********************************************************************** * * * # # #### # # ##### #### ### # # # # * * ## # # # # # # # # # ## # # # * * # # # ### # # # # # # # # # # # # * * # ## # # # # #### # # # ## # * * # # #### ### # # # ### # # # * * * *--------------------------------------------------------------------** NEUTRONY - niezależne i nieregularne pismo komputerowe * * Ośrodka w Świerku * * Nr 7 (49) / 1999 5 maja 1999 * ********************************************************************** W NUMERZE: - Obscenia w Rozmaitościach i Czarnobyl przez komórkę - Czarnobyl w ŻYCIU - Czarnobyl w światowej pajęczynie - Czarnobyl w bibliotekach świerkowych - IEA w PLAYBOYu - Szary i brzydki świerk w światowej pajęczynie - Jednomandatowcy we Włoszech - Światowe echa drugiej rocznicy W NASTEPNYM NUMERZE: - Sprawozdanie z Rady IEA - Noc poślubna żony prawnika ********************************************************************** Z OSTATNIEJ CHWILI: TRAWA W ŚWIERKU POZIELENIAŁA Gwałtownie rosnąca intensywność prac nazywanych w wojsku 'malowaniem trawy na zielono' wskazuje, iż odkładana wielokrotnie wizyta w Świerku wysokiej osobistości dojdzie wreszcie do skutku. ********************************************************************** OSKARŻENIA I KALUMNIE Niedawno spotkała mojego przyjaciela dość niemiła przygoda, los bowiem zaprowadził go na ulice Marszałkowską w okolice Placu Unii. Gdy przechodził obok Teatru Rozmaitości, jakiś zły duch podkusił go, aby wejść do środka i zobaczyć, czy nie ma przypadkiem biletów na najbliższe przedstawienia. Były! Na sztukę pod angielskim tytułem: "Shopping and fucking". Tytuł jest tak prowokujący i szargający wartości, że autor przekładu wolał zostawić go w wersji oryginalnej. Parę dni przedtem przeczytał mój przyjaciel coś pozytywnego na temat tej sztuki w gazecie, a w teatralnym folderze napisano: "Zdaniem większości recenzentów sztuka świetnie trafia w swój czas, tworząc gorzki, pełen ironii obraz kalekiego świata, w którym miłość jest zwyczajna transakcja, handel narkotykami koniecznością i jedynie kupowanie może przynieść radość". W tej sytuacji trudno się dziwić mojemu przyjacielowi, który zawsze był zwolennikiem awangardy w teatrze, gdy tworzyli ja tacy mistrzowie jak Beckett, Ionesco i Mrożek, dziś już szacowni klasycy, że kupił bilety na drugie po premierze popołudniowe niedzielne przedstawienie. Los okazał się niełaskawy i mój przyjaciel i jego Bogu ducha winna żona zostali srodze ukarani za próbę pogwałcenia wartości. Przedstawienie odbywało się na widowni, a na scenie siedzieli widzowie, wśród nich, w pierwszym rzędzie, przyjaciel z żona. Nie mogli więc oni wyjść w trakcie przedstawienia, gdyż wówczas musieliby się przepychać między aktorami, tak że dotrwali jakoś do końca pierwszego aktu, choć dłużył się on im niemiłosiernie. Trudno oczekiwać od przyjaciela, który zna się na teatrze raczej umiarkowanie, napisania recenzji tej sztuki, tym bardziej że widział tylko jej polowe, ale warto, aby wyjaśnił nam powody, dla których wyszedł z żona wcześniej z teatru. W jego opinii teatr awangardowy, w odróżnieniu od klasycznego, wymaga perfekcyjnej gry aktorów. W teatrze klasycznym często tekst broni się sam, Szekspir lub Fredro nawet w ustach marnego aktora daje się jakoś słuchać. W sztuce awangardowej tekst jest albo trywialny albo nawet całkowicie pozbawiony sensu. Kiedyś miął przyjaciel okazje obejrzeć "Czekając na Godota" nie w Teatrze Współczesnym w słynnym wykonaniu Michnikowskiego, Czechowicza i Kondrata (ojca inspektora Halskiego z Ekstradycji), ale w jednym z prowincjonalnych polskich teatrów. Trudno było dotrwać do końca przedstawienia. Wróćmy do naszej sztuki wystawionej gościnnie w Teatrze Rozmaitości przez Towarzystwo Teatralne, którego celem, jak czytamy w folderze, "jest stworzenie teatru opisującego rzeczywistość, w której