY,   *
*  prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej          *
*  któremukolwiek z członków Redakcji.  W identyczny sposób prosimy  *
*  dostarczać materiały do publikacji.                               *
*                                                                    *
*--------------------------------------------------------------------*
*                                                                    *
*  REDAKCJA:                                                         *
*  Krzysztof Andrzejewski (IEA):      e02ka@cyf.gov.pl               *
*  Janusz Mika (IEA):                 mika@waw.pdi.net               *
*  Marek A. Rabiński (IPJ):           rabinski@ipj.gov.pl            *
*                                                                    *
*--------------------------------------------------------------------*
*  Numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem:                         *
*  http://india.ipj.gov.pl/neutrony.htm                              *
*                                                                    *
**********************************************************************