żyjemy, przedstawiającego najbardziej istotne (niekiedy szokujące i bolesne!) tematy współczesności". Cel szczytny i wypada mu przyklasnąć, warto jednak zatrudnić przy jego realizacji jakiegoś dobrego reżysera i niezłych aktorów. Co do gry aktorów, to przyjaciel jako laik nie chciałby się za bardzo mądrzyć, ale ma chyba prawo powiedzieć: Kiedyś chodziłem do teatru z przyjemnością i oglądałem naszych wspaniałych aktorów z zapartym tchem, dziś teatr mnie nudzi, a większość młodych aktorów denerwuje. Na jeden aspekt tej sprawy chciałby on jednak zwrócić uwagę Szanownych Czytelników. Dawniej, o ile nie zawodzi przyjaciela pamięć, aktorzy na scenie mówili, od czasu do czasu podnosząc glos, aby dodać dramatyzmu wypowiadanym słowom. Dzisiejszy aktor wywrzaskuje swój tekst, tracąc możliwość przekazywania jakichkolwiek uczuć, które mogłyby powodować kreowana przez niego postacią. Na przedstawieniu "Nocy Listopadowej" w Teatrze Narodowym aktor grający Wielkiego Księcia Konstantego przez kilkanaście minut krzyczy bez przerwy. Można podziwiać jego aparat głosowy, ale co to ma wspólnego ze sztuka aktorska. W Teatrze Rozmaitości jeden z aktorów też bezustannie krzyczy, a w przerwach, dla zwiększenia ekspresji wydobywa z siebie straszliwe charczenie. Inni aktorzy w tym przedstawieniu też nie żałują swoich strun głosowych. Rozlegający się w teatrach całej Polski wrzask młodych aktorów zagłusza wszystko. Czasem tylko w Teatrze Telewizji można obejrzeć nagranie z dawnych lat, posłuchać aktorów, którzy mówią i wrócić do wspomnień dobrych czasów. Suplement: W związku z rocznica katastrofy w Czarnobylu, w Lublinie, a potem w innych miastach Polski i oczywiście w Warszawie (Warszawiacy nie są wcale mądrzejsi od mieszkańców mniejszych miast), rozeszła się wieść o kolejnej katastrofie jądrowej. Jedni mówili o Czarnobylu, inni twierdzili, że wybuch nastąpił w Charkowie, mimo że w tym mieście nie ma elektrowni atomowej. Aby uspokoić opinie publiczna, dziennikarze przybyli do Świerka przeprowadzić wizje lokalna. Koronnym argumentem była pokazana potem przez TVN rozmowa, którą nasz przemiły kolega, odpowiedzialny za bezpieczeństwo jądrowe w Świerku, odbył ze swoim odpowiednikiem w Czarnobylu. Pewien nasz znajomy, znany ze złośliwości, twierdzi, że była to rozmowa na niby, a po drugiej stronie (nie wiemy czego, był to bowiem telefon komórkowy, po drodze nie ma żadnego drutu, a fizyka zaprzecza istnieniu eteru) nikogo nie było. My z cala stanowczością odrzucamy te insynuacje, a niezwykle gładki sposób mówienia naszego człowieka przypisujemy wyłącznie temu, że posługuje się on nienagannym językiem rosyjskim. Poza tym uważamy, że każdy sposób jest dobry, gdy chodzi o przekonywanie rozhisteryzowanych głupców. JAM ********************************************************************** CZARNOBYL W ŻYCIU 26 kwietnia Paweł Paliwoda na drugiej stronie ŻYCIA skomentował rocznice Czarnobyla opowiastka o kołchoźniku z Prypeci, który w samej koszuli pobiegł w kierunku elektrowni. Co zobaczył - tego ŻYCIE co prawda nie wie, ale sugeruje, że wiele. Przypominamy, że tajny zakład produkcji plutonu do głowic nuklearnych (ukryty pod kryptonimem "Czarnobylska Elektrownia Jądrowa im. W.I.Lenina") był otoczony w promieniu 10 kilometrów strefa zasieków, ściśle kontrolowanych przez wojska bezpieki. Do wnętrza strefy nawet w czasie awarii mogły wejść tylko ściśle określone osoby. Druga strona ŻYCIA nie grzeszy precyzją informacji. Np. w numerze z dnia 5-05-99 zamieszczono zdjęcie z komentarzem, jakoby w jednym z tajlandzkich banków mnisi buddyjscy zgromadzili ponad tonę złota. Jak wiadomo klasztorom buddyjskim od dwóch i pól tysiąca lat doktryna therawady (szkoły starych mistrzów) zakazuje gromadzenia nawet zapasów żywności na najbliższych tydzień, o majętnościach i złocie nie wspominając. Zdjęcie przedstawia leciwego mnicha w zgrzebnej szacie i z torba żebraczą. Najprawdopodobniej odprawia modły za pomyślność banku. MAR ********************************************************************** CZARNOBYL W INTERNECIE Z kronikarskiego obowiązku informujemy, że nic nam nie wiadomo, by wirus komputerowy 'Czarnobyl' zaatakował kogokolwiek w Świerku. Jak wiadomo swój swego nie ruszy. ********************************************************************** CZARNOBYL W BIBLIOTEKACH ŚWIERKA W bibliotekach IEA i IPJ oraz w Dziale Szkolenia i Doradztwa IPJ (ci od wycieczek) można nabyć dwa profesjonalnie wydane raporty Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego. "Analiza korzyści i zagrożeń związanych z rożnymi źródłami energii elektrycznej" doc. Andrzeja Strupczewskiego to unikalne studium tzw. zewnętrznych kosztów wytwarzania energii. Omówiony jest wpływ emitowanych zanieczyszczeń na zdrowie ludności, przedstawiono miedzy innymi korelacje okresów pracy poszczególnych zakładów z częstością zgłoszeń do szpitali i zgonów. Wspaniale napisane porównanie energetyki opartej na spalaniu paliw kopalnych i energetyki jądrowej. "Awaria Czarnobylska - skutki zdrowotne w Polsce" - Dariusz Grafowski, Edward T. Józefowicz, Julian Liniecki - to przedstawienie w możliwie najbardziej obiektywny sposób rzeczywistego obrazu skutków awarii. Przed opublikowaniem opracowania do dyskusji nad tekstem zaproszono wybitnych przedstawicieli tych nauk medycznych, które wiążą się z przedmiotem raportu. Stad można uważać, że wyrażone przez autorów poglądy i opinie można uznać za wyważone. Raporty dostępne są też w wybranych księgarniach naukowych i technicznych Warszawy oraz większych miast Polski. Będą też do kupienia na Politechnice Warszawskiej (MEiL). Osoby spoza tych ośrodków oraz zainteresowani zakupami większych partii wydawnictw mogą zamawiać egzemplarze u Marka Rabińskiego (rabinski@ipj.gov.pl). MAR OD REDAKCJI: Mamo chwałą nas... Nasz kolega redakcyjny jest wydawcą i kolporterem wychwalanych przez siebie publikacji. ********************************************************************** IEA W PLAYBOYu Z zawodowego obowiązku (nic co świerkowe nie jest nam obce) wypada opisać pojawienie się hali reaktora MARIA w tle pictorialu Joli Fraszyńskiej - PLAYBOY nr 5 (maj 1999) str. 70-79. O postaci pierwszoplanowej - "piękno, wdzięk i dreszczyk emocji w jednym" jak określił to wstępniak Redakcji - nie będę opowiadał. Jak mawiał autor encyklopedii staropolskiej - "koń jakim jest, każdy widzi". Należy odnotować, że Instytut Energii Atomowej ani Świerk nie został w całym numerze nawet wspomniany. Dyrekcja IEA chyba powinna zażądać umieszczenia odpowiedniej notki w następnym numerze. Według informacji wstępnych rzecz dzieje się "w pewnej tajemniczej elektrowni". Można odnieść wrażenie, że Polska ma wreszcie elektrownie jądrową! Niestety uwaga na stronie 71 pośrednio prostuje te nadzieje stwierdzeniem "pomysł by umieścić Jole w wirtualno-kosmicznej scenerii ...". A więc MARIA została zaszeregowana jako dekoracja z ery wyimaginowanych podroży kosmicznych. Nie sprawdziły się obawy, wyartykułowane przez NEUTRONY w podsumowaniu dni otwartych Ośrodka, że pierwszym, co rzuca się wizytującym w oczy - to brud i obdrapane ściany. Czytelnik (oglądacz?) PLAYBOYa nie zauważy żadnych porozbijanych jąder walających się po kątach a pulpit sterowni w reaktorze ani trochę nie jest brudniejszy od konsoli fabryki landrynek czy innej mleczarni. NEUTRONY mają nadzieję, iż taki obraz schludnego i przytulnego wnętrza - po którym dziewczyny chadzają w strojach organizacyjnych związku naturystów - utrwali się na dobre w świadomości mas. MAR VOTUM SEPARATUM: Odrutowana Pani J. Fraszyńska nie spowodowała we mnie żadnego dreszczyku emocji (natomiast inne zdjęcia - tak). Prócz tego prasa jak zwykle kłamie podając, że zdjęcia były robione w elektrowni, natomiast wiadome igraszki na pulpicie sterowni mogły się źle skończyć - na przykład przeziębieniem młodej i utalentowanej aktorki. Jan Mrufka ********************************************************************** KAŻDY MA TAKĄ STRONĘ WWW, NA JAKĄ ZASŁUGUJE Padają czasem pod moim adresem zarzuty, że moje artykuły przedstawiające szaro-czarna rzeczywistość instytutowa mogą kompromitować IPJ, szczególnie w oczach osób (czytelników) spoza Instytutu. To kwestia dyskusyjna, w innym artykule przedstawiłem już swój pogląd na tą sprawę ("Czy warto pisać do NEUTRONÓW"). Czy jednak nikt inny nie kompromituje starannie IPJ w oczach zewnętrznego świata? Zajrzyjmy więc na oficjalna stronę WWW Instytutu: http://www.ipj.gov.pl Strona główna nie imponuje szatą graficzną, tytułowy świerk jest szary i brzydki, ale może komuś to się podoba (a może tak właśnie miało być, aby wiernie oddać obraz rzeczywistości?). Druk drobny i trudno czytelny ("Załóż Pan sobie większe czcionki w komputerze", poradził mi jeden "fachowiec" - to ja już nie mam wątpliwości co do jego kompetencji). W ogólnym "Info" jest trochę informacji o Instytucie, ale już o profesorze Sołtanie, założycielu i pierwszym dyrektorze IBJ jest TYLKO JEDNO ZDANIE (mniej więcej to, co napisałem)! Wstyd! Poszukajmy więc dalszych informacji. I co znajdujemy? Z oficjalnej IPJ-towskiej strony WWW cały świat może się dowiedzieć, ze choć mamy jednego znakomitego profesora mającego 107 publikacji z imponującym "impact factorem" 125.180 (to na szczęście prawda, jesteśmy z tego dumni, ale czy tylko jednego?!), to już na przykład Dyrektor Instytutu ma tylko jedną (!) publikację. Jeszcze gorzej, gdyby ktoś z KBN zechciał przejrzeć te listy publikacji: nie tylko jest ich znacznie, znacznie mniej, niż wykazuje się w oficjalnych raportach dla KBN, to w dodatku na przykład osoba, która chwali się zaszczytnym trzecim miejscem (ex equo z kimś innym) z 27 publikacjami i impact factorem 22.940, to tak naprawdę ma tylko 11 publikacji w recenzowanych czasopismach (z tego dwie w "Nukleonice"), a pozostałe 17 to najróżniejsze komunikaty na konferencje i tym podobne. Co by na takie oficjalne, poniekąd, informacje Instytutu powiedział KBN powiewający słynna "Listą Filadelfijską"? A jak jest z informacjami o Zakładach? Znowu cały świat może się dowiedzieć, że np. w Zakładzie II pracuje tylko 5 osób, ale to i tak dużo, bo w Zakładzie IV już tylko 4, w Zakładzie V - 3, a w Zakładach VII i VIII - po 2 osoby. Znowu groza bierze, że KBN to odkryje, bo na kogo wobec tego daje forsę??? Na Dyrekcję i Kierowników Zakładów z powyższym zatrudnieniem? A co na przykład może kandydat na doktoranta dowiedzieć się o Studium Doktoranckim? - że ogłasza zapisy na rok akademicki 1998/99! Czas nie stoi w miejscu, panowie odpowiedzialni! Sięgnijmy więc chociaż do spisu telefonów. Znajdziemy tam sporo numerów zaczynających się na 779-, a więc już dawno nieaktualnych. Szukajmy dalej i dowiadujemy się ze zdumieniem, że taka sława światowa jak profesor Sobiczewski to chyba w ogóle nie pracuje w IPJ - nie ma Jego numeru telefonu ani żadnej informacji o Nim! Podobnie nie ma np. numerów telefonów profesorów Łukaszuka i Wycecha i wielu, wielu innych (m.in. autora tego artykułu, ale to ostatnie to drobiazg). Może coś przegapiliśmy, to chyba niemożliwe, żeby o tylu osobach nie było śladu - spróbujmy więc funkcji "Search": "Not yet implemented... Sorry..." No tak. No comment. Panie i Panowie odpowiedzialni za Internetowy obraz IPJ, nie wypuszcza się w świat niegotowych stron i ledwie zaczętych półproduktów, tym można się bawić na swoim DOMOWYM komputerze. Od oficjalnych stron Instytutu można i należy wymagać znacznie więcej. Tak nas wielosetmilionowy internetowy świat widzi! Jak się nie wie, jak zrobić sympatyczną i ładną stronę o sobie, to proszę na przykład zajrzeć na strony osobiste http://www.fuw.edu.pl/~kurowska http://www.fuw.edu.pl/~mszynk/index.html ... IPJ-otowskich doktorantek, Pań mgr Julii Kurowskiej i mgr Marty Szynkarewicz, i od Nich się nauczyć! Na naukę nigdy za późno, mam nadzieję! Obecnie nie trzeba nikogo przekonywać, jak ogromną rolę informacyjną i propagandową odgrywa we współczesnym świecie Internet ze swoimi stronami WWW. Bez przesady dziesiątki, a może nawet setki milionów ludzi szuka tam potrzebnych im informacji. Szczególnie prawdziwe jest to dla młodzieży, która uwielbia Internetowe "surfowanie po sieci" i stamtąd bierze nie tylko informacje, ale i ogólny pogląd o instytucji reklamującej się na stronach WWW. Jakiś czas temu na Sympozjum w Mądralinie padło pytanie, jaki jest adres internetowy oficjalnej strony WWW Instytutu Problemów Jądrowych. Nikt z obecnych przedstawicieli władz Instytutu nie potrafił na nie udzielić odpowiedzi. Może i dobrze. R. Kaczarowski P.S. Dzięki uprzejmości pani Kasi Delegacz, która udostępniła odpowiednie zbiory, NIEOFICJALNĄ książkę telefoniczną IPJ (wraz z adresami e-mail) można znaleźć na stronie WWW: http://india.ipj.gov.pl/telefony/default.htm ********************************************************************** MAŁY WIELKI DZIEŃ W SŁONECZNEJ ITALII "Una grande victoria, una giornata importantissima... - Wielkie zwycięstwo, jeden z najważniejszych dni" - takimi słowami odpowiadał Romano Prodi, zaraz po północy z 18 na 19 kwietnia, pytany co sądzi o wyniku referendum we Włoszech, które zakończyło się dwie godziny wcześniej. "Definitywny koniec systemu proporcjonalnego we Włoszech, nareszcie będziemy mieli stabilny rząd, skończy się partiokracją". Wtórowały tym słowom rozradowane twarze innych wybitnych polityków włoskich: Antonio di Pietro - pogromcy Cosa Nostra, Mario Segni, Gianfranco Fini... Wszystkie instytucje przeprowadzające sondaże po dokonanym właśnie akcie głosowania, przewidywały, że frekwencja w referendum przekroczyła 50%, a więc referendum jest ważne, werdykt narodu włoskiego bezdyskusyjny: przeszło 90% głosujących opowiedziało się za całkowitym odrzuceniem proporzionale, tj. przyznawaniem mandatów parlamentarnych kandydatom z list partyjnych, a za wprowadzeniem maggioritario - systemu całkowicie większościowego, czyli za przyznawaniem mandatów tylko zwycięzcom w jednomandatowych okręgach wyborczych tak, jak to się robi w USA, UK czy Kanadzie. Wypada przypomnieć, że we Włoszech, przez prawie pół wieku, obowiązywał partyjny system wyborczy, w przybliżeniu taki, jaki jest dzisiaj zmora Polaków: wyborcy głosowali na listy partyjne, obowiązywał tzw. próg wyborczy, lista krajowa itd. Dzięki takiemu systemowi w ciągu 45 lat Włochy miały 51 rządów, rozpleniła się korupcja polityczna, rozkwitła sycylijska Mafia, mediolańska Cosa Nostra, kalabryjska N'Draghetta, neapolitańska Camorra, a struktury tych zbrodniczych organizacji swobodnie penetrowały struktury państwa. Dokładnie 6 lat temu, 18 kwietnia 1993 roku, po zaciętej batalii wyborczej, po ujawnieniu niezliczonych skandali korupcyjnych w polityce i gospodarce Włoch, przeprowadzono referendum ogólnonarodowe, w którym Włochom zadano pytanie czy chcą nadal utrzymywać ten partyjniacki system wyborczy? Włosi odpowiedzieli bez żadnej wątpliwości: w referendum wzięło udział 77% wyborców, ponad 80% z nich opowiedziało się za odrzuceniem systemu proporcjonalnego. Trzeba wreszcie zdać sobie sprawę z podstawowej rzeczy: taka zmiana systemu wyborczego, przejście z ordynacji proporcjonalnej na większościowa lub na odwrót, nie jest tylko poprawka w ustawie o ordynacji wyborczej, na podobieństwo tych wszystkich "poprawek", jakie od 1989 roku są bez przerwy wprowadzane w Polsce, dzięki czemu już pewnie pobiliśmy rekord świata w majstrowaniu przy ordynacji wyborczej! Reforma systemu wyborczego, jakiej zażądali w referendum Włosi, oznaczała zmianę rewolucyjną, kompletne przeoranie demokratycznych struktur państwa, radykalną wymianę elity politycznej, rozpad tradycyjnych partii politycznych i powstanie nowych, funkcjonujących już na innych zasadach. Zdawali sobie z tego doskonale sprawę politycy "starego systemu" we Włoszech, podobnie jak czują pismo nosem politycy polscy. Dlatego stara elita polityczna uczyniła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby wynaleźć wszelkie możliwe kruczki prawne i wykorzystać wszelkie drogi dla złagodzenia ciosu, jaki zadało jej referendum wyborcze. W efekcie tych zabiegów udało im się wyrwać z systemu większościowego przynajmniej tyle, że 25%, tj. 155 mandatów do Camera (odpowiednik Sejmu), i podobnie do Senatu, nadal rozdzielanych jest z list partyjnych, na zasadzie proporcjonalności. Tym niemniej 75% miejsc (475 mandatów), od 1994 roku obsadzanych jest w jednomandatowych okręgach wyborczych. Nawet taka niepełna zmiana spowodowała rozpad wszystkich dotychczasowych partii politycznych i wymieniła w ok. 80% skład obu izb parlamentu włoskiego, a datę wyborów w nowym systemie wyborczym uznano za kamień milowy w historii Włoch i mówi się od tej pory, że w 1993 roku nastąpił koniec I Republice Włoskiej i powstanie Drugiej. Twórcy II Republiki szybko jednak zdali sobie sprawę, że pozostawienie tego bękarta proporcjonalności, owych 155 mandatów do rozdziału pomiędzy listy partyjne, nadal zatruwa życie polityczne kraju, nadal destabilizuje tworzone rządy, bo uniemożliwia wyłonienie stabilnej większości rządzącej, jak to jest w Wielkiej Brytanii czy w innych krajach, w których obowiązuje system całkowicie większościowy. W Polsce, obrońcy obowiązującego systemu proporcjonalnego, często posługują się fałszywym argumentem, że z powodu zmiany systemu wyborczego we Włoszech do władzy doszli komuniści i że właśnie dlatego nie możemy sobie w Polsce pozwolić, aby pójść śladem Włochów. Pomijając już kwestie tego kto to są komuniści włoscy i czym się różnią od komunistów polskich, warto wiedzieć, że sytuacja przedstawia się inaczej. W I Republice komuniści zdobywali regularnie ok. 13 mandatów poselskich i senatorskich. W ostatnich wyborach we Włoszech nowopowstała Partia Odrodzenia Komunistycznego (PRC) uzyskała zaledwie 32 mandaty na 630, a więc zaledwie 5%, przy czym komuniści wygrali tylko w 12 okręgach jednomandatowych a pozostałe 20 mandatów uzyskali właśnie z tej rakowatej części proporcjonalnej. Wystarczyło to jednak, żeby zaczęli odgrywać rolę języczka u wagi i zwycięskie ugrupowanie Ulivo, które zdobyło 291 mandatów, musiało wejść z nimi w sojusz, aby móc utworzyć rząd. Widzimy co taka rakowata narośl oznacza: parę miesięcy temu PRC odmówiła poparcia rządowi Romano Prodi'ego i premierem został Massimo D'Alema, b. sekretarz partii komunistycznej i naczelny "Unita". Włoscy przywódcy ruchu na rzecz odrodzenia włoskiej demokracji nie dali za wygraną i podjęli walkę o usuniecie tej choroby z organizmu państwowego i życia narodowego. Od wielu miesięcy prowadzili uparta walkę o likwidacje tej 25-procentowej pozostałości systemu proporcjonalnego. Zawiązał się szeroki Komitet Promocyjny Referendum, do którego weszli najświatlejsi przedstawiciele elity obywatelskiej Włoch, politycy, dziennikarze, ludzie kultury i nauki, który prowadził kampanie na rzecz referendum, odbywając setki spotkań, pisząc artykuły, zbierając podpisy pod żądaniem referendum. Ich prace miała uwieńczyć niedziela 18 kwietnia 1999. Niestety. Kiedy o 1-szej nad ranem zamykano studio wyborcze RAI UNO i promotorzy referendum rozchodzili się do domów, rozradowani odniesionym sukcesem, wspaniałym odzewem wyborców, którzy w ponad 90% powiedzieli: "SI" (tak), chcemy usunięcia tego proporcjonalnego wrzodu - może jeszcze zanim dotarli do domów, już wiedzieli, że referendum będzie nieważne, bo do jego ważności zabrakło 158.792 wyborców, niecałe 0,4%, którzy nie pofatygowali się do urn wyborczych. Batalia o uzdrowienie sceny politycznej Włoch została przegrana. Zwycięstwo uniemożliwiła piękna pogoda i bezchmurne niebo nad włoskim butem. Jeszcze nim rozpoczęto głosowanie komentatorzy polityczni pisali, że wszyscy patrzą z nadzieją na niebo: jeśli będzie pochmurno lub będzie padał deszcz - Włosi pójdą głosować, jeśli będzie piękna pogoda - będą trudności z uzyskaniem quorum. I tak się, niestety, stało. Co zrobią teraz Włosi, jakie wnioski wyciągną z nieudanego referendum wyborczego? Czy Mario Segni, Gianfranco Fini, Valter Veltroni, Romano Prodi, Antonio di Pietro znajda tyle energii i determinacji, żeby się nie poddać, żeby doprowadzić do końca dzieło, które rozpoczęli na początku lat 90-tych? Czy potrafią jeszcze raz zmobilizować Włochów, żeby pokonali swoja bierność i obojętność, albo po prostu brak rozeznania w mechanizmach politycznych i zrealizować te zamiary, jakie zapisali w programie referendum? A jaka lekcja wynika z tego dla nas, Polaków? Lekcja ukryta, ponieważ polska elita polityczna uznała za stosowne schować, ukryć przed opinia publiczna to wszystko co się dzieje na scenie politycznej Włoch: ani jedna gazeta, jakie ukazały się w poniedziałek rano, ani jedna stacja telewizyjna czy radiowa, nie poinformowały nawet Polaków o tym co dzieje się we Włoszech, ani o batalii o ordynacje wyborcza, ani o fakcie przeprowadzenia referendum, ani o jego wynikach. Zupełnie tak, jakby Włochy były na innej planecie, jakby Rzym był stolica Saturna lub Jowisza, jakby nie było Papieża - Polaka i tysięcy polskich korespondentów pijących wino we włoskich trattoriach! Oczywiście, referendum odbywało się w cieniu bomb zrzucanych na Jugosławię, w huku silników setek samolotów startujących z włoskich baz wojskowych, niosących śmierć i zniszczenie ludziom tej samej rasy, tej samej karnacji skóry, sąsiadom, do których dopłynąć można łódka. Na pewno i ten czynnik odegrał swoją rolę i powstrzymał wielu przed pójściem do urn. Ale czy usprawiedliwia to te bataliony polskich żurnalistów, którzy sprawę włoskiego referendum całkowicie przemilczeli? Przecież pomimo bomb, pomimo wojny i tragedii Sokowa i całej Jugosławii - referendum było pierwsza i najważniejszą informacja włoskich dzienników telewizyjnych! Zadaje te pytania, by tak rzec, w trybie retorycznym. Tzw. polska klasa polityczna dobrze wie, co w trawie piszczy. Polska potrzebuje większościowego systemu wyborczego jak kania dżdżu, ale jest to ostatnia rzecz, jakiej życzyli by sobie nowi właściciele Rzeczypospolitej. Dla nich być albo nie być to utrzymanie społeczeństwa w niewiedzy i niezrozumieniu mechanizmów wyborczych: gdyby Polska zrozumiała lekcje jakiej udzielili i udzielają nam Włosi - ich dni i godziny byłyby policzone. Lepiej więc nie budzić licha, póki śpi: ni pary z gęby na temat referendum we Włoszech! Wrocław, 20 kwietnia 1999 OD REDAKCJI: Okręgi jednomandatowe nie mają w łonie Redakcji jednoznacznego poparcia. Czego jednak się nie robi dla zdobycia pozycji jedynego pisma w Polsce, które artykułów na ten temat nie odrzuca, w odróżnieniu od innych gazet, jeszcze przed przeczytaniem. Poza tym Profesor Czachor, zagorzały promotor okręgów jednomandatowych, napisał do nas tak miły list z okazji rocznicy pisma (patrz niżej), że nie mogliśmy odmówić publikacji artykułu jego przyjaciela. ********************************************************************** ECHA DRUGIEJ ROCZNICY Data: 21 kwietnia 1999 13:47 Dobrze, że przypomnieliście drugą rocznicę istnienia NEUTRONÓW, bo jeszcze zdążę w tymże dniu przesłać Szanownej Redakcji gratulacje i życzenia dalszych pomyślnych lat i udanych numerów (pisma!) Serdeczne pozdrowienia Krystyna Józefowicz OD REDAKCJI: Rozumiemy, że życzenia dla redaktorów nie obejmują udanych 'numerów' w innych dziedzinach. ---------------------------------------------------------------------- Temat: gratulacje jubileuszowe Data: 22 kwietnia 1999 10:45 Szanowny Panie Redaktorze, Dobre pismo nie musi być duże, natomiast musi mieć klasę i dobrych autorów, i aktualne tematy. A mają to NEUTRONY. Całej Redakcji przekazuje pozdrowienia i życzenia wytrwałości w tej pustoszącej idylliczny spokój działalności - szczególnie w badaniach i nauce oraz atomistyce. Mirosław Roth OD REDAKCJI: Jak to się mówi, nie ważne czy jest duży czy mały, grunt, aby był wesoły. ---------------------------------------------------------------------- Temat: Gratulacje! Data: 27 kwietnia 1999 16:12 Drodzy Koledzy - Redaktorzy, serdecznie Wam gratuluję jubileuszowych 2 lat naświetlania opornych umysłów przenikliwym strumieniem myśli i dowcipu, jaki niesie na swych łamach najbardziej niezależne czytadło świata nowej epoki krzemiennej (wszak nośnikiem jest Si, nie, jak zazwyczaj, C czyli papier) - NEUTRONY!!! Mnóżcie się i docierajcie do milionów - Andrzej Czachor OD REDAKCJI: Jak wiadomo Redakcja składa się z czterech panów. W jaki sposób mamy się w tym gronie mnożyć - biez poł litra nie razbieriosz (jak mawiają w Paryżu). ---------------------------------------------------------------------- Temat: Gratulacje! Data: 27 kwietnia 1999 16:12 Szanowni Panowie Redaktorzy! Proszę przyjąć moje serdeczne gratulacje z okazji drugiej rocznicy! Jak widać, Wasz pomysł trafił na społeczne zapotrzebowanie, a ludziom brakowało kontynuacji historycznego "Rezonansu". Życzę dalszych lat owocnej pracy na świerkowej niwie! Sławek Kaczarowski P.S. Opóźnienie życzeń wynikło z mojego wyjazdu do Murowańca na ostatnie wiosenne narty. Żeby się zrehabilitować, załączam dwa zbiory (wyjątki z LOG-file'i) pokazujące, kto (niestety przedstawia się tylko komputer), kiedy i ile razy czytał NEUTRONY na stronach WWW. [...] Podana jest całkowita liczba odwiedzin stron NEUTRONÓW, w tym z Polski oraz liczba komputerów, z których te strony czytano. Dalej jest spis adresów internetowych komputerów używanych do czytania, liczba odwiedzin, oraz data ostatniej wizyty. Oczywiście rekordy bija automatyczne przeglądarki internetowe (np. "infoseek.icm.edu.pl" czy też "scooter.pa-x.dec.com" (USA)), ale nie należy tych wizyt lekceważyć, bo odwiedzane strony są kopiowane i trzymane w archiwach dla Internetowych przeszukiwań (SEARCH). Za to później, gdy szukałem w Internecie np. hasła "IEA" (znalezione ok. 250 odpowiedzi), to już w pierwszych 50 było kilkanaście odwołań do różnych numerów NEUTRONÓW, gdzie to hasło występowało w tekście. Do ciekawostek należy zaliczyć powodzenie NEUTRONÓW w Szwecji, Włoszech i Francji, były też wizyty z Anglii, Szwajcarii i USA (a nawet z Kalifornii), nie mówiąc o polskich miastach, np. Poznań, Toruń, Białystok, Gdynia, Częstochowa, Katowice, Lublin, Wrocław i inne - aha, jeszcze Ciechanów!). W sumie od umieszczenia NEUTRONÓW w Internecie (15.X.1998) czytano Wasze pismo 877 razy (w tym 590 z Polski) używając 120 komputerów z całego świata. Jest się czym pochwalić. Jeszcze raz GRATULUJĘ POCZYTNOŚCI w kraju i zagranicą! Łączę serdeczne pozdrowienia R. K. ********************************************************************** * * * Nowych Czytelników, którzy chcą regularnie otrzymywać NEUTRONY, * * prosimy o przesłanie adresu swojej poczty elektronicznej * * któremukolwiek z członków Redakcji. W identyczny sposób prosimy * * dostarczać materiały do publikacji. * * * *--------------------------------------------------------------------* * * * REDAKCJA: * * Krzysztof Andrzejewski (IEA): e02ka@cx1.cyf.gov.pl * * Janusz Mika (IEA): mika@waw.pdi.net * * Andrzej T. Mikulski (ORB): mikulski@cx1.cyf.gov.pl * * Marek A. Rabiński (IPJ): rabinski@ipj.gov.pl * * * *--------------------------------------------------------------------* * Archiwalne numery NEUTRONÓW są dostępne pod adresem: * * http://india.ipj.gov.pl/neutrony.htm * * * **********************************************************